Czy wiadomo już, jakie plany ma rząd premiera Morawieckiego wobec polskich kopalń?
– Tak naprawdę nie wiadomo, jakie są plany rządu w sprawie polskiego górnictwa, bo to, co przynoszą i kładą na stół, jest bardzo niebezpieczne. Z drugiej strony rząd twierdzi, że te propozycje są do negocjacji. Uważam, że rząd premiera Morawieckiego powinien wsłuchać się w głos obywateli. Stoimy na stanowisku, że wyzbycie się w znacznej mierze węgla jako paliwa energetycznego, to nic innego, jak poddanie Polski pod wpływ tych, którzy nośnikami paliwa będą handlować czy to gazem, węglem czy w przyszłości paliwem nuklearnym. Dlatego obawiamy się, że rząd zamierza uzależnić polską energetykę od importu obcych nośników energii. Słyszymy, że rząd zamierza importować coraz więcej gazu, jest także zamiar budowy elektrowni jądrowej i potrzebne paliwo, które też trzeba będzie importować. Naszym zdaniem rząd działa na szkodę państwa, niszcząc nasze naturalne złoża, bo de facto właśnie to oznacza zamknięcie kopalń. Złoża w Wałbrzychu zostały już zmarnowane i wygląda, że to samo chcą zrobić na Śląsku czy na Lubelszczyźnie, ale podobny los czeka też złoża węgla brunatnego. To, co w tej chwili robi rząd, jest bardzo nieroztropne.
Co powinien zrobić rząd? Jakie są oczekiwania środowiska górniczego?
– Rząd powinien negocjować z Unią Europejską zmianę zapisów doktryny czystej energii zawartej – delikatnie rzecz ujmując – w niezbyt mądrych projektach Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej. Dlatego z tym większym niepokojem przyjąłem dzisiaj informację z Brukseli, że premier Mateusz Morawiecki i pozostali premierzy Grupy Wyszehradzkiej rozmawiali z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen m.in. o nowych propozycjach polityki migracyjnej, ale jak się okazuje – wśród podejmowanych tematów – nie było mowy o zapisach klimatycznych. Wydaje się zatem, że polski rząd ten temat odpuścił i jeśli tak dalej pójdzie, jeśli nic w tej kwestii się nie zmieni, to w sprawach energetycznych – w przyszłości – będziemy zależni od obcych państw. Owszem, często się mówi, że jeśli wybudujemy elektrownię jądrową, to paliwo jądrowe będziemy mogli kupić wszędzie, ale to jest myślenie krótkowzroczne. Otóż największą bronią, która może zdestabilizować państwo czy państwa, jest dzisiaj nie tradycyjna broń, ale energia, której używa się jako straszaka czy też formy podporządkowania sobie innych państw. Jeśli nie będziemy mieli własnych nośników energii, a inni nam ich – z jakichś przyczyn – nie dostarczą, bo wystarczy, że w Stanach Zjednoczonych do władzy dojdzie socjalista, to tak jak socjaliści europejscy chcą nas dzisiaj pozbawić środków unijnych, tak samo socjaliści amerykańscy mogą nas pozbawić dostępu do gazu. Oczywiście, jest to w sferze przypuszczeń, ale myśląc dalekowzrocznie, taki wariant też trzeba brać pod uwagę.
Skąd zatem ta krótkowzroczna polityka rządu i co należałoby zmienić?
– Trudno powiedzieć, skąd ta krótkowzroczność. Jedno jest pewne, że to, co teraz robi polski rząd, to czyni w sposób bardzo nieroztropny. Zamiast likwidacji kopalń rząd powinien negocjować rozwój polskiego górnictwa węgla kamiennego i węgla brunatnego. Ponadto rząd powinien w zdecydowany sposób zabiegać o zmianę doktryny klimatycznej Unii Europejskiej. Nie możemy być ulegli. Jeśli w Brukseli mamy za słabych negocjatorów, a tak to wygląda, to trzeba ich wymienić. Tak czy inaczej po dzisiejszej rozmowie premiera Mateusza Morawieckiego z przewodniczącą Ursulą von der Leyen wygląda, że niestety tę sprawę odpuściliśmy, a to jest niedopuszczalne.
Górnicy spodziewali się, że na Śląsku – w gronie negocjatorów – po stronie rządowej pojawi się premier Morawiecki. Jesteście zawiedzeni?
– Sprawa jest zbyt poważna, żeby na rozmowach,podczas których decydują się sprawy przyszłości polskiego górnictwa, nie było premiera rządu. Oczywiście rozumiem, że kalendarz premiera Morawieckiego jest napięty, ale sprawy są dużej wagi, żeby je odpuszczać i zlecać do załatwienia innym ministrom – nie umniejszając ich kompetencji. Gdyby na agendzie rozmów premiera Morawieckiego z szefową KE był temat ekologii i węgla, to byłoby to zrozumiałe. Skoro jednak takiego tematu nie było, uważam, że premier powinien być – przynajmniej wczoraj – wśród górników na Śląsku. Rozmowy przecież trwają od poniedziałku.
Rozmowy na temat przyszłości polskiego górnictwa odbywają się w cieniu protestów górniczych. Długo górnicy mogą pozostać pod ziemią?
– Trudno powiedzieć, ale na pewno determinacja wśród górników jest duża. Chciałbym natomiast powiedzieć bardzo wyraźnie, że dzisiaj obrońcami polskiego dobra narodowego, jakim jest węgiel kamienny i węgiel brunatny, są tylko związki zawodowe. Tymczasem węgiel to dobro wszystkich nas, Polaków. Dlatego chciałbym za pośrednictwem „Naszego Dziennika” zaapelować do wszystkich Polaków – patriotów, ludzi, którzy rozumieją, w czym tkwi problem, żeby stanęli ramię w ramię z bracią górniczą. Żebyśmy się wszyscy sprzeciwili, żebyście drodzy państwo wspomogli zarówno energetyków, jak i górników w walce o polskie nośniki energii elektrycznej. Sytuacja jest poważna i jeśli w Polsce nie będzie nośników energii, jeśli uwierzymy tym, którzy namawiają, żeby zostawić tylko trochę węgla, że to wystarczy, to finalnie przegramy wszyscy. Jeśli dzisiaj zlikwidujemy kopalnie, to już nikt nigdy nie wejdzie do tych kopalń, bo to się nie będzie opłacało. Tym bardziej, jako Polacy, wszyscy powinniśmy stanąć w obronie polskiego węgla. Dzisiaj są nowe technologie, które pozwalają spalać węgiel przy bardzo znikomej wręcz emisji. Nie słuchajmy nakręconych lewackich ideologów, którzy próbują wmawiać nam, że zanieczyszczamy powietrze itd., bo wspomniane technologie wykorzystywania węgla do celów produkcji energii elektrycznej i ciepła są na tyle rozwinięte, że zanieczyszczenie, jakie wychodzi z kominów, jako efekt spalania, jest porównywalne ze spalaniem gazu ziemnego. Oczywiście przy założeniu, że odpowiednie jest palenisko, ale nowoczesne technologie na to pozwalają. Dlatego raz jeszcze proszę, stańmy, jako Polacy, nie tylko górnicy czy energetycy, ale wszyscy, którym na sercu leży dobro Polski, stańmy w obronie niezależności energetycznej. Tę niezależność energetyczną gwarantuje nam tylko węgiel kamienny i węgiel brunatny. Wykorzystajmy Boży dar, który mamy pod ziemią, nie marnujmy tego dobra.
Jeśli rozmowy nie przyniosą rezultatów, to protesty w obronie polskiego górnictwa planowane są nie tylko na Śląsku…?
– Oczywiście. Węgiel kamienny to nie tylko Śląsk, ale także Zagłębie Lubelskie, Zagłębie Wałbrzyskie, gdzie już zostały zmarnowane kopalnie. Ale mamy też węgiel brunatny – Turów, Konin, Bełchatów, gdzie usytuowane są kopalnie i elektrownie. Pomysły PGE, że do 2050 r. nie będzie produkować energii elektrycznej z węgla brunatnego, są kompletnym nieporozumieniem, wręcz szaleństwem. Takie myślenie, to nic innego jak oddanie Polski w obce ręce. Proszę mi wierzyć, że nie jest to jedynie hasło, którym szafuję na lewo i prawo, ale fakty są takie, że jeśli uzależnimy się od nośników energii spoza Polski, a zmarnujemy nasze własne bogactwa, jakimi są węgiel kamienny i węgiel brunatny, to przyszłe pokolenia będą mieć do nas słuszne pretensje. Dlaczego protesty w całej Polsce, dlatego że górnictwo niesłusznie utożsamiane jest wyłącznie ze Śląskiem. Tymczasem węgiel jest nie tylko na Śląsku. Złoża wałbrzyskie zostały już zmarnowane czy też w Nowej Rudzie, co więcej, marnuje się także złoża węgla brunatnego, budowane są drogi na złożach itd. Dlatego słuszne jest, aby protestowali górnicy i energetycy w całej Polsce. Taki jest zamiar, ale ważne, aby do protestów w obronie polskiego węgla włączyli się zwykli obywatele pracujący w innych branżach czy chociażby emeryci. Jeśli nie postawimy tamy niszczeniu polskiego węgla – dobra narodowego, to w przyszłości – i to niedługiej – odbije się to na nas. Polacy, poprzyjcie górników, poprzyjcie energetyków w tych akcjach protestacyjnych.
Do Warszawy górnicy też się wybierają…?
– Nie jestem upoważniony, dlatego nie chciałbym mówić publicznie o taktyce, strategii i formie ewentualnych dalszych protestów, jeśli rozmowy ze stroną rządową nie przyniosą spodziewanych efektów.

