logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Rewolucja kulturowa

Środa, 28 października 2020 (13:04)

Aktualizacja: 28 października 2020 (13:04)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Premier Mateusz Morawiecki podczas wczorajszej konferencji prasowej nawoływał do rozwagi, prosił o wzajemny szacunek, po czym za chwilę opozycja próbowała sparaliżować obrady Sejmu. Z czym de facto mamy do czynienia?

– Co do zachowania totalnej opozycji oraz Lewicy to mamy klasykę działań, które już wcześniej się pojawiały w różnej formie. Doświadczyliśmy tego typu zachowań już wcześniej – „ciamajdany” itd., więc to pewnego rodzaju kontynuacja, ale nic nowego.

A jeśli chodzi o przestrzeń społeczną?

– Jeśli chodzi o przestrzeń społeczną, to mamy do czynienia z uruchomieniem ulicznej rewolucji. Wiele razy mówiłem w rozmowach z panem redaktorem, że w świadomości ludzkiej, w kulturze współcześnie dokonuje się realna rewolucja, a teraz przenosi się ona na ulice polskich miast. Proszę zwrócić uwagę, że oprócz tych marszów już pojawiają się postulaty polityczne Ogólnopolskiego Strajku Kobiet dotyczące chociażby odwołania rządu, antykoncepcji refundowanej przez państwo, aborcji na życzenie. Ich zdaniem dopiero wtedy będzie szczęśliwość.

Tak bardzo pragną aborcji, bo uważają, że bez tego nie da się żyć. Taka postawa pokazuje skalę nihilizmu, jaka stoi za tą ideologią, nihilizmu, o którym wielokrotnie mówił ks. prof. Tadeusz Guz. W istocie wykorzystano pretekst, jakim było orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego uznające przesłankę eugeniczną do aborcji za niekonstytucyjną – nawiasem mówiąc, od strony treściowej ten wyrok nie mógł być inny – do tego, aby jeszcze mocniej wykrzyczeć, że środowiska lewicowe chcą aborcji. Tak naprawdę uderzyli w kościoły, czyli pokazali, o co toczy się cała ta batalia, że nie chodzi tu tylko o prawo do aborcji, ale o wywrócenie całego naszego porządku kulturowego, którego fundamentem jest religia, bo to właśnie religia jest zawsze fundamentem każdej kultury.

Dlatego atakują religię, wiedząc, że to jest fundament całego ładu, porządku świata, który chcą wywrócić do góry nogami. To się dzieje w przestrzeni wojny kulturowej, natomiast opozycja próbuje to wykorzystać, aby przejąć władzę. Platforma jest uwarunkowana posłami, których wciągnęła w swoje szeregi, jak Klaudia Jachira czy Barbara Nowacka, dlatego mamy to, co mamy.

Poseł Koalicji Obywatelskiej Aleksandra Gajewska pisze: „Sorry za utrudnienia, ale mamy rząd do obalenia!”. To jest prawdziwy cel tych protestów?

– To jest tylko jeden z celów. Ich zadaniem, celem właściwym jest atakowanie Pana Jezusa i Matki Bożej, a obecny rząd jest tylko jednym z elementów tej agresywnej gry. Oprócz tego są całe procesy rewolucyjne przebiegające w sposób niewyobrażalnie wulgarny, co więcej – odbywa się to przy wsparciu liberalnych mediów, które osłaniają cały ten proces. Efekt jest taki, że na ulicach polskich miast mamy rewolucję. Zresztą posłowie Lewicy i Koalicji Obywatelskiej mówią wyraźnie, że rozpoczyna się rewolucja.

Przecież oni od lat są do tego szkoleni czy inspirowani, więc niby dlaczego – znajdując sobie teraz do tego pretekst – mieliby tego nie wykorzystać. Wielokrotnie o tym mówiliśmy, przestrzegaliśmy przed takim zagrożeniem, tylko że środowiska kościelne, często też polityczne, w to nie wierzyły, myśląc, że mamy do czynienia tylko z gronem przewrażliwionych profesorów czy kapłanów, takich jak o. Tadeusz Rydzyk. I nagle, kiedy są atakowane świątynie, katedry, to nie bardzo wiadomo, co robić.

Jeszcze niedawno odpychało się młodzież narodową, nazywając ich nacjonalistami, atakując ich, pomimo tego, że organizowane marsze odbywały się pod hasłem „My chcemy Boga”, a teraz to ta młodzież broni symboli naszej wiary przed młodzieżą atakującą świątynie. Zatem jeśli sami uznawaliśmy, że żadnej wojny kulturowej nie ma, że nie ma co się rzucać, że trzeba prowadzić dialog, czyli jeść ciastka i popijać kawą, to nie dziwmy się, że efekt dzisiaj jest taki, a nie inny.

Czy protestujący, wśród których jest wielu ludzi młodych, bardzo młodych, wiedzą przeciwko czemu występują, czy mają świadomość? A może są tylko narzędziem w rękach lewaków?

– Rodzi się pytanie, gdzie są rodzice tej młodzieży, czy nie kontrolują tego, co robią często nieletnie ich dzieci. Do tego mamy okres pandemii koronawirusa i stan, gdzie zgromadzenia mogą być okazją do większej transmisji wirusa i wzrostu liczby zachorowań. Jeśli jednak mamy konsekwentne rozbicie rodziny, jeśli rodziny nie funkcjonują w sposób należyty, to później takie są owoce tego rozbicia. Jeśli mamy do czynienia z konsekwentnym procesem penetrowania przestrzeni medialnej, internetowej, gdzie młodzież jest wręcz bombardowana hasłami wyzwolenia nie bardzo wiadomo, od czego, to wyzwala to u niej przemoc, agresję.

Wszystko ma swoje konsekwencje, każda idea, każda propaganda, mimo że uczestnicy tych wydarzeń nie do końca sobie zdają z tego sprawę, nie do końca są świadomi, ale są dziećmi buntu, tak jak to było w latach 60. poprzedniego stulecia. To są m.in. „dzieci” Owsiaka, gdzie na Przystankach Woodstock cała masa młodzieży słyszała: „Róbta, co chceta”, i to są właśnie owoce. Problem jest taki, że po drugiej stronie nie dostrzegano problemu, który cały czas dojrzewał, mówiono, że nie ma żadnych niebezpieczeństw, że wojna kulturowa to wymysł filozofów, że o nic nie trzeba walczyć, a jeśli ktoś mimo tego podejmował walkę, to próbowano go uciszać.

Tak było chociażby z bardziej walecznymi kapłanami, których wysyłano na mniejsze parafie, marginalizując ich działania. Taki był – niestety – pomysł na duszpasterstwo. W podobny sposób reagowały instytucje życia publicznego, a wszystko to było przyczynkiem do bardziej swobodnych działań i radykalizacji przeciwników Pana Boga i Kościoła. Zostaliśmy uśpieni, a po tej naszej stronie – jak widać –pozostała tylko młodzież narodowa, która staje przed świątyniami, broniąc ich przed profanacją.        

W swoim wystąpieniu wicepremier Jarosław Kaczyński, odwołując się do sytuacji w Polsce, powiedział, że wyroku Trybunału Konstytucyjnego nie można zmienić w trakcie obowiązującej Ustawy Zasadniczej. Z kolei wcześniej wicemarszałek Ryszard Terlecki mówił o niuansowaniu ustawy. Czy partia rządząca wie, co robić, a jeśli nie, to może powinna się odwołać do autorytetów św. Jana Pawła II czy Czcigodnego Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego.

– Przede wszystkim wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest nieodwołalny, i to jest sprawa oczywista. Wyrok jest logiczny, więc nie mógł być inny. Natomiast wicepremier Jarosław Kaczyński w swoim przemówieniu wezwał praktycznie do walki. Wezwał do obrony świątyń, ale w domyśle chodziło mu o obronę całego dziedzictwa chrześcijańskiego. Pewnie jest tak, że Jarosław Kaczyński kalkuluje, że ta wojna, którą rozpętała Lewica w bardzo brutalny, wulgarny, obrazoburczy sposób, że ona ostatecznie nie zaszkodzi Zjednoczonej Prawicy w sensie wyborczym, że w rezultacie milcząca jak dotąd większość się obudzi, oburzy i stanie przeciwko tej fali agresji lewactwa.

Kalkuluje się, że w tym konflikcie najwięcej straci centrum, czyli Platforma, która wciąż nie potrafi się określić. Z kolei Lewica stanie po stronie rewolucji kulturowej, a prawica –przeciwko i zwycięży. Ale oprócz tego diagnoza jest prawdziwa – mianowicie mamy do czynienia z regularną wojną kulturową i tutaj nie ma miejsca na żaden kompromis. Tu się odbywa nihilistyczna rewolucja, dlatego nie ma przestrzeni do jakichkolwiek negocjacji.

Takich ataków na Kościół, na świątynie nie było nawet w okresie PRL-u.  

– To prawda, jako Polska, Kościół w Polsce nie przeżywaliśmy takich ataków, które były jednak w innych krajach bloku komunistycznego. Jednak takie ataki na Kościół były przed i w czasie wojny domowej w Hiszpanii, podobnie takie ataki miały miejsce w Portugalii podczas objawień w Fatimie, kiedy na procesje religijne były zrzucane bomby. U nas, jeśli sprawy będą się wymykały spod kontroli, też nie można wykluczyć zamachów terrorystycznych. Przypomnijmy sobie Czerwone Brygady we Włoszech czy wcześniej zamachy rewolucyjne we Francji w 1918 roku, także w Meksyku.

A zatem są dziesiątki przykładów, szkoda tylko, że naiwność niektórych powodowała, że tych, którzy ostrzegali, którzy stawali do walki, do obrony, jak Radio Maryja, odsądzało się od czci i wiary, nazywano ksenofobami i określano mianem zaściankowego katolicyzmu. Historia nas uczy, że może w Polsce nie było takich ataków na Kościół, ale w innych krajach były i musimy zrobić wszystko, żeby to nie dotknęło naszej Ojczyzny.

Od dzisiaj w sukurs policji na ulicach ma pojawić się żandarmeria wojskowa. Protestujący zapowiadają eskalację. Czy możliwy jest stan wyjątkowy w Polsce?     

– Taki wariant z pewnością też jest rozważany. Ponadto mamy pandemię, cała Polska jest w czerwonej strefie i są kolejne wzrosty zachorowań, a brak dystansu podczas protestów może spowodować dalsze wzrosty zakażeń koronawirusem. Wtedy niewykluczone, że władza zdecyduje się na wprowadzenie stanu wyjątkowego.

Jakie jest wyjście z tego pata?

– Sprawa jest prosta, zero-jedynkowa – albo wygrają katolicy, albo wygrają rewolucjoniści. Tu nie ma innej drogi. Czcigodny Sługa Boży ks. kard. Stefan Wyszyński, widząc zagrożenie duchowe dla Narodu Polskiego, przed Tysiącleciem Chrztu Polski zorganizował Wielką Nowennę odprawianą przez dziewięć kolejnych lat. I teraz pytanie: co zrobi Kościół w obecnej sytuacji?

Prymasa Wyszyńskiego dzisiaj nie mamy, a świętych i obiektów kultu religijnego przed profanacjami bronią ludzie świeccy. Czy pasterze, kapłani mówią zbyt cicho?

– Na to pytanie sami duchowni muszą sobie odpowiedzieć, bo to oni będą odpowiadać przed Panem Bogiem za losy i przyszłość Kościoła w Polsce. Owszem, Prymasa Tysiąclecia dzisiaj nie mamy, ale jest wzorzec Pasterza, Ojca Narodu, który oręduje za nami przez Bogiem. Jest wprawdzie jeszcze niewyniesiony oficjalnie przez Kościół na ołtarze, ale przecież można przez jego pośrednictwo polecać Polskę. Możemy się odwoływać do ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, jego nauki. Powinniśmy się wzorować na takich przykładach, a nie wymyślać i przenosić na polski grunt eksperyment zachodnioeuropejskiej teologii wyzwolenia.

            Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl