logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

Nie pozwólmy ingerować w sferę wartości

Wtorek, 28 lipca 2020 (07:00)

Aktualizacja: Wtorek, 28 lipca 2020 (11:02)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Ministerstwo Sprawiedliwości skierowało  wniosek do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o podjęcie prac nad wypowiedzeniem konwencji stambulskiej. Długo trzeba było czekać na ten krok…?

– Biskupi nie tylko z Polski już kilka lat temu wezwali do odrzucenia konwencji stambulskiej, która sprzyja szerzeniu ideologii gender. Jednak pięć lat temu Prawo i Sprawiedliwość, obejmując rządy w Polsce, stało się niemal od razu przedmiotem ataków ze strony Unii Europejskiej – tej ideologicznej części – Brukseli, która zaczęła atakować nasz kraj. W związku z tym diagnoza ze strony naszych władz była taka, że póki co nie otwierają nowych frontów. Jeśli chodzi o konwencję stambulską, to była ona krytykowana przez środowiska prawicowe, w tym przez PiS już w momencie jej ratyfikacji, a więc jeszcze za rządów koalicji PO – PSL.

Jest odpowiedni klimat polityczny?  

– Dokładnie. Po pierwsze wybory prezydenckie zostały wygrane, a po drugie kwestie najbardziej sporne z Komisją Europejską, jak chociażby reforma Sądu Najwyższego w zasadzie już się zakończyły. Wreszcie po trzecie na scenie politycznej jest Konfederacja, która po części rywalizuje z PiS-em o ten sam elektorat, a kwestia konwencji stambulskiej była podnoszona przez Konfederację jako element sporny, i to są te rzeczy, które – moim zdaniem – spowodowały, że zdecydowano się teraz na taki ruch.

O czym de facto traktuje konwencja stambulska? Jaki jest cel tej lewackiej propagandy i które z zapisów są szczególnie niebezpieczne?

– Cała ta konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, potocznie określana jako konwencja stambulska, tylko pozornie broni praw kobiet. W istocie jedną z kwestii tam zawartych jest pojęcie tak zwanej płci społeczno-kulturowej w opozycji do płci biologicznej. Tymczasem wiemy, że płeć nie jest uwarunkowana kulturowo, ale biologicznie czy w naturze. Samo odrzucenie tej konwencji jest tylko jednym z elementów sporu z ideologią. W tym dokumencie są różne genderystyczne zapisy, które mówią o pewnym rozumieniu człowieka, w tym kobiety w przestrzeni życia publicznego, w odniesieniu do wojny kulturowej, które wspierają radykalny feminizm. Jednak zasadniczą sprawą jest błędne zdefiniowanie płciowości człowieka w perspektywie nie biologii, a więc płaszczyzny natury, ale kultury, a więc w istocie rzeczy umownej. I to jest najbardziej niebezpieczne i groźne.

Czy wypowiedzenie konwencji stambulskiej oznacza, że będziemy mieć problem z głowy? 

– Oczywiście, że nie. Konwencja stambulska to jest tylko jeden z elementów wielkiej wojny ideologicznej, która się toczy, której kolejne odsłony możemy obserwować.        

Czy polskie prawo w sposób niewystarczający chroni kobiety przed przemocą i ściga sprawców przestępstw, że potrzeba jeszcze dodatkowego instrumentu – konwencji stambulskiej?

– Polskie prawo – moim zdaniem – w sposób wystarczający chroni kobiety, ale także mężczyzn oraz dzieci, na co wskazują statystyki, gdzie wśród krajów Unii Europejskiej jesteśmy w tym względzie w czołówce. Natomiast jeśli mamy uwarunkowania ideologiczne, to wcale nie chodzi tu o ochronę konkretnych osób czy grup osób, tylko o wywołanie wojny między tymi grupami. Jest to zatem myślenie neomarksistowskie, czyli wykreowanie pewnych konfliktów wojny płci – jak to się potocznie mówi, albo wygenerowanie chaosu w tej dziedzinie. Jeśli mówimy o genderyzmie, to lista zdefiniowanych płci jest bardzo długa, co więcej, powstają coraz to nowe. I taki jest de facto cel – a nie żadna ochrona praw czy pochylanie się nad rzekomo pokrzywdzonymi. W ideologii LGBT jest podobnie, zresztą w każdej ideologii tak się to przedstawiało, np. w ideologii hitlerowskiej, nazistowskiej mówiło się, że żydowscy bankierzy wyzyskują biednych obywateli; w ideologii klasycznej marksistowskiej, że pracownicy są wykorzystywani przez burżuazję, a dzisiaj mamy wojnę płci. Nie jest zatem tak, że jeśli ktoś sprzedaje coś propagandowo, to powie wprost, że chodzi o wykreowanie takiej czy innej wojny i że w tym kierunku to zmierza. Definiowanie tych zamiarów odbywa się na płaszczyźnie filozoficznej. Natomiast w sferze propagandowej używa się metod manipulacyjnych.

Ktoś próbuje wywrócić do góry nogami naszą kulturę, nasz system tradycyjnych wartości?

– Całkowicie, doszczętnie. Chodzi o to, żeby nie pozostało już nic z naszej kultury klasycznej. Jeśli zakładamy, że płciowość ludzka jest niestała, to również relacje między kobietą a mężczyzną nie są zdefiniowane na sposób naturalny, a więc nie ma małżeństwa. Jeśli nie ma małżeństwa, to trudno mówić o rodzicielstwie – w klasycznym tego słowa znaczeniu. Natomiast jeśli nie ma rodzicielstwa, nie ma rodziny, nie ma Narodu, nie ma Kościoła. Jest totalny misz-masz. Od rewolucji seksualnej rozpoczyna się całkowity przewrót życia społecznego, do czego nawet klasyczny marksizm nigdy nie doszedł, nie miał nawet szans, żeby aż tak rozbić cały porządek natury.

Opozycja straszy, że wycofanie się Polski z konwencji stambulskiej będzie miało swoje konsekwencje o znaczeniu międzynarodowym, również prasa zagraniczna, ośrodki europejskie, jak sekretarz generalna Rady Europy oraz lewicowo-liberalni europarlamentarzyści, m.in. Guy Verhofstadt krytykują tę zapowiedź. Mamy ciąg dalszy ataków na Polskę?

– Przypomnę tylko, że konwencja stambulska nie została ratyfikowana przez kraje Rady Europy, m.in. przez Czechy, Węgry, Litwę, Łotwę, Słowację, Wielką Brytanię i Liechtenstein, a także Stany Zjednoczone, Kanadę i Japonię. Dlatego próby umieszczania nas w kącie i strofowanie są niepoważne. Poza tym podejście europosłów, takich jak Guy Verhofstadt czy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski mnie nie dziwi. Oni muszą mówić głosem i popierać środowiska ideologiczne, które ich politycznie wspierają. Oczywiście nie powiedzą, że w konwencji stambulskiej nie ma ideologii, ale stosują taką retorykę, która ich nie obciąży. W istocie cały ten potęgujący się wrzask jest pochodną, że wspomniane środowiska – mam na myśli szczególnie zachodnie – boją się, że od Polski zacznie się kontrrewolucja. Wypowiedzenie konwencji stambulskiej nie rozstrzyga żadnej wojny, tylko może być sygnałem odwrotu pochodu rewolucji kulturowej. Proszę zwrócić uwagę, że rewolucja kulturowa ma to do siebie, że – jak w przypadku Polski, gdy przychodziła do władzy dajmy na to lewica, to coś ustalała, albo edukację seksualną w demoralizującej formie, albo aborcję, albo wojnę feministyczną, bądź też ideologię LGBT w propagandzie szkolnej czy medialnej. Natomiast, kiedy do władzy dochodziła prawica, to nie cofała tego wszystkiego, tylko nie szła w tych założeniach dalej. Zatem ten pochód rewolucji kulturowej się zatrzymywał, ale nie cofnął. Nie wracaliśmy zatem do starego porządku rzeczy. Konsekwencje są takie, że np. aborcji nikt już nie cofnął. Jeśli rzeczywiście rozpocząłby się teraz proces wypowiedzenia konwencji stambulskiej, to byłby to jasny sygnał, że Zjednoczona Prawica, otrzymując mandat społeczny do rządzenia Polską, nie tylko nie idzie do przodu w tym pochodzie rewolucji kulturowej, ale mówi: cofamy to. Oznaczałoby to kontrrewolucję, co dla neomarksistów jest bardzo groźne, bo mógłby to być przykład dla innych państw.

Jesteśmy w stanie zatrzymać ten marsz ideologii?

– Oczywiście, że tak. Skoro sto lat temu zatrzymaliśmy pochód rewolucji bolszewickiej, kiedy nikt nam tego nie wróżył, dlaczego nie mielibyśmy zatrzymać rewolucji neomarksistowskiej, genderystycznej. Przecież jest ona dużo głupsza, bardziej absurdalna, nietrzymająca się rzeczywistości – po prostu odbiegająca od wszystkiego, co stanowi nie tylko kulturę, ale także naturę ludzką. Jest to zatem możliwe, tylko trzeba mobilizacji, chęci i działania szerokopasmowego. Na pewno byłoby bardzo źle, gdybyśmy uznali, że wraz z wypowiedzeniem konwencji stambulskiej kończy się ideologia w Polsce. To nie ten tok myślenia – wypowiedzenie konwencji stambulskiej trzeba traktować wyłącznie w charakterze symbolicznego aktu, w ślad za którym powinny iść dalsze działania.

Czyli jakie…?       

– Chociażby takie jak w ustawie zaproponowanej przez prezydenta Andrzeja Dudę zakazującej ideologii LGBT w szkołach. Na przykład takie jak próba zmiany Konstytucji RP zakazującej adopcji dzieci przez pary homoseksualne, co też było w kampanii prezydenckiej. Również takiej jak zreformowanie uniwersytetów i uwolnienie uczelni od niewyobrażalnego już dzisiaj ciężaru ideologii, która zamyka usta wolnym głosom, głosom rozsądku, profesorom, którzy ośmielają się mieć inne zdanie w tym zakresie itd.

Problem tylko w tym, że dzisiaj uniwersytety zamiast stać na straży prawdy i uporządkowanej klasycznej myśli, stają się, niestety, ośrodkami, które ją wypaczają…

– Uniwersytet jest taki jak dominująca tak filozofia. W tej chwili jest coraz mniej uniwersytetów, które bronią się przed neomarksizmem. Neomarksizm, czy klasyczny marksizm zawsze przechodzi w formę totalizmu, a więc zamykania ust wszystkim tym, którzy mają inne zdanie. I to jest w tej chwili kluczowa kwestia. Dawni marksiści sami przeszli, albo wychowali uczniów w ideologii neomarksistowskiej, a państwo w swoich reformach tego nie powstrzymuje, tylko daje im dodatkowo narzędzia, żeby zamykali usta, albo blokowali kariery naukowcom, którzy trzymają się zdrowego rozsądku, trzymają się klasycznej filozofii. Czas zatem na powrót do rozumu, do rzeczywistości, do korzeni, bo to wszystko się razem splata, nie ma w tym żadnej sprzeczności. W tym porządku jest po prostu ład i harmonia.  

               Dziękuję za rozmowę.             

   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl