logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kto narusza prawo?

Czwartek, 3 grudnia 2020 (20:50)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Czy Polska narusza prawo Unii Europejskiej dotyczące bezstronności i niezależności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego?

– Z całą pewnością Polska nie narusza unijnego prawa. W tej sprawie głos zabrał już polski Trybunał Konstytucyjny, który stwierdził wyraźnie, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, jej funkcjonowanie w ramach znowelizowanej ustawy o Sądzie Najwyższym, jak najbardziej oddaje literę i ducha polskiej Konstytucji. I to Trybunał Konstytucyjny jest jedynym organem, który może decydować o tym, czy ustawa jest zgodna z Konstytucją RP, czy też nie jest. Unia Europejska działa na podstawie traktatów, które nie mówią o kwestiach dotyczących struktur i organizacji wymiaru sprawiedliwości. Dlatego tego typu uwagi są elementem łamania prawa traktatowego przez organ Unii Europejskiej, jakim jest Komisja Europejska.

Jak zatem rozumieć decyzję Komisji Europejskiej o wszczęciu procedury wobec Polski o naruszenie prawa unijnego?

– Jest to – moim zdaniem – element negocjacyjny w sprawie unijnego budżetu perspektywy finansowej na lata 2021-2027. Jest to element dyskusji, która toczy się w gronie 27 państw członkowskich, co do powiązania budżetu Unii Europejskiej z bardzo niejasnym, nieobiektywnym mechanizmem, jakim jest ocena tzw. praworządności w poszczególnych krajach. I to jest argument, który w tej chwili Komisja Europejska rzuca na stół negocjacyjny jako dowód na to, że Polska upiera się, ponieważ Polska łamie zasady praworządności, a koronnym dowodem na to ma być kwestia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Tak to traktuje Komisja Europejska i tak to będzie również w tej chwili kolportowane w mainstreamie politycznym i dziennikarskim Unii Europejskiej, że Polska broni się przed następstwami nieprawidłowości – rzekomych nieprawidłowości, które mają miejsce w polskim wymiarze sprawiedliwości.

Czy Unia Europejska ma kompetencje do kształtowania wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich?

– Absolutnie nie. Unia Europejska nie ma kompetencji, co do kwestii kształtowania wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich. Co więcej, w każdym z 27 państw członkowskich jest inny system wymiaru sprawiedliwości, zupełnie inny system funkcjonowania organów stojących na straży praworządności. Zatem w Unii Europejskiej nie ma wspólnych mechanizmów wymiaru sprawiedliwości, są pewne zasady, które wynikają z traktatów, natomiast nie ma wspólnych zasad, jeśli chodzi o kwestie organizacyjne wymiaru sprawiedliwości, tym bardziej, że w wielu państwach członkowskich są sądownictwa dyscyplinarne dla sędziów. To znaczy, że sędziowie podlegają pewnej kontroli.

Nie można bowiem sobie pozwolić, aby mogła istnieć swoista dyktatura wąskiej grupy osób, kompletnie wyjętej spod prawa. Jedną z podstawowych obok podziału władzy w państwach demokratycznych, państwach prawa jest zasada swoistej równowagi władzy, ale również kontroli. Mianowicie żadna z władz nie może być wyjęta spod kontroli, czy to kontroli demokratycznej, czy też kontroli wewnątrz instytucjonalnej. W tym wypadku mówimy o kontroli wewnątrz instytucjonalnej, bo czym innym jest Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, która ma właściwość polegającą na stwierdzaniu czy też odrzucaniu zarzutów mówiących o łamaniu prawa przez osoby reprezentujące zawód sędziowski.

Dlaczego Unia nie gra czysto? Przecież podobne przepisy prawa obowiązują w większości krajów Unii, ale to jakoś Brukseli nie przeszkadza…

– To nie pierwszy przypadek, przecież pamiętamy też inny casus – mianowicie kwestię Krajowej Rady Sądownictwa, kiedy były zarzuty do Polski, że próbuje upolitycznić Krajową Radę Sądownictwa, że politycy będą mieli wpływ na wybór sędziów. Tymczasem w niektórych krajach, także niedaleko położonych od nas, jak np. Niemcy, w ogóle nie ma takiego organu i to ministrowie sprawiedliwości wprost powołują sędziów w poszczególnych landach. A zatem zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie parlament spośród prawie 90 tysięcy sędziów wybiera 15 sędziów.

Natomiast Unii chodzi przede wszystkim o stworzenie swoistego precedensu, który będzie w przyszłości wykorzystywany do tego, aby działania organów Unii Europejskiej – zwłaszcza Komisji Europejskiej czy Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – wykraczały poza ramy traktatowe. To znaczy chodzi o przygotowanie mechanizmu tworzenia kompetencji, które nie mają swojego odzwierciedlenia w traktatach o Unii Europejskiej, a zatem działania pozaprawnego, które będzie motorem napędowym unifikacji i stworzenia z Unii superpaństwa europejskiego na gruzach państw członkowskich. Unia Europejska próbuje pewne rzeczy narzucać państwom, a tym samym wyzuć je z suwerenności. Jedynie na gruzach suwerennych państw, które tę suwerenność utracą można stworzyć nowe państwo, które będzie dysponowało tamtym imperium, które będzie suwerenne względem innych bytów międzynarodowych. Może to nastąpić tylko wówczas, kiedy poszczególne państwa wyzują się z suwerenności.

Dlaczego atak na Polskę idzie w kierunku wymiaru sprawiedliwości?

– Unia Europejska już ogranicza naszą suwerenność w dziedzinie ekonomicznej, gospodarczej. W tym momencie zdecydowano się na kwestie wymiaru sprawiedliwości, bo to otwiera ścieżkę do przejmowania inicjatywy w pozyskiwaniu dalszych przyczółków. Wymiar sprawiedliwości jest układem nerwowym każdego państwa i jeśli chcemy zlikwidować państwo jako organizm, to najpierw atakujemy i próbujemy przejąć jego układ nerwowy.

Czy Polska i Węgry mogą liczyć na wsparcie?

– Coraz więcej państw, które do tej pory głośno o tym nie mówiły, np. Czechy, Estonia, Bułgaria, Chorwacja, Słowenia czy Portugalia – dzisiaj ten problem i zagrożenie tego mechanizmu warunkowości i braku obiektywizacji dostrzegają. Nie można bowiem jakiegokolwiek warunku wprowadzić do budżetowania, bo jest to ordynarne złamanie praworządności w ramach samej Unii Europejskiej. To znaczy dodawanie rozwiązań, których nie znają traktaty unijne, jest de facto złamaniem prawa. Tym się różni prawo publiczne od prawa cywilnego – a prawo unijne jest jakby nie patrzeć prawem publicznym, międzynarodowym, że nie możemy sobie dodawać kompetencji, których traktaty nam nie przyznają.

Odwrotnie jest z prawem cywilnym, gdzie strony mogą w sposób dowolny regulować swoje relacje, o ile nie zabrania im tego – w sposób wyraźny – ustawa na podstawie, której daną umowę zawierają. Natomiast tutaj mamy sytuację taką, że nawet zgoda państw jest – w mojej ocenie – niezgodna z traktatami o Unii Europejskiej, które nie przewidywały takiego wariantu, aby środki budżetowe były uzależnione od jakiegokolwiek warunku. Dlatego z punktu widzenia czystej litery prawa – abstrahując zupełnie od polityki, od relacji międzynarodowych – rozwiązanie zaproponowane przez prezydencję niemiecką – w mojej ocenie – jest niezgodne z prawem Unii Europejskiej.     

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl