Kolejny raz Polska została zaatakowana przez europarlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy wspieranych przez ich zachodnich sojuszników…
Faktycznie, to kolejna odsłona dotycząca dwóch rzeczy. Po pierwsze, wojny cywilizacyjnej świata normalnego z ideologią lgbt, a po drugie, wojny wymierzonej w rząd Polski czy rząd Węgier, a więc państw, które mają zupełnie inną wizję Europy, zupełnie inną wizję Unii Europejskiej – Unii jako wspólnoty gospodarczej, a nie superpaństwa z koncepcją stworzenia nowego Europejczyka na Starym Kontynencie. Mamy zatem dwie rzeczy naraz, bo do tej pory śpiewka o łamaniu praworządności w Polsce odnosiła się do kwestii sądów, tymczasem nagle pojawia się wątek ideologii lgbt, wątek fake newsów, które kolportuje Bartosz Staszewski.
Swoją drogą kolportowanie informacji, że w Polsce są „Strefy wolne od LGBT”, podczas gdy działacze tego ruchu sami wieszają takie tabliczki, jest po prostu żenujące. Wygląda na to, że ktoś buduje ogrodzenie, a następnie krzyczy: uwolnijcie nas. Oczywiście ma to konkretny wymiar polityczny. Szkoda też, że ta nieprawdziwa retoryka zyskuje poparcie w Brukseli, chociażby podczas orędzia o stanie Unii Europejskiej wygłoszonego przez szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, która powiedziała, że strefy wolne od LGBT to strefy wolne od wartości humanistycznych i nie ma dla nich miejsca w Unii.
Tak czy inaczej, na miejscu niektórych polskich służb zainteresowałbym się wspomnianym Bartoszem Staszewskim, bo jego wyczyny są wręcz absurdalne, łącznie z ostatnim. Otóż, jakiś człowiek zgłosił się do Komendy Miejskiej Policji w Krakowie i nie został obsłużony, bo miał ponad dwa promile alkoholu, tymczasem zostało to potraktowane jako przejaw homofobii wobec tego pana. Oczywiście, można podawać różne, nawet najbardziej absurdalne powody, mówiąc np., że w Polsce dyskryminowani są obywatele ze względu na swoje preferencje seksualne. Natomiast ci państwo postrzegają represjonowanie poprzez brak przywilejów, co jest rzeczą niepojętą.
Jakie znaczenie w sensie formalnym mają tego typu debaty? Pytam o to w kontekście wypowiedzi europosła Jacka Saryusza-Wolskiego, który stwierdził, że pod względem kalumnii rzucanych na Polskę ta ostatnia debata w Brukseli przebiła wszystkie…
To tylko obniża prestiż i znaczenie Parlamentu Europejskiego, który w niektórych sytuacjach zaczyna przypominać kabaret i to o bardzo dużym zakresie oddziaływania. Takie debaty jak ostatnia o Polsce osłabiają znaczenie europarlamentu i przyszłych debat, które niestety będą obarczone tego typu zarzutami. Szkoda tylko, że w tym wątpliwej jakości przedstawieniu głównymi aktorami na scenie są parlamentarzyści z Polski.
Jak skomentuje Pan słowa europosła Patryka Jakiego, który podczas debaty powiedział wprost, że cokolwiek, co nie jest lewicowe, jest w interpretacji lewicy naruszeniem praworządności?
To, co powiedział Patryk Jaki, jest dla mnie oczywiste, odkąd jestem świadomym politycznie obywatelem – mianowicie, że lewica jest totalniacka. Myślenie jest takie, że jeśli ktoś nie jest członkiem naszej sekty, jest naszym wrogiem. Jeśli ktoś nie uznaje, że związki homoseksualne są lepszą formą „małżeństwa”, jeśli ktoś nie twierdzi, że zabijanie dzieci w łonach matek jest czymś naturalnym, jeśli ktoś twierdzi, że jedzenie mięsa jest czymś dobrym, to w takim układzie jest naszym wrogiem. I to jest przerażające, to jest straszne i temu trzeba się przeciwstawiać z całą stanowczością.
Dlatego konserwatyści, do których ja się zaliczam, chcą bronić porządku świata, który jest zapisany na kartach Starego i Nowego Testamentu, jest w nauczaniu Kościoła, jest w tradycji naszych ojców i dziadów, jest wreszcie naszą tożsamością i musimy walczyć o utrzymanie naszej odrębności, naszej tożsamości narodowej, tradycji polskiej. To nie jest jakieś dziwactwo, ale to jest dorobek pokoleń Polaków, którzy na stałe wpisali się w cywilizację świata Zachodu. Tego dziedzictwa musimy bronić my, Polacy, bo zachodnia Europa już się poddała i de facto przegrała tę batalię. Sytuacja wygląda tak, że musimy się bronić zarówno od Wschodu, jak i od Zachodu przed napływem trzeciej fali marksizmu.
Przypomnę, że był marksizm czerwony, był marksizm brunatny, a teraz mamy marksizm tęczowy. Każda fala marksizmu się kiedyś kończy i podobnie będzie z tęczową falą, która też przeminie. Obyśmy tylko ponieśli jak najmniejsze straty spowodowane ideologią lgbt, która dehumanizuje człowieka, która jako najważniejszą sferę człowieka stawia na piedestał jego sferę seksualną. To jednak nie wszystko, bo na piedestał stawia też hedonizm, konsumpcjonizm. Oczywiście wszystko posadowione jest na gruncie kłamstwa i manipulacji, co mogliśmy obserwować podczas ostatniej debaty w Brukseli. Grupa osób kontestująca i podważająca ład oparty na prawie naturalnym, na fundamentach naszej cywilizacji, czyli na prawdzie obiektywnej, na prawie rzymskim, na etyce chrześcijańskiej była i jest, i ta lewica będzie atakowała wszystkich, którzy ją krytykują, tych, którzy się z nią nie zgadzają właściwie odkąd lewica istnieje.
Czym kierują się polscy europosłowie, którzy wpisują się w ten lewacki chór w Parlamencie Europejskim?
Podejrzewam, że są różne racje. Jedni kierują się chęcią zrobienia kariery w różnej maści organizacjach pozarządowych po zakończeniu swojej przygody z polityką. Chodzi o to, żeby kieszeń i portfel nie ucierpiały wskutek tego, że dopływ pieniądza brukselskiego się nagle skończy, żeby zapewnić sobie miękkie lądowanie. Organizacje te mają olbrzymie pieniądze, za nimi stoją bowiem również koncerny, które wspierają, i to bardzo hojnie, wszelkiej maści lewackie struktury promujące hedonizm, konsumpcjonizm, bo to napędza im sprzedaż.
Z innej strony są też pobudki ściśle ideologiczne, np. jeśli ktoś był zawodowym homoseksualistą przez lata, jeśli ktoś wyłącznie kojarzy się 99-procentom Polaków z orientacją seksualną i niczym więcej, to robi to z pełnym przekonaniem. I kto nie jest homoseksualistą, ten w ich mniemaniu jest faszystą. Trzecią racją jest niechęć do polskiego rządu, próba prymitywnego – jeszcze z epoki saskiej – serwilizmu wobec obcych dworów, obcych kancelarii dyplomatycznych, aby się podlizać i żeby zdobyć z tego tytułu jakieś profity dla siebie, dla swoich rodzin czy dla środowiska. Jednak najczęstsza – moim zdaniem – przesłanka to jest czysta głupota.
Swoją drogą jest jakiś kres tych antypolskich ataków, kiedy to „grillowanie” Polski może się skończyć?
Trudno powiedzieć. Uważam jednak, że jeszcze długo będzie to trwało, dopóki nie zmieni się sytuacja wewnątrz poszczególnych krajów Unii Europejskiej i dopóki agenda konserwatywna – jako swoista reakcja na lewicową agendę – nie znajdzie odzewu w poszczególnych państwach członkowskich. Tylko wtedy, kiedy narody w poszczególnych państwach powstają, dochodzi do pewnego otrzeźwienia. Widzimy Hiszpanów, widzimy Włochów, widzimy Francuzów czy Niemców, gdzie dyktat lewicowy oparty na kłamstwie wychodzi jednak na jaw, te społeczeństwa powoli trzeźwieją. Nie łudźmy się jednak, że finał jest blisko. Ten proces trzeźwienia będzie jeszcze trwał wiele lat, być może też wiele kadencji Parlamentu Europejskiego. Musimy mocno zapiąć pasy i być konsekwentni, bo choć droga wyboista i trudna, to po naszej stronie jest prawda.
Są też inne warianty, mniej optymistyczne. Mianowicie, że jeśli lewactwo dojdzie do władzy, to kierunek może się zmienić diametralnie.
Owszem, niektórym taki wariant się marzy. Myślę jednak, że zanim to nastąpi, to jeszcze dużo wody w Wiśle musi popłynąć.
Poseł Koalicji Obywatelskiej Izabela Leszczyna mówiła niedawno, że „Platforma jest gotowa przejąć stery w Polsce nawet dzisiaj”…
Koalicja Obywatelska jest gotowa zawsze, w końcu to jest eklektyczna partia władzy, tyle że pozbawiona władzy. Jednak sama – wyrażana werbalnie – gotowość do przejęcia rządów w Polsce to za mało. Trzeba jeszcze zdobyć odpowiednie poparcie Polaków, żeby ten scenariusz, kreślony przez poseł Leszczynę, mógł się spełnić.

