Panie Profesorze, jako historyk jak skomentuje Pan słowa Lecha Wałęsy, że „to nie Papież obalił komunizm. Nie przesadzajmy”, wypowiedziane podczas obchodów 40. rocznicy Porozumień Sierpniowych w gdańskim Europejskim Centrum Solidarności?
Myślę, że Lech Wałęsa – w swoim stylu – chciał powiedzieć, że to on sam obalił komunizm, że to jemu powinniśmy być wdzięczni. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że wraz z upadkiem jego legendy rośnie też jego megalomania. Natomiast nie wiem, czy Wałęsa jest świadom, że takie jego wypowiedzi są przeciwskuteczne. To znaczy, że zamiast umacniać w Polakach przekonanie, że odegrał znaczącą rolę w tamtym czasie, to swoimi słowami i egoistyczną postawą budzi w ludziach niesmak i de facto sam niszczy własny mit. Przy okazji takich wypowiedzi wychodzi cała prawda o Lechu Wałęsie – im dłużej stara się być czynny w życiu publicznym, tym bardziej poprzez swoje wypowiedzi ukazuje swoją słabość, żeby nie powiedzieć: małość.
Słowa Wałęsy stoją w sprzeczności z oświadczeniem kard. Stanisława Dziwisza, który z okazji 40. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych napisał, że „Jan Paweł II jest ojcem »Solidarności«. Jest ojcem naszej polskiej wolności”…
W słowach wyrażonych przez pierwszego sekretarza św. Jana Pawła II jest głęboka prawda. I nie chodzi tu tylko o bezpośrednie działanie Ojca Świętego, ale chodzi nade wszystko o Jego nauczanie w duchu „Solidarności”. Przecież nauczanie Papieża Polaka w sposób przemożny wpłynęło na postawy Polaków, w tym na postawy ludzi pracy. Była to też kontynuacja pewnej misji Wielkich Narodowych Rekolekcji, które podjął Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński. Natomiast Jan Paweł II zafundował Polakom kolejne rekolekcje, narodowe misje, i to oddziaływało w sposób przemożny na nasz Naród. „Solidarność” to był ruch ściśle katolicki, katolicko-narodowy, więc w znaczeniu ideowym absolutnie dziecko Sługi Bożego Prymasa Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II. Dlatego stwierdzenie kard. Stanisława Dziwisza jest w tym wypadku w pełni uprawnione.
Co przez 40 lat zrobiliśmy z tymi drogowskazami dwóch wielkich Polaków?
To zależy kto… Na pewno to, że dzisiaj nie jesteśmy jeszcze krajem zrewolucjonizowanym – na sposób marksistowski, jak chociażby Francja, Wielka Brytania, Hiszpania czy Niemcy. To wynika z faktu, że miliony Polaków – wystarczy tylko wspomnieć środowisko Radia Maryja – wciąż żyją, starają się realizować w praktyce, w życiu społecznym nauczanie św. Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego. Natomiast faktem jest też, że nie wszyscy podejmują ten trud, wielu dało się omamić, dlatego mamy tarcia.
Wracając jeszcze do Wałęsy i jego przemówienia w Europejskim Centrum Solidarności: wyglądało to tak, jakby on sam obalił komunizm. Ani słowa o Annie Walentynowicz, o roli małżeństwa Gwiazdów, Krzysztofa Wyszkowskiego i innych bohaterów naszej polskiej niepodległości. Wałęsa próbuje wymazać z naszej pamięci niewygodnych dla siebie bohaterów Sierpnia ‘80?
Lech Wałęsa już w tamtych czasach próbował wokół siebie czyścić przedpole i wymazywać innych działaczy tak, aby tylko on pozostał jako gwiazda. Oczywiście, te jego działania były wspierane przez środowiska liberalne. W III Rzeczypospolitej był tym człowiekiem, który legendę ruchu społecznego „Solidarność” starał się przypiąć do innych ugrupowań niż prawicowe, i w tym działaniu miał wsparcie środowisk liberalnych. Natomiast podjęta przez niego próba wymazywania innych postaci Sierpnia ‘80 wydaje się dzisiaj zupełnie nieskuteczna. Szafa Kiszczaka w sposób znaczący osłabiła mit Wałęsy, który on sam chciał stworzyć, a jego bulwersujące wypowiedzi publiczne pogrążyły go jeszcze bardziej i przypieczętowały upadek legendy.
Kolejna rocznica Sierpnia ‘80 za nami, uroczystości obchodzone odrębnie, podzielone. A przecież „Solidarność” to jedność…
To prawda, ale „Solidarność” nigdy nie była jednością. Mam na myśli elity, które znalazły się w jej otoczeniu już na początku w Stoczni Gdańskiej i zaraz potem. Nawet w 1980 roku chociażby doradcy z Komitetu Obrony Robotników byli innego ducha, a wręcz innej ideologii niż zwykli działacze związkowi, ci katolicko-narodowi. I z tego powodu jest widoczny cały ten podział, który jest realny, ostry, i nie da się go zasypać nawet 40. rocznicą podpisania Porozumień Sierpniowych. Oczywiście, do tej jedności należy cały czas dążyć, ale pojednanie byłoby wtedy, gdybyśmy mieli, chociaż wspólne rozumienie historii, bądź też wspólne rozumienie życia społecznego. Natomiast skoro wszystko jest przeciwstawne do tego stopnia, że na obchodach rocznicowych pojawiają się znaki tęczy, a Władysław Frasyniuk idzie dalej i mówi, żeby nie przeciwstawiać się temu [tęczy], tylko pogodzić się z tym, to mamy dokładną ilustrację problemu, który jest bardzo poważny.
Zatem jak Pan odebrał widok Lecha Wałęsy, marszałka Grodzkiego i władz Gdańska maszerujących przez słynną Bramę nr 2 Stoczni Gdańskiej pod flagami polską, unijną, białoruską, ale także tęczową?
To jest pomieszanie z poplątaniem – typowe dla tzw. nowej lewicy, dla postmodernizmu. Chodzi o to żeby zrelatywizować wszystko: prawdę i fałsz, Pana Boga i ateizm, ale to jest charakterystyczne dla tej ideologii, więc walka, jaka się toczy, jest potężna. Musimy mieć świadomość, że tu chodzi o dekonstrukcję wszystkich symboli, wszystkich treści – również tych historycznych. Jest to jednak typowe dla dekonstruktywizmu rewolucji kulturowej.
Jak ważne dzisiaj dla młodego pokolenia jest dziedzictwo „Solidarności” i pamięć o Sierpniu ‘80 roku?
Niepodległość, jaką mamy dzisiaj, jest skutkiem protestów robotniczych w 1980 roku, i to jest fakt. W tym względzie wszystkie rocznice, jakie w tym roku obchodzimy, w tym również stulecie Bitwy Warszawskiej, są bardzo ważne. 40. rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych historycznie jest nam oczywiście najbliższa, wiele ludzi pamięta wydarzenia na Wybrzeżu, ale wielu młodych niewiele bądź nic o tamtym czasie nie wie. Dlatego związanie tegorocznych wydarzeń w pewien ciąg pokoleniowy jest niezwykle istotne, bo uczy patriotyzmu w najgłębszym tego słowa znaczeniu.
A czego nas uczy spór o prawa do tablic z 21 postulatami „Solidarności”, które Europejskie Centrum Solidarności i władze Gdańska próbują sobie zawłaszczyć, choć nie jest to ich własność?
To dowód, że – jak to często bywa – toczy się bój o historię – historię, która jest matką współczesności. Istnieją siły, które chciałyby nią zawładnąć, nad nią zapanować. Tak już było nieraz. Przypomnijmy sobie chociażby czekoladowego orła, który stał się jednym z symboli prezydentury Bronisława Komorowskiego. Przypomnijmy też próbę uczynienia z wyborów z czerwca 1989 roku mitu założycielskiego III RP. Skoro teraz „Solidarność” jest głównym motywem, to znaczy, że toczy się walka o to, kto jest „Solidarnością”. Natomiast tablica z 21 postulatami jest tylko uzewnętrznieniem o wiele ważniejszej batalii, która się toczy.
Czym jest „Solidarność” dzisiaj?
„Solidarność” jest utożsamiana ze związkiem zawodowym o podwalinach chrześcijańskich, dlatego jest tak atakowana, dlatego tak się nie podoba – nawet samemu Lechowi Wałęsie. Oczywiście „Solidarność” dzisiaj ograniczyła swoją misję. Na początku to był ruch społeczny, natomiast dzisiaj jest to związek zawodowy nawiązujący do pracowniczej wizji świata. I w tym sensie jest to bardzo ważne, bo na Zachodzie większość związków zawodowych ma konotacje lewicowe, ale u nas – na całe szczęście – największy związek zawodowy NSZZ „Solidarność” ma podstawy chrześcijańskie.
Choć mniej liczna niż na początku, kiedy liczyła ponad 10 milionów członków, jest dzisiaj wciąż potrzebna…
Oczywiście, bo obrona praw pracowniczych jest zawsze potrzebna, potrzebny jest związek, który będzie stał na straży przestrzegania tych praw. Taka jest rola związków zawodowych. Ważne natomiast jest to, żeby związki zawodowe nie generowały nowych konfliktów klasowych, płciowych czy jakichkolwiek innych, tylko żeby patrzyły na Polskę w sensie solidarnościowym – tak jak to było na początku, kiedy rodziła się „Solidarność”. Ważne jest też, żeby była dobra, mądra inspiracja. Marksistowska jest zawsze fałszywa, tu zaś mamy powiązanie, mamy do czynienia z chrześcijańską, z katolicką nauką społeczną. Zatem NSZZ „Solidarność” ma do spełnienia bardzo ważną misję, ale obok tego ma także misję historyczną: upamiętnianie wydarzeń z sierpnia 1980 roku ze Stoczni Gdańskiej, Stoczni Szczecińskiej i z innych miejsc w Polsce, gdzie rozlał się bunt pracowniczy, bunt Polaków, którzy mieli już dość kłamstw i obłudy w wydaniu komunistycznym, którzy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i zawalczyć o przyszłość swoją i swoich dzieci. Dzisiaj niezwykle ważne jest mówienie prawdy o ludziach i czasach, kiedy rodziły się społeczne protesty, i tę misję NSZZ „Solidarność” również spełnia.
Dziękuję za rozmowę.

