logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Musimy wrócić do źródeł

Środa, 2 grudnia 2020 (21:21)

Aktualizacja: Czwartek, 3 grudnia 2020 (10:30)

Z dr. hab. Mieczysławem Rybą, prof. KUL, historykiem, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rezolucja Parlamentu Europejskiego przeciwko Polsce – tym razem w sprawie aborcji – próby uchwalenia budżetu w oparciu o mechanizm tzw. warunkowości, do tego protesty tzw. strajku kobiet. To przypadkowa zbieżność zdarzeń?

– Rząd Prawa i Sprawiedliwości był cały czas pod presją ze strony totalnej opozycji, która urządzała i wciąż urządza wycieczki ze skargami do Brukseli i stara się włączyć zagranicę w wewnętrzną walkę polityczną w Polsce. Problem jest taki, że obecnie rząd Zjednoczonej Prawicy ma wyjątkowo trudną sytuację związaną z kryzysem covidowym. To pierwsza sprawa, a druga sprawa dotyczy tego, że Niemcy chcą prostą drogą doprowadzić do federalizacji i ideologizacji Europy. Tymczasem nam ani jedno, ani drugie nie pasuje. To parcie, ta presja Berlina na Polskę odbywa się przy wykorzystaniu totalnej opozycji, ale tę grupę, działającą przeciwko interesom własnego państwa i Narodu, trudno nawet nazwać politykami. Polityk ma jakiś cel, jakąś wizję, koncepcję, którą realizuje, a tu mamy raczej do czynienia z realizacją tego, co wymyślą w Berlinie i Brukseli. Do tego mamy płaszczenie się i proszenie o rzekomo darmowy grosz, jaki ma nam spaść z unijnego stołu dzięki łasce brukselskich technokratów, przy czym zapomina się, że są to środki, które się nam należą. Jak wspomniałem, sytuacja jest krytyczna od strony covidowo-gospodarczej, a teraz wszystko się dodatkowo nasiliło poprzez akcje tzw. Strajku Kobiet. Tyle że to nic nowego, bo przypomnijmy sobie chociażby protesty KOD-u, rozpoczęcie procedury przeciwko Polsce ze słynnego art. 7. To pokazuje, że non stop była presja wewnętrzna i zewnętrzna na nasz kraj. Teraz, kiedy zagranica poczuła, że jest moment pewnego przełomu, kiedy Niemcy poczuli, że inne państwa są słabe, to wykorzystując czas swojej prezydencji, chcą zrobić krok dalej w ideologizacji Europy, a Polskę i Węgry obrali sobie jako chłopców do bicia, jako kraje, które ani ideologicznie, ani w sensie suwerennościowym nie chcą się podporządkować ich wizji. Zatem ćwiczymy kolejny etap budowy imperium niemieckiego w Europie przy polskim i węgierskim sprzeciwie.          

W tle tych wszystkich ataków jest ideologia, także ideologia LGBT. Czy to jest właśnie przyszłość Unii Europejskiej w mniemaniu brukselskich eurokratów?

– To jest nie tyle przyszłość, co teraźniejszość. Forsujący tę ideologię brukselscy eurokraci w ten sposób żyją. Co więcej, wywodzą się z takich krajów, gdzie takie rzeczy się dzieją, więc nic dziwnego, że mają tak ukształtowaną mentalność. Proszę zwrócić uwagę, jak polska lewica reaguje na ministra Przemysława Czarnka, który jako minister edukacji jest usytuowany w miejscu walki o świadomość młodego pokolenia, i jaka nienawiść jest skierowana na jego osobę. Podobnie atakowana jest Polska przez europejską lewicę. W ich mniemaniu coś takiego jak Polska z tradycyjną wizją człowieka już nie powinna istnieć. Sami siebie uważają za niosących światło, czytają człowieka, jego naturę, nie tak jak Pan Bóg go stworzył, ale uważają, że człowiek sam kreuje siebie i świat. Taka droga może prowadzić do totalitaryzmu, ale nic dziwnego, bo jeśli ktoś próbuje budować świat w sposób sprzeczny z naturą, to tak to się kończy.

W tym wynaturzeniu godzi się w ludzkie życie. Dlaczego życie jest w odwrocie?

– Dlatego, że jednym z elementów tej ideologii jest tzw. ekologizm, który mówi, że jako ludzie jesteśmy tylko i wyłącznie produktem świata, natury, że to matka ziemia nas stworzyła, a nie Pan Bóg. W tej logice matka ziemia żąda ofiar ze względu na to, że staliśmy się pewnym tworem ewolucji ciążącym matce ziemi – czyli bogu wydumanemu przez tych ewolucjonistów. Inaczej mówiąc – traktują człowieka jako pomyłkę ewolucyjną, który gnębi matkę ziemię. Jeśli taka jest wizja, to też takie, a nie inne podejmowane są działania, czyli bardzo mocna i zdecydowana reakcja w obronie żab lub innych zwierząt i równie mocna reakcja i dążenia, żeby wprowadzić aborcję jako obowiązującą.     

Smutny to obraz – głośne NIE dla życia poczętego, otwarty front dla demoralizacji dzieci i młodzieży. Modelem jest nie tradycyjna rodzina, ale złożona z dwóch tatusiów czy dwóch mam. Czy jest kres tego szaleństwa?

– Jeśli ktoś zaneguje naturę i zdrowy rozsądek, to logicznego kresu nie ma, kresem jest śmierć. Proszę zwrócić uwagę, do czego to zmierza. Bo jeśli modelem ma być dwóch tatusiów, to dlaczego nie trzech, a jeśli trzech, to niby dlaczego nie dziecięciu itd. W tej logice absurdu wszyscy możemy być rodzicami wszystkich. Zatem absurd goni absurd, a kresu tego nie ma. To jest cywilizacja śmierci i wszystkie zachowania seksualne są popierane, ale na pewno nie relacje dozgonne w postaci sakramentalnego małżeństwa kobiety i mężczyzny. To jest negowane przez feminizm, czyli mamy generowanie pewnej postawy buntu, wyrwanie kobiety z macierzyństwa. Kiedy prof. Przemysław Czarnek, ówczesny wojewoda lubelski, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim wygłosił tezę, że kobieta jest powołana do rodzicielstwa i jeśli kobieta nie rodzi dzieci, to trudno mówić o przyroście demograficznym, to zebrał ogromną falę hejtu w całej Polsce, że śmie redukować kobietę do rodzenia dzieci. Tylko że on – po pierwsze –mówił o macierzyństwie, którego elementem kluczowym jest rodzenie dzieci, a po drugie – mówił o tak oczywistym powołaniu kobiety, że wydawało się, iż naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Przecież to są tak oczywiste rzeczy, tak jasne. A jednak nawet takie naturalne spojrzenie wywołuje protesty. Skoro stwierdzenie faktu, że powołaniem kobiety jest macierzyństwo, a mężczyzny ojcostwo, wywołuje gigantyczny protest, to czym my jesteśmy, to w jakim świecie my żyjemy?! W świecie kompletnych absurdów, w świecie, który nawet sam siebie nie rozumie.      

Na drodze do realizacji tych lewackich wizji stoi Kościół, stąd profanacje symboli naszej wiary, wrogość wobec kapłanów. W tej nienawiści nie oszczędzono nawet św. Jana Pawła II. Doszliśmy do momentu, kiedy musimy bronić naszych korzeni?

– Skala nienawiści do Kościoła rzeczywiście przeraża. Kiedy jeszcze żył ojciec prof. Mieczysław Krąpiec i kiedy widział, co się dzieje w przestrzeni intelektualnej świata Zachodu, i kiedy powstawały jego kolejne dzieła, to mówił, że nie pisze tego nawet dla swojego pokolenia – tego, które jest teraz, tylko dla pokoleń, które przyjdą po nas, za sto lat. To znaczy, że presja i parcie tego szaleństwa, odejście od racjonalności są tak ogromne, że to wszystko musi się wykrzyczeć, zadziać, wydarzyć, aż dojdzie do całkowitego zgnicia i dopiero wtedy ludzie jak dżdżu będą potrzebować odrodzenia, prawdy i będą się skłaniać do tego, co najbardziej klasyczne, racjonalne, do rozumu, do wiary w Pana Boga. No cóż… Bardzo trudno jest być w pewnym sensie prorokiem, czyli widzieć te procesy, które najpierw się dokonują w intelekcie, w ludzkiej duszy, a dopiero potem się rozlewają po całej przestrzeni. Cały czas obok św. Jana Pawła II mamy wzorzec Czcigodnego Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, który w sytuacji jeszcze gorszej niż mamy dzisiaj, był w stanie uratować Kościół. Ten Kościół za czasów komunistycznych był metodycznie prześladowany, ten Kościół też upadał. Byli księża patrioci, ale byli też zdrajcy, byli Judasze, byli też tacy, którzy uciekali spod krzyża. Taka była rzeczywistość, a mimo to potężna wiara i zawierzenie Prymasa Wyszyńskiego Matce Bożej Królowej Polski doprowadziły do zwycięstwa. Absolutnie nie twierdzę, że jest determinizm, że to musi się zadziać tak jak na Zachodzie, że nasza cywilizacja jest na skraju anihilacji i że musi upaść, ale zagrożenia są wręcz niewiarygodne.

W tym roku mamy setną rocznicę urodzin Karola Wojtyły – św. Jana Pawła II. W tym roku miała się także odbyć beatyfikacja Prymasa Wyszyńskiego. Mimo pandemii trudno się oprzeć wrażeniu, że odebrano nam coś, co mogło nas ugruntować w wierze w tym trudnym czasie…           

– Choć w początkowej fazie w protestach tzw. Strajku Kobiet uczestniczyły tysiące ludzi, to sondaże pokazują, że tylko 14 proc. respondentów popiera legalizację aborcji, a jeszcze mniej samą inicjatywę i manifestacje. Oczywiście wykorzystano moment lockdownu i rozpoczęto tę rewolucję, ale to minie. Wspomniane przez pana redaktora jubileusz urodzin św. Jana Pawła II oraz beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia będą okazją, żeby się spotkać, policzyć, zamanifestować nasze przywiązanie do Boga i wartości oraz wyłonić z nauczania tych dwóch wielkich Polaków to, co w tej chwili jest dla nas najważniejsze. To przed nami. Miejmy nadzieję, że z Bożą pomocą pokonamy pandemię koronawirusa i te wydarzenia tak ogromnie ważne dla Kościoła i Polski będziemy przeżywać w przyszłym roku.

Fala rewolucji jest w natarciu. Czy grozi nam prześladowanie Kościoła?

– Oczywiście, że tak. Nie tylko grozi, ale myślę, że ono już się dokonuje – może jeszcze nie w takiej formie, jak się obawiamy, jak może jeszcze być. Ale moim zdaniem, prześladowanie Kościoła w Polsce już jest.

Jak się temu przeciwstawić, żeby groźba wypchnięcia Kościoła ze sfery życia publicznego się nie dokonała?

– Przede wszystkim musimy wrócić do źródeł, do Ewangelii, wsłuchać się w nauczanie Kościoła i ludzi Kościoła, którzy nas umocnią. Przykładów jest wiele, choćby wspomniane postaci dwóch wielkich Polaków św. Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego. Ponadto musimy podjąć walkę na co dzień z zagrożeniami nie tylko dotykającymi świątyń materialnych, ale zagrożeniami dla naszych serc i umysłów. Nie łudźmy się, że to będzie trwało krótko, przygotujmy się na długotrwałą walkę. Przeciwnik ma przewagę, i to ogromną, w postaci wsparcia zewnętrznego, także w postaci finansów, mediów wrogo nastawionych do wiary i Kościoła. Nie znaczy to jednak, że walka jest przegrana. Jeśli zawierzymy tę walkę Bogu i Matce Najświętszej, jeśli staniemy w prawdzie, to szukając wsparcia u naszych patronów, z Bożą pomocą wygramy.

  Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl