Mieliśmy chwilę spokoju, po czym demonstracje inspirowane przez Strajk Kobiet – po wyroku Trybunału Konstytucyjnego zwiększającym ochronę życia – znów wracają na ulice. Jaki jest Pana komentarz do wczorajszych wydarzeń w Warszawie, m.in. próby zablokowania Sejmu?
– Atmosfera od kilku tygodni w kraju jest napięta, ale to nie są już protesty tej skali jak wcześniej, natomiast mamy do czynienia z pewną akcją polityczną. Panie, które stoją na czele tych protestów, widząc, że temperatura demonstracji gwałtownie spada, starają się cały czas podsycać ogień, starają się przypominać o sobie. Ponieważ ich propozycja to jest radykalizm rewolucyjny, to taka też jest forma tych protestów. Wydaje się im, że im głośniejsze są te protesty, tym bardziej zostaną zapamiętane. Organizatorki niespecjalnie mają inne propozycje, jak tylko coraz bardziej radykalne rewolucyjne pomysły, i stąd się to wszystko bierze. Widać też, że policja reaguje bardziej zdecydowanie na różne ataki, ale cały czas są to kroki antyprzemocowe.
Pojawiają się zarzuty, że policja jest brutalna?
– Zarzuty, że policja podczas wczorajszych protestów zachowywała się brutalnie, są – moim zdaniem – bezpodstawne. Mam nadzieję, że wszystko zostanie wyjaśnione. Natomiast, po pierwsze, było to zgromadzenie nielegalne, a jego charakter z pewnością nie był pokojowy. Po drugie, w każdej sytuacji policja ma stać na straży przestrzegania prawa, żeby nie dopuścić do zamieszek, i tym razem również wykonywała swoje zadania. Szczególnie jest to ważne, że mamy czas pandemii, żyjemy w reżimie sanitarnym i powinniśmy zachować dystans społeczny.
Tak czy inaczej wiele wskazuje na to, że te wszystkie akcje inspirowane przez liderki tych protestów prędko się nie skończą. Mam na myśli nie tylko tzw. strajki kobiet, ale generalnie wszystkie akcje, które ta grupa organizuje. Uważam, że w dużej mierze są to działania inspirowane z zewnątrz. Zwróciłbym także uwagę, że te protesty odbywają się przy okazji naszych sporów z Unią Europejską dotyczących powiązania budżetu unijnego na lata 2021-2027 z tzw. praworządnością – sporów de facto ideologicznych. I taka akcja – jak wczorajsza w Warszawie jest, jak sądzę, na rękę zideologizowanej Europie. Dlatego można się spodziewać kolejnych zarzutów, dajmy na to, jak to się w Polsce prześladuje kobiety, ale to pójdzie jeszcze dalej i wkrótce możemy usłyszeć o prześladowaniu homoseksualistów itd.
Te protesty są mniej liczne, za to coraz bardziej agresywne. Byliśmy świadkami bójek i przepychanek z policją…
– Trudno powiedzieć, czy te protesty są bardziej agresywne – może w relacji do policji rzeczywiście tak. Chociaż, jak już wspomniałem, to policja jest dzisiaj bardziej stanowcza niż jeszcze kilka tygodni temu, natomiast przypomnę, że poprzednie protesty też były agresywne. Jeśli bowiem ktoś wkracza do kościoła, przerywa Mszę Świętą, zakłóca obrzędy religijne, jeśli ktoś niszczy miejsca kultu, jeśli zachowuje się w sposób agresywny, to nie wiem, co jest bardziej radykalne: czy reakcja policji, czy zachowania prowokacyjne tych agresorów?
Liderka protestów Marta Lempart mówi wprost, że cel tych wszystkich działań jest jasny – odsunąć PiS od władzy, co więcej, organizatorki w swoich zachowaniach czują się bezkarne, nie wspominając już o wulgarnym języku…
– Proszę pamiętać, że to są grupy rewolucyjne, które chcą zdobyć władzę, ale nie w sposób demokratyczny, przez akt wyborczy – zresztą w różnych sondażach widać, że jest to coraz mniej realne, ale te środowiska chcą zdobyć władzę poprzez nowy majdan czy raczej ciamajdan. Mamy zatem coś na wzór KOD-u, tylko jeszcze bardziej radykalnego, posługującego się jeszcze bardziej radykalnymi hasłami, nieprzebierającymi w środkach.
Jaką rolę w tych protestach odgrywają politycy? Wczoraj widać było, że do protestujących wychodzili posłowie głównie Lewicy, ale także Koalicji Obywatelskiej…
– Wymienieni przez pana redaktora politycy tych dwóch formacji mają nadzieję skanalizować na siebie tę siłę społeczną, która wydaje się im duża. Czyli chcą przejąć cały ten impet społeczny, a z drugiej strony obawiają się konkurencji. Mianowicie są pełni obaw, że na fali tych protestów może powstać jakiś konkurencyjny ruch, ugrupowanie, które może będzie odbierać głosy lewicy. Zatem politycy tej formacji starają się być blisko tych wydarzeń po to, żeby móc przejmować inicjatywę i podkreślać, że to jest grupa, którą oni reprezentują.
Oczywiście jest jasne, że ta próba przyklejenia się do grupy agresywnych organizatorek tych protestów kompromituje opozycję sejmową. Co więcej, protesty te coraz bardziej tracą na popularności, a ich forma – po pierwsze, łamiąca wszelkie możliwe zakazy czy obostrzenia związane z kwarantanną, a po drugie, wulgaryzm wypowiedzi, haseł, do tego walki z policją, w które uwikłał się także wicemarszałek Sejmu z Lewicy Włodzimierz Czarzasty, to wszystko – w mojej ocenie – jest w większości nieakceptowalne społecznie.
Protesty, mimo iż trwają z przerwami kilka tygodni, nie przekładają się na wzrost poparcia dla lewicy czy w ogóle totalnej opozycji. Czemu ma zatem służyć to zaangażowanie polityczne?
– Opozycja od kilku lat – właściwie od pierwszego ciamajdanu – stosuje tę samą nieskuteczną metodę. Polega ona na tym, że jeśli pojawiają się jakieś radykalne ruchy, jeśli dzieje się coś, co jest przeciwko obecnej władzy, to oni zawsze się w to włączają, mając nadzieję, że ten radykalizm przysporzy im głosów poparcia i odwróci niekorzystne dla nich trendy. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Powiedziałbym nawet więcej, że ten liberalno-lewicowy radykalizm do pewnego stopnia chroni Prawo i Sprawiedliwość przed utratą elektoratu w różnych niekorzystnych dla władzy sytuacjach, jak chociażby pandemia i związany z nią lockdown.
Fakty są takie, że radykalizm w tej formie nie zachęca, a wprost przeciwnie, przeraża wyborców i odpycha od tego typu partii lansujących tę formę działania. Problem jest w tym, że oni do końca w ten sposób nie diagnozują tej sytuacji i ciągle żyją nadzieją, że nadchodzi ten czas, ten moment, kiedy wreszcie się uda i będą mogli zdobyć siłę, która obali rządy Zjednoczonej Prawicy, i w konsekwencji będą mogli przejąć władzę w Polsce.
Jak odebrał Pan, bądź co bądź, ostre słowa, jakie wczoraj wieczorem z mównicy sejmowej do posłów opozycji skierował wicepremier Jarosław Kaczyński, wskazując, że demonstracje wspierane przez opozycję kosztowały życie wielu Polaków?
– Wicepremier Jarosław Kaczyński odnosił się do sytuacji pandemicznej i opinii epidemiologów, którzy wskazują, że tego typu zgromadzenia owocują wzrostem zachorowań na COVID-19. Ponadto Jarosław Kaczyński wydaje się dostrzegać radykalizm, o którym mówiłem przed chwilą – radykalizm, który szokuje Polaków. Prezes Prawa i Sprawiedliwości ma świadomość, że ten radykalizm, właściwie wykorzystany, sprofilowany, osłabi opozycję, a wzmocni pozycję Prawa i Sprawiedliwości. I tak to należy czytać. Sądzę, że jest to słuszna diagnoza, że przy okazji tych ataków, które są społecznie nieakceptowalne, Prawo i Sprawiedliwość, które wprawdzie nieznacznie, ale jednak straciło na tzw. Piątce dla zwierząt czy w związku z pandemią i związanymi z nią obostrzeniami, co zawsze odbija się na władzy, teraz – wykorzystując tę falę lewicowej agresji – może odzyskać utracone poparcie.
Strajk Kobiet jakiś czas temu ogłosił Radę Konsultacyjną, w której znalazło się wiele postaci, które sprzyjają lewackim postulatom m.in. prof. Monika Płatek, Piotr Szumlewicz czy Michał Boni. Czy to wsparcie, czy wprost przeciwnie?
– Nazwiska, jakie się pojawiają w tej Radzie Konsultacyjnej, to rzec można stara, mocna zgrana płyta. Nazwiska te używane są od czasu do czasu jako dyżurna lista przez środowiska pookrągłostołowe do tego, aby przynajmniej próbować zapanować nad sceną polityczną, która ciągle ewoluuje. Czy tym razem to będzie coś, co przyniesie tym środowiskom spodziewane profity, bardzo w to wątpię. Na razie nic na to nie wskazuje.
Czy dzisiaj w Polsce, mimo tej kroczącej rewolucji neomarksistowskiej, na antyklerykalizmie da się zbudować trwały ruch polityczny?
– Czy da się zbudować nowy, a tym bardziej trwały ruch polityczny – tego nie wiem, ale na pewno takie próby są i będą czynione. Skoro kilka lat temu udało się stworzyć bardzo radykalny w swoich hasłach i dążeniach Ruch Palikota, skoro jeszcze wcześniej w Polsce istniała Unia Pracy, która się pojawiła na fali po pierwszej ustawie aborcyjnej, to niewykluczone, że teraz również może powstać jakaś radykalna grupa, która zdobędzie, a przynajmniej będzie próbowała zdobyć przyczółek na polskiej scenie politycznej. I tego się obawia – moim zdaniem – bardzo mocno szef Lewicy, Włodzimierz Czarzasty, który walczy o swoje przetrwanie. Nic zatem dziwnego, że pojawia się na protestach Strajku Kobiet, upatrując w tym szansę na wzrost poparcia.
Dziękuję za rozmowę.

