W związku z narastającymi od lat zaniedbaniami w ochronie zdrowia, które uwypukliła pandemia koronawirusa SARS-CoV-2, największe organizacje lekarskie postanowiły wspólnie zabrać głos. Podczas konferencji prasowej przedstawiły swoje konkretne rozwiązania, które pozwoliłyby usprawnić system ochrony zdrowia, poprawić jakość opieki nad pacjentem, zmniejszyć biurokrację.
– Dotychczasowy model po prostu w Polsce się załamał. Grozi nam katastrofa nie tylko z powodu szalejącej pandemii, ale wypchnięcia – co jest jeszcze gorsze – na margines pacjentów niecovidowych: psychiatrycznych, onkologicznych, kardiologicznych – ostrzegł Matyja.
Dodał, że nękające nasze społeczeństwo choroby nagle nie przestały istnieć. – Dlatego obawiamy się, że ten system, który przestał istnieć, może doprowadzić do zwiększenia liczby powikłań, ale też do śmiertelności naszych pacjentów. Obawiam się, że zwłaszcza choroby onkologiczne, które nauczyliśmy się leczyć i stały się chorobami przewlekłymi, staną się chorobami śmiertelnymi. Musimy mówić o tym głośno, by usłyszeli to też nasi politycy – kontynuował.
Pokreślił, że lekarze leczą mimo wszystko, choć są granice wytrzymałości, „ludzkiej wytrzymałości”. Przypomniał, że brakuje kadr medycznych, ale – jak podkreślił – niezrozumiałe jest to, że ten potencjał jest marnotrawiony z powodu „złej organizacji, chaosu decyzyjnego i nadmiernej biurokracji”.
Organizacje przedstawiły dziewięć postulatów. Pierwszym z nich jest wprowadzenie do ochrony zdrowia tzw. systemu no-fault. Jak tłumaczył zastępca sekretarza Naczelnej Rady Lekarskiej, Artur Wyrobniak, chodzi o to, że polskie prawo – w przeciwieństwie do legislacji wielu państw Unii europejskiej – nie przewiduje możliwości popełnienia przez lekarza niezawinionego, nieumyślnego błędu. – To doprowadza do tego, że świadczący usługi medyczne często ukrywają takie postępowania – powiedział.
Zauważył, że taki system, by zapewnić zarówno bezpieczeństwo pacjentom, jak i kadrom medycznym musi opierać się na trzech filarach. Po pierwsze, należałoby stworzyć rejestr zdarzeń niepożądanych. Mógłby on działać na przykład przy Rzeczniku Praw Pacjenta czy Naczelnej Izbie Lekarskiej. Po drugie, powinien funkcjonować fundusz, który wypłacałby poszkodowanym pacjentom odszkodowania według ustalonego taryfikatora. Mógłby być oparty na składkach od pracowników medycznych i dofinansowany np. przez resort zdrowia. Po trzecie, powinno się wprowadzić takie regulacje prawne, które wymuszą zgłaszanie takich zdarzeń medycznych i zwalniają z odpowiedzialności karnej i finansowej. – W sytuacji, gdy takie zdarzenie byłoby ukrywane, taka osoba powinna być poddawana procedurze prawnej – dodał.
Przedstawiciele środowiska lekarskiego zwrócili też uwagę na zbyteczną biurokrację, która obniża efektywność pracy lekarzy. W związku z tym postulują, by ją maksymalnie ograniczyć, wprowadzić np. automatyczne określanie refundacji leków dla pacjentów. Wskazywali, że obecne błędne wystawienie recepty wiąże się z pewnymi sankcjami ze strony płatnika, prowadzone są kontrole.
Prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie Jacek Krajewski w tym kontekście zaznaczył, że lekarz powinien swój czas poświęcać przede wszystkim pacjentowi, szczególnie gdy wiadomo, że kadry medyczne w Polsce są mocno uszczuplone.
Poruszono też kwestię ogromnego niedofinansowania ochrony zdrowia, co jest źródłem prawie wszystkich problemów, np. braków kadrowych, dostępności do nowoczesnych terapii.
Lekarze domagają się przejrzystych i jednoznacznych zasad wynagradzania, klarownego procesu rekrutacji na specjalizację i kierowania na rezydenturę oraz jasno określonego przebiegu szkolenia. Ponadto zagwarantowania wszystkim medykom środków do leczenia i ochrony niezależnie od typu placówki oraz ubezpieczenia personelu medycznego na wypadek trwałej choroby nabytej w trakcie udzielania świadczeń lub śmierci.
Prezes ds. operacyjnych Porozumienia Chirurgów SKALPEL Krzysztof Hałabuz podsumował, że 2020 rok zapamiętamy jako walkę z wirusem SARS-CoV-2, a kolejne miesiące upłyną pod znakiem walki z chorobami, które nie zostały zdiagnozowane i wyleczone w tym roku.
Przypomniał, że na początku epidemii brakowało systemowych wytycznych, środków ochrony osobistej, tlenu. Braki kadrowe starano się uzupełniać, umożliwiając pracę lekarzom spoza UE, co nie jest dobrym rozwiązaniem.
– Konsekwencją tych zaniedbań jest to, że Polacy umierają w domach [...]. Wskaźnik śmiertelności w Polsce w tym momencie jest najwyższy od czasów II wojny światowej. Uważam, że jest to gigantyczna porażka zarówno Ministerstwa Zdrowia, jak i całego rządu. Liczymy na to, że Polacy rozliczą polityków przy najbliższych wyborach. Do tego czasu będziemy leczyć, mimo wszytko – zapewnił.

