Od 10 października ponownie obowiązuje nakaz ich noszenia w przestrzeni publicznej. W związku z tym poseł Bolesław Piecha (PiS) skierował zapytanie poselskie do urzędującego szefa resortu zdrowia, w której pyta o podstawę naukową związaną z tą decyzją. – To było zapytanie, które złożyli mieszkańcy. Ja absolutnie popieram kwestię noszenia maseczek. Wydaje mi się, że ta maseczka, może nie tyle chroni nas przed kimś, co bardziej chroni innych przed nami. Dobrze by było, gdyby Ministerstwo Zdrowia dokładnie wyjaśniło korzyści z noszenia maseczki, a nie zasłaniało się tylko hasłami – mówi „Naszemu Dziennikowi” Piecha.
Ministerstwo Zdrowia utrzymuje, że używanie maseczek jest częścią szerokiej strategii przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się koronawirusa. – Do czasu rejestracji szczepionki przeciwko COVID-19 będzie to jedno z głównych, niefarmaceutycznych środków/narzędzi wykorzystywanych do walki z epidemią oraz wzmacniania ochrony osób najbardziej narażonych na rozwój choroby – informuje „Nasz Dziennik” Biuro Komunikacji resortu.
Zwracając uwagę, że wprowadzone rekomendacje dotyczące zakrywania nosa i ust w miejscach ogólnodostępnych wynikają z zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) oraz ekspertów w dziedzinie epidemiologii i chorób zakaźnych. – Dowody naukowe i uzasadnienie stosowania masek twarzowych w społeczności przez osoby niemające objawów zostały przedstawione w dokumencie opracowanym przez Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (dokument jest dostępny jest TUTAJ) – wyjaśniają służby prasowe ministerstwa.
Maski mają pomóc ograniczyć rozprzestrzenianie się zakażenia w społeczności dzięki zmniejszaniu wydalania kropelek oddechowych przez osoby zakażone, które mogą nawet o tym nie wiedzieć, a także przez osoby, u których jeszcze nie rozwinęły się objawy. – Stosowanie masek twarzowych w społeczności może przede wszystkim pełnić funkcję środka kontroli u źródła rozprzestrzeniania się zakażenia. Taki środek może być szczególnie istotny w sytuacji epidemii, kiedy zakłada się, że w społeczności jest znaczna liczba osób bezobjawowych, ale zakażających – tłumaczy resort zdrowia.
Powołując się na dokument przygotowany przez ECDC (Guidelines for the implementation of nonpharmaceutical interventions against COVID-19), służby prasowe Ministerstwa Zdrowia przekonują, że istnieje coraz więcej dowodów wskazujących na wpływ masek na twarz w zapobieganiu transmisji SARS-CoV-2. – Zgodnie z informacjami ECDC 25 krajów UE/EOG wdrożyło krajowe zalecenia dotyczące stosowania masek na twarz. Tylko trzy z 25 krajów sklasyfikowały zalecenie używania masek jako „dobrowolne” – wskazują.
Niejasne stanowisko
Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS, przypomina, że wciąż pojawia się wiele nieporozumień pod adresem m.in. poprzedniego ministra zdrowia, że zmienił zdanie w sprawie maseczek. – Przed epidemią wszystkie międzynarodowe organizacje zajmujące się zdrowiem i eksperci jednoznacznie twierdzili, że maseczka chroni przy kontakcie z osobą chorą. Jeśli my sami czy ktoś z naszego otoczenia choruje, to zakłada maseczkę, która ten ruch blokuje – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Jak zauważa, takie stanowisko było przedstawiane, zanim doszło do znacznego wzrostu zakażeń. – Kiedy ludzie zdrowi kontaktowali się z innymi zdrowymi osobami, to nie było powodu do wprowadzania maseczek. Później, od połowy kwietnia, sytuacja się zmieniła. Tych dodatnich przypadków było coraz więcej, ale i więcej było przypadków, których źródła nie można było zidentyfikować – przypomina nasz rozmówca.
Aktualna wiedza na temat wirusa wzrosła. Jest sporo osób zakażonych. – Ta maseczka jest głównie po to, aby chronić innych. Osobną kwestią są warunki szpitalne. W normalnych warunkach cała filozofia stosowania maseczek – podzielana przez organizacje międzynarodowe – polega na tym, żeby zmniejszyć ilość wirusa w otoczeniu – przekonuje Bondar.
Najwięcej kontrowersji wzbudza stosowanie maseczek w otwartej przestrzeni. – Tutaj jest to dyskusyjne. Kiedy jesteśmy na wsi i do najbliższej osoby mamy 200 metrów, to ta maseczka nie ma sensu – trzeba to jasno powiedzieć. Liczę na to, że policja będzie egzekwować przepisy w sposób roztropny. Z nastawieniem na miejsca większej styczności między ludźmi, np. takie jak targowiska. Można zastanowić się też nad uściśleniem, jeśli chodzi o jazdę rowerem, uprawianie sportu – zauważa rzecznik prasowy GIS.
Chodzi w tym o to, aby nie zarażać innych. Statystycznie ta choroba realnie zagraża około 8-9 mln ludzi w Polsce, głównie seniorom. – Ryzyko poważnego przebiegu u dziecka czy u młodej osoby jest zdecydowanie mniejsze niż u osoby w podeszłym wieku. Maseczka bawełniana nie daje 100 proc. ochrony, może nawet daje bardzo nikłą. Jednak większość ekspertów skłania się ku temu, że w znacznej części ogranicza to, co my sami emitujemy – tłumaczy.
Dwa rodzaje masek
Doktor n. med. Jacek Nasiłowski, pulmonolog, wyjaśnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że maski noszone w związku z epidemią można podzielić na dwa rodzaje. – Pierwszy to maski materiałowe i maski chirurgiczne. Dzięki nim wydychany aerozol rozprzestrzenia się na znacznie mniejszą odległość od ust i nosa, niż gdyby maski nie było. Dzięki temu ryzyko zakażenia innej osoby jest mniejsze. Jednak należy wiedzieć, że maski te nie zabezpieczają przed przenikaniem cząsteczek wirusa – podkreśla lekarz.
Dodaje też, że osoba nosząca takie maski zmniejsza ryzyko zarażenia innych, ale nie chroni siebie przed zarażeniem. Dlatego, nawet kiedy nosimy takie maski, to należy zachowywać bezpieczną odległość. To, jak zauważa, wynika z powodów altruistycznych. Dbamy o innych, bo nie wiadomo, czy sami nie jesteśmy nosicielami wirusa.
Drugi rodzaj to maski z filtrem przeciwwirusowym, zwane FFP (Filtering Face Piece). Jak działają? – Po pierwsze, filtr nie pozwala na przedostawanie się wirusa przez maskę, po drugie maski te szczelnie przylegają do twarzy, uniemożliwiając przedostanie się wirusa do dróg oddechowych obok maski. Stosujemy je, kiedy chcemy zminimalizować ryzyko zarażenia się od innych. Ten rodzaj masek powinny nosić osoby z czynnikami ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19, a więc wszystkie osoby starsze, ze zmniejszoną odpornością oraz z poważnymi chorobami przewlekłymi – wyjaśnia pulmonolog.

