Protesty uliczne nie ustają, widzimy przemoc na ulicach polskich miast. Czy to tylko protesty w obronie rzekomo łamanych praw kobiet?
– Już sama nazwa narzucona przez organizatorów, że jest to strajk kobiet, jest z założenia nieprawdziwa. Mamy tu bowiem do czynienia – przynajmniej w pierwszej fazie hasłowej – z protestem proaborcyjnym, z hasłem aborcji na życzenie i bardzo gwałtownymi, brutalnymi atakami na miejsca kultu religijnego. Myślę, że organizatorzy szybko zauważyli, że taka strategia – szczególnie ataki na świątynie – w odbiorze społecznym, także tych osób, które podzielają ich racje, jest nieskuteczna. Dlatego ostatnio, wydaje się, mamy wyciszenie tych działań – przynajmniej w piątek w Warszawie nie zanotowano takich aktów.
Nie łudźmy się jednak, bo to jest oczywiście pewna taktyka, ale to tylko dowodzi, że cele się nie zmieniły, natomiast pojawiły się kolejne postulaty. Mówi się np. o konieczności ustąpienia rządu, co ma charakter wręcz nawoływania do rewolty, ale jeszcze nie rewolucji neobolszewickiej. Natomiast hasła zarówno proaborcyjne, sprzeciw wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego, czy też hasła polityczne, które się w tej chwili pojawiły, wymierzone w rząd, w Prawo i Sprawiedliwość, to też nie jest istota tego ulicznego protestu.
To co jest istotą?
– Tu chodzi o całkowite wywrócenie porządku – mianowicie wystąpienie przeciwko cywilizacji chrześcijańskiej – można powiedzieć, że chodzi tu o przeprowadzenie daleko idących zmian cywilizacyjnych. Organizatorzy, choć zdają sobie sprawę z tego, że w tej chwili nie osiągną wszystkich celów, to niewątpliwie i tak dużo już osiągnęli. Przede wszystkim możemy mówić o daleko idącej manipulacji, której ulegli również, a może przede wszystkim, ludzie młodzi. Te działania nie są jednak przypadkowe, ale były przygotowywane, i to od wielu lat. Zatem istotą tego protestu jest dążenie do zmiany cywilizacyjnej, do wyrzucenia, czy wręcz zniszczenia cywilizacji chrześcijańskiej.
Czy po żądaniach politycznych, jakie się pojawiają, można wnioskować, że po lewej stronie powstaje nowa siła polityczna, jeszcze bardziej radykalna od Ruchu Palikota?
– Rzeczywiście było wiele inicjatyw wymierzonych w religię, w prawa ludzi wierzących, w Kościół, i jednym z przejawów tego był właśnie Ruch Palikota, ale w wymiarze politycznym poparcie dla tych partii było niewielkie i nie przekraczało nawet granicy błędu statystycznego, nie mówiąc już o granicy progu wyborczego pięciu procent. Stąd też aktywiści proaborcyjni, skrajnie lewicowi, raczej odnajdywali się jako frakcja czy też część jakichś innych, większych formacji, czy to lewicy, czy też Platformy.
Czy z tej rewolty, jaką obserwujemy na ulicach polskich, miast rzeczywiście może wykształcić się jakiś zorganizowany ruch polityczny?
– Nie sądzę, żeby do tego doszło, nie sądzę też, żeby nastąpiła jakaś radykalna zmiana w układzie politycznym na polskiej scenie, to znaczy żeby zyskała na tych protestach Platforma. Ci, którzy biorą udział w protestach, również krytycznie wypowiadają się o zaniechaniach ze strony Platformy, zaniechaniach, które mają polegać na tym, że w ich opinii formacja ta nie podjęła skutecznej walki o aborcję na życzenie, że nie wprowadziła tzw. związków jednopłciowych, że stosunek Platformy do Kościoła nie był taki, jakiego oczekiwaliby protestujący, czyli stosunek wrogi wobec Kościoła. Dlatego, biorąc to pod uwagę, nie sądzę, żeby Platforma zyskała w sposób znaczący na tych protestach, choć do nich nawołuje.
Jeśli nawet osiągnie jakiś zysk, to będzie on minimalny. Podobnie beneficjentem tych protestów nie będzie też Szymon Hołownia, choć pewnie bardzo na to liczy, dlatego też jego obecność na marszu. Zresztą nie pozwolą na to aktywistki lewicowe Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, które chcą, aby na tych protestach zyskała lewica, i to skrajna, światopoglądowa. Oczywiście zapewne nastąpi jakieś wzmocnienie wizerunku tych osób wśród lewicowego elektoratu, pojawiły się nowe twarze z kręgów skrajnie lewicowych – związanych wcześniej z KOD-em, które firmują ten protest. Jednak droga do zorganizowania tych protestów, tej rewolty w formację, organizację o charakterze politycznym, wciąż jest bardzo daleka.
Z czym zatem mamy do czynienia?
– Mówiąc wprost, z totalną destrukcją. Nie sądzę jednak, żeby ludzie wychodzący na ulice polskich miast, uczestniczący w tej rewolcie, byli w stanie zaangażować się w działania stricte polityczne, organizacyjne, partyjne. Tym niemniej trzeba powiedzieć, że przez ulice polskich miast przeszedł jednak trend laicyzacji i obawiam się, że to przyniesie niestety trwałe negatywne zmiany. Myślę tutaj przede wszystkim o bardzo młodych osobach, które w tych demonstracjach uczestniczą. Ci ludzie są bardzo młodzi, niedługo wejdą w wiek dojrzałości, który pozwoli im brać udział np. w głosowaniach podczas wyborów. W systemie demokratycznym jest to narzędzie realnego wpływu na kształtowanie państwa. Z drugiej strony ludzie bardzo przywiązani do form anarchistycznych, pogardzający szeroko rozumianą polityką czy w ogóle jakimikolwiek normami społecznymi, chyba nie będą nawet w stanie znaleźć dla siebie miejsca w systemie politycznym.
Ogólnopolski Strajk Kobiet wziął sobie na cel orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ochrony życia ludzkiego. Jak odbiera Pan odpowiedź prezydenta Dudy i skierowany do Sejmu projekt ustawy przewidujący wprowadzenie nowej, trzeciej przesłanki, która przywraca możliwość przerwania ciąży w przypadku wystąpienia tzw. wad letalnych?
– Jest daleko idące zdziwienie postawą prezydenta Andrzeja Dudy, tym bardziej że deklarował on publicznie, że opowiada się za ochroną życia. Jeszcze nie tak dawno prezydent Duda brał udział w Marszu dla Życia i Rodziny, również jako prawnik doskonale wie, że wyrok czy orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego stwierdzające, że tzw. aborcja eugeniczna jest niezgodna z Konstytucją RP, jest ostateczne.
Ponadto warto przypomnieć, że prezydent wiele mówił o państwie prawa, a tymczasem wydaje się, że teraz to prawo jest traktowane uznaniowo. Powiedziałbym nawet, że w działaniu prezydenta Dudy przesłanki polityczne zwyciężyły nad zniesieniem przesłanki eugenicznej. Zatem jest to decyzja polityczna – bardzo zła decyzja z punktu widzenia prawa do życia, także z punktu widzenia samego prawa. Tym bardziej że to otwarcie prezydenta skierowane do organizatorów tych protestów bynajmniej nie uspokoi sytuacji.
Wręcz przeciwnie, z punku widzenia politycznego nastąpi eskalacja dalszych działań i żądań już politycznych, które – choć nie są istotą tych protestów – to jednak na pewno się pojawią. Możemy się zatem spodziewać utrzymania mobilizacji protestujących, więc będą żądania dymisji rządu – zresztą już są, zapewne będzie też żądanie organizacji przedterminowych wyborów, ponadto organizatorzy zapowiadają powołanie rady konsultacyjnej, a zatem pojawią się postulaty stricte polityczne. Widać zatem komu i czemu te protesty służyły – grupie działaczek lewicowych.
Te działaczki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet nie działają jednak samodzielnie…
– Oczywiście, jest to trend mocno wspierany przez środowiska międzynarodowe i w tym kontekście trzeba też widzieć to, co się dzieje na ulicach polskich miast. Szkoda, bo z Polską na Zachodzie, w wielu kręgach tradycyjnych, wręcz w ostatnich enklawach tradycjonalizmu, katolicyzmu, obrony rodziny, normalności, po prostu były związane wielkie nadzieje. Liczono, że Polska będzie świadectwem, przykładem dla innych i nadzieją na odwrócenie lewackich trendów. Patrząc na te protesty, wydaje się, że tak się jednak nie dzieje.
Prezydent nie dość, że tą propozycją nie zaspokoił żądań czy oczekiwań feministek, które będą wysuwać kolejne żądania, to próbuje cofać nas, gdy chodzi o aborcję?
– Wydawałoby się, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego jest ostateczne – tak zresztą stanowi Konstytucja RP, tymczasem mamy do czynienia z reinterpretacją tego zapisu. Niestety, ale takie sygnały pojawiły się już wcześniej w wypowiedziach niektórych polityków Prawa i Sprawiedliwości, Porozumienia, także niestety Konfederacji. Dlatego choć jestem zasmucony, to nie jestem zaskoczony decyzją prezydenta Andrzeja Dudy.
Zatem co dalej, jak to może się zakończyć?
– Obawiam się, że takie stanowisko prezydenta, także bardzo niejasna i mało zdecydowana postawa policji, i nie mówię tu o działaniach, które wiązałyby się z użyciem siły – nie o to mi chodzi, tylko mówiąc o zaniechaniach policji, mam na myśli stosunek do aktów wandalizmu czy wręcz profanacji polskich świątyń, czego dopuszczali się uczestnicy protestów, to może tylko zachęcać do kolejnych prób znieważeń. Zobaczymy, ilu uczestników tych zajść zatrzymano, zobaczymy, czy zostaną im postawione zarzuty.
Wygląda na to, że mamy do czynienia z przynajmniej zastanawiającą spolegliwością, bardzo wstrzemięźliwym stosunkiem służb porządkowych do tego typu wydarzeń. Jeśli do tego dodamy, że w obozie Zjednoczonej Prawicy brakuje jednolitego stanowiska, brakuje jednolitego stanowiska rządu, kiedy widzimy, że inne komunikaty wysyła prezydent Duda, z premierem Morawieckim i liderem Porozumienia Jarosławem Gowinem, a inne prezes Kaczyński, z kolei inne resort sprawiedliwości, to obraz, który się rysuje, nie wygląda dobrze. Dlatego myślę, że ten brak spójności stanowi zachętę dla środowisk lewicowych, stąd możemy spodziewać się dalszych eskalacji zachowań i nawet jeszcze liczniejszych protestów.
Obawiam się – choć w przekazie publicznym, w postulatach obozu rządowego się to jeszcze nie pojawia, żeby nie został podjęty pomysł zażegnania tego, nazwijmy to, konfliktu poprzez, dajmy na to, ogłoszenie referendum, gdzie miałaby decydować wola ludu. I tego nie wykluczałbym. W tej chwili mamy do czynienia z odejściem od respektowania prawa naturalnego i konsekwencją tego może być konsensus sił politycznych od lewa do Zjednoczonej Prawicy, a w rezultacie referendum. Jeśli ta rewolta uliczna miałaby się skończyć odwołaniem się do – jak to niektórzy politycy prawicowi mówią – woli suwerena, to tym samym poważnie zostałyby podkopane fundamenty cywilizacji chrześcijańskiej w Polsce.

