logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Tusk rozgrywa Platformę…

Poniedziałek, 24 sierpnia 2020 (10:13)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W jakim momencie jest dzisiaj Platforma Obywatelska?

Wojna domowa trwa – można powiedzieć, buldogi pod dywanem szaleją, a na zewnątrz wysyłany jest przekaz, że właściwie to nic się nie dzieje, że wszystko jest w porządku. Tak to wygląda w wielkim skrócie. Tymczasem mamy działania przewodniczących: starego – Grzegorza Schetyny, i obecnego – Borysa Budki, a do tego – od czasu do czasu – pojawia się niewidzialna polityczna ręka Donalda Tuska, który próbuje na odległość rozgrywać Platformę. I trzeba przyznać, że to mu się skutecznie udaje.

Ze stanu, w jakim znalazła się Platforma, chyba zadowolony jest Grzegorz Schetyna…?

Grzegorz Schetyna stoi na stanowisku i udowadnia to, że w partii zawsze może być gorzej niż za jego przywództwa. Sprawdza się też stare powiedzenie, że jeśli chcesz kogoś unieszczęśliwić, to spełnij jego marzenie. Jak widać, marzenie Borysa Budki o przywództwie w Platformie zostało spełnione, stając się równocześnie jego największym problemem. Kiedyś w rozmowie z panem redaktorem powiedziałem, że przyjdzie czas, kiedy w Platformie zapłaczą jeszcze za Grzegorzem Schetyną, i chyba przyszedł ten moment. Tak to jest w polityce, że lider trzech formacji wchodzących w skład Koalicji Obywatelskiej nie jest od kochania, lider nie jest po to, aby go wszyscy lubili, ale lider ma być skuteczny. Schetyny można było nie lubić, można się było z nim nie zgadzać, ale trzeba powiedzieć, że był skuteczny.

Wśród tych, którzy mącą w Platformie, wymienił Pan Donalda Tuska. Czy nie jest trochę tak, że Platforma była formacją skrojoną pod Donalda Tuska i bez niego sobie nie radzi, w czym on sam też pomaga?

Donald Tusk rozgrywa Platformę i – jak to zwykle bywa w polityce – robi to cudzymi rękami.

Czyimi…?

Szymonem Hołownią i swoim środowiskiem zgromadzonym wokół Hołowni. Co ciekawe, robi to skutecznie. Obserwując wydarzenia na scenie politycznej, trzeba też powiedzieć, że ze wszystkich kontrkandydatów Andrzeja Dudy na prezydenta, tylko Hołowni ciągle się chce. Jest on cały czas głodny sukcesu, ma też świadomość, że nie może zrobić kroku wstecz i wrócić do komercyjnej stacji, ale nie mając wyjścia, musi być konsekwentny i – co ciekawe – jak na razie: jest.

To był jego wybór i on ponosi tego konsekwencje…

Owszem, ale uważam, że Hołownia wie, do czego zmierza, wie, że na bazie komitetu wyborczego musi stworzyć partię, ma też świadomość, że bez systemu finansowego, bez pieniędzy, nawet najlepszy pomysł, inicjatywa polityczna się wysypie. To przerabiał już Palikot, to przerabiał również Kukiz’15 – mianowicie, żeby móc działać skutecznie, potrzebna jest partia, potrzebne są struktury, a do tego potrzebne są pieniądze. Jeżeli więc wszystkie partie, które uzyskają określone poparcie w wyborach do Sejmu, korzystają z subwencji z budżetu państwa, to dany podmiot polityczny aspirujący do odgrywania ważnej roli w polityce nie może się obrażać i rezygnować z subwencji.        

Ale na razie Hołowni formalnie nie ma na scenie politycznej…  

Ale sondaże są dla niego łaskawe i na dzisiaj – trzeba to powiedzieć – jest chyba jedynym z przegranych kandydatów w wyborach prezydenckich, który pielęgnuje swój dorobek, a nie roztrwania elektorat, tak jak to robi Rafał Trzaskowski, który czeka aż ktoś za niego coś zbuduje, pod czym on sam będzie się mógł podpisać. Inaczej Hołownia, który wie, że nikt za niego tego nie zrobi. Wie, że aby móc zrealizować swój projekt, musi znaleźć pieniądze, żeby dotrwać i odegrać jakąś rolę w wyborach, które są dopiero za trzy lata. Można się zatem spodziewać, że będzie wykorzystywał każdą okazję, żeby jego ludzie, a także on sam mogli skutecznie zawalczyć o przyszły polityczny byt.

Platforma wciąż utrzymuje się na powierzchni…

Owszem, Platforma istnieje, ale w sondażach coraz częściej zakładany jest wariant z udziałem Szymona Hołowni i jego projektu Polska 2050, którego zadaniem jest podebranie młodego elektoratu Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy. 

Czy ten wewnętrzny chaos może być początkiem budowania czegoś nowego, czy to jest raczej zwiastun rozpadu Koalicji Obywatelskiej i w konsekwencji końca Platformy?

Jedynym sukcesem Platformy jest to, że wciąż pozostaje największą siłą opozycyjną w polskim Parlamencie.

W tej chwili chyba bardziej przez zasiedzenie i liczebność posłów, bo raczej nie przez skuteczność?

O tak, trzeba powiedzieć, że panowie z Platformy się zasiedzieli i dzisiaj są zasiedziałą opozycją, która nie ma żadnego pomysłu na to, jak wyjść z zaklętego kręgu wiecznej opozycji, dla której marzenia o władzy są bardziej czynnikiem obciążającym niż motywującym. Platforma okopała się na poziomie wiecznej opozycji, wiecznych malkontentów, tyle że wyborcy oczekują czegoś więcej. Ludzie nie oczekują dyskusji o problemach, ale oczekują propozycji rozwiązań tych problemów. Wyborcy Platformy nie chcą dłużej mówić o złej Polsce PiS-u, ale oczekują innej Polski, opartej o propozycje programowe. Tymczasem na dzisiaj Platforma nie ma programu, nie ma też pomysłu na to, jak dojść do władzy. I ta stagnacja jest degenerująca – taka jest brutalna rzeczywistość, jeśli chodzi o Platformę.

Tylko co wobec programu PiS może jeszcze wymyślić Platforma, aby zyskać większe poparcie i odzyskać władzę?

Platforma przede wszystkim powinna zmienić narrację, i to nie jest problem tylko tej formacji, ale całej dzisiejszej opozycji. Sytuacja wygląda tak, że opozycja prowadzi narrację, którą da się streścić w słowach: im gorzej, tym lepiej. Tyle że nie da się prowadzić takiej narracji przez dłuższy czas – zwłaszcza w czasie pandemii koronawirusa i związanego z tym światowego kryzysu gospodarczego. Narracja, jaką prowadzi opozycja, powoduje to, że jej wyborcy czują się zdegustowani.

Opozycja musi pokazać, że jest siłą polityczną, która może być w kontrze do rządu, ale w czasie pandemii nie może się cieszyć z problemów Polski. W czasie kryzysu gospodarczego nie można się żywić negatywnymi uczuciami, tylko krytykować, ale rzecz polega na tym, że cała gospodarka światowa pikuje dziś w dół, a w interesie Polski jest, aby straty, które będą – nie czarujmy się – były jak najmniejsze, żeby Polska z pandemii wyszła możliwie jak najsilniejsza. Gdyby Platforma czy cała Koalicja Obywatelska była formacją odpowiedzialną, to przedstawiłaby swój plan gospodarczy wychodzenia z kryzysu, a nie ograniczała się tylko do krytyki takich czy innych działań rządu.

W tym miejscu warto przypomnieć, że wszyscy przedsiębiorcy, a przynajmniej zdecydowana większość – dzięki działaniom rządu – mogła skorzystać i wciąż korzysta z tzw. tarcz antykryzysowych, a co zaproponowała opozycja…? Nie można też w sposób bezrefleksyjny krytykować rządu za to, że w dobie pandemii gospodarka nie jest na plusie. Przypomnę, że jeszcze w zimie, na początku tego roku, stawialiśmy sobie pytanie – jak bardzo będziemy na minusie. Tym bardziej to, że Polska – w ocenie Komisji Europejskiej, którą raczej trudno posądzać o to, że jest nam przychylna – jest państwem, które najmniej straci na kryzysie, jest chyba najlepszą laurką dla rządu Mateusza Morawieckiego.

Choćby opozycja robiła różne szpagaty, to tych faktów nie zakłamie…

No właśnie. Jako państwo, jako naród mamy szansę wyjść z tego nieszczęścia możliwie suchą nogą, co więcej, mamy dobrą pozycję startową, a opozycja powinna pokazać, że jest konstruktywna. I to jest rola Platformy – jako największej formacji opozycyjnej. Trzy lata, jakie nas dzielą od kolejnych wyborów parlamentarnych, szybko miną, a wyborcy sobie zapamiętają, kto w sytuacji kryzysu był z nimi na dobre i na złe, kto udzielał wsparcia. Na dzisiaj kierunkiem działań jest gospodarka i służba zdrowia. Przypomnę tylko początek pandemii i oczekiwania Platformy na pierwszy przypadek koronawirusa, na czym formacja ta próbowała zbudować kampanię ówczesnej kandydatki na prezydenta RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Tyle że to ona sama stała się największą ofiarą tej narracji zbudowanej w sposób negatywny wokół COVID-19, że Polska jest nieprzygotowana, że nic nie zrobi, że czeka nas dosłownie kataklizm. Tymczasem okazało się, że jako państwo daliśmy radę, ale rady nie dała Platforma ze swoją byłą kandydatką, i trzeba było szukać dublera. Tak czy inaczej fakty i cyfry są obiektywne i tak przekonujące, że cała dyskusja i próba stworzenia narracji o tym, że rząd Zjednoczonej Prawicy jest nieudolny, że min. Szumowski był nieudolny, zwyczajnie się nie bronią. Jest zatem pytanie: jak długo Platforma i cała opozycja zamierzają jechać w tym kierunku? Nie ma wyjścia – muszą coś zmienić, jeśli chcą dalej istnieć.

Ale to jest problem totalnej opozycji, co więcej, aby skutecznie działać, trzeba mieć lidera, tymczasem opozycja jest w kryzysie…             

No właśnie, na dzisiaj w Koalicji Obywatelskiej nie ma charyzmatycznego lidera, który poprowadziłby tę formację, za to jest próba wysadzenia z siodła, z pozycji szefa Klubu Parlamentarnego, Borysa Budki. Jest bardzo dotkliwy polityczny policzek dla Budki – polityka z ambicjami; co więcej, policzek jest wymierzony przez klubowych kolegów. Tak czy inaczej wygląda na to, że jeden z największych krzykaczy w Sejmie dość szybko politycznie się zużył. Jak widać, można otrzymać dotkliwe baty od swoich, i powiedzenie: wróg, wróg śmiertelny, kolega z partii – w tym przypadku sprawdza się jak najbardziej.

            Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl