logo
logo
 

Agnieszka Żurek

Cała jaskrawość

Środa, 27 czerwca 2012 (06:28)

"Z głębokim żalem żegnam Henryka Berezę, wybitnego krytyka literackiego, odkrywcę Marka Hłaski i Edwarda Stachurskiego" - napisał w nekrologu umieszczonym we wczorajszej "Gazecie Wyborczej"... Kto? Chłopak z szóstej klasy podstawówki, który jeszcze nie "przerabiał" na polskim twórczości Stachury? A może gość z zagranicy, który przyjechał na Euro i nie miał jeszcze okazji pośpiewać z nami przy ognisku "Opadły mgły, wstaje nowy dzień"? Otóż nie, pod nekrologiem podpisany jest Bogdan Zdrojewski, minister kultury i dziedzictwa narodowego.

Od czasu pamiętnej "puszki z Pandorą" podobnych wypowiedzi padło sporo, nie sposób jednak nie zauważyć, że chyba coraz mniej osób jeszcze na to reaguje.

- Jest bardzo różnie. Jeden mówił o "puszce z Pandorą", inny - że druk jest napisany "drobną pipetą", a inni płynnie cytują sentencje i wiedzą, o czym mówią. Więcej jest jednak polityków, którzy coś bąkają, niż tych, którzy mówią pięknie - mówił w czasie zorganizowanej przez Senat konferencji poświęconej językowi polityków Stefan Niesiołowski, wówczas senator. To było w 2007 roku. Od tamtego czasu sporo się zmieniło. Stefan Niesiołowski mówi coraz piękniej. Przykłady? "Won do PiS-u" tudzież "pisowskie ścierwa".

Prezydent Bronisław Komorowski opowiada o armatach w krzakach, wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka żegna poetkę o nazwisku Wisłocka, a Grzegorz Napieralski dziękuje za sporą dawkę pozytywizmu zawartą w jej wierszach. W jaki sposób odnosi się do tego władza? Mówi o "wpadkach" i "gafach". Można odnieść wrażenie, że hasło "wpadka" stało się dzisiaj podobnym wytrychem jak "prowokacja artystyczna". Uzasadnia wszystko. Prezydent nie jest niekompetentny, ale "popełnia gafy", a premier nie łamie obietnic, tylko "nie wszystko udaje mu się zrealizować". "Przejęzyczeniem" została nazwana nawet skandaliczna wypowiedź Baracka Obamy o "polskich obozach śmierci".

To bardzo wygodny zabieg, uniemożliwiający jakąkolwiek dyskusję i pociągnięcie kogokolwiek do odpowiedzialności. Niektórym nie mieści się w głowie, że można wykazywać się aż taką ignorancją i wciąż utrzymywać się przy władzy. Chyba jest jednak dokładnie odwrotnie. Jeśli świadomie zaniżymy standardy, najbardziej znienawidzimy tego, kto nie zagra z nami w tę grę. Wstrętnego kujona, który nie przyniesie na klasówkę "gotowca". Albo tego frajera, który nie chce z nami kręcić lodów i nie rozumie, że pierwszy milion trzeba ukraść. Wszystko zależy jednak od nas.

Jeśli chcemy uczyć się o "Tryptyku" Henryka Sienkiewicza, tudzież czytać o wyprawie po złote siano - nasz wybór. Jeżeli nie będziemy wymagać niczego od władzy, jeśli przyjmiemy za swoje myślenie w stylu "co my możemy" tudzież "wszyscy tak robią" i damy sobie wmówić, że "teraz to już takie czasy", będą one trwały tak długo, jak długo istnieć będą głupcy i złodzieje. Czyli prawdopodobnie - zawsze. Nie możemy uciekać się już do wymówki, że zostaliśmy oszukani i zmanipulowani. Ta władza pokazuje nam istotę swojego funkcjonowania. W całej jaskrawości.

Agnieszka Żurek

Aktualizacja: Środa, 27 czerwca 2012 (06:28)