Będziemy bronić naszej tożsamości, naszej wolności, suwerenności za wszelką cenę. Nie damy się terroryzować pieniędzmi. Nasza odpowiedź na te działania będzie jasna: nie – mówi w swoim najnowszym wywiadzie Jarosław Kaczyński, który odnosząc się do nacisków Unii Europejskiej, stwierdza jasno, że mamy do czynienia z próbą odebrania Polsce suwerenności. Co oznaczają te słowa?
To oznacza, że jako Polska bardzo pryncypialnie traktujemy traktaty unijne, bardzo pryncypialnie traktujemy naszą podmiotową postawę wobec członkostwa w Unii Europejskiej. Jesteśmy dla innych państw partnerem na równych zasadach i nie możemy się dać zagonić w kozi róg. Nie możemy też dać sobie wmówić, że w ramach Unii będziemy tworzyć jakieś bliżej nieokreślone parametry, które będą uzależniały przyznawanie środków – naszych środków. Trzeba bowiem jasno powiedzieć, że wszystkie państwa płacą składkę, wszystkie kraje członkowskie odprowadzają cła z granic, a Polska stanowi wschodnią granicę Unii Europejskiej. Oddajemy zatem wszystkie wpływy z ceł, bo mamy wspólny obszar celny i to są nasze wspólne środki, które w ramach budżetu Unii są wydatkowane na gospodarkę unijną, na obywateli i de facto na wszystkie państwa unijne, tak, aby w zrównoważony sposób dbać o rozwój gospodarczy. Dlatego nie możemy pozwolić na to, żeby – mówiąc słowami wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Katariny Barley – „dać się zagłodzić”. To znaczy mamy instrument, w który wyposażają nas unijne traktaty, jakim jest weto na Radzie Unii Europejskiej, i nie pozwolimy na to, aby te środki unijne przeszły nam koło nosa. Nie ma mowy, żebyśmy dobrowolnie oddali te środki i uzależnili ich przyznanie od bliżej nieokreślonych wytycznych. W tym przypadku mówimy o bardzo plastycznym pojęciu, jakim jest praworządność – termin cynicznie używany jako bat na niepokorne państwa – szczególnie przez polityków Komisji Europejskiej.
Czy te groźby wobec Polski są realne, bo wydaje się, że ktoś próbuje zachwiać świat naszych wartości, kulturę, fundamenty, na których posadowieni jesteśmy jako Naród?
W ostatnich dniach czy tygodniach mamy do czynienia na pewno z dosyć brutalną metodą negocjowania nowego układu sił w ramach Unii Europejskiej. Słowa Katariny Barley, słowa innych – może mniej ostrych w swojej retoryce – polityków unijnych mają jeden wspólny cel – próbę sprowadzenia Polski do narożnika. Ale my nie możemy na to pozwolić, to znaczy my również powinniśmy ostro grać, skoro przeciwnik nie przebiera w środkach. Dlatego słowa wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego o możliwym wecie ze strony Polski na posiedzeniu Rady Europejskiej jest pogrożeniem – w gruncie rzeczy – bardzo poważnymi konsekwencjami politycznymi, gdyby polska strona nie była usatysfakcjonowana rozwiązaniami i gdyby kurs na zepchnięcie Polski na margines Unii Europejskiej, podobnie Węgier, był dalej kontynuowany przez prawdziwych decydentów Unii. Nie oszukujmy się – Kataryna Barley to nie jest pierwsza liga.
To, że elity unijne zgodnie z lewackim trendem chcą nam narzucić swoją wolę i że trzeba się temu przeciwstawić – to jedno, a drugie to konsekwencje naszego twardego trwania na straży wartości.
Świat wartości niestety jest mocno związany z kwestią dyskusji wokół budżetu nowej unijnej perspektywy finansowej na lata 2021-2027. Momentem przełomowym był tutaj rok 2000. Do 2000 roku, czy nawet do roku 2007, który był kolejną granicą, Unia Europejska była jeszcze – rzec można – dziedzictwem ojców założycieli Wspólnoty Europejskiej, pierwszej wspólnoty węgla i stali, opartej jednak na chrześcijańskim systemie wartości, czyli na fundamentach, o których pisał Feliks Koneczny, a za nim św. Jan Paweł II, a więc na prawdzie greckiej, prawie rzymskim i etyce chrześcijańskiej. Dzisiaj – niestety próbuje się nam wmawiać bliżej nieokreślone pojęcia zasad europejskich czy celów europejskich. Przyznam, że rozumiem, czym jest Europa, rozumiem, na jakich wartościach Europa została ufundowana. Europę widzę przez pryzmat filarów – Konecznego, św. Jana Pawła II z wielkim, pięknym dziedzictwem Starego Kontynentu jako najwspanialszego fragmentu Ziemi – planety, na której żyjemy, z dziedzictwem, z którego jako Europejczycy możemy być dumni. Natomiast ci państwo, którzy używają przymiotnika „europejski”, mają na myśli raczej Gramsciego, Trockiego, Marksa czy Lenina, a za tym określeniem kryją się zupełnie inne pojęcia. To jest to, co wielokrotnie w swoich publikacjach pisał i pisze nadal prof. Jacek Bartyzel, mianowicie – walka o pojęcia. Od semantyki się zaczyna i jeśli utracimy kontrolę nad tą warstwą semantyczną pojęć, to możemy stracić wszystko. Nawet pod pozorem pojęć, które dzisiaj wydają się kwintesencją naszych imponderabiliów mogą kryć się wartości dla nas antycywilizacyjne. Europa taka, jaką chcielibyśmy ją widzieć, w niej żyć, taką, do jakiej wstępowaliśmy jako państwo w 2004 roku, była zupełnie inna niż jest dzisiaj. Dzisiaj często słyszymy z ust polityków różnych obozów, że nie możemy być w ogonie Europy, że musimy nadążać za obowiązującymi trendami. Ale jako Polak nie chcę podążać za trendami, ja jestem konserwatystą, owszem, jestem Europejczykiem, ale dumnym z naszej tożsamości. Nie jestem – i myślę, że większość Polaków również nie jest chętna i gotowa na eksperymenty, które wynikają z bieżącej mody, eksperymenty, które wielokrotnie w dziejach Europy – mam na myśli odejścia od klasycznego rozumienia świata wartości – kończyły się tragedią dziesiątek milionów Europejczyków i nie tylko Europejczyków, bo Europa „kichnęła”, a w następstwie tego cały świat był chory.
Mocnemu wchodzeniu, wtrącaniu się Unii Europejskiej w wewnętrzne sprawy państw narodowych sprzeciwiała się Wielka Brytania i to było jednym z powodów brexitu. Wygląda jednak na to, że z tej lekcji Bruksela nie wyciągnęła wniosków, skoro wciąż lansuje lewackie trendy.
To prawda, z tym że jeśli chodzi o rewolucję obyczajową, to Wielka Brytania jednak uległa tym trendom, i to jako jedno z pierwszych państw europejskich. Małżeństwa homoseksualne, adopcja dzieci przez pary jednopłciowe, agresywna walka nie tylko z religią katolicką, ale anglikańską również, czy próba zmuszania Kościołów do święcenia kobiet itd., to wszystko znalazło swój wyraz w Wielkiej Brytanii. Natomiast klasa polityczna Wielkiej Brytanii zawsze ceniła sobie niepodległość, niezależność. Stąd też te zasady, które zostały ustanowione jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia przez premier Margaret Thatcher, polegające na tym, że blisko, ale jednak na dystans, jesteśmy z Europą, nawet przez rządy laburzystów – Partii Pracy – nie były w żaden sposób naruszane. To znaczy nie było zawężenia współpracy w ramach Unii Europejskiej i dlatego Wielka Brytania korzystała ze wspólnego unijnego rynku, korzystała z różnych profitów gospodarczych, ale jednocześnie starała się być na uboczu i usilnie walczyła o utrzymanie słynnego rabatu dotyczącego składki członkowskiej do Unii Europejskiej. W tej chwili – wraz z brexitem – Polska utraciła sojusznika na niwie niepodległościowej, na niwie Europy ojczyzn, o której ojcowie założyciele Wspólnoty Europejskiej mówili. Chodzi o to, że Europa ma być zjednoczona, ale Europa ma być różnorodna, tak jak różnorodne są tworzące ją narody. Dlatego musimy się troszczyć o nasze dziedzictwo, dziedzictwo naszych przodków, naszych narodów. Europa ma być Europą narodów, a nie jednym superpaństwem – tak jak to mawiali niektórzy masoni – Stanami Zjednoczonymi Europy. W tej chwili Polska musi poszukiwać sojuszników, i to robimy z dobrym skutkiem w ramach Grupy Wyszehradzkiej czy szerzej w grupie państw Europy Środkowej i Wschodniej, a więc w gronie tych państw, które spotkały się w swojej historii z traumatycznym przeżyciem Związku Sowieckiego, będąc członkiem tego mistycznego ciała szatana albo będąc – tak jak Polska – państwem satelickim wobec Moskwy. Uważam, że te państwabardziej rozumieją, jak ważna jest niepodległość, suwerenność i one będą naszymi sojusznikami na tej drodze.
Wracając jeszcze do stanowiska wicepremiera Kaczyńskiego. Czy to tylko poza w obliczu sprzeciwów wobec „Piątki dla zwierząt” i próba zwarcia tradycyjnego elektoratu, bo coraz częściej pojawiają się głosy, że kierownictwo PiS wcale nie jest tak mocno przywiązane do wartości? Przykładem jest ustawa o ochronie życia poczętego, która już ponad tysiąc dni czeka w sejmowej zamrażarce…
Mogę tu mówić o sobie. Mianowicie, ilekroć tylko jest głosowanie, czy to w ramach komisji, czy na posiedzeniu plenarnym Sejmu – zawsze opowiadam się za życiem. Kieruję się w swoim życiu Katechizmem Kościoła katolickiego i Dekalogiem. Chcę żyć i chcę moje dzieci wychowywać w Europie, która jest ufundowana na trzech filarach: na prawdzie obiektywnej, na prawie rzymskim, na poszanowaniu własności, na małżeństwie, a więc na tym, co ufundowali nam Rzymianie w swojej tradycji, oraz w oparciu o etykę chrześcijańską – na właściwym pojmowaniu dobra oraz tego, co jest złe. 22 października odbędzie się rozprawa przed Trybunałem Konstytucyjnym, dotycząca przesłanki eugenicznej wyłączającej odpowiedzialność karną za dokonywanie aborcji w Polsce. Bardzo wierzę, jestem też w gronie tych posłów, którzy po raz drugi zainicjowali tę skargę konstytucyjną, i ufam, że właśnie w tym dniu wieczorem będziemy mogli świętować, że Polska jest jednym z nielicznych państw na świecie, gdzie za fakt podejrzenia o wady rozwojowe nie zabija się dzieci w łonach matek. Liczę na to, że Trybunał Konstytucyjny stanie na wysokości zadania. Oczywiście nie chcę wywierać presji, ale patrząc z punktu widzenia mojego zawodu – prawnika, dotychczasowa linia Trybunału Konstytucyjnego jest jednoznaczna – mianowicie życie człowieka zaczyna się z chwilą poczęcia i kończy z chwilą naturalnej śmierci. Nie można więc w świetle Konstytucji RP żadnego człowieka dyskryminować ze względu na jego stan zdrowia.
Dziękuję za rozmowę.

