logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Uderz w Pasterza, a owce się rozproszą

Niedziela, 22 listopada 2020 (19:45)

Aktualizacja: Niedziela, 22 listopada 2020 (19:45)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Z czego wynika próba oczerniania św. Jana Pawła II, z którą mamy ostatnio do czynienia, czy jest to tylko niechęć do Kościoła i kapłanów?

– To jest nie tylko niechęć, ale wręcz wrogość do Kościoła, kapłanów, ale w ogóle do religii katolickiej jako takiej, zdefiniowanej przez kręgi rewolucyjne jako głównego przeciwnika. Zarówno Kościół, jak i religia katolicka jest uznawana za coś, co trzeba by wyeliminować z przestrzeni życia społecznego. I w tym kierunku idą działania. My – ludzie wierzący, Polacy, wiemy jak ogromnym autorytetem w naszym społeczeństwie cieszył się i wciąż cieszy się św. Jan Paweł II, więc ewentualne Jego postponowanie ma zniechęcić współcześnie żyjących Polaków do Kościoła, do wiary katolickiej. I to jest aż nadto rzecz oczywista.

Bardzo bolesne jest to, że te ataki mają miejsce w ukochanej Ojczyźnie Jana Pawła II – w Polsce, dla której tak wiele uczynił...

– Owszem, tylko warto pamiętać, że wtedy, kiedy Jan Paweł II czynił tak wiele dobra dla Polski, to też miał swoich przeciwników – zwłaszcza w czasach komunistycznych. Dzisiaj wciąż żyją spadkobiercy tego systemu – dzieci, uczniowie komunistów, w których ten dawny przekaz wciąż drzemie. Natomiast bardzo wiele osób zawdzięcza dużo św. Janowi Pawłowi II, który pochylał się nad każdym człowiekiem. Niestety, ideologia nie zna sentymentów, ideologia realizuje swoją utopijną wizję i dąży do tego, żeby sama stać się niemalże religią. W tym względzie dla krzewicieli tej bezdusznej ideologii nie ma znaczenia, czy i co uczynił dla Polski, dla świata św. Jan Paweł II, ale kiedy pada rozkaz, to trzeba go realizować.

Oczywiście są pewne ruchy obronne – nawet wśród środowisk bardziej liberalnych, gdzie niektórzy dostrzegają, że ataki na Jana Pawła II to wielka niegodziwość, ale nie przeszkadza to w realizacji celu, który jest prosty – obalić pomniki św. Jana Pawła II – nie tylko te z kamienia czy brązu, ale również podważyć nauczanie Jana Pawła II, bo ono jest przeszkodą – zwłaszcza dla rewolucji seksualnej. Pamiętajmy, że św. Jan Paweł II to niezłomny obrońca życia, niestrudzony obrońca małżeństwa i klasycznej rodziny. A zatem obrońca tego wszystkiego, co dzisiaj jest przedmiotem szaleńczych ataków i destrukcji ze strony rewolucjonistów. Taki Jan Paweł II Wielki jest niewygodny, dlatego jest atakowany.      

Ponad 200 profesorów polskich uczelni wyższych wystosowało list otwarty, w którym czytamy, że oczerniając i odrzucając Jana Pawła II, czynimy wielką krzywdę nie jemu, ale sobie samym…

– Dokładnie, bo jeśli zniszczymy autorytet największego czy jednego z największych Polaków w historii, jeśli zarazem odrzucimy jego nauczanie, to co nam wówczas zostaje? Zostaje nam tylko wojna wszystkich ze wszystkimi, wieczne spory, kłótnie, i to w sensie społecznym oraz w sensie ideowym. Jeśli zniszczymy fundamenty, to pozostanie rozpacz i taki Naród praktycznie przestaje mieć punkty styczne, wspólne punkty odniesienia. Z chwilą, kiedy ostatni autorytet zostałby podważony, to byłby dramat dla całego Narodu, dla całego państwa.

Kardynał Camillo Ruini, przez wiele lat przewodniczący Episkopatu Włoch i współpracownik Papieża Polaka, w wywiadzie dla dziennika „Il Foglio”, powiedział, że tylko ludzie zaślepieni uprzedzeniami kwestionują świętość Jana Pawła II. Zdecydowane słowa?

– Niestety, to zaślepienie wciąż jest obecne, to jest fakt. Co więcej, to zaślepienie ma wymiar ideologiczny. Proszę pamiętać, że kiedy dokonywano zamachu na Jana Pawła II, 13 maja 1981 roku, to jaką krzywdę Ojciec Święty wyrządził komukolwiek, żeby targnąć się na Jego życie? Być może krzywdą było to, że Jego nauczanie było wbrew materialistycznej ideologii. Po śmierci Jana Pawła II, dlaczego chce się zabić pamięć o nim albo zniszczyć jego dobre imię? Odpowiedź jest prosta, bo chce się wyeliminować Jego nauczanie, które jest żywe i aktualne nie tylko wtedy, kiedy był wśród nas, ale również po Jego śmierci. I w tym sensie świętość Jana Pawła II, dla niektórych jest problemem natury ideowej w wojnie kulturowej, dlatego próbuje się zdyskredytować obraz największego z rodu Słowian.

Inspiracją do ataków wysuwanych pod adresem św. Jana Pawła II jest Raport Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej dotyczący byłego kardynała Theodore'a McCarricka. Tylko że analiza tekstu nie wskazuje na żadne fakty, które dawałyby podstawę do oskarżeń Papieża Polaka…

– Przy największych osobach tego świata, bardzo często mamy do czynienia ze zdradą ze strony otoczenia, z upadkiem. Tak było już od czasów Jezusa Chrystusa, który był Bogiem, a w którego otoczeniu znalazł się Judasz, który choć doświadczał największej świętości, to jednak zdradził. Jeśli w raporcie watykańskim jest ukazane, co robił McCarrick, to jest to rzeczywistość znana jak świat, światem, że zdrada jest elementem naszego życia. I obok, w otoczeniu ludzi świętych, nieskazitelnych, bardzo często pojawiają się tacy, którzy działają wbrew swojemu powołaniu. I tak też było w przypadku św. Jana Pawła II, który jest święty.

Na wstępie naszej rozmowy powiedział Pan Profesor, że ideologia nie zna sentymentów. Czy to sprawia, że dość łatwo ulegamy – bez rzetelnej analizy – tezom oskarżycieli stawianym przez niektóre media i komentatorów, nie sięgając do źródeł?

– Na całe szczęście nie jest tak do końca, bo wedle badań – nawet liberalnych sondażowni – około 90 procent Polaków wciąż uważa św. Jana Pawła II za wielką postać, za największy autorytet. Zważając więc nawet na owe ataki, to nie jest jeszcze ten etap, kiedy ludzie w Polsce tak łatwo ulegają wrogiej propagandzie. Trochę gorzej jest z młodym pokoleniem – zwłaszcza tym najmłodszym, które ulega manipulacji i wychodzi na ulice, by uczestniczyć w tzw. protestach kobiet. To pokolenie nie zna św. Jana Pawła II i jest pytanie: dlaczego nie zna? Wydaje się, że Jan Paweł II był źle, w sposób niewłaściwy przekazywany tym młodym ludziom. To znaczy Papież był pokazywany jedynie na płaszczyźnie emocjonalnej. A to zbyt płytko.

Owszem dobrze, że przy okazji rocznic papieskich są organizowane różne koncerty. Dobrze, kiedy opowiadane są różne anegdoty związane z Janem Pawłem II, ale to nie wyczerpuje – w sensie najgłębszym – wielkiego tematu jakim jest Jan Paweł II. Chodzi o to, że najważniejsze jest nauczanie św. Jana Pawła II – jego dokonania dla Kościoła, dla świata, także dla Polski. Mamy zatem całą garść tematów czy wątków emocjonalnych, ale z nauczaniem św. Jana Pawła II, z całą tą spuścizną, którą nam pozostawił w swoim testamencie życia i posługi Piotrowej jest dużo gorzej. Dotyczy to zwłaszcza nauczania Papieża Polaka o najważniejszych kwestiach – mam tu na myśli nauczanie o rodzinie, nauczanie dotyczące życia społecznego, a przede wszystkim nauczanie wiary w Boga w Trójcy Świętej Jedynego. I tutaj jest już gorzej, co więcej, wydaje się, że w tym obszarze jest potężna wyrwa, która się pojawiła właśnie w młodym pokoleniu Polaków. Ale mimo wszystko nie jest jeszcze za późno, żeby tę wyrwę uzupełnić, bo większość Polaków uważa Jana Pawła II za autorytet i trzeba nam tego autorytetu bronić.

W 1991 roku, podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny po upadku komunizmu, Jan Paweł II przypominał nam Dekalog i mówił, żebyśmy nie bili mu braw, tylko żebyśmy słuchali tego, co ma nam do powiedzenia. Jak ważne jest dzisiaj sięganie do treści papieskiego nauczania?

– Ojciec Święty podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 roku wytyczył drogę zmian. W 1991 roku pielgrzymka papieska przebiegała pod hasłem „Bogu dziękujcie, Ducha nie gaście”. Wówczas zachęcał, abyśmy sięgnęli do fundamentu wiary, do Dekalogu, mając świadomość, że od 10 Przykazań zależy przyszłość człowieka, przyszłość Narodu, państwa, Europy i świata. Szczególnie akcentował wówczas piąte przykazanie Boże: Nie zabijaj! Zresztą jako biskup czy Papież zawsze stawał w obronie najsłabszych. Jest to szczególnie ważne dzisiaj, kiedy w Polsce mamy spór o aborcję, dlatego tym bardziej warto zaznaczyć, że nauka św. Jana Pawła II jest w tym względzie bardzo jednoznaczna i zdecydowana. Skoro tak wielu Polaków uważa wciąż Jana Pawła II za autorytet, to jest pytanie: jakie mamy zdanie w materii ochrony życia ludzkiego?

Ojciec Święty mówił wprost, że mamy do czynienia z walką cywilizacji życia i cywilizacji śmierci. Gdybyśmy głębiej sięgnęli do tych słów, gdybyśmy spróbowali pojąć, co niesie z sobą przesłanie Jana Pawła II, że cywilizacja – czyli cały system nakierowany na śmierć lub na życie, to jest system społeczny, polityczny, to zauważylibyśmy, jak wielka jest ranga obrony życia i jaka jest ranga zmagań, w których uczestniczymy. Niestety, w czasach najnowszych brakuje nam pogłębionej refleksji w tym temacie, często też zapominamy o słowach Papieża Polaka, o znaczeniu tych słów, o ich wadze. Proszę też zwrócić uwagę, że walka cywilizacji życia i cywilizacji śmierci, od czasu odejścia Jana Pawła II, nie tyle że osłabła, ale wprost przeciwnie – ta walka skrajnie się nasiliła. Dzisiaj mamy do czynienia wręcz z niewyobrażalną walką tych dwóch wizji świata, człowieka.

Czy zatem przypominanie tego nauczania św. Jana Pawła II nie powinno być dzisiaj naszym szczególnym zadaniem?

– Oczywiście, że tak. To jest nasza misja i wielkie zadanie dla wszystkich ludzi wierzących. Przecież Jan Paweł II, to największy z rodu Polaków w naszych ponadtysiącletnich dziejach, w związku z tym jest Wielki zwłaszcza przez swoją misję duszpasterską, czyli misję nauczania. Jeśli nie będziemy słuchać jego, to kogo mamy słuchać, do kogo pójdziemy? Kto ma być naszym drogowskazem, przewodnikiem w tych trudnych czasach – Marks, Adorno, Marcuse? Jeśli Opatrzność, Pan Bóg zesłał nam takiego człowieka, o tak ogromnej sile charakteru, a zarazem o tak wielkiej sile rozumu, sile nauczania i tak ogromnej wierze, to byłby to absolutnie wielki grzech zaniedbania, gdybyśmy z tego nie skorzystali i nie przekazywali tych treści następnym pokoleniom Polaków. Jeśli chcemy mieć to i przyszłe pokolenia Polaków szczęśliwe, to musimy stanąć i żyć w prawdzie, a nie w nowym zakłamaniu.

 Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl