logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Czy to ideowa erozja?

Niedziela, 20 września 2020 (18:24)

Aktualizacja: Niedziela, 20 września 2020 (20:39)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Łukasz Schreiber mówi, że Zjednoczona Prawica jest w separacji, z kolei Jarosław Gowin uważa, że koalicja wciąż istnieje, choć jest na wirażu. Na naszych oczach rozpada się koalicja Zjednoczonej Prawicy, czy to tylko próba wybicia się na niezależność Solidarnej Polski?

– Ja powiedziałbym, że mamy do czynienia z poważnym, największym kryzysem w historii Zjednoczonej Prawicy. Kryzysy mają to do siebie, że mogą zostać przezwyciężone, mogą też spowodować – nawet daleko idące negatywne skutki – w tym wypadku rozpad koalicji. Jednak teoretycznie taki kryzys może wzmocnić Zjednoczoną Prawicę pod warunkiem, że zostanie przezwyciężony i będą ustalone nowe, przejrzyste zasady współpracy. Zasadne jest pytanie: czy Zjednoczona Prawica przetrwa? Głosy polityków, które pan redaktor przywołał – szczególnie jeśli chodzi o Jarosława Gowina – są dość spolegliwe, natomiast mieliśmy wcześniej wypowiedzi, niestety, wzmacniające ten kryzys. Mam na myśli wypowiedzi szefa Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość Ryszarda Terleckiego czy posła Marka Suskiego, który mówił wręcz o pakowaniu biurek koalicjantów zajmujących ministerialne stanowiska, także w odniesieniu do własnego partyjnego kolegi ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego.

Co by jednak nie powiedzieć, obaj politycy – zarówno Terlecki, jak i Suski – dość często wypowiadają się w sposób zdecydowany, dlatego wydaje mi się, że nie ma sensu przeceniać znaczenia tych ostrych wypowiedzi, które, owszem, wydają się dość konfrontacyjne, bo ostateczna decyzja i tak będzie polityczna. Natomiast inna kwestia, że eskalacja takich słów nie służy porozumieniu w gronie Zjednoczonej Prawicy.

W tle jest jeszcze rekonstrukcja rządu i nowa umowa koalicyjna.     

– Rekonstrukcja rządu była zapowiadana przez prezesa Kaczyńskiego przynajmniej od sierpnia tego roku. Natomiast jeśli chodzi o nową umowę koalicyjną, to wiadomo było, że to nastąpi, więc nie jest to zaskoczenie, bo po wyborach prezydenckich miała być sformułowana nowa umowa i jak to zawsze bywa przy okazji nowych porozumień, nowych układów, zainteresowane podmioty starają się zapewnić sobie określoną pozycję.

Jednakże sprawa jest – myślę – poważna i jest pytanie, czy sytuacja nie wymyka się spod kontroli, bo nie sądzę, żeby się już wymknęła. Tak czy inaczej, to liderzy formacji tworzących Zjednoczoną Prawicę ostatecznie zdecydują o tym, czy ta koalicja przetrwa. Nie ma też wątpliwości, że decydujące będzie tu stanowisko Jarosława Kaczyńskiego.

Komu służy ten impas w Zjednoczonej Prawicy, po pierwsze – krótko po zwycięskich wyborach prezydenckich, a po drugie – w obliczu pandemii? Może jest jakieś drugie dno: spór o stanowiska, wpływy, proporcje sił w koalicji i próba wymuszenia uległości u koalicjantów.

– Liderzy formacji tworzących Zjednoczoną Prawicę to są osoby z dużym doświadczeniem politycznym, ale też ambicjami, które – niestety – często biorą górę nad doświadczeniem, nad pewnym wyczuciem politycznym. Zapewne też trzej tenorzy zdają sobie sprawę, że są jednak pewne granice tej gry, że ryzyko rozpadu koalicji Zjednoczonej Prawicy będzie miało określone konsekwencje i to nie tylko dla hegemona – PiS-u, ale też dla Polski i Polaków. W tej sytuacji od wszystkich stron należałoby oczekiwać przede wszystkim rozwagi. Polityka jest sztuką możliwości i wydaje mi się, że wszystkie formacje – łącznie z PiS-em – powinny tej zasady przestrzegać. I od wszystkich, a zwłaszcza od partii prezesa Kaczyńskiego należałoby oczekiwać dużej, daleko idącej roztropności i rozwagi. Oczywiście nikt nie kwestionuje, że PiS to największe, najsilniejsze ugrupowanie, ale od najmocniejszego też się wymaga – może nawet więcej niż od mniejszych formacji. Tak czy inaczej, cały ten impas nikomu nie służy.

Czy racji nie mają parlamentarzyści Solidarnej Polski, mówiąc, że „Piątki dla zwierząt” nie było w umowie koalicyjnej?

– Trzeba podkreślić, że cała ta zmiana w ustawie o ochronie zwierząt autorstwa PiS została narzucona, bo tak trzeba to chyba określić. Tymczasem zmiany w ustawie prozwierzęcej stały się wręcz sztandarowym projektem już nie tylko PiS-u, ale dla całej Zjednoczonej Prawicy, która miała go firmować. Zaskakujące jest to, że forsowanie tej ustawy ma miejsce właśnie w tym momencie, co więcej, nie było debaty, rozmów wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. Tym bardziej kwestie dotyczące precyzyjnego sformułowania tej umowy są bardzo ważne i powinny dotyczyć spraw programowych, oczywiście w ślad za tym również personalnych, bo konkretne obszary programowe muszą być realizowane przez odpowiednie struktury i konkretne osoby. Natomiast zdumiewające jest to, że „Piątki dla zwierząt” nie było w umowie koalicyjnej, może nawet nie w szczególe, ale w zmianach kierunkowych, które się później uszczegóławia, precyzuje. Dlatego tutaj mamy do czynienia absolutnie z narzuceniem tematu – wrzuceniem go nie tylko w szeregi PiS-u, bo tak to wygląda, ale również szerzej. Można zatem powiedzieć, że jest to przykład pewnej arogancji w stosunku do koalicjantów.

Czy tylko wobec koalicjantów? Wspomniał Pan o wrzutce akurat w tym momencie. To przypadek?

– Jeśli są rozmowy i jest formułowana nowa umowa koalicyjna, która ma zawierać m.in. zapisy programowe, to wszystko jest w porządku, jednak problemów jest więcej. Wiemy, że ostatnim tematem – bardzo głośnym i poważnym – są kwestie dotyczące zagrożenia ze strony środowisk wyznających ideologię lgbt. I to jest wyzwanie, przed którym stoi szeroko rozumiana prawica, co więcej, powinna podjąć konfrontację. Abdykacja, ustępowanie pola organizacjom lewackim w tym obszarze będzie prowadziło do nieodwracalnych zmian w naszym kraju. I tutaj Solidarna Polska szczególnie mocno podkreślała znaczenie obrony tradycyjnych wartości, obrony rodziny przed tymi zagrożeniami, z którymi rząd i PiS do tej pory nie bardzo sobie radziły.

Widać to chociażby w edukacji, w szkolnictwie wyższym, co więcej, mamy próby unikania tego tematu. Dlatego nie wykluczałbym i takiej motywacji, że PiS chce narzucić inny przekaz ideowy, programowy, żeby niejako odsunąć kwestie związane z zagrożeniem ideologią gender i na plan pierwszy wysunąć ochronę praw zwierząt. To niestety może być próba odwrócenia hierarchii wartości programowej i tym samym odrzucenie tych propozycji, z którymi wychodziła Solidarna Polska.

W zaledwie kilka dni przeforsowano w Sejmie ustawę prozwierzęcą, a projekt ochrony życia ludzkiego w sejmowej zamrażarce czeka już ponad tysiąc dni…

– To prawda. Teraz okazuje się, że Trybunał Konstytucyjny ma się zająć tą kwestią. W ogóle zastanawiające, że taki komunikat, taki przekaz jest formułowany w tym czasie, kiedy jest realizowana ustawa o ochronie zwierząt. To też może wskazywać, że sprawa ochrony życia ludzkiego nie będzie traktowana w sposób priorytetowy, na jaki zasługuje. W ogóle to zestawienie jest szokujące, tym bardziej że przecież – jeśli chodzi o głosowanie nad tą ustawą zaproponowaną rzekomo przez Forum Młodych PiS – została przyjęta dyscyplina partyjna, a wobec 15 posłów PiS, którzy zagłosowali zgodnie ze swoim sumieniem przeciwko tej ustawie, mają być wyciągnięte konsekwencje.

Jeżeli skonfrontujemy to z zachowaniami, jeśli chodzi o ochronę życia ludzkiego, to obraz jest przygnębiający. Nie wygląda to dobrze. Poza tym ze strony rządzących mamy zupełną bierność, jeśli chodzi o konwencję stambulską. To wszystko, taka postawa, zmienia oblicze ideowe PiS-u. Nie jest zatem bezzasadny pogląd, że PiS zmierza w kierunku partii pragmatycznej, bezideowej, przyjmując ideologiczne postulaty Lewicy. Można zatem stwierdzić, że PiS ulega erozji ideowej, takiej, jakiej uległy na zachodzie Europy partie centroprawicowe czy podkreślające swój rzekomy konserwatyzm lub odniesienia chrześcijańsko-demokratyczne.

Trzy lata do wyborów to wystarczający czas, aby po „Piątce dla zwierząt” zagoić rany wśród prawicowego elektoratu, zwłaszcza elektoratu polskiej wsi? Czy PiS, sądząc, że ludzie zapomną, się nie przeliczy?

– Wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że nastąpi znacząca utrata elektoratu wiejskiego, który, co warto przypomnieć, w dużym stopniu głosował na PiS. Natomiast PiS wśród młodzieży nie ma szczególnie mocnej pozycji. Jednak, chcąc pozyskać poparcie ludzi młodych, należałoby podjąć zupełnie inne działania. Natomiast taka postawa z pewnością doprowadzi do utraty poparcia ze strony prawicowych, młodych wyborców, a na pewno nie pomoże w pozyskaniu lewicowego elektoratu. Jeśli ktoś na to liczył, to zwyczajnie się łudził. Myślę, że tak wytrawny polityk jak Jarosław Kaczyński chyba brał to pod uwagę. Jest zatem pytanie, w imię czego ta ustawa jest forsowana. Być może chodziło o zdyscyplinowanie koalicjantów, szczególnie zaś o Solidarną Polskę, bo prominentni politycy PiS w swoich wypowiedziach nie ukrywają, że główny problem dotyczy Solidarnej Polski, która wybija się na suwerenność programową, broni wartości prawicowych.

Z drugiej strony był to też pewien test dla parlamentarzystów PiS-u, jak się zachowają, przyzwyczajanie ich do pewnego, daleko idącego posłuszeństwa. Tymczasem okazuje się, że część posłów PiS zagłosowała przeciwko „Piątce dla zwierząt”, a więc inaczej, niż życzyło sobie kierownictwo. Nie można zatem wykluczyć, że były to rachuby doraźne, związane z funkcjonowaniem Zjednoczonej Prawicy.

Co będzie dalej, jest kilka możliwych scenariuszy?     

– Są trzy możliwe rozwiązania: rozpad Zjednoczonej Prawicy i przyspieszone wybory parlamentarne, ale wydaje mi się, że jeśli chodzi o przyspieszone wybory, jest to scenariusz mało prawdopodobny. Ale równie prawdopodobne – na tę chwilę – są dwa inne rozwiązania, mianowicie, że strony odejdą od separacji koalicyjnej na rzecz porozumienia, bądź też możliwy jest rząd mniejszościowy. To dobry czas, bo do wyborów są trzy lata i ten czas ma posłużyć pozyskaniu pojedynczych posłów, a może nawet i całych formacji, choć jest to mało prawdopodobne, bo wprowadzenie tej ustawy pokazuje, że pogłoski o rozmowach PiS-u z PSL-em były nieprawdziwe, a kwestia ta wyraźnie różnicuje te formacje.

Zatem kalkulacja może być taka, że powstanie rząd mniejszościowy, który będzie dryfował, ale czy przetrwa trzy lata, to też jest dość wątpliwe. Natomiast w grę może wchodzić plan budowy nowej formacji centrowej, w której już nie będzie Solidarnej Polski. Budowa formacji, do której pozyska się część Koalicji Polskiej, pojedynczych posłów od Kukiza, a skład uzupełnią posłowie PiS, którzy teraz się wyłamali, ale po złożeniu samokrytyki wrócą do łask i pozostaną w tej formacji.

Czy PiS pozostałoby tą samą formacją, którą znamy dotychczas?

– Obawiam się, że może wchodzić w grę scenariusz polegający na rekonfiguracji całego układu Zjednoczonej Prawicy, która stałaby się zupełnie nową formacją – oczywiście z dominacją PiS-u, jednak skierowaną wyraźnie do centrum.

           Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl