logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Rozstrzyga się duchowa przyszłość Narodu

Piątek, 9 października 2020 (21:11)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Vera Jourova, odnosząc się do uchwał samorządów o gminach wolnych „od ideologii LGBT” mówi, że sytuacja wokół osób lgbt w Polsce budzi niepokój unijnych instytucji. Co to oznacza i czy mamy kolejną odsłonę walki z Polską?

– Proszę sobie przypomnieć naszą analizę pierwotnych przyczyn ataków na Polskę, kiedy krytyce poddawano reformę wymiaru sprawiedliwości, podnosząc kwestie praworządności w tym obszarze – mianowicie, że przyczyna nie jest w samej reformie, ale przyczyna jest dwojaka. Po pierwsze, że jako państwo wybijamy się na niepodległość, stajemy się konkurencyjni, a to się nie podoba. Po drugie, że jesteśmy ostatnim katolickim krajem w Europie, który nie mieści się w paradygmacie ideologii rewolucji kulturowej, która od pewnego czasu stała się fundamentem tzw. nowego procesu integracji europejskiej. Jeśli weźmiemy to pod uwagę, to mamy odpowiedź, dlaczego i po co te ataki. Przecież każdy w Polsce wie, że te zarzuty są absurdalne, bo nikt w naszym kraju nie prześladuje osób o odmiennej orientacji seksualnej. Reakcje obronne, np. takie, kiedy aresztowano chuligana, który zaatakował obrońców życia, określono na Zachodzie jako masowe aresztowania homoseksualistów w Polsce. Obrona przed ideologią lgbt została uznana jako atak na społeczność homoseksualną, rzekomo powstały też „strefy wolne od LGBT”, gdzie niby się poluje na osoby o odmiennej orientacji seksualnej. Mamy więc do czynienia z niewyobrażanym hejtem, ale tak właśnie funkcjonuje ideologia, która opiera się nie na prawdzie, tylko tworzy sobie wydumane sytuacje, pokazuje rzekomo prześladowanych ludzi. Tak było już w czasach komunistycznych, tak było też w czasach nazistowskich i podobnie jest dzisiaj. Polska stała się obiektem propagandy, hejtu, ale nie łudźmy się, że to minie, natomiast miejmy świadomość, że to się będzie tylko nasilać.

Tylko co to ma wspólnego z rzeczywistością?          

– Nic, ale kogo to interesuje.

Komisarz Jourova zapowiedziała także prace nad wprowadzeniem przepisów, które honorowałyby tzw. transgraniczne prawa rodzicielskie na terenie całej Unii Europejskiej. Jakie zagrożenie niesie za sobą wprowadzenie tego typu praw?

– Krótko mówiąc, ogromne. Jeśli będzie zgoda na wprowadzenie transgranicznych praw rodzicielskich, to w ślad za tym pójdą transgraniczne prawa małżeńskie. Czyli, dajmy na to dwóch, a być może trzech, czterech czy więcej homoseksualistów zwiąże się w jakimś kraju Unii, adoptują tam dzieci i zgodnie z tym tokiem myślenia będą musieli być akceptowani w każdym kraju unijnym. W następstwie takiego chorego prawa może się pojawić zarzut, że skoro prawa do adopcji przysługują homoseksualistom – dajmy na to niemieckim, francuskim czy hiszpańskim – to dlaczego takich praw nie mają mieć homoseksualiści w Polsce. Fakty potoczą się same i na tym tle Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej szybko może orzec nierówne traktowanie ludzi. Proszę sobie przypomnieć, że jeszcze kilka lat temu mówiono, że to my będziemy chrystianizować Europę, a prawo europejskie absolutnie nie powoduje tego, że będziemy mieć małżeństwa homoseksualne czy adopcję dzieci przez pary jednopłciowe, tymczasem dzisiaj, szukając różnych furtek prawnych, posługując się retoryką rzekomo prześladowanych mniejszości seksualnych, tego się od nas wręcz żąda. To pokazuje, że te wszelkie zapewnienia, że nie ma niebezpieczeństwa, to była jedynie retoryka, natomiast ideologia nie znosi konkurencji. Ideologia to jest niemalże religia, która w tej chwili likwiduje wszelkie inne alternatywne i nie znosi konkurencji. Oczywiście wiele się mówi o tolerancji, ale to tylko fikcja. Zatem nie ma mowy o tolerancji, za to mamy bezwzględne narzucanie ideologii.

Czy da się wprowadzić coś takiego jak tzw. transgraniczne prawa rodzicielskie bez zmian traktatowych? Przecież prawo rodzinne było i jest domeną państw członkowskich, zatem czy Bruksela może wpływać na jego kształt?

– Tu nawet nie trzeba traktatów. Gdyby jednak trzymać się traktatów, to już samo działanie w tym kierunku jest sprzeczne z prawem europejskim. Pytanie brzmi: czy da się zmienić Unię Europejską, czy da się powstrzymać ten ideologiczny pochód? Czy w pewnym momencie nie staniemy przed problemem: albo zostajemy w Unii, która nie ma nic wspólnego z ideą ojców założycieli, i narzucą nam całą tę ideologię, która prowadzi na manowce, albo wychodzimy, aby pozostać sobą, aby pozostać wiernymi zasadom chrześcijańskim, na których posadowiona jest nasza zachodnia cywilizacja? Takie pytania trzeba coraz częściej zadawać, trzeba się z nimi mierzyć, bo rzeczywistość wymusza, żeby je stawiać już teraz.

Wśród elit brukselskich nie ma nikogo zdolnego do refleksji, w jakim kierunku zmierzają te wszystkie ideologiczne działania, że nie ma to nic wspólnego z tradycją i zasadami, na których posadowiona jest nie tylko Unia, ale i nasza zachodnia cywilizacja.

– Przypomnijmy sobie krytykę także ze strony środowisk katolickich w momencie naszego wchodzenia do struktur europejskich, jak wiele krytycznych głosów pojawiło się przeciwko tejże Unii Europejskiej. W odpowiedzi słyszeliśmy, że ci, którzy twierdzą, iż Unia będzie nam cokolwiek narzucać, to są ideolodzy, wichrzyciele, że te głosy nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, że to jest zwyczajnie czysta propaganda. Natomiast dzisiaj widać, że wiele było racji w tych ostrzeżeniach i obawach. Kiedy pojawiały się głosy, że to my będziemy chrystianizować Europę, to zdarzali się także kapłani – i to wysokich urzędów, częściowo byli to także katolicy świeccy – którzy oskarżali tych wszystkich krytyków, że to jest niegodziwe, że jest to używanie metod propagandowych, tymczasem dzisiaj widzimy, że te wszystkie obawy się spełniają. Kwestia jest taka, że trzeba mówić prawdę, nawet jeśli nie jest ona popularna, trzeba to Polakom wykrzyczeć. Wydaje się, że w pewnym momencie staniemy przed wyborem, albo-albo.

Kto ma wykrzyczeć tę prawdę – zarówno Polakom, jak i zachodniej Europie – że podążamy w złym kierunku. Czyje to powinno być zadanie, czyja odpowiedzialność?  

– Warto się zastanowić, czy Europa w ogóle jest zdolna wysłuchać krytyki, że idzie w złym kierunku. Europa uważa, że ten kierunek jest dobry, właściwy. A dlaczego? Ponieważ od lat Europa Zachodnia jest zdominowana i zmanipulowana przez lewaków, weźmy chociażby szkolnictwo czy w ogóle naukę, media, również kościoły – wszystkie ważne instytucje życia publicznego. Jeśli tak, to do kogo mówić, kto chciałby wysłuchać, nie mówiąc już przyjąć krytykę i się zreflektować? Na Zachodzie większość jest przekonana, że to oni mają rację, więc kto posłucha niewygodnej prawdy? Oni uważają, że albo się jest w nurcie rewolucji genderystycznej, albo nie jest się Europejczykiem i to jest myślenie w tych właśnie kategoriach.

A w Polsce, kto powinien przyjąć na siebie zadanie przestrzegania przez zagrożeniami, jakich doświadcza dziś Zachód?

– Jak zawsze jest to zadanie dla Kościoła katolickiego. W Polsce sytuacja jest oczywista. To Kościół ponosi ciężar odpowiedzialności za duchowy rozwój i przyszłość Narodu. Widać też, że partie polityczne – nawet te prawicowe – wcześniej czy później się dostosowują do trendów obowiązujących na Zachodzie, starają się jakoś iść w zgodzie z trendem, płynąć w głównym nurcie, owszem, trochę się opierają, ale do czasu. W tej sytuacji największa odpowiedzialność i trudne zadanie stoi przed duszpasterzami, bo to nie jest tylko wymiar polityczny czy geopolityczny tego skrętu na lewo, ale tak naprawdę są też skutki duchowe, konsekwencje dla zbawienia człowieka. Tu się rozstrzyga duchowa przyszłość Narodu. I w tym względzie Kościół uratował nas przed jednym komunizmem i jest pytanie, czy uratuje nas przed drugim. Czy Kościół, duchowni będą mieli na tyle siły i odwagi, żeby stanąć do walki w obronie wartości, wiary, tradycji nawet za cenę prześladowania, niesprawiedliwych, fałszywych oskarżeń, być może więzienia, a więc tego, co może przyjść jako konsekwencja ataków ideologii. Już kiedyś duchowieństwo było oskarżane o pedofilię. Jest zatem pytanie, czy dzisiaj znajdą w sobie na tyle odwagi, by mimo ataków i prób zastraszania bronić dzieci i młodzież przed falą deprawacji, demoralizacji, indoktrynacji, forsowania ideologii gender. Wszystko wskazuje, że takie wybory są przed nami. Nie będzie innych wyborów, nie łudźmy się, że może nie do końca zrozumieli nas na Zachodzie. W związku z tym trzeba jeszcze doprecyzować swoje stanowisko, coś wyjaśnić, by było jasne. Cały czas rząd coś wyjaśnia, coś tłumaczy, a efekt jest żaden, bo gra idzie nie o to, żeby nas lepiej zrozumieć, ale by nas podporządkować trendom obowiązującym w zachodniej Europie. Jeśli tego nie zrozumiemy i nie postawimy tamy, jeśli nie będziemy w sposób zdecydowany bronić wartości, to zalew lewackiej ideologii będzie postępował.

                Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl