Wiceszef MZ tłumaczył, że ostatnie wzrosty zakażeń na koronawirusa wiążą się przede wszystkim z komunikacją międzyludzką. – To, co mamy w tej chwili, to jest tak samo jak przed epidemią. To jest nasza aktywność porównywalna ze styczniem tego roku. Ta duża aktywność powoduje, że tych zakażeń nam przybywa – zauważył Kraska. Wyraził nadzieję, że polska służba zdrowia podoła temu wyzwaniu i uda się uniknąć całkowitego lockdownu.
Odnosząc się z kolei do protestów w sprawie zaostrzenia prawa aborcyjnego, wskazał, że tego typu zbiorowe zgromadzenia doprowadzają do bardzo dużego wzrostu zachorowań. – Z wielkim niepokojem patrzę na to, co się dzieje na polskich ulicach – przyznał Kraska. Dodał, że pomimo noszenia maseczek ryzyko zachorowań na takich zgromadzeniach jest dużo większe.
– Wiem, że demokracja jest bardzo ważna, demonstrowanie naszych przekonań jest bardzo ważne, ale mamy w tej chwili epidemię. Nie chciałbym, aby ktoś z młodych ludzi, którzy będą np. dzisiaj demonstrować, stanął za rok przy grobie swojego najbliższego – powiedział Kraska.
Z kolei dr Artur Zaczyński z Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie stwierdził, że w tym momencie, pomimo że chodzimy po dworze w maseczkach, możemy transmitować wirusa dalej. – Ta fala COVID-19 jest jak rekin płynący bezpośrednio na nas, żeby zaatakować. Jeżeli staniemy, zatrzymamy się na chwilę, ten rekin obok nas przepłynie. Jeżeli będziemy się ruszać i będziemy migrować, to niestety zostaniemy ugryzieni – podkreślił.

