logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

PSL-owi bliżej do koalicji europejskiej

Piątek, 27 listopada 2020 (19:01)

Aktualizacja: Piątek, 27 listopada 2020 (20:03)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Decyzją Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego Paweł Kukiz i jego środowisko zostało wręcz wyrzucone. Tym samym Koalicja Polska to już historia. Czy jest Pan tym zaskoczony? Co przesądziło o rozpadzie?

– Nie jestem tym faktem zaskoczony. Natomiast o rozpadzie tego klubu poselskiego przesądziło to, że Władysław Kosiniak-Kamysz już nie chce być Koalicją Polską, ale na powrót chce być Koalicją Europejską. Przypomnijmy, że utworzenie Koalicji Polskiej dokonało się po kompromitacji związanej z Koalicją Europejską, którą Kosiniak-Kamysz zawiązał, wchodząc w alians z Platformą i Lewicą na potrzeby wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku. Wprawdzie PSL wprowadziło do europarlamentu trzech swoich przedstawicieli, ale cała kampania wyborcza i wszystko, co z nią było związane, działo się w kontekście marszów lgbt i całej kroczącej lewackiej rewolucji. De facto cały ten blok przegrał wówczas wybory z Prawem i Sprawiedliwością, a elektorat PSL-u buntował się przeciwko tej koalicji liberalno-lewicowej, w którą Kosiniak-Kamysz uwikłał polską wieś. Dlatego, aby odwrócić ten niekorzystny w oczach wyborców trend i wzmocnić wizerunek swojej formacji, Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi potrzebny był – niczym przysłowiowy kwiatek do kożucha – Paweł Kukiz wraz z kilkoma parlamentarzystami, którzy mieli uwiarygadniać PSL jako koalicję już nie europejską, ale polską.       

W ubiegłym tygodniu posłowie od Kukiza poparli uchwałę PiS upoważniającą premiera Morawieckiego do ewentualnego weta Polski w sprawie budżetu unijnego…

– To, wydaje się, przesądziło, a przynajmniej dało pretekst Radzie Naczelnej PSL do pozbycia się posłów od Kukiza. Zresztą wyrzucenie Pawła Kukiza w kontekście sporów na forum europejskim – kiedy mamy z jednej strony absolutnie ideologiczną presję na Polskę, wystarczy wczytać się w uchwaloną wczoraj proaborcyjną rezolucję Parlamentu Europejskiego przeciwko Polsce i de facto przeciwko życiu, a z drugiej strony, kiedy jest zamach na naszą suwerenność w związku z presją w sprawie unijnego budżetu, bo czym innym jest powiązanie wypłat unijnych środków z tzw. praworządnością – jasno wskazuje, że Kosiniak-Kamysz wraca do starych układów z Platformą i Lewicą. W tym sensie Paweł Kukiz, który poparł uchwałę PiS-u i tym samym zamanifestował swoje propolskie stanowisko, stał się ciężarem dla PSL-u i jego planów. To sprawia, że Koalicji Polskiej w sensie rzeczywistym już nie ma, ale jest za to Koalicja Europejska bis, którą tworzy Władysław Kosiniak-Kamysz.

Co rozpad Koalicji Polskiej oznacza dla PSL, któremu widać marzy się kolejna koalicja z Platformą? Tak przynajmniej wynika z głosowań, gdzie  PSL, KO i Lewica głosują ramię w ramię.

– Coraz bardziej na polskiej scenie politycznej jawi się podział na koalicję polską – mam tu na myśli sposób zachowania się na scenie parlamentarnej, czyli z jednej strony PiS, Konfederacja i część posłów Pawła Kukiza, a z drugiej strony koalicja europejska, czyli Platforma, Lewica i PSL. Nie wiem, czy w kontekście najbliższych wyborów parlamentarnych nie będzie to główna oś podziału w Polsce. Inaczej mówiąc, kto jest za superpaństwem europejskim, a kto jest za niepodległością i podmiotowością Polski w Europie. Wydaje się, że spora część establishmentu sprzedałaby kolejne segmenty polskiej niepodległości, naszej suwerenności, za unijne pieniądze, notabene obwarowane kolejnymi obostrzeniami, mechanizmem warunkowości itd. Myślę, że nie ma w tym przesady, bo jeśli da się Komisji Europejskiej do ręki takie narzędzia, z możliwością nakładania na nas sankcji, to całe to lewackie towarzystwo będzie na nas wymuszać wszystko. Mam na myśli nie tylko rzeczy niekorzystne dla Polski od strony gospodarczej, ale także ideologicznej. Wystarczy tylko, że w Brukseli czy w Berlinie stwierdzą, że coś jest niepraworządne, na przykład, że konkurencja Polski w dziedzinie, dajmy na to, transportu jest niepraworządna, to nic nie przeszkodzi im w stosowaniu wobec Polski restrykcji, swoistego bata. Ten podział, o którym wspomniałem: na koalicję europejską i koalicję polską, jest coraz bardziej realny, podział na obóz kosmopolityczny i obóz patriotyczny. Oczywiście, że oba te obozy różnią się wewnętrznie – mają inaczej położone akcenty, ale jeśli weźmiemy PSL, to począwszy od europosła Krzysztofa Hetmana, na Władysławie Kosiniaku-Kamyszu kończąc, są to ludzie, którzy ludowcami tylko się zowią, ale z rolnictwem wiele wspólnego nie mają, bo raczej nie prowadzą gospodarstw rolnych.

A do tego mają za nic interesy polskiej wsi…          

– To są politycy, którzy uważają, że wieś polska będzie się dobrze rozwijać, jak będą unijne pieniądze, a nie, kiedy polska wieś – podobnie jak całe państwo polskie - będzie podmiotowa. Niestety to są dwie różne wizje, różne perspektywy patrzenia na rolnictwo.

Od początku ten alians PSL-u z Kukizem wydawał się dziwny, choćby z powodu różnic programowych.

– Paweł Kukiz – jak wspomniałem wcześniej – miał osłodzić rolnikom, i nie tylko rolnikom, bo w ostatnich wyborach PSL zdobyło także sporo głosów miejskich – nieprzyjemny smak tęczowej koniczynki i wizerunkowo zamienić ją na koniczynkę biało-czerwoną. Widać jednak, że po tym, co się dzieje w Europie, po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, ale również po strajkach aborcyjnych w Polsce, PSL czuje, że to jest przestrzeń, która może im pomóc w powrocie do władzy i dlatego wrócili do tęczowej koniczynki.

Zatem to była tylko symbioza – współpraca, która miała PSL-owi i Kukizowi, których kondycja przed wyborami w Polsce pozostawiała wiele do życzenia, pomóc wejść do parlamentu, a potem zobaczy się, co dalej?   

– Dokładnie tak. Paweł Kukiz po roztrwonieniu poparcia, które zyskał podczas wyborów prezydenckich w 2015 roku, kiedy zdobył ponad trzy miliony głosów i zajął trzecie miejsce, przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku szukał, kto by mu podał rękę. I tę dłoń wyciągnął do niego Władysław Kosiniak-Kamysz, który jednak nie zrobił tego bezinteresownie, bo szukał kogoś, kto by go uwiarygodnił jako szefa i ocieplił zniszczony wizerunek PSL-u po eurowyborach.  

Co dalej z Kukizem i jego formacją?

– Jak słyszymy, Kukiz będzie funkcjonował w ramach koła poselskiego. Jest także – jak można sądzić – otwarty na współpracę z innymi ugrupowaniami. I tutaj ma parę możliwości, do kolejnych wyborów jeszcze szmat czasu. Dlatego, po pierwsze, jest pewna możliwość współpracy z PiS-em – przynajmniej w niektórych aspektach, ale ma też możliwość współpracy z Konfederacją. Co by nie powiedzieć, jest dość ważnym podmiotem, ponieważ ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego dla stabilizacji może potrzebować kilku głosów posłów Pawła Kukiza, więc przy mądrej rozgrywce Paweł Kukiz może przynajmniej próbować jakieś doraźne cele osiągać.

Jarosław Kaczyński zawsze powtarzał, że jeśli ktoś się do nas uśmiecha, to my ten uśmiech odwzajemniamy…

– Z tym odwzajemnianiem uśmiechów bywało różnie. Natomiast tutaj chodzi przede wszystkim o interesy wielkich graczy. Uważam, że Paweł Kukiz siłą rzeczy jest wypchnięty z przestrzeni kosmopolityczno-unijnej w przestrzeń sceny politycznej – nazwijmy umownie – patriotycznej.          

W jakim miejscu jest dzisiaj Paweł Kukiz, czy wchodząc na scenę polityczną przed kilku laty z przytupem i wysokim poparciem – nie przelicytował?

– Paweł Kukiz jest wciąż bardziej muzykiem niż politykiem i to jest oczywiste. Jednym z jego wielkich błędów na początku politycznej drogi było to, że nie założył partii politycznej i nie przyjął dotacji budżetowych na działalność. Jako ruch społeczny miał ograniczoną możliwość manewru, bo romantyczne, emocjonalne hasła to jedno, a rzeczywistość to drugie. Ponadto jako antysystemowiec i przeciwnik „partiokracji” wszedł we współpracę, w koalicję z PSL-em – partią, którą wcześniej bodaj najbardziej krytykował – uważając ją za najbardziej antyestablishmentową formację o potężnych, niewyobrażalnych układach, powiązaniach, nazywając ją wręcz „zorganizowaną grupą przestępczą, podobną do mafii”. I to był problem Pawła Kukiza, który nie był politykiem, a bardziej muzykiem – romantykiem, co z drugiej strony jest też jego siłą – na razie niewykorzystaną, bo przy okazji kieruje zainteresowanie publiczności, a więc też wyborców, na siebie. Jednak z drugiej strony to, że nie jest „rasowym” politykiem, to jego słabość, bo polityka to twarda gra i mocne stąpanie po ziemi.

Kilka lat w Sejmie wpłynęło na Pawła Kukiza chyba korzystnie. Dziś już nie jest politycznym nowicjuszem. Ale czy dla jego formacji jest dzisiaj miejsce na polskiej scenie politycznej?

– Scena polityczna w Polsce jest dzisiaj dość wąska, z drugiej strony Paweł Kukiz nie ma już tej świeżości, którą emanował w 2015 roku, i którą zdołał porwać przede wszystkim młodych ludzi. Dzisiaj oczy zwrócone są bardziej na Szymona Hołownię i jego Ruch „Polska 2050”, który wszedł w buty rzekomej świeżości, mimo że tak naprawdę jest produktem pewnego systemu medialnego. I w tym sensie na pewno Pawłowi Kukizowi nie będzie łatwo. Oczywiście w tej kadencji parlamentu – jeśli mądrze to rozegra – może jeszcze coś znaczyć, biorąc pod uwagę fakt, że jego koło poselskie, które ma w planie założyć, będzie liczyć kilku posłów.

Czy może zafunkcjonować jako samodzielny podmiot?

– Wątpię w taki scenariusz. Paweł Kukiz będzie miał wybór między PiS-em a Konfederacją i będzie musiał coś wybrać – mam na myśli wybory parlamentarne w 2023 roku.  

       Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl