Czy to nie skandal, że na protestach obok dorosłych wulgarnie domagających się aborcji na żądanie są także same dzieci w wieku szkolnym? Często powtarzają one za dorosłymi wulgaryzmy.
– Wołałbym nazwać to nieodpowiedzialnością rodziców. Ich nerwy są tak wielkie, że zapominają o dobru własnych dzieci. Jak zobaczyłem zdjęcie rodzica z małą dziewczynką na ramionach, której dał do trzymania wielki karton z wulgarnym napisem, to zrobiło mi się tak po ludzku przykro. Przecież takie dziecko nie umie jeszcze czytać, nie rozumie, co się dzieje, że wokół stoi agresywny tłum i wykrzykuje wulgaryzmy. Widziałem na zdjęciach i filmach przestraszone dzieci. Serce się kraje. Dlatego zaapelowałem do dorosłych, którzy protestują na ulicach polskich miast, aby nie wciągali w to dzieci. Nie kazali im słuchać przekleństw, nie dawali im kartek z takimi napisami. Opamiętajmy się, bo dobro naszych dzieci jest najważniejsze i nic nie usprawiedliwia ich krzywdzenia.
Dzieci wychowuje się przez dawanie im przykładu. Czego nauczą się od protestujących dorosłych?
– Każdy ma prawo do manifestowania swoich poglądów. Dzieci także. Mówi o tym międzynarodowa Konwencja o prawach dziecka. Młodzi ludzie mogą, a nawet powinni się publicznie wypowiadać o ważnych dla nich sprawach. Ich głos jest często sensowniejszy niż niektórych dorosłych. Jako dorośli powinniśmy ich do tego zachęcać i dawać im przykład, jak to robić. Niestety, obserwuję coraz większą agresję na ulicach – w ostatnich dniach przekroczono granicę i zaczęto niszczyć kościoły. To szokujące i źle wróży na przyszłość.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

