logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Chaos migracyjny trwa

Środa, 23 września 2020 (21:04)

Aktualizacja: 23 września 2020 (21:05)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Czas ucieka, tymczasem nie tylko Grecja nie radzi sobie z falą uchodźców. Czy mamy znów do czynienia z kryzysem migracyjnym?

– Z całą pewnością mamy kolejny kryzys migracyjny, można powiedzieć, że jest to niekończąca się historia, której dobrego końca nie widać. Jak w poprzednich odsłonach tego kryzysu widać kompletną bezradność, nieudolność organów decyzyjnych Unii Europejskiej, w tym szczególnie Komisji Europejskiej, która – co z przykrością należy powiedzieć – nie ma skutecznej recepty na zażegnanie tej patowej sytuacji. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, ani inni liderzy europejscy nie mogą, nie potrafią, bądź też nie chcą znaleźć recepty na skuteczne rozwiązanie tego kryzysu, którego przeciąganie będzie rodzić jeszcze poważniejsze konsekwencje.   

Wygląda na to, że Unia Europejska jest w politycznym kryzysie i zamiast rozwiązać problem w miejsce obowiązkowej relokacji wprowadza „obowiązkową solidarność”?

– Tak można powiedzieć przynajmniej, jeśli chodzi o rozwiązywanie istotnych problemów. Solidarność już z samej definicji nie powinna być obowiązkowa – to po pierwsze. Po drugie solidarność oczywiście powinna przyświecać wszystkim państwom członkowskim Unii Europejskiej w sytuacjach rozmaitych zagrożeń, ale tej solidarności europejskiej – z Polską, chociażby w przypadku budowy gazociągu Nord Stream 1, Nord Stream 2 jakoś nie było widać. Dlatego propozycja solidarności, jaka się pojawia wobec kryzysu imigracyjnego, to jest jakaś aberracja. Polska deklarowała i cały czas deklaruje wsparcie – jeśli chodzi o rozwiązanie problemów z nielegalną imigracją. Proponujemy pomoc w obozach poza granicami Unii Europejskiej, ale nie jesteśmy w stanie zgodzić się na przyjmowanie imigrantów, którzy są obcy Polsce kulturowo. To stanowisko było wiele razy artykułowane bardzo wyraźnie, wypowiedział je także ostatnio premier Mateusz Morawiecki.

Przewodnicząca Ursula von der Leyen mówi, że należy „wdrożyć przewidywalny i wiarygodny system zarządzania migracją”

– Przede wszystkim jedno jest pewne, że system azylowy Unii Europejskiej jest zły. Nic zatem dziwnego, że poprzednie propozycje ze strony ośrodków brukselskich, które zakładały np. obowiązkową relokację uchodźców, spotkały się i słusznie ze sprzeciwem m.in. Polski. To nasze twarde stanowisko spowodowało, że nie udało się wypracować szkodliwego porozumienia w tej sprawie. Nie wypracowano też mądrego stanowiska wobec problemu migracyjnego. Czas ucieka, a chaos, z którym faktycznie mamy do czynienia, trwa w najlepsze i dotyka przede wszystkim państwa położone na południowych granicach Unii Europejskiej, które wyraźnie nie radzą sobie z falą migracyjną.

Dotyczy to Grecji – i wyspy Lesbos, ale także Włoch. To efekt nie tylko sytuacji w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, ale skutek nieprzemyślanej i nieadekwatnej do sytuacji polityki Unii Europejskiej, ale także poszczególnych państw, które w sposób bezrefleksyjny otworzyły się na imigrację. Mam na myśli Niemcy, Francję czy chociażby Wielką Brytanię, które dzisiaj płacą cenę związaną z przybywaniem olbrzymich rzeszy imigrantów, którzy mieszkają na terenie tych państw, co więcej, którzy nie chcą się zasymilować ze społeczeństwem europejskim i próbują nam narzucić swoje zasady.   

Czy da się i w ogóle jak można zarządzać tym migracyjnym chaosem?

– Obawiam się, że się nie da. Przypomnę, że problem migracyjny w Europie trwa już jakiś czas i za każdym razem, kiedy nabrzmiewał, proponowano jakieś oderwane od rzeczywistości systemy, które się nie sprawdzały już na starcie. Jedyny skuteczny system, to uszczelnienie granic Unii Europejskiej i twarde, jednolite stanowisko wszystkich państw. To stanowisko mówi jasno, że owszem możemy i chcemy pomóc ludziom w potrzebie – szczególnie w rejonach dotkniętych działaniami wojennymi, ale tę pomoc należy organizować w obozach usytuowanych poza granicami Unii Europejskiej, w pobliżu państw, z których ci imigranci uciekają.

Polityka migracyjna Unii Europejskiej spowodowała ogromne podziały między państwami członkowskimi. Komu zależy żeby nadal forsować ten temat?

– Przede wszystkim tym, którzy już wcześniej zapoczątkowali tę politykę. Ze strony Niemiec zapewne było oczekiwanie, że uda się zagospodarować przydatnych imigrantów we własnym państwie, że tym sposobem Niemcy będą mieć tanią siłę roboczą. Plan był taki, że wszystkich pozostałych rozlokują po całej Europie – najchętniej w nowych państwach członkowskich Unii Europejskiej, m.in. w Polsce, w Rumunii, na Węgrzech. Jednak zdecydowany sprzeciw Polski – w jakiś sposób – zweryfikował te nieuzasadnione oczekiwania czy plany Berlina i Brukseli. Dzisiaj sytuacja wygląda tak, że państwa unijne borykają się z niskim przyrostem naturalnym.

Polityka wobec imigrantów była otwarta m.in. po to, aby w państwach tzw. starej Unii zrekompensować brak rąk do pracy. Jednak z drugiej strony – nagle okazało się, że kiedy prowadzi się zupełnie niekontrolowaną politykę wobec imigrantów, to skutkuje to dużo groźniejszym kryzysem imigracyjnym. Myślę, że zarówno Niemcy, jak i Francuzi, czy w ogóle państwa tzw. starej Unii bardzo mocno się zapętliły w swoich działaniach, efekt jest taki, że nie są w stanie znaleźć racjonalnych rozwiązań na przyszłość i dlatego forsują takie propozycje – prawdę powiedziawszy – nie do końca określone. Cóż bowiem znaczy „obowiązek solidarności”? Z całą pewnością nie jest to recepta na rozwiązanie kryzysu migracyjnego, który nierozwiązywany stale się pogłębia.          

Mamy kolejny mechanizm – słowo tak często używane przez decydentów brukselskich…

– Dokładnie, z tym, że jest to pozorny mechanizm i to jest smutne. To kolejny przykład, że Unia Europejska, kiedy staje wobec realnych problemów, wówczas wykonuje pozorowane kroki, z których tak naprawdę nic nie wynika, przedstawia rozwiązania, które nic nie dają. Proszę zwrócić uwagę, jaka była reakcja Brukseli na różne ekscesy Rosji, co tylko potwierdzało, że Unia Europejska nie jest w stanie sobie poradzić z polityką Putina, a dzisiaj nie jest też w stanie udzielić realnego wsparcia białoruskiej opozycji. Z całą pewnością nie jest też w stanie rozwiązać kryzysu migracyjnego. Rezultat jest taki, że każde państwo musi sobie samo radzić z tym problemem. Uważam, że Polska jest akuratnie przykładem jak dobrze i mądrze radzić sobie z problemami migracyjnymi.  

Do czego prowadzi polityka otwartych drzwi wobec imigrantów zapoczątkowana przez kanclerz Angelę Merkel, polityka, która de facto wciąż obowiązuje?

– Przede wszystkim taka polityka prowadzi do negatywnych skutków ekonomicznych dla państw, które w sposób bezrefleksyjny otworzyły się na imigrantów. To rodzi też poważne koszty utrzymania tych imigrantów, z których większość nie kwapi się do pracy i woli żyć z różnego rodzaju zasiłków. Z drugiej strony polityka multi-kulti forsowana przez wiele lat, tak naprawdę doprowadziła – z jednej strony do odejścia państw starej Unii od tradycyjnych wartości, na których wyrosła wspólnota, natomiast ta uległość nie spowodowała, że imigranci muzułmańscy odeszli od swojej religii i zasymilowali się ze społeczeństwem dajmy na to francuskim.

Skutek jest taki, że we wspomnianej Francji – z roku na rok jest coraz większa przewaga wyznawców islamu – także w tej agresywnej formie. Podobnie zresztą jest w Wielkiej Brytanii, w Niemczech czy w Szwecji. To prowadzi do coraz większej diaspory islamskiej w poszczególnych państwach, diaspory będącej zupełnie poza jakąkolwiek kontrolą. Wobec tego są to bardzo negatywne i niebezpieczne zjawiska.

                  Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl