Jarosław Kaczyński wicepremierem, Jarosław Gowin wraca do rządu też w randze wicepremiera oraz ministra rozwoju, pracy i technologii, Przemysław Czarnek będzie ministrem edukacji i szkolnictwa wyższego, a Grzegorz Puda obejmie resort rolnictwa. Zabraknie natomiast Jadwigi Emilewicz i Krzysztofa Ardanowskiego. Premier Morawiecki mówił, że są to zmiany w mniejszym stopniu personalne, a bardziej o charakterze strukturalnym. Czy to rewolucja, czy bardziej ewolucja?
– W wielu aspektach, to ewolucja, w końcu wiele ministerstw zostało w tych samych rękach. Natomiast są węzłowe punkty, które pokazują pewną odmianę. Mam na myśli obecność w rządzie prezesa Jarosława Kaczyńskiego, co jest znaczącym wyróżnikiem. Także obecność w Radzie Ministrów prof. Przemysława Czarnka, który obejmie resort edukacji i szkolnictwa wyższego, to jest gigantyczna zmiana, jak również wejście do rządu Grzegorza Pudy, który obejmie resort rolnictwa – to są bardzo poważne zmiany, które mogą mieć daleko idące konsekwencje.
Jaki jest cel wejścia do rządu Jarosława Kaczyńskiego?
– Mamy tu do czynienia z przeniesieniem Jarosława Kaczyńskiego – jego roli z Nowogrodzkiej do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Oczywiście prezes PiS spełniał poniekąd rolę arbitra, człowieka, który całą strukturę i kierunki polskiej polityki ogrania, tylko w sposób nieformalny. Natomiast teraz będzie miał do tego narzędzia instytucjonalne. Mam na myśli wgląd w to wszystko, co jest rzeczą ważną, ale też niebezpieczną w polityce, mianowicie służby – resort obrony, MSWiA i Ministerstwo Sprawiedliwości.
Myślę, że z uwagi na doświadczenie, jakie posiada, ale także narzędzia oraz wiedzę na temat spraw, których wcześniej nie mógł znać, nie będąc członkiem rządu, teraz mając te instrumenty będzie wiele bardziej skuteczny. Jak to będzie wyglądało w praktyce, czy obecność Jarosława Kaczyńskiego wyciszy wszystkie spory wewnątrz rządu, to czas pokaże.
Co oznacza nominacja i wejście do rządu prof. Przemysława Czarnka – polityka bardzo nielubianego przez opozycję, a zwłaszcza przez środowiska lewackie?
– Istotne jest to, jaki resort obejmuje prof. Czarnek – Ministerstwo Edukacji i Szkolnictwa Wyższego. Kwestia szkół, a zwłaszcza uniwersytetów, które są dzisiaj przestrzenią najbardziej zażartej wojny ideologicznej, jaka się toczy. To jest walka o świadomość polskiej młodzieży, naszych studentów, a zarazem wykładowców, to także kwestia, w jakim kierunku pójdzie polska nauka. To są ważne rzeczy, które rozstrzygną, czy będziemy państwem neomarksistowskim czy też narodem katolickim. Lewacy doskonale zdają sobie sprawę, że prof. Przemysław Czarnek jest człowiekiem o silnym charakterze, że jest to człowiek dynamiczny. Rozumieją, że mają do czynienia z człowiekiem, który rozumie, o co toczy się walka, stąd ta ich „mowa miłości” i określanie profesora homofobem, nieukiem itd. Co ciekawe, robią to ci politycy i te środowiska, które mają na ustach frazesy o walce z mową nienawiści. Taka postawa wynika z ich strachu, a także ze zrozumienia, o jak wysoką stawkę toczy się ta gra.
W nowym rządzie będzie minister, który będzie się zajmował prawami obywatelskimi i tożsamością europejską.
– Unia Europejska, Bruksela nie ustaną w atakowaniu Polski, to pewne. Natomiast na pytanie, jak zdefiniujemy tożsamość europejską, która pojawia się w nazwie, trzeba powiedzieć jasno, że tożsamość europejska w swoich korzeniach, to oczywiście jest chrześcijaństwo, a także patriotyzm, to są narody. Są zatem dwa filary, czyli wspólnoty narodowe połączone z uniwersalistyczną religią, jaką jest chrześcijaństwo. Natomiast neomarksiści chcieliby żeby, to zniszczyć, żeby stworzyć multikulturalne społeczeństwo rozbite na atomy – pojedyncze jednostki połączone rewolucją seksualną. I to się ze sobą gryzie. Dlatego trzeba przypomnieć, co więcej, wykrzyczeć Europie, jakie są jej prawdziwe korzenie. Neomarksiści trzymają się tego, co wywraca cały porządek, na którym posadowiona jest nasza wspólnota i na tym polu trwa gigantyczny spór i walka. Rodzi się pytanie, jak nowe ministerstwo zdefiniuje te sprawy i czy rzeczywiście stanie do konfrontacji?
Odchudzona Rada Ministrów, zamiast 20 będzie 14 ministerstw. Co oznacza redukcja i połączenie niektórych resortów?
– Miejmy nadzieję, że to będzie oznaczało sprawniejsze zarządzanie, większą przejrzystość, łatwiejsze prowadzenie posiedzeń Rady Ministrów. Jest też kwestia odpowiedzialności oraz szybszego podejmowania decyzji w ważnych sprawach. Zatem chodzi o wiele rzeczy, które mogą zostać uproszczone, co tylko będzie z korzyścią dla prac Rady Ministrów. Przypomnę, że jest wiele krajów, które mają mniej ministerstw, a mimo to doskonale sobie radzą z zarządzaniem.
Kończy się spektakl pod nazwą rekonstrukcja rządu. Czy ustawa prozwierzęca nie była tylko pretekstem do roszad wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy, czego efekty dzisiaj poznaliśmy?
– Jeśli była pretekstem, czego też nie można wykluczyć, to uważam, że źle dobranym. Cała kwestia nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt doprowadziła do zdenerwowania wśród polityków. W gruncie rzeczy to niewielki problem, bo wyborcy mało się tym interesują. Natomiast całe to zamieszanie doprowadziło do bardzo dużych wstrząsów na polskiej wsi, czyli w mateczniku Prawa i Sprawiedliwości. I to są realne straty formacji rządzącej. Dlatego jeśli to miał być pretekst dla rekonstrukcji rządu i pozbawienia koalicjantów ministerstw, to bardzo źle dobrany.
Ustawa „futerkowa” tak czy inaczej wróci do Sejmu i można się domyślać, jak teraz zachowają się ci posłowie Zjednoczonej Prawicy, którzy wcześniej głosowali przeciwko bądź wstrzymali się od głosu?
– Pytanie brzmi, w jakim kształcie ta ustawa wróci do Sejmu. Pojawiają się głosy, że nastąpi odejście od najbardziej skrajnych w sensie gospodarczym zapisów. Mam na myśli m.in. ubój rytualny. Poprawki powinny się znaleźć, bo im głębiej wchodzi się w tę ustawę, tym większe straty widać na horyzoncie. Pamiętajmy jednak, że za tą ustawą w Sejmie głosowała też Lewica, więc pytanie fundamentalne, jakie się pojawia na tym etapie brzmi, co z ustawą zrobi prezydent?
Co dalej z poprawkami?
– To zależy od tego, jak daleko idące będą poprawki naniesione przez Senat. Proszę pamiętać, że obok strat gospodarczych, jakie niesie za sobą ta ustawa, pojawia się też kwestia, jaką wizję świata przedstawia. Kim są zwierzęta w relacji do człowieka – to jest rzecz kluczowa. Czy świat zwierząt – jak Pan Bóg stworzył – funkcjonuje na służbę człowiekowi, czy człowiek jest panem natury, stworzenia, czy ma prawo zabijać i zjadać zwierzęta, co wynika z racjonalnego oglądu świata, czy też świat zwierząt, jak twierdzą środowiska lewicowe, jest równy człowiekowi, czym wywraca się cały porządek stworzenia? I tu jest furtka, która jeśli nie zostanie zamknięta, to pociągnie za sobą konsekwencje, a rządy będą tylko rozszerzać tę przestrzeń. Jeśli przyjmiemy, że zwierzęta futerkowe należy chronić, to w następnych krokach lewacy będą tylko dopisywać do listy zwierząt chronionych kolejne, np. pierzaste, trzodę chlewną itd. Podążanie w tym kierunku jest irracjonalne, nie trzyma się żadnej logiki i będzie bardzo łatwo w tę wyrwę wprowadzać kolejne, jeszcze bardziej absurdalne, lewackie treści. I na tym zasadza się cała powaga tej rzeczy.

