Jak odebrał Pan kolejne orędzie telewizyjne wygłoszone przez marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, który uważa, że jeśli ktoś daje nam pieniądze, to powinniśmy być grzeczni i wzywa premiera Mateusza Morawieckiego do wycofania się z zapowiadanego weta wobec unijnego budżetu?
Powiedzieć, że było to – delikatnie rzecz ujmując – niemądre wystąpienie, to tak jakby nic nie powiedzieć… Nie potrafię zrozumieć prof. Grodzkiego – człowieka wydawać by się mogło wykształconego, bardzo inteligentnego, doświadczonego życiowo oraz politycznie, co nim kierowało, co upoważniało go do występowania w imieniu narodu polskiego, w imieniu Senatu, w imieniu jakiejś większości – tego nie potrafię zrozumieć. Nie wiem jaki był cel tego wystąpienia i co marszałek Tomasz Grodzki chciał osiągnąć stając przed kamerą.
Być może był proszony – on sam jak i jego mocodawcy – żeby zrobić coś tak szkodliwego dla całego polskiego narodu i państwa…? Również ton tego wystąpienia był skandaliczny i pozostawiał wiele do życzenia. Zastanawiam się czyżby ten człowiek celował w to, aby z formalnie i prawnie trzeciej osoby w państwie, po Prezydencie RP i Marszałku Sejmu rozpocząć marsz w kierunku uzyskania mandatu pierwszej osoby w państwie…? Czyżby ego pana marszałka, z którego jest znany sięgało aż tak wysoko…? To są wszystko pytania jakie mnie nurtują po wysłuchaniu tego tak naprawdę skandalicznego wystąpienia, bardzo politycznego, demagogicznego i mocno partyjnego. Zresztą czy to Senat czy marszałek Senatu nie ma prawa do prowadzenia polityki zagranicznej.
Interes państwa polskiego – jak Pan zauważył był nieobecny…
Dokładnie, co więcej bulwersuje, to, że draństwo jakie jest stosowane wobec Polski już od wielu lat – ten człowiek, w swoim wystąpieniu próbuje nazwać, tłumaczyć jako normalność. To zdumiewające i porażające zarazem. Zwrócę uwagę, że marszałek Grodzki nie utożsamia się z narodem, z państwem polskim, z interesem narodowym, z polską racją stanu, które w swoim wystąpieniu stawia podrzędnie wobec interesów Unii Europejskiej coraz bardziej zorientowanej ideologicznie na lewo. Przyznam się Panu, że chcąc zrozumieć, o co marszałkowi chodzi wysłuchałem tego „orędzia” kilkukrotnie, bo po wysłuchaniu na żywo nie dowierzałem, że coś takiego słyszę z ust marszałka Senatu RP.
Marszałek Grodzki powiedział m.in., że weto wobec budżetu Unii Europejskiej spowoduje, że pieniędzy nie dostaną rolnicy, przedsiębiorcy, stracą samorządy, medycy i wszyscy Polacy. Prawda czy fałsz?
Oczywiście, że fałsz. Tomasz Grodzki przekonując, że weto godzi w interesy gospodarcze, polityczne i strategiczne Polski mówił nieprawdę. Mówiąc o tym, że wspomniane przez pana redaktora grupy zawodowe takie jak rolnicy, przedsiębiorcy, medycy, czy samorządy, czyli de facto cały polski naród nie otrzyma unijnych środków – on jak i jego mocodawcy – próbują ustawić Polaków przeciwko rządowi Zjednoczonej Prawicy. To jest perfidna, bezczelna, brutalna gra – walka o władzę, a faktycznie droga do przewrotu w państwie. To nic innego jak nawoływanie tych grup społecznych, grup narodowych, które rzekomo mają zostać poszkodowane na skutek polityki rządu Zjednoczonej Prawicy, do nieposłuszeństwa wobec demokratycznie wybranej w wyborach władzy.
Swoje wystąpienie marszałek Grodzki zbudował na tezie o możliwym polexicie, twierdząc, że rząd premiera Morawieckiego wyprowadza Polskę z Unii, czym zresztą zaakcentował retorykę jaką od dawna posługuje się totalna opozycja. Jednak patrząc na działania Berlina i Brukseli można się zastanawiać, czy to Polska chce opuścić szeregi Unii, czy może chce się nas i Węgrów wypchnąć poza nawias jako niewygodne państwa?
Fakty są takie, że polski rząd nie miał i nie ma zamiaru, aby wyprowadzać Polskę z Unii Europejskiej. 1 maja 2004 roku wstępowaliśmy do Unii Europejskiej jako wspólnoty ojczyzn, samodzielnych, suwerennych narodów i państw. Mimo wszystkich różnych zdarzeń jakie miały miejsce po naszej akcesji, a szczególnie w poprzedniej i obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego, we wszystkich sondażach przeprowadzanych w Polsce oraz w innych krajach tzw. wspólnoty europejskiej, która niestety ma coraz mniej wspólnego ze wspólnotą jaką w umysłach i sercach mieli ojcowie założyciele, to Polacy są wciąż największymi euroentuzjastami.
Wydaje mi się, że to wczorajsze wystąpienie marszałka Grodzkiego – tym wszystkim, którzy mieli nadzieję, że powtarzane kłamstwa o próbie wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej omamią Polaków, wprost przeciwnie wywoła efekt odwrotny od zamierzonego. Jestem przekonany, że ta cała fala kłamstw i oszczerstw dotrze do zdecydowanej większości Polaków i przekona ich, że polski rząd nie prowadzi żadnych działań, które zmierzałyby do wyprowadzeniu Polski z Unii. Prawo do decydowania o takich sprawach ma tylko naród. Tak było chociażby w przypadku Wielkiej Brytanii, gdzie naród w referendum zdecydował o opuszczeniu szeregów Unii Europejskiej.
Dlatego stawianie takich tez – jak czynił to marszałek Grodzki – było przekroczeniem wszelkich barier. Mam nadzieję, że skutek tego wystąpienia przyniesie skutek odwrotny od tego jaki sobie postawił marszałek Grodzki i jego mocodawcy. Podzielę się jeszcze jednym wrażeniem, mianowicie wyglądało to tak jakby marszałek Senatu swoją retoryką, gestykulacją mówił do ludzi mało inteligentnych, którzy nie mają pojęcia o zdarzeniach jakie mają czy miały miejsce w tej chwili w Unii Europejskiej. To uwłacza inteligencji Polaków.
Może to wystąpienie niekoniecznie było adresowane do – jak Pan senator zauważył – dumnych, inteligentnych Polaków, którzy nie dadzą się złapać na przysłowiowy lep, ale było bardziej na użytek zewnętrzny, do sił niesprzyjających Polsce?
Wydaje mi się, że było to przemówienie przede wszystkim na użytek zewnętrzny, niewątpliwie była to też próba wsparcia prezydencji niemieckiej, której czas nieubłaganie ucieka – pozostał jeszcze miesiąc z małym okładem, i Niemcy, a szczególnie kanclerz Angela Merkel, będą chcieli pochwalić się wielkim sukcesem jakim byłoby przyjęcie wieloletnich ram finansowych, czyli unijnego budżetu na lata 2021-2027. Tymczasem widzimy, co się dzieje, ale to niewątpliwie na wyraźne życzenie Niemiec, które same sobie zgotowały ten pasztet. Zresztą nie tylko kanclerz Merkel, ale również Ursula von der Leyen – nota bene Niemka, która najwyraźniej nie zachowuje się obiektywnie i jej działanie jako przewodniczącej Komisji Europejskiej jest wciąż nie tyle proniemieckie, co niechętne czy wręcz wrogie wobec Polski.
Ta niemiecka polityk zapomina, że została wybrana na to stanowisko także głosami polskich europosłów. Jeśli z ust polityków niemieckich, czy to Angeli Merkel, Ursuli von der Leyen, czy chociażby szefa największej frakcji w Parlamencie Europejskim, Europejskiej Partii Ludowej (EPL) Manfreda Webera, słyszę słowa o głębszym zjednoczeniu Europy, to przyznam, że źle mi się to wszystko kojarzy. Jako Polacy dobrze pamiętamy, co się działo, kiedy Niemcy brali się za „porządkowanie” spraw międzynarodowych. Nie daj Boże zjednoczenia Europy przez Niemców, bo mieliśmy już kilka przykładów, które pozostaną na zawsze w pamięci nie tylko historyków, ale także w doświadczeniach wielu milionów ludzi.
Czy Niemcy będą musieli odpuścić forsowanie mechanizmu warunkowości? I sprawę sfinalizowania wieloletniego budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027 oraz decyzję w sprawie funduszu odbudowy pozostawić do załatwienia prezydencji portugalskiej?
Uważam, że do kompromisu jest bardzo blisko, tylko trzeba dobrej woli ze strony Berlina i Brukseli. Zarówno Polacy jak i Węgrzy nie mamy się gdzie cofać, nie możemy pozwolić żeby poza traktatami, bez żadnych podstaw wprowadzono prawo, które może nas, ale także inne państwa, które nie będą się godzić na dyktat chociażby ideologiczny pozbawiać środków finansowych. Zatem rozwiązanie problemu jest blisko wystarczy tylko uszanować traktaty o Unii Europejskiej oraz uzgodnienia z 21 lipca, ze szczytu budżetowego, a więc to, co zostało ustalone i wynegocjowane i wtedy kompromis jest na wyciągnięcie ręki. Czy Niemcy będzie na to stać – szczerze wątpię.
Natomiast w tej chwili widać namacalnie jaką organizacją jest Unia Europejska, która za nic ma opinie swoich organów chociażby Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (ETO). Tymczasem forsuje się jakąś ideę, jakieś plany, które jawią się w głowach różnych, znaczących polityków europejskich, którzy nie wiadomo jak znaleźli się na ważnych urzędach w Brukseli, bo przecież nie z wyboru, a z nominacji politycznej, a wszystko po to żeby dewastować te podstawy, które legły jako fundamenty przy tworzeniu Unii Europejskiej jako Europy ojczyzn. Dzisiaj niestety mamy odwrót od celów i wizji jaką mieli Robert Schuman, Konrad Adenauer czy Alcide de Gasperi, którzy przy tworzeniu Unii Europejskiej działali z pobudek chrześcijańskich. Zresztą dwóch z nich Robert Schuman i Alcide de Gasperi są kandydatami na ołtarze. Myślę, że nie takiej Unii pragnęli dla Europy.

