logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Tu nie ma miejsca na kompromis

Czwartek, 30 lipca 2020 (16:08)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Lewicowi aktywiści sprofanowali pomnik Chrystusa przed bazyliką św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i kilku innych pomników. Czemu mają służyć tego typu akty wandalizmu i czy tylko wandalizmu?

Mamy do czynienia ze szturmem, z pewną manifestacją pseudoreligijną, manifestacją ideologiczną, która jest konsekwencją założeń tego, co zwiemy rewolucją neomarksistowską. Ona chce ostatecznie zająć miejsce religii, chce dać odpowiedź we wszystkich aspektach życia człowieka – w dziedzinie moralności, w sferze seksualnej i w każdej innej – a jednocześnie zakłada pewną koncepcję „zbawczą”. I w tym sensie chrześcijaństwo jest przez te środowiska tylko pozornie tolerowane, ale w istocie ma być zlikwidowane.

Przecież u wszystkich neomarksistów ateizm aż kipiał i w tym sensie, cytując Antonia Gramsciego, socjalizm jest teoretyczną negacją i praktyczną likwidacją chrześcijaństwa. Patrząc na to, co się działo podczas marszów czy manifestacji „tęczowych”, to, z czym mamy do czynienia teraz – moim zdaniem – będzie tylko eskalować. Kiedyś – za czasów PRL – dziwiliśmy się, co więcej: sprzeciwialiśmy się, kiedy komuniści – wrogowie Kościoła, dopuszczali się jakichś aktów profanacji, wandalizmu. Ale nie ma się, co dziwić, bo takie są założenia tej ideologii, która dzisiaj wskrzeszana – w istocie cały czas jest bardzo niebezpieczna i groźna.

Czy to, z czym mamy dzisiaj do czynienia, to kolejny etap ofensywy lewactwa, czy może już totalna wojna o kształt naszego kraju, o wymazanie Pana Boga z naszego życia?

To przemyślana strategia. Najpierw chodzi o to, aby zlikwidować, rozbić moralność, żeby rozszczelnić system etyczny, równolegle forsować ideologiczne rozumienie człowieka itd., a następnie, kiedy jest już odpowiednia baza, dobrać się do spraw ostatecznych. To, co dzisiaj obserwujemy, to ofensywa w wielkiej wojnie kulturowej. Ta ofensywa na chwilę ucichła na czas kampanii prezydenckiej, bo środowiska forsujące tę ideologię miały świadomość, że wszelkie akty wandalizmu czy profanacji mogą zaszkodzić ich kandydatowi – Rafałowi Trzaskowskiemu. Tę przerwę dodatkowo spotęgowała pandemia koronawirusa i lockdown spowodował, że grupy te nie prowadziły działań zaczepnych. Dzisiaj jest już po wyborach, są wakacje, zaczynamy wracać do tzw. normalności, i te grupy również się uaktywniają.          

Do czego mogą prowadzić takie zuchwałe akty, gdzie mniejszość próbuje narzucać swoją ideologię większości?

To prowadzi albo do ich zwycięstwa, albo do naszego zwycięstwa. Innej możliwości nie ma. Jest pytanie, jaka będzie nasza – społeczeństwa – reakcja na tego typu akty. Mam na myśli dziedzinę prawną, dziedzinę szeroko rozumianej kultury. Jaka będzie nasza postawa? Czy będziemy zachowawczy, czy może coś z tym zaczniemy robić i temu się stanowczo przeciwstawiać. Tu nie ma miejsca na kompromis. Musimy to rozstrzygnąć w jedną bądź w druga stronę.

Jak przeciwstawić się takim zniewagom, prowokacjom, gdzie są granice takiej agresji medialnej, werbalnej – w sferze kultury, symboli i ideologii? Jak odpowiedzieć na taką agresję?

Konieczna jest reforma prawa, tak żeby wszystko było oczywiste i jasne. Żeby nie było wątpliwości, że taki akt profanacji jest ścigany i surowo karany. Inna sprawa, że po tamtej stronie jest wielu sędziów, którzy są w stanie wszystko obrócić w drugą stronę – na korzyść sprawców. Tym bardziej wszystkie instytucje, a zarazem obywatele, w szczególności zaś Kościół katolicki powinien wzywać do obrony naszej cywilizacji, która jest zagrożona. W innym wypadku nasza cywilizacja chrześcijańska po prostu zginie.

To, co Pan powiedział, wskazywałoby, że państwo niewystarczająco chroni symbole naszej wiary przed aktami profanacji?

Proszę zwrócić uwagę, z jaką sytuacją mamy do czynienia, kiedy ktoś coś krytycznego powie o ideologii LGBT. To często wiąże się to z konsekwencjami, z utratą pracy czy koniecznością płacenia odszkodowań na rzecz rzekomo poszkodowanych. Natomiast jeśli oni dopuszczają się profanacji symboli religijnych, to jest to usprawiedliwiane ekspresją artystyczną. I nie chodzi tu tylko o państwo w sensie władzy ustawodawczej czy wykonawczej, choć w mojej ocenie przepisy powinny być bardziej jasne, ale chodzi też o państwo rozumiane jako władza sądownicza, która absolutnie te sprawy zaniedbuje, co więcej: robi to w sposób skandaliczny.

Może czas na przebudzenie nas wszystkich i postawienie tamy temu ideologicznemu rozpasaniu, deptaniu naszej wiary, historii, tradycji, na co – zdaje się – sami pozwoliliśmy?

Jeśli nie postawimy tamy, jeśli nie staniemy twardo na stanowisku, że ani kroku w tył, to ta ideologia wraz z głoszącymi ją będzie postępować, aż opanuje wszystko; co więcej, nas będą zamykać do więzień. Taka jest logika wydarzeń. Proszę pamiętać, z czym mamy do czynienia – to jest marksizm, to jest socjalizm. Oczywiście, są różnice, ale jest całe mnóstwo podobieństw z klasycznym marksizmem.

Kiedy zaczęła się ta cała wojna ideologiczna i kiedy wielu z nas próbowało apelować, krzyczeć, żeby zatrzymać ten marsz, to słyszeliśmy kpiny, że przesadzamy, że niepotrzebnie nagłaśnia się te kwestie. Podobnie było z Leninem – gdy wypędzony z Rosji z towarzyszami błąkał się po Europie i szerzył ideologię, to słychać było głosy, że to margines, że nie warto się przejmować marginalną grupą i ideologią, o której mało kto wie. Okazało się jednak, że w momencie dogodnym dla siebie przejęli władzę i nieszczęście rozlało się po całym świecie. I dzisiaj sytuacja jest podobna.   

Lewackie bojówki coraz bardziej zuchwale poczynają sobie na ulicach polskich miast…

To jest kontynuacja rewolucji kulturowej i próba odwrócenia tradycyjnych wartości, na których posadowiona jest Europa i Polska. To rewolucja na poziomie antropologicznym – kulturowa, próba zastąpienia wartości antywartościami. Chodzi o to, żeby wartością, pierwszym – najważniejszym dobrem i sensem życia człowieka – w ich rozumieniu – był nie Bóg i Dekalog, ale właśnie antywartości. Jest to też element walki z Kościołem jako depozytariuszem wiary. Wreszcie jest to też wyraz pewnej erozji – skrętu w lewo partii politycznych, które chcąc przyciągnąć do siebie jak najwięcej zwolenników, skręcają coraz bardziej w lewo. Wszystko to jest elementem rewolucji kulturowej, która kroczy przez Europę i coraz szerszym strumieniem wkracza do Polski.

Rafał Trzaskowski pytany dzisiaj, czy będzie reakcja władz Warszawy na profanacje pomnika Chrystusa przed bazyliką św. Krzyża i innych pomników, a także profanacje z nocy 28 na 29 lipca wizerunków Jezusa Miłosiernego i Matki Bożej Częstochowskiej, które rozwieszono na drzwiach kancelarii Prezydenta RP, odpowiedział, że pierwszy raz o tym słyszy, że nie zna sprawy…

To klasyczne zachowanie Rafała Trzaskowskiego, który nie dostrzega problemu, jeśli sprawcami są środowiska lewicowe czy lewackie, ale kiedy wydarzyłoby się coś po stronie prawicowej, np. Marsz związany z Powstaniem Warszawskim, to od razu zapowiada, że go rozwiąże – jeśli usłyszy coś, co mu się nie spodoba. I to jest prezydent Warszawy – stolicy Polski, który o mały włos byłby prezydentem Rzeczypospolitej.

Po aktach profanacji, podpaleń świątyń katolickich we Francji młodzież pilnuje nocami obiektów sakralnych. Jeśli się nie obudzimy w porę, to nas też to czeka…?

Owszem, na razie nie musimy pilnować naszych świątyń, ale jeśli będziemy trwać w tej bierności, w której tkwimy, to za niedługo możemy mieć sytuację podobną do tej na Zachodzie. Powinniśmy obserwować i wyciągać wnioski z postępów rewolucji kulturowej, która idzie przez Europę, bo jeśli nic nie zrobimy z przypadkami profanacji symboli religijnych, które dzieją się u nas, to za czas jakiś – niedługi – z podobną sytuacją będziemy mieli do czynienia u nas, w Polsce. Należy zatem ukarać surowo sprawców profanacji, bo w innym razie tych przypadków może być więcej.

Jak w tym reagowaniu postrzega Pan rolę Kościoła?

Moim zdaniem Kościół w sensie instytucjonalnym oraz Kościół – my wszyscy, którzy go tworzymy, jest w tej chwili w kryzysie, co więcej: jest milczący, a do tego zbyt słabo zorganizowany, żeby skutecznie się przeciwstawiać tej fali. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, trzeba to widzieć i zmienić.  

                   Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl