logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Zło się buntuje

Poniedziałek, 26 października 2020 (14:31)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Po tym jak Trybunał Konstytucyjny uznał przesłankę eugeniczną do aborcji za niekonstytucyjną środowiska lewackie wpadły w furię. Zaczyna się dewastowanie kościołów, przerywanie Mszy Świętych, są przekraczane kolejne granice. Do czego to zmierza, bo zdaje się, że takich rzeczy nie robiono nawet za komuny?

Przede wszystkim należy zdiagnozować, co się dzieje. Możemy się zastanawiać, czy mamy do czynienia ze zjawiskiem, które mieści się w skali politologicznej czy prawnej, ale w mojej ocenie ten problem należy rozpatrywać na płaszczyźnie teologicznej. Powiedzmy sobie przede wszystkim, że nie ma żadnej koincydencji między wyrokiem, orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, a Kościołem hierarchicznym czy Kościołem instytucjonalnym. Orzeczenie to było spowodowane skargą podpisaną przez 116 posłów i Trybunał Konstytucyjny instytucjonalnie nie ma nic wspólnego z Kościołem katolickim. Natomiast atak na sprawowane Msze św. czy na budynki sakralne jest – moim zdaniem – efektem zbiorowego opętania.

Jak tego dowieść?

Owszem, mam na to cały szereg dowodów. Wczoraj jeden z moich asystentów ochraniał katedrę warszawską, po czym zdał mi relację, z której wynika jasno, że tłum, który gromadził się przed katedrą, nie krzyczał cały czas, tylko w kilku momentach: podczas czytania Ewangelii oraz podczas Przeistoczenia i Podniesienia. Następnie podczas Różańca, kiedy było wystawienie Najświętszego Sakramentu, również tłum dosłownie wył. Zachowanie bardzo agresywne, zachowanie, gdzie uczestnicy zgromadzenia używają wulgarnego języka, przywołuje wspomnienia księży egzorcystów, podczas wypędzania złego ducha, gdzie osoba opętana używa bardzo wulgarnego, agresywnego języka nienawiści. Dlatego ja zachowanie osób protestujących oceniam jak reakcję złego ducha na to, co się stało w Polsce, na odejście od zabijania nienarodzonych dzieci. I to, co obserwujemy w tej chwili, to jest właśnie reakcja złego na dobro, jakie się wydarzyło. Zło się buntuje.

Do tego chóru zwolenników aborcji dołącza część mediów, które też sączą nienawiść, wrogość do Kościoła. Komu zależy na tworzeniu takich postaw wobec Kościoła?

Z całą pewnością zależy na tym szatanowi i co do tego nie ma wątpliwości. Proszę zwrócić uwagę, że to, co obserwujemy – nawet cały ten protest kobiet i cała symbolika z tym związana – już od kilku lat posługuje się symbolem pioruna, błyskawicy. Ten symbol, jaki pojawia się na parasolkach, maseczkach, na plakatach, transparentach, to podobieństwo do runy SS – symboliki tej formacji militarnej III Rzeszy odpowiedzialnej za zbrodnie wojenne, czy też do symboliki partii faszystowskiej Oswalda Mosleya w Wielkiej Brytanii.

Powiedzmy sobie, że przez minione 30 lat przez Polskę przetoczyło się wiele protestów, protestów poszczególnych grup społecznych, różnych branż, ale żaden protest nigdy nie był okraszony taką wulgarnością i swoistym brakiem refleksji ze strony uczestników – jeśli chodzi o używany język w dyskusji publicznej. Owszem, można się z pewnymi kwestiami nie zgadzać, żyjemy w wolnym, demokratycznym kraju, gdzie można protestować, choć w sytuacji pandemii koronawirusa to gromadzenie się w tym momencie jest skrajną głupotą i działaniem na szkodę życia i zdrowia uczestników tych demonstracji i ich rodzin.

Moim zdaniem efekt niezachowania dystansu będzie taki, że za chwilę liczba zachorowań na COVID-19 wyskoczy nam poza skalę. Natomiast – jak powiedziałem – trudno jest znaleźć inne uzasadnienie tych agresywnych, bardzo radykalnych zachowań poza uzasadnieniem teologicznym – odwołaniem się do naszej wiary. Te protesty, fala agresji, nienawiści, brutalności ze strony protestujących, wyskoczyły już poza jakąkolwiek skalę.

Jak skomentuje Pan zachowanie wiernych?   

Bardzo mądre, spokojne, stanowcze jest zachowanie wiernych – przede wszystkim ludzi młodych, którzy stanęli w obronie swoich świątyń przed aktami profanacji i niebywałej agresji. Wszyscy, a zwłaszcza ludzie młodzi bronili swoich kościołów, i to jest bardzo optymistyczne, bo pokazuje, że – z jednej strony pojawia się fala zła, ale po drugiej stronie jest fala dobra, która chroni przestrzeń sakralną. Oczywiście, nie zawsze się to udaje, ale w zdecydowanej większości przypadków to właśnie ludzie młodzi ocalili kościoły przed profanacją i dewastacją.

Czy odpowiedź władz wobec bluźnierczych ataków lewackich aktywistów jest wystarczająca?

Jestem bardzo rozczarowany postawą policji. Uważam, że w wielu momentach policja – i takie sygnały do mnie też docierają – powinna inaczej zareagować. Reakcja powinna być bardziej stanowcza i nie chodzi tu wcale o brutalne tłumienie protestów z użyciem nadmiernej siły, tylko o niedopuszczenie do niszczenia obiektów sakralnych, naruszenia powagi nabożeństw, Mszy św. czy ataków i szarpania kapłanów. Do tego typu aktów w ogóle mogłoby nie dojść, gdyby policja w swoich działaniach była bardziej zdecydowana. Jednakże trzeba też pochwalić, że w wielu sytuacjach policja bardzo dobrze współpracowała z kapłanami, z wiernymi, którzy bronili kościołów. Można zatem powiedzieć, że w wielu miejscach w Polsce policja podjęła adekwatne działania, użyła sił i środków odpowiednich do zagrożenia.

Natomiast – w mojej ocenie – reakcja policji na nasilające się protesty powinna być jednak zdecydowanie ostrzejsza. Dotyczy to też służb epidemiologicznych, sanitarnych – mianowicie jeśli wystawiamy mandaty karne, ze strony sanepidu kary administracyjne za łamanie przepisów sanitarnych przez osoby, które protestują przeciwko ograniczeniom swobód gospodarczych czy przemieszczania się podczas sobotniej manifestacji tzw. foliarzy, to cóż stoi na przeszkodzie i dlaczego tych samych kar administracyjnych nie stosować wobec tych, którzy protestują w sposób skandaliczny, wulgarny, stosując przemoc, używając siły przede wszystkim wobec funkcjonariuszy policji, niszcząc mienie – często również mienie parafialne.

Moim zdaniem reakcja państwa na tego typu zachowania powinna być bardzo zdecydowana, bo albo żyjemy w państwie prawa, albo mamy do czynienia z kroczącą rewolucją, która zniszczy nasz porządek prawny i moralny. Jeżeli nie postawimy tamy wobec antykatolickiej przemocy, czeka nas dalsza eskalacja prześladowań Kościoła.

Tym bardziej że te ataki mogą się nasilać. Bart Staszewski zamieścił wpis, że niedługo kapłani zostaną wywiezieni na taczkach. Te środowiska nie mają hamulców i jeżeli nie postawimy tamy tej antykatolickiej przemocy, czeka nas dalsza eskalacja prześladowań Kościoła łącznie z próbami fizycznej eliminacji księży i wiernych?

Ta zrewoltowana grupka, moim zdaniem opętana, to są ludzie, którzy z fundamentów, na których jest posadowiony nasz świat – ufundowany przez cywilizację łacińską na trzech filarach, czyli prawie rzymskim, prawdzie greckiej i moralności chrześcijańskiej – próbują wyjąć jeden z tych filarów – moralność chrześcijańską. Przypomnę tylko, że ani w moralności chrześcijańskiej nie mieści się używanie tego typu obelżywego języka, ani przemocy fizycznej wobec osób, z którymi się nie zgadzamy. Co istotne, język jakiego używa Bart Staszewski, wprost nawołuje do przemocy, do siłowego uderzenia w Kościół instytucjonalny w Polsce, w kapłanów, w osoby konsekrowane.

Czy z takim środowiskiem – głuchym na argumenty – jest w ogóle możliwy jakikolwiek dialog?

Nie, absolutnie nie można prowadzić dialogu z tym środowiskiem. Nie ma płaszczyzny. Ponadto obelżywy język, jakiego używają ci agresorzy, forma ekspresji – jeśli można używać takiego łagodnego określenia zachowań, jest nieakceptowalna. To tak jakby próbować negocjować z rakiem – nowotworem. Z rakiem nie da się negocjować, bo co z tego, jeśli nawet się umówimy, że nie będzie niszczył naszego organizmu, skoro taka jest jego natura. I podobnie jest z tym rozszalałym tłumem, z którym nie ma jak rozmawiać. Tutaj nie ma płaszczyzny, po drugiej stronie brakuje też argumentów. Można to tylko porównywać z rewoltą młodzieżową z lat 60. ubiegłego stulecia, dokładnie w 1968 roku, na Zachodzie Europy.

Przypominam sobie słowa Czcigodnego Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który przebywając wówczas w Paryżu, pytał tę młodzież, czego tak naprawdę chce, czego oczekuje. W odpowiedzi słychać było – niczego… I podobnie jest teraz podczas protestów w Polsce? Czego ci ludzie oczekują, w jaki sposób można prowadzić dialog z tymi ludźmi, których część domaga się od prezydenta, żeby nie podpisywał ustawy, a część żąda, aby Parlament zaprzestał prac nad ustawą. Mam wrażenie, że zdecydowana większość protestujących, którzy wylegają na ulice, w ogóle nie ma świadomości tego, co się wydarzyło. Mianowicie, że zapadł wyrok w Trybunale Konstytucyjnym, który stwierdził, że przesłanka eugeniczna – dokonywanie aborcji – jest niezgodne z Konstytucją RP. Mam wrażenie, że większość tych osób tak naprawdę nie ma świadomości, przeciwko czemu protestuje.

Jak widzimy, ci ludzie protestują przeciwko prezydentowi, rządowi, partii rządzącej czy Parlamentowi, tymczasem decyzje podjął Trybunał Konstytucyjny. To pokazuje, że mamy dość duży dysonans poznawczy, jeśli chodzi o rzeczywistość, w której wspólnie żyjemy. Do tego to wszystko, ten brak poczucia rzeczywistości jest okraszony olbrzymią wulgarnością, agresją fizyczną i brakiem jakiejkolwiek chęci koncyliacyjnego rozwiązania problemu.

W ogóle widzi Pan możliwość rozwiązania tego problemu?   

Z punktu widzenia prawa, to nie widzę możliwości rozwiązania tego problemu, dokonania jakiejś korekty, żeby wyrok Trybunału Konstytucyjnego w jakikolwiek sposób zniwelować. I mówię to nie jako osoba, która przez całe życie jest bardzo mocno zaangażowana w ruchy obrońców życia, ale mówię to jako prawnik.  

                 Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl