logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Posłowie nie mogą chronić bandytów

Niedziela, 9 sierpnia 2020 (16:58)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Prezydent Andrzej Duda podczas orędzia odniósł się do Boga, odwołał się do ponadtysiącletniego dziedzictwa chrześcijańskiego Narodu Polskiego, a także dziedzictwa św. Jana Pawła II, prosząc o błogosławieństwo dla Polski. Co nam to mówi o tym, jaka to będzie kadencja?

– Przede wszystkim będzie to prezydentura kontynuacji. Prezydent Andrzej Duda przez pięć lat minionej kadencji wielokrotnie udowodnił poprzez swoje działania – konkretne decyzje, ale również gesty, że reprezentuje cywilizację łacińską. Mamy zatem nie tylko komponent odnoszący się do prawdy greckiej, do prawa rzymskiego, a więc fundamentów naszej cywilizacji, ale również, a może przede wszystkim do etyki chrześcijańskiej. Stąd też bardzo ważne w orędziu prezydenta – po zaprzysiężeniu, było odwołanie do świata wartości, do ochrony rodziny, do naszej polskiej, chrześcijańskiej tradycji. Prezydent Duda wspomniał o Chrzcie Polski, o tym, że w 966 roku – a więc 1054 lata temu – pojawiliśmy się na mapach świata, że to był moment przełomowy wyznaczający początek nowej epoki w dziejach naszego Narodu. Polski bez Chrztu nie ma, jest symbioza między wiarą w Pana Boga a polskością, między chrześcijaństwem a państwem polskim i można powiedzieć, że prezydent Duda będzie kładł olbrzymi nacisk również na kwestię aksjologii. Trzeba bowiem pamiętać, że każdy porządek prawny – czy też funkcjonowanie organizmu państwowego – jest ufundowany na systemie wartości, na aksjologii i te wartości zostały bardzo jasno wyartykułowane przez prezydenta Dudę. To jest porządek moralny zawarty w Piśmie Świętym, w nauczaniu Jezusa Chrystusa, ale również w magisterium Kościoła, bo to odwołanie się do bieżących sporów etyczno-moralnych, gdzie Kościół się wypowiada, jest – jak widać – dla prezydenta Dudy bardzo istotne.        

Nie przypominam sobie orędzia prezydenta państwa europejskiego, który by w tak zdecydowany sposób odwoływał się do dziedzictwa chrześcijańskiego własnego Narodu…

– To prawda, rzeczywiście we współczesnej Europie trudno jest znaleźć głowę państwa czy szefa rządu, który w wystąpieniach publicznych – exposé, czy w orędziach w tak jasny sposób odwołuje się do dziedzictw chrześcijańskiego, do kręgu cywilizacyjnego, na którym wyrosła Europa i stała się potęgą. Z drugiej strony jest to też smutny obraz naszych czasów, gdzie państwa zachodniej Europy coraz bardziej się laicyzują, odpływają od źródeł, próbując szukać nowej drogi. I gubią się w tym wszystkim. Po tym, co obserwujemy w zachodniej Europie, to jest swoisty kroczący nihilizm, upadek świata wartości, ale też upadek Europy, która cały czas opada w rankingach światowych zarówno pod względem demograficznym, także pod względem bezpieczeństwa, jak i pod względem znaczenia gospodarczego.

Czy zatem jesteśmy ostatnim krajem, gdzie jeszcze neomarksizm nie zatriumfował – tak jak to ma miejsce w zachodniej Europie?      

– Mimo wszystko byłbym większym optymistą. Obserwując państwa naszego regionu, czyli Europy Środkowej i Wschodniej, można powiedzieć – państwa za kordonu, za dawnej żelaznej kurtyny, które ponad 45 lat spędziły w objęciach realnego marksizmu – drugiej generacji marksistów, bo teraz mamy już do czynienia z trzecią generacją marksistów, tzw. tęczowych, to w tych państwach jednak widać reakcję, odruch obronny. Widzimy zachowanie naszych braci Węgrów, którzy konserwatywną rewolucję zaczęli znacznie wcześniej od nas, dostrzegamy też pozytywne odruchy czy to na Słowacji, czy w Czechach, ale też w Rumunii i Bułgarii, które bardzo mocno przeciwstawiają się nowym nurtom ideologicznym. Te państwa i ich społeczeństwa mają pamięć komunizmu, pamięć dyktatury, pamięć rządów totalitarnych, dlatego bardzo silnie reagują na ideologię neomarksistowską i stawiają opór. Można powiedzieć, że w tej chwili ten ciężar odpowiedzialności moralnej, to sumienie Europy nie jest na zachodzie, ale w centrum Europy – w Polsce, na Węgrzech, w państwach naszego regionu.

I to nie wszystkim się podoba – także w Polsce. Jak wytłumaczyć absencję większości polityków Koalicji Obywatelskiej na zaprzysiężeniu prezydenta Dudy?

– To wyraz niedojrzałości politycznej, niedojrzałości demokratycznej. Standardem w demokratycznym państwie prawa jest to, że zaplecze polityczne kandydata, który przegrał w wyborach, jednak uznaje werdykt wyborczy, gratuluje zwycięzcy i godzi się z wolą suwerena. Natomiast Platforma – poprzez ten swoisty bojkot Zgromadzenia Narodowego – przypomnę, że 90 procent parlamentarzystów tego ugrupowania nie uczestniczyło w zaprzysiężeniu prezydenta Dudy. Być może część z nieobecnych, obawiając się koronawirusa i zarażenia – i ja to rozumiem, ale część z nich być może zamierzała przeprowadzić happening, więc może i dobrze, że nie przyszli, bo mogliby zakłócić porządek i popsuć atmosferę wielkiego święta państwowego. Zgromadzenie Narodowe, które jest poświęcone tak doniosłemu wydarzeniu, jakim jest zaprzysiężenie głowy państwa, to jest rzecz wyjątkowa. W moim życiu było to pierwsze takie wydarzenie, dlatego dziwię się nieobecnym parlamentarzystom, którzy nie skorzystali z okazji i nie wzięli w nim udziału. Platforma poprzez taki gest pokazuje, że nie rozumie demokracji, że obraża się niczym dziecko na nauczyciela w szkole, który wystawia mu negatywną ocenę. Tak już świat jest stworzony, że suweren raz popiera tego, a raz innego kandydata – i z tą wolą trzeba się zgodzić. To jest fundament demokratycznego państwa prawnego, ale jak widać, Platforma tego zupełnie nie rozumie.

Niektórzy – jak posłowie Lewicy – wprawdzie wzięli udział w zaprzysiężeniu prezydenta RP, ale czy godnie reprezentowali swoich wyborców?

– Podzieliłbym parlamentarzystów na cztery kategorie. Pierwsza – to posłowie Zjednoczonej Prawicy i – co warto odnotować i myślę, że również pochwalić – Koalicji Polskiej, czyli PSL i Kukiz′15, którzy zachowali się godnie podczas Zgromadzenia Narodowego. Nie było z ich strony żadnych happeningów, wszyscy przyszli godnie ubrani, co – moim zdaniem – jest pewnym problemem w dzisiejszych czasach, że niektórzy parlamentarzyści w sposób godzący w powagę Wysokiej Izby przychodzą na salę plenarną Sejmu czy też Senatu. Druga kategoria – to są posłowie większości Koalicji Obywatelskiej – Platformy czy stronnictw satelickich, którzy zbojkotowali Zgromadzenie Narodowe, obrazili się na demokrację i na prawidła państwa prawa. Trzecia – to kategoria happenerów – ludzi, którzy mieli do wyboru zachować się godnie, tak jak przystało na parlamentarzystów, a wybrali pajacowanie. Myślę tutaj o posłach Lewicy, którzy zrobili sobie happening i nie dość, że fotografowali się czy to na tle mównicy sejmowej, na korytarzach sejmowych czy przed gmachem Sejmu z ideologiczną tęczową flagą ruchów LGBT, którzy przebrali się w koszule nocne, bo tak to trzeba określić. Nawiasem mówiąc, część pań z Lewicy pojawia się na obradach Sejmu dosłownie w koszulach nocnych, co u niektórych parlamentarzystów musi wywoływać zgorszenie. Oczywiście nie czuję się arbitrem elegancji i nie chcę się wypowiadać na temat standardów mody, ale uważam, że na obrady Wysokiej Izby należy przychodzić w godnych strojach, są pewne wyznaczone standardy i warto się tego trzymać, żeby nie obrażać Polaków. Wicemarszałek Czarzasty był w stanie założyć białą, uprasowaną koszulę, krawat, garnitur, natomiast jego koleżanki klubowe niestety nie, a ich wygląd dalece odbiegał od standardów parlamentaryzmu, i to nie tylko polskiego.

Uzupełnieniem tęczowych strojów były okrzyki…

– To był dodatek, podobnie jak wymachiwanie Konstytucją, wręczanie bumag prezydentowi Dudzie tuż po zaprzysiężeniu przez przedstawicielkę przemysłu aborcyjnego. To wszystko było gorszące i pokazujące, że Lewica długo miejsca w gmachu przy ul. Wiejskiej raczej nie zagrzeje. To znaczy, że duch Janusza Palikota i jego ruchu wciąż unosi się nad klubem Lewicy, co pokazuje też wewnętrzne rozdarcie tych struktur. Jest stara gwardia komunistyczna, która wie, jak się zachować w parlamencie – w końcu ma doświadczenie i wie, że elektorat Lewicy źle reaguje na tego typu happenerstwo i dymienie. Zresztą problemem w ugrupowaniach lewicowo-liberalnych są panie, u których emocje często biorą górę, tymczasem wyborca oczekuje realnych działań, a nie pustych sloganów i robienia hucpy na sali plenarnej Sejmu. Jest też czwarta kategoria posłów, czyli parlamentarzyści Konfederacji, którzy na siłę próbowali się odróżnić od innych ugrupowań w polskim parlamencie i uczestniczyli w zaprzysiężeniu prezydenta Dudy, zachowując się spokojnie, natomiast mimo zaleceń sanitarnych nie założyli maseczek, rękawiczek, tak aby nie zarazić siebie, a tym bardziej kogoś. To dziwny, niepoważny gest wobec sytuacji pandemicznej, która z dnia na dzień się pogarsza, gest, który mam nadzieję nie będzie powielany przez wyborców Konfederacji, bo w tym czasie łatwo można zarazić swoich bliskich – rodziców czy dziadków.  

Jednocześnie byliśmy świadkami pięknego i bardzo wymownego gestu pary prezydenckiej, która w drodze do Pałacu Prezydenckiego złożyła kwiaty pod figurą Chrystusa przed kościołem na Krakowskim Przedmieściu. Wobec profanacji, z którymi mamy do czynienia, to chyba ważne w swej wymowie przemówienie, choć bez słów. Jak powstrzymać agresję środowisk LGBT, która przybiera na sile?        

– To jest wojna, to jest otwarta wojna cywilizacji, otwarta wojna – trzecia fala marksizmu, która jest podlana sosem wulgarnego języka, ale też agresji fizycznej. Mamy wojnę z symbolami, mamy wojnę z językiem i zapowiedź terroru, który – gdyby ci państwo nie daj Boże kiedykolwiek doszli do władzy – zostałby zaprowadzony w Polsce. Gest prezydenta Dudy przed bardzo symboliczną figurą Chrystusa przed kościołem pw. Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, w pobliżu Pałacu Prezydenckiego przed figurą, która niedawno została sprofanowana przez środowiska LGBT, to był gest oddania szacunku Panu Bogu. To, co zrobili działacze LGBT, to był atak na Pana Boga – i w takich kategoriach należy odczytywać tę profanację. Co więcej, należy za wszelkie tego typu akty profanacji przepraszać i ten gest prezydenta Dudy jako pierwszego obywatela Rzeczypospolitej był gestem, przez który chce on w imieniu całego Narodu przeprosić Pana Boga. To był atak haniebny, atak, który w mojej ocenie jest pewnym preludium do tego, co nas czeka. Moim zdaniem czeka nas to, co kilkanaście lat temu miało miejsce w Hiszpanii, czyli ataki na osoby duchowne, profanowanie Mszy św., różnej maści happeningi.           

Co powinniśmy, co możemy zrobić, aby powstrzymać tę falę?

– Przede wszystkim musi być jasna, zdecydowana postawa społeczeństwa i państwa. Sąd zastosował dwumiesięczny areszt wobec Michała Sz., który pobił przedstawiciela pro-life i zniszczył mienie znacznej wartości. Warto zaznaczyć, że areszt nie jest karą, ale jest środkiem zapobiegawczym polegającym na tym, że dopóki sąd nie wyda wyroku, ten człowiek ma przebywać w areszcie, bo stanowi realne zagrożenie dla społeczeństwa, co można było usłyszeć wprost z jego ust w sposób obelżywy, wulgarny. Państwo musi być tutaj zdecydowane i społeczeństwo także musi się opowiedzieć przeciwko tego typu terrorowi i tego typu ideologii, która uderza wprost w nasze fundamenty, w nasz ład społeczny, ideologii, która jest wulgarna, agresywna i zmusza nas do działania wbrew sobie.

Zatrzymany Michał Sz. został wzięty w obronę przez środowiska LGBT, ale także posłów Lewicy i Koalicji Obywatelskiej…

– To prawda. Przedstawiciele dwóch wymienionych przez pana redaktora klubów parlamentarnych zrobili, rzec można, obwoźny cyrk, jeżdżąc po komisariatach, domagając się spotkania z osobami zatrzymanymi podczas piątkowych brutalnych ataków na funkcjonariuszy policji. Wiemy, że zostały zniszczone czy uszkodzone radiowozy, fizycznie zostali zaatakowani policjanci, którzy zostali też zwyzywani, co jest również wykroczeniem. I ze strony organów państwa muszą być podjęte określone działania. Mogę tylko i wyłącznie pochwalić postawę policji, ponieważ opanowała sytuację. Ci państwo próbowali w piątek wkroczyć do kościoła pw. Świętego Krzyża i ponownie zaatakować figurę Chrystusa. Ich zachowanie wobec funkcjonariuszy policji i organów państwa polskiego było bardzo wulgarne i państwo zareagowało. Nie może być tak, że parlamentarzyści biorą w obronę pospolitych przestępców, bo tak trzeba to nazwać. Jeśli ktoś atakuje drugiego człowieka, a zwłaszcza funkcjonariusza policji na służbie, który stoi na straży praworządności, nie powinien się spotkać z ochroną ze strony posłów. Parlamentarzyści, którzy w sposób fałszywy wykorzystywali swój immunitet poselski, bo jak widzieliśmy, posłanki biegały, zasłaniając się legitymacją, mówiąc, że są nietykalne, to jest to jakieś nieporozumienie. Poseł nie może bronić domniemanych przestępców, osób, które łamią porządek prawny. Immunitet służy do wykonywania w sposób właściwy swoich obowiązków poselskich, ale nie do tego, żeby chronić tych, którzy łamią prawo.

Jak nazwać takie zachowanie posłów?

– Według mnie jest to nadużycie władzy, jest to złamanie art. 7 Konstytucji RP mówiącego o tym, że organy władzy publicznej – a posłowie są członkami organu władzy publicznej, jakim jest Sejm czy Senat, działają w granicach i na podstawie prawa. Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora na Sejm RP czy Konstytucja RP nie pozwalają na to, żeby posłowie chronili przestępców, a tak się w piątek niestety działo. Zachowanie ze strony tych parlamentarzystów, którzy próbowali utrudnić policjantom wykonywanie swoich obowiązków, próbowali wywierać presję na organy władzy publicznej, np. poprzez wspomniane najazdy na komisariaty czy areszty śledcze znajdujące się w obszarze m.st. Warszawy, było to ewidentnym naruszeniem prawa przez tych parlamentarzystów. Dlatego liczę, że organy państwa również zadziałają wobec tych parlamentarzystów, bo tego typu zachowanie jest absolutnym skandalem – i to trzeba ukrócić. Nie może być bowiem tak, żeby posłowie chronili bandytów.

              Dziękuję za rozmowę.           

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl