logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Tylko pełna prawda

Poniedziałek, 7 grudnia 2020 (07:04)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co wynika z kolejnych spotkań przedstawicieli polskiego Instytutu Pamięci Narodowej z ukraińskimi odpowiednikami?

– Prawdę mówiąc, niewiele. Niestety, z komunikatu ukraińskiego IPN wydanego po rozmowach przeprowadzonych w czwartek, w Warszawie przez przedstawicieli delegacji obu Instytutów wynika, że ukraińskie władze podtrzymują swoje wcześniejsze stanowisko i brak zgody na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne archeologów polskiego IPN-u na Ukrainie. To niestety oznacza kolejną zwłokę w upamiętnianiu polskich ofiar zbrodni dokonanych przez OUN-UPA oraz sowieckiego totalitaryzmu na terenie Ukrainy.

Co zatem dały rozmowy prezydentów Andrzeja Dudy i Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie i w Kijowie?

– Mimo wspólnej deklaracji prezydentów Polski i Ukrainy oraz deklaracji samego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, że zostaną wznowione prace ekshumacyjne przez zespół polskich archeologów IPN na terenie Ukrainy, nic takiego się nie stało. Można zatem powiedzieć, że czas upływa, a my jesteśmy wciąż w tym samym miejscu. To znaczy, że cały czas trwa blokada władz ukraińskich w tym zakresie. Władze Ukrainy – po spotkaniu prezesów ukraińskiego IPN – Antona Drobowycza oraz polskiego IPN – Jarosława Szarka podtrzymały swoje poprzednie stanowisko. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nowy szef ukraińskiego IPN-u kontynuuje politykę zwolnionego we wrześniu ubiegłego roku Wołodymyra Wiatrowycza – jednego z architektów ukraińskiej polityki historycznej i ze względu na swoją nieprzejednaną postawę nie bez przyczyny nazywanego w Polsce apologetą działalności OUN-UPA.

Swoją drogą, choć trudno się z taką opinią nie zgodzić, to jest to też pewne uproszczenie. Należy bowiem podkreślić, że strona ukraińska chciałaby, żeby był kreowany taki właśnie obraz, że decyzje wstrzymujące ekshumacje są personalne – to wina urzędnika państwowego, jakim jest prezes IPN-u. Tymczasem trzeba powiedzieć wprost, że to jest polityka państwa ukraińskiego. Owszem swego czasu były pełne nadziei wypowiedzi, że po zmianie prezesa IPN nastąpi zmiana klimatu, że otworzy się nowy front rozmów, dyskusji i być może dojdzie do konsensusu, ale te oczekiwania zupełnie się nie sprawdziły. Stąd spotkanie, jakie miało miejsce w czwartek – niestety kolejny raz potwierdziło, że trwa impas w relacjach polsko-ukraińskich w zakresie ekshumacji i upamiętnienia ofiar OUN-UPA i szerzej, bo – jak wiemy – strona ukraińska nie godzi się nawet na upamiętnianie żołnierzy polskich, którzy polegli podczas I wojny światowej i to bynajmniej nie z rąk ukraińskich.

Z czym zatem mamy do czynienia?   

– Można śmiało stwierdzić, że mamy do czynienia z jednostronnym, negatywnym podejściem strony ukraińskiej.

Z czego to wynika?

– Ukraińcy robią wszystko żeby zatrzeć pamięć o zbrodniach, których dopuściła się OUN-UPA na ludności cywilnej, na Polakach, mieszkańcach Małopolski Wschodniej, Wołynia, a później również na Roztoczu i Lubelszczyźnie. Można powiedzieć, że z każdym kolejnym rokiem szczątki ofiar ludobójczych mordów będą w stanie coraz trudniejszym do identyfikacji. Dlatego teraz są ostatnie lata, kiedy można jeszcze prawdę o tych zbrodniach – w sposób naukowy, obiektywny opisać, a jednocześnie przywrócić pamięć, nazwiska osób pomordowanych, oraz nazwy miejscowości, gdzie doszło do ludobójstwa. Obawiam się, że wraz z upływem czasu będzie to coraz trudniejsze, czy wręcz stanie się niemożliwe.

Jak słyszymy ukraińskie władze stawiają warunki, że do czasu odbudowy pomnika nagrobnego UPA na górze Monastyrz na Podkarpaciu – w kształcie oczekiwanym przez stronę ukraińską, nie pozwolą na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne specjalistom polskiego IPN na terenie Ukrainy. Mamy szantaż…?

– Dokładnie. Nie można pozwolić, żeby Ukraińcy dyktowali nam warunki, tym bardziej, że pomnik na górze Monastyrz w gminie Horyniec-Zdrój na Podkarpaciu został wzniesiony z inicjatywy jednego z działaczy Związku Ukraińców w Polsce nielegalnie. Trzeba bowiem powiedzieć, że zostały złamane wszystkie przepisy dotyczące tego typu inicjatyw czy upamiętnień. Dotyczy to ustawy o grobach i cmentarzach wojennych, ale nie tylko. Okazuje się, że strona ukraińska domaga się, żeby na tym pomniku znalazły się nazwiska ukraińskich bojowników, którzy polegli z rąk NKWD. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w tym roku – przed wizytą prezydenta Andrzeja Dudy na Ukrainie – tablica i napis na pomniku nagrobnym w Monastyrze zostały odnowione zgodnie z polskim prawodawstwem oraz aktualną wiedzą historyczną.

O ile mi wiadomo pierwotny napis mówił, że w tym miejscu ma spoczywać kilkudziesięciu bojowników UPA, którzy jak głosiła inskrypcja: „Polegli za wolność ukraińskiego i polskiego narodu”. To zupełne pomieszanie akcentów i wpisanie się w kłamliwą narrację polityki historycznej Ukrainy, mianowicie że OUN-UPA to była formacja, która walczyła tylko i wyłącznie z NKWD i Armią Czerwoną, z sowieckim najeźdźcą – i jak się okazuje – nie tylko o wolną Ukrainę, ale też o wolną Polskę. Zupełnie pomija się wątek ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na bezbronnej ludności cywilnej – kobietach, dzieciach, starcach w sposób zbrodniczy. Co więcej, przy udziale ukraińskich miejscowych chłopów, którzy także aktywnie w tych mordach uczestniczyli. Oczywiście była to świadoma i celowa taktyka ze strony UPA.

Strona polska zakwestionowała tę ukraińską narrację…      

– Polska zakwestionowała nie tylko liczbę ewentualnie pochowanych w tym miejscu, bo z przekazów niekoniecznie wynika, że jest to rzeczywiście miejsce pochówków, a tym bardziej kilkudziesięciu ciał. Ponadto strona polska zakwestionowała kwestię tożsamości poległych. Ustalenie faktów wymagałoby oczywiście przeprowadzenia rzetelnych badań naukowych łącznie z przeprowadzeniem prac archeologiczno-ekshumacyjnych oraz identyfikacyjnych z udziałem polskich i ukraińskich ekspertów. Jednak w żaden sposób nie może to być, tak jak chce strona ukraińska, która narzuca swoje warunki łącznie z odbudową pomnika w Monastyrze w oczekiwanym przez siebie kształcie i symbolice. Co więcej, jest to warunek wstępny stawiany przez Ukraińców do odblokowania prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych przez polski IPN na Ukrainie.

Ukraińcy zgodnie ze swoją polityką mogą chcieć zacierać pamięć zbrodni OUN-UPA, ale to nie oznacza, że my mamy im w tym pomagać…

– Prawda historyczna jest tutaj absolutnie najważniejsza i niezbędna, to jest nasz obowiązek, obowiązek państwa polskiego, także obowiązek wobec ofiar ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA, i to jest zupełnie oczywiste. Państwo, które nie szanowałoby własnej przeszłości, które zapominałoby o swoich synach, w dodatku tak bestialsko zamordowanych, takie państwo nie zasługiwałoby nie tylko na jakikolwiek szacunek, ale w ogóle na normalne funkcjonowanie, istnienie. Ponadto jest oczywiście aspekt teraźniejszych i przyszłych relacji polsko-ukraińskich, których nie można budować na kłamstwie. Polska od dawna jest stałym rzecznikiem Ukrainy na forum międzynarodowym zarówno w Unii Europejskiej jak i w Sojuszu Północnoatlantyckim. Warto też wspomnieć, że władze Polski – w ostatnich latach – wielokrotnie występowały w obronie integralności granic Ukrainy, stawały w obronie państwa ukraińskiego, wobec bezprawnej agresji ze strony Rosji.

W odpowiedzi ze strony Kijowa mamy do czynienia z jednostronnym podejściem, żeby nie powiedzieć z wrogością. Wyjaśnienie kwestii spornych i relacji polsko-ukraińskich jest także ważne choćby z tego tytułu, że z Ukrainą jesteśmy sąsiadami i dobra współpraca na płaszczyźnie politycznej, gospodarczej oraz relacje międzyludzkie są bardzo ważne. Pamiętajmy, że znaczna część Ukraińców znajduje zatrudnienie w Polsce, na polskich uczelniach studiują tysiące młodych Ukraińców. Tym bardziej właściwe relacje sąsiedzkie są potrzebne obu stronom.

Chyba słusznie zauważył prezes IPN Jarosław Szarek, że relacje polsko-ukraińskie mogą być budowane tylko i wyłącznie na prawdzie…?

– Innej możliwości nie ma. Tylko prawda, pełna prawda, bez półprawd czy kłamstw otwiera furtkę do rzetelnej i dobrej współpracy. Dialog z Ukrainą będzie możliwy jedynie, gdy kraj ten przyjmie prawdę o ludobójstwie, którego dokonali ukraińscy nacjonaliści z UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Przeszłość trzeba zamknąć, ale bez prawdy nie będzie to możliwe. Jak słyszymy znów zapowiedziano wznowienie obrad polsko-ukraińskiego forum historyków, ale wspominając o tym trzeba zauważyć, że dotychczasowe rezultaty prac tego gremium są tak naprawdę żadne. To pokazuje, że sytuacja jest na pewno bardzo trudna i wymaga określonego jasnego stanowiska, określonych działań, odpowiedniej i bardzo zdecydowanej reakcji ze strony władz Rzeczypospolitej.

              Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl