Minęło 1000 dni od momentu, gdy obywatelski projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję” trafił do Sejmu. W tym czasie każdego dnia ginie w polskich szpitalach troje dzieci podejrzewanych o chorobę. Dlaczego władze zwlekają z przyjęciem tak ważnego dokumentu? Czy polityka zabija niewinne dzieci?
– Oczywiście. Niewinni ludzie są zabijani, bo politycy prawdopodobnie uznali, że warto poświęcić ich życie dla innych celów. Fakt, że do tej pory rząd PiS nie zmienił ustawy aborcyjnej, pokazuje jego prawdziwe priorytety. Próbuje wręcz przekonywać swój elektorat, że tak jest lepiej, a swoją bierność w temacie usprawiedliwia tym, że przecież wprowadzono program „Za życiem”, poprawiając nieco sytuację rodziców dzieci, które mogłyby być zabite w świetle prawa, a rodzice się na to nie zdecydowali. To bardzo groźne przekonanie, że poprawienie sytuacji finansowej miałoby być receptą na aborcję. To tak nie działa! Wsparcie finansowe jest ważne, ale nie stanowi sposobu na ograniczenie liczby aborcji. Warto przypomnieć przykład Niemiec. Mimo dużo większego wsparcia dla rodzin z dziećmi, w tym chorymi, ponad 90 proc. dzieci podejrzewanych o zespół Downa jest zabijanych.
Działacze pro-life wielokrotnie monitowali w tej sprawie, pisali m.in. listy dotyczące obrony życia do prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Rządzący unikają jednak odpowiedzi na te apele?
– Tak. Pojawiają się deklaracje, które – na razie – pozostają bez pokrycia. Jarosław Kaczyński oznajmiał, że jest przeciw zabijaniu ludzi z powodu podejrzenia choroby, ale do tej pory nie uczyniono nic, aby prawo w tym zakresie zostało zmienione. Nasza obywatelska inicjatywa jest w komisji od kilku lat.
PiS wielokrotnie podkreślało, że życie ludzkie jest największą wartością. Co z realizacją propozycji programów z lat 2014-2019?
– Wiem, że w PiS jest grupa polityków, którzy chcieliby natychmiastowej zmiany prawa, ale najwyraźniej osoby zarządzające polityką partii mają inne priorytety. Warto, żeby wyborcy mieli świadomość tego, co politycy deklarują i których obietnic dotrzymują. Niestety, potrzebujemy dużego przebudzenia albo w PiS, albo po prostu wśród polskich polityków. Trzeba też zwiększyć świadomość Polaków. Wiele osób ciągle nie wie, że w polskich szpitalach zabija się dzieci głównie z powodu podejrzenia choroby i że są to duże dzieci. Nawet w szóstym miesiącu ciąży! Należy również tłumaczyć, że zasłanianie się argumentem, jakoby polepszenie prawnej ochrony życia pogorszyło sytuację, jest manipulacją. Musimy patrzeć na reakcję lewicy, ale tylko po to, aby dostosować do nich metody walki o życie dzieci, a nie z tej walki rezygnować i się wycofywać.
Napływają do redakcji sygnały, iż środowiska pro-life i organizacje katolickie przygotowują projekt systemowego rozwiązania, które miałoby wspomóc – także finansowo – nie tylko rodziny wychowujące niepełnosprawne dzieci, ale także samotne matki czy też kobiety, które nie zdecydują się na dokonanie aborcji ze względu na tzw. przesłankę eugeniczną.
– Już w ostatnim czasie powstał np. program Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, który taką pomoc oferuje. Na dużą skalę działa Bractwo Małych Stópek. To bardzo ważne, ale nie zastąpi zmiany prawa. Dzieci nienarodzone są zabijane także przez ludzi, którzy mają pracę, mieszkanie, pieniądze na życie i wychowanie dziecka. Problem z aborcją w bardzo małym stopniu jest powodowany trudnościami finansowymi. Dlatego jako obrońcy życia musimy głośno mówić, że wsparcie systemowe jest potrzebne, ale nie wystarczy do ochronienia dzieci. Potrzeba zmiany prawa i szerokiej zmiany w postrzeganiu życia dzieci nienarodzonych przez nasze społeczeństwo.
Wiele osób jest zdania, że program „Za życiem” jest niewystarczający. Czego oczekiwałaby Pani po posłach obecnej kadencji?
– Program jest pozytywny, ale zawsze można i trzeba takie programy poprawiać. Jednak istotą sprawy nie jest wsparcie finansowe, tylko brak możliwości zabijania. Dotyczy to także pigułek wczesnoporonnych i in vitro. W tych tematach także potrzeba zmian prawnych.
Na Twitterze zamieściła Pani wpis z informacją, że w ciągu ostatnich 5 lat liczba legalnych aborcji w Polsce wzrosła o 15 proc., eugenicznych o 17 proc. Podkreśliła Pani, że nie tylko nie zakazano zabijania dzieci, ale zabija się ich więcej niż wcześniej. A projekty czekają?
– Tak. Tak zwany kompromis nie działa. A obowiązywanie obecnej ustawy jedynie utwierdza część społeczeństwa w przekonaniu, jakoby zabicie człowieka w określonych sytuacjach było akceptowalne. Liczba aborcji zwiększa się z roku na rok. Tak też było w innych krajach. Hiszpania, mając podobne przepisy do polskich, zabijała 100 tys. dzieci rocznie. W Polsce również prawo jest coraz szerzej interpretowane. W latach 90. podejrzenie zespołu Downa nie było powodem do aborcji. Dziś to 40 proc. spośród wszystkich aborcji eugenicznych, główna przyczyna aborcji w ogóle! Czekanie ze zmianą prawa to pogarszanie sytuacji.
W Trybunale Konstytucyjnym leży kolejny wniosek posłów dotyczący wspomnianej przesłanki eugenicznej. Co będzie z nim tym razem?
– Obawiam się, że może podzielić los poprzedniego. Czyli nie zostanie rozpatrzony. Potrzebujemy modlitwy, naciskania na polityków i zmieniania świadomości społecznej, aby poruszyć sumienia Polaków i aby zakończyli oni to okrutne zabijanie dzieci w polskich szpitalach.

