logo
logo

Zdjęcie: facebook.com/BogdanRzonca/ Inne

O dobre imię Polski

Czwartek, 8 października 2020 (21:13)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, Niemka, Katarina Barley powinna otrzymać „polskie odznaczenie za walkę dla Polski”, jak sugeruje Magdalena Adamowicz… Jak odebrał Pan wypowiedź europoseł z Polski?

– To jest dramatyczna, nietrafna i można rzec –barbarzyńska wypowiedź poseł Magdaleny Adamowicz. Wydaje się, że europoseł Adamowicz żyje chyba w innym świecie, co więcej, nie ceni Polaków, Polski, naszej historii i nie dostrzega sytuacji Polski w Unii Europejskiej. Wygląda na to, że za cenę własnej popularności chce się przypodobać Niemcom. Przypomnę tylko, że pani poseł pochodzi z Trójmiasta, gdzie prądy upamiętniające Wolne Miasto Gdańsk – dosyć wpływowe – są widoczne w działaniach i funkcjonowaniu obecnych władz. To, co mówi dzisiaj europoseł Adamowicz, jest dramatyczne i dla mnie niezrozumiałe.

Jak słowa europoseł Magdaleny Adamowicz są komentowane w Brukseli?

– Ze strony innych państw nie ma żadnego odzewu. Ten wpis jest głośny tylko w Polsce, natomiast jest przemilczany w Brukseli.

Jesteśmy świadkami konkretnych działań, które pomagają przeciwnikom Polski, przeciwnikom państw narodowych, przeciwnikom chrześcijaństwa w działaniach na rzecz ubezwłasnowolnienia własnego kraju, swoich rodaków, także posłów, którzy w tym tyglu różnorodności, bezideowości, jakim jest Bruksela, mimo wszystko chcą działać na rzecz swojej Ojczyzny. Zatem wypowiedź Magdaleny Adamowicz jest dzisiaj niezrozumiała dla nas, ale być może za jakiś czas dowiemy się, że jej europejskość jest tak wielka, donośna, jej głos tak ważny i ceniony, że zasługuje na odznaczenie de facto za atakowanie własnej Ojczyzny.

Zadałem pytanie o komentarze zagraniczne, bo w Brukseli chyba rzadko zdarza się, że poseł atakuje własny kraj?    

– To prawda. Mamy wiele dowodów na to, że raczej każdy europoseł, który reprezentuje dany kraj, broni swoją ojczyznę. Podam przykład, mianowicie jako europosłowie z Polski chcieliśmy nagłośnić kwestię awantur na ulicach francuskich miast w związku z antyrządowymi protestami „żółtych kamizelek”, a wszystko po to, żeby Parlament Europejski zajął się tą kwestią. Wówczas ze strony francuskich polityków usłyszeliśmy: zostawcie to nam, to jest nasza sprawa, to jest nasz problem, sami go rozwiążemy i nie chcemy, żeby Europarlament się tym zajmował. To jest przykład zgoła inny od zachowania Magdaleny Adamowicz, która wyraźnie chce błyszczeć w liberalnych zagranicznych mediach, oczekując poklasku. Nikt inny nie używa bowiem takiego języka, takiego tonu w odniesieniu do własnego państwa i własnego narodu.

Jak rozwiązać problem wybrańców narodu, którzy jadą do Brukseli i zamiast pracować, donoszą na Polskę?

– Trzeba powiedzieć, że nawałnica liberalnych mediów, które kreują rzeczywistość, wielu ludziom odbiera tożsamość. Dlatego potrzeba dużo pracy nad społeczeństwem, nad wyborcami, aby byli odpowiedzialni i w pełni świadomi, na kogo oddają swój głos w wyborach. Na pewno nie powinno się wybierać swoich przedstawicieli z litości, ze złości wobec konkurentów politycznych, nie powinno się wybierać ludzi, którzy za granicą nie prezentują polskiej racji stanu – przynajmniej w jakimś obszarze, w jakiejś części. Europosłowie działający przeciwko Polsce są de facto wybierani przez elektoraty będące pod wpływem obcych mediów, zagranicznych interesów, dlatego nad tymi elektoratami wymagana jest ciężka praca formacyjna. Tu nie chodzi o indoktrynację, tylko o to, że Unia Europejska ma być formułą państw narodowych, jeśli o tym zapomnimy, to tzw. europejskość czy ponadeuropejskość będzie powodowała, że niektórzy z wybrańców będą się wypierać swoich poglądów, w swoich programach nie będą umieszczać polskich interesów czy spraw, tylko będą mówić o potrzebie budowania wielkiej, silnej Europy.

Pod dyktando Niemiec?

– Dokładnie. Zwykle kończy się to tym, że w tej wielkiej, silnej Europie najważniejsi są Niemcy, Francuzi i kraje tzw. starej Unii, a my będziemy mieli za zadanie otwierać swoje rynki na sprzedaż ich towarów. I to jest dzisiaj poważny problem. Dlatego potrzebna jest ciężka praca uświadamiająca elektoraty, że nas – polskich posłów do Parlamentu Europejskiego – obowiązuje solidarność z wszystkimi ludźmi w Polsce i pomoc, służba dla Polski, a nie atakowanie Polski i Polaków oraz osłabianie naszego państwa na arenie międzynarodowej. Tak patrzę na wypowiedź poseł Magdaleny Adamowicz.

Droga ta jest wyboista, trudna, do uświadamiania potrzebny jest też odpowiedni system edukacyjny i pokazywanie właściwych priorytetów zgodnych z naszą kulturą zachodnią, chrześcijańską. I to musimy eksponować, rozmawiając z młodzieżą, żeby w przyszłości na forum międzynarodowym nie było wypowiedzi, które szkodzą Polsce. Oczywiście taka moda na atakowanie Polski jest mile widziana w Brukseli i stolicach zachodnich, takim politykiem interesują się media lewicowe, ale jedno jest pewne – tego typu wypowiedzi nie mają nic wspólnego z polską racją stanu.               

Zachowanie antypolskie ze strony posłów z Polski ośmiela również obcych polityków do atakowania naszego kraju. Jest wniosek o odwołanie Katariny Barley z funkcji wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego, który jednak nie ma szans na powodzenie. A zatem każdy, kto chce zaatakować Polskę, może się czuć bezkarnie?

– To pokazuje, że w Parlamencie Europejskim liczy się większość, a nie mądrość czy obiektywna racja. Tą większość mają socjaliści z chrześcijańskimi (chrześcijańskimi, tylko z nazwy) demokratami z Europejskiej Partii Ludowej oraz Zieloni. Tyle że ta większość nie wgłębia się w treść tego, co kto powiedział, ale dla nich liczy się, aby mieć siłę do decydowania o przyszłości Europy. To jest taka siła, która nie zauważa nawet tego typu barbarzyńskich wypowiedzi czy tego typu barbarzyńskich zachowań godzących w inny czy inne kraje. Rzeczywiście jestem ciekawy, czy Prezydium Parlamentu Europejskiego, gdzie wpłynął nasz wniosek o odwołanie Katariny Barley z funkcji wiceprzewodniczącej europarlamentu, podejmie ten temat. Podobno ma być dyskusja w tej materii, ale nawet w przypadku gdyby doszło do głosowania i gdybyśmy przegrali, to i tak ważne będzie napiętnowanie tego typu zachowań, które tak naprawdę szkodzą nie tylko Polsce, ale także wizerunkowi całej Unii Europejskiej.

Unia Europejska nie ma większych problemów, żeby musiała się zajmować czymś tak wydumanym jak praworządność?

– Oczywiście, że Unia Europejska też na tym traci. Co ciekawe, Unia, która ma dzisiaj potworne problemy z przygotowaniem budżetu na kolejne siedem lat, kłopoty w walce z pandemią koronawirusa, także problemy z nowymi podatkami, bo trzeba jakoś załatać dziurę po brexicie, a mimo to wyciąga temat praworządności w Polsce czy na Węgrzech, żeby czymś tak nieokreślonym jak praworządność zajmować umysły ludzi.

Jeśli takie tematy się pojawiają, jest to doskonała okazja dla takich polityków, jak Katarina Barley, żeby mówić o finansowym zagłodzeniu Polaków czy Węgrów. Niestety, odbywa się to też na życzenie polskich europosłów Koalicji Obywatelskiej czy Lewicy, którzy cały czas ten temat podnoszą i oprócz tego żadnego innego konstruktywnego projektu czy tematu na forum europarlamentu nie zgłosili. Jestem polskim europosłem już od ponad roku i przyznam, że ze strony polityków totalnej opozycji nie widzę inicjatywy, która byłaby nakierowana na dobro Polski i Polaków. Natomiast jest cały czas mowa o Europie i stworzeniu wielkiego państwa europejskiego, w czym, niestety, uczestniczą także politycy Platformy, Lewicy, Zielonych, bo i takich posłów z Polski mamy w europarlamencie, jest też dwóch europosłów z PSL-u. I ci wszyscy europarlamentarzyści tak jakby bali się cokolwiek dobrego powiedzieć o Polsce, jeśli już, to mówią ogólnikami bądź źle.

Trzeba mieć kręgosłup…

– Widać jednak, że go nie mają. Moim zdaniem, są sterroryzowani przez grupy polityczne, w których zasiadają w Parlamencie Europejskim, a w Polsce przez liderów politycznych formacji, z których się wywodzą. Mam nadzieję, że wypowiedź poseł Adamowicz – bardzo wprost, to był odosobniony przypadek, ale generalnie nie powinniśmy się spodziewać nowych, pozytywnych postaw względem Polski ze strony polityków, którzy są w opozycji wobec polskiego rządu. Na krajowej scenie politycznie możemy się różnić, spierać na argumenty – nawet ostro, ale na forum Parlamentu Europejskiego w sprawach Polski wszyscy – mimo różnic – powinniśmy mówić jednym głosem, bo o dobro naszej Ojczyzny tu chodzi.

    Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl