logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: TV TRWAM/ -

Rewolucji nie wolno ulegać

Poniedziałek, 2 listopada 2020 (21:07)

Aktualizacja: 2 listopada 2020 (21:07)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Czy to, z czym mamy dzisiaj do czynienia na ulicach polskich miast po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego – wulgarny język, ataki na Kościół – to już przejaw upadku naszej cywilizacji?

– Nie określałbym tego mianem upadku cywilizacji, ponieważ w momencie upadku cywilizacji nikt nie broni świątyń, nikt nie broni zdobyczy naszej cywilizacji. Owszem wiele osób podważa sens wiary czy sens istnienia Kościoła katolickiego i prawa do życia, ale to nie koniec naszej cywilizacji. W obliczu ataków na Kościół i symbole religijne mamy do czynienia z bardzo zdecydowaną reakcją i to nie byle kogo, tylko młodzieży – młodych patriotów, w większości narodowców związanych mocno z Kościołem, także środowisk kibicowskich, i to jest bardzo pozytywne.

Trzeba też podkreślić, że tzw. Ogólnopolskiemu Strajkowi Kobiet i środowiskom, które stoją za tą inicjatywą, zależy na zniszczeniu Kościoła hierarchicznego w Polsce, na anihilacji przytłaczającej – przeszło 90-procentowej części polskiego społeczeństwa. Ci państwo na swoich sztandarach mają postulat, że żadnej funkcji publicznej w Polsce nie może sprawować osoba wierząca. Zatem jest to próba pozbawienia nas – naszej większości, osób wierzących, będących członkami Kościoła katolickiego, praw politycznych w naszej Ojczyźnie.

To jest próba takiego samego zamachu stanu, jakiego dokonał Lenin w listopadzie 1917 roku, gdzie mała, marginalna grupka radykałów próbowała, i to się jej udało, przejąć władzę w imperium rosyjskim. Tutaj mamy do czynienia z bardzo podobną próbą dokonania swoistego zamachu stanu przez zradykalizowaną lewicę, która ma bardzo daleko idące postulaty, jak obalenie rządu. Czym bowiem jest retoryka: chcemy pertraktować warunki waszego ustąpienia. Wysuwane postulaty są żywcem wyrwane z Lwa Trockiego czy Włodzimierza Ilicza Lenina.

Zastanawiające jest to, że tak łatwo do tych protestów, udało się wciągnąć młodzież…

– Po pierwsze mamy czas pandemii, kiedy młodzież nie chodzi do szkół, które przeszły na zdalny czy hybrydowy tryb nauczania. Młodzież, przebywając w domach, zwyczajnie się nudzi i ma wielką potrzebę bycia we wspólnocie, potrzebę spotkań, do tego dochodzi jeszcze zamknięcie miejsc – różnego rodzaju lokali gastronomicznych, klubów, klubokawiarni, pizzerii itd. Po drugie jest jeszcze inna kwestia – zapaść systemu edukacji w Polsce, o czym wyraźnie mówi minister Przemysław Czarnek. 

Dodatkowo mamy też do czynienia z czymś, co nazwałbym rewolucją wychowania dzieci, które same przebywają w domach. Zatem rodzice muszą zwrócić baczniejszą uwagę i brać większą odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci. Dzisiaj te dzieci wychodzą na ulice, używają wulgarnych słów, 13,14 czy 15-latkowie niosą transparenty, które są żywcem wyrwane z filmów dla dorosłych. I jeśli te dzieci wyrosną w takiej atmosferze, to kiedy będą pełnoletnie za 20, 30 lat, a niewykluczone, że wcześniej będą się w ten sam sposób odzywać do swoich rodziców. Dlatego rodzice muszą się ocknąć, ale podobnie nauczyciele. Ku mojemu zdziwieniu i oburzeniu – otrzymuję bowiem liczne głosy od swoich wyborców, również pracowników administracji samorządowej, które mówią, że w tych ulicznych protestach – bardzo wulgarnych, okraszonych hasłami w żaden sposób nieprzystających do towarzystwa kulturalnego – uczestniczą, a nawet tego typu hasła noszą nauczyciele.

O czym to świadczy?     

– To pokazuje kolejny olbrzymi problem demoralizacji, problem ludzi, którzy nie widzą nic zdrożnego w wulgarnych hasłach ludzi, którzy uczą i wspierają proces wychowawczy naszych dzieci. I temu też należy powiedzieć stanowcze: Nie!

Stanowcze: Nie! tego typu zjawiskom mówi minister Czarnek, który znalazł się na czarnej liście przywódczyń protestu. Co więcej jeden z postulatów tego środowiska dotyczy odwołania profesora Czarnka z funkcji szefa resortu edukacji i nauki…

– Owszem, to prawda, przy czym nie traktuję poważnie tego towarzystwa oraz wysuwanych przez to środowisko postulatów. Profesor Przemysław Czarnek z racji na swoje wyraziste poglądy, z którymi się absolutnie zgadzam i pod nimi się podpisuję, stał się w tej chwili obiektem ataków numer jeden. I nie dziwię się, bo jest to człowiek dla tego środowiska niebezpieczny, człowiek, który chce dokonać istotnej reformy całego systemu polskiej oświaty – tej powszechnej, ale również na poziomie akademickim. Ta reforma ma postawić tamę rewolucji neomarksistowskiej, która przetacza się od poziomu szkół podstawowych i przedszkoli aż do szkolnictwa wyższego, również w kwestii ingerowania w tytuły naukowe. Dzisiaj osoby o poglądach konserwatywnych są tłamszone przez koterie neomarksistowskie, które same tworzą klony osób o takich samych poglądach. Temu trzeba powiedzieć stanowcze: Nie! Ten wektor trzeba diametralnie zmienić w drugą stronę. Szkoła ma wspierać proces wychowawczy, a nie demoralizować młodych ludzi.

Jak skomentuje Pan skład Rady Konsultacyjnej ogłoszony przez tzw. Strajk Kobiet, gdzie znalazło się wiele bardzo kontrowersyjnych nazwisk?

– To są zgrane osoby, znane zresztą od lat na polskiej scenie politycznej. To są najwięksi piewcy zabijania dzieci nienarodzonych, osoby, które współpracowały z organami represji PRL-u, tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa, osoby znane z kuriozalnych wypowiedzi mówiących chociażby o tym, że w Polsce więcej się rodzi dzieci w związkach partnerskich jednopłciowych niż w związkach małżeńskich. To są rzeczy niebywałe.

Ciekawe, że polska młodzież wybiera sobie czy też pozwala sobie narzucić takie „autorytety”?

– To pokazuje, kto stoi na wierchuszce „strajku kobiet”. Uważam, że prawdziwa kobieta, prawdziwa dama z tego typu towarzystwem i tego typu rynsztokowym językiem nie ma nic wspólnego. Organizatorzy tej knajackiej imprezy obrażają prawdziwe kobiety w Polsce. I mnie – prawdziwemu mężczyźnie – jest z tego powodu bardzo przykro.  

Powiedział Pan wcześniej, że aby przeprowadzić pracę u podstaw – w wychowaniu młodzieży potrzebne jest współdziałanie rodziców, szkoły i państwa. A jaką rolę w tym procesie powinien odgrywać Kościół? Czy Kościół – zwłaszcza w ostatnich latach – nie zaniedbał swojej roli?

– Oczywiście, że Kościół zaniedbał proces edukacyjno-wychowawczy młodego pokolenia. Wielokrotnie – przy różnych okazjach – pytany o kwestie katechezy w szkołach czy katechezy dla dorosłych, mówiłem, że te sprawy Kościół niestety zaniedbał. Po pierwsze, Kościół pozwala na to, aby niektórzy duchowni mówili rzeczy – z punktu widzenia nauki Kościoła niedopuszczalne. Są duchowni, którzy głoszą herezje, mówią rzeczy wykraczające poza nakazy wynikające z prawa kanonicznego czy Katechizmu Kościoła Katolickiego, albo wręcz sprzeczne z nauczaniem ewangelicznym.

Tacy duchowni są dopuszczani do mediów liberalno-lewicowych, są traktowani jako swoiste autorytety moralne, jako osoby mówiące w imieniu Kościoła hierarchicznego w Polsce, co tak naprawdę wykrzywia obraz Kościoła. Jeśli Kościół hierarchiczny nie zaprowadzi dyscypliny, jeśli nie sprowadzi niektórych kapłanów na ziemię, albo też nie wykluczy ich poza nawias stanu duchownego, bo np. nawoływanie wprost do sodomii, powinno spotkać się wprost z suspensą – to będzie to tylko pogłębiało problemy.

Wspomniał Pan także o nauce religii w szkołach. Czy obecna katecheza jest realizowana w sposób właściwy?

Na swojej drodze dorastania spotkałem wielu bardzo dobrych katechetów duchownych i świeckich, którym z tego miejsca bardzo dziękuję za formację duchową, natomiast mam świadomość, że dzisiaj w wielu wypadkach katecheza w szkole sprowadza się do wyjścia z młodzieżą na boisko, żeby pograć w piłkę. Często są to luźne lekcje, podczas których młodzież odrabia lekcje, ale nie jest to klasyczna katecheza. Jest to jednak problem również na poziomie resortu edukacji i samego programu szkolnego, bo jeśli młodzież nie chce uczęszczać na lekcje religii, bo chce wcześniej wracać do domu, albo też później przychodzić do szkoły, bo tak siatka godzin jest ustalana, to takiej młodzieży nie wolno zwalniać z obowiązku uczęszczania na lekcje etyki i resort edukacji powinien o to zadbać.

Etyka jest bowiem też potrzebna, bo jeśli szkoła ma wspierać proces nauczania, jeśli dziecko ma w domu braki, gdy chodzi o etykę, moralność, powinno uczęszczać na lekcje etyki. Jeśli dzieci, które nie uczęszczają na lekcje religii, nie uczęszczają też na lekcje etyki, to później mamy dzieci i młodzież z hasłami pornograficznymi na ulicach polskich miast i miasteczek.   

Patrząc na uliczne protesty z licznym udziałem ludzi młodych, zastanawiam się, jak to się dzieje, że kraj, który dał światu św. Jana Pawła II, w stosunkowo niedługim czasie odszedł od Jego nauki?

– Nie można uogólniać, bo uważam, że większość polskiego społeczeństwa wciąż żyje, a przynajmniej stara się żyć nauczaniem św. Jana Pawła II. Natomiast patrząc na protesty uliczne, mówimy o hałaśliwej, agresywnej, przekraczającej wszelkie granice postępującej w sposób przemyślany i cyniczny zradykalizowanej mniejszości, ale jednak mniejszości. Mamy tu do czynienia nie tyle z protestem wobec zmian w prawie o zabijaniu nienarodzonych dzieci, tylko z tego względu, że są podejrzane o wady rozwojowe, ale z przygotowywaną od dłuższego czasu, przemyślaną rewolucją antychrześcijańską.

Czemu ma służyć złożony do Sejmu projekt prezydenta Andrzeja Dudy dotyczący zmiany ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży?

– Inicjatywa prezydenta Dudy jest dla mnie zaskakująca i powiem otwarcie – smutna, nie zgadzam się z postulatami wysuwanymi przez prezydenta Andrzeja Dudę. Co więcej uważam, że nie zgadzają się one z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego. Według tego, co usłyszeliśmy w ustnym uzasadnieniu sędziego sprawozdawcy prof. Justyna Piskorskiego – na mój zdrowy rozum, i moją wiedzę prawniczą – propozycja prezydenta jest niezgodna z Konstytucją i zapewne nie spotka się z akceptacją większości parlamentarnej.

Żaden klub opozycyjny nie jest zainteresowany poparciem tego rozwiązania, bo chce bądź to całkowitego dostępu do aborcji albo na złość nie poprze tej inicjatywy. Nie wyobrażam sobie również, aby konserwatywni posłowie Prawa i Sprawiedliwości poparli rozwiązanie przedłożone w projekcie prezydenckim. Dla mnie wyznacznikiem są tutaj słowa prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział w sposób jednoznaczny, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego zamyka wszelką dyskusję na ten temat i żadnych nowych projektów nie będzie. To jest dla mnie oświadczenie bardzo optymistyczne i uspokajające, że PiS tego projektu popierać nie będzie.

          Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl