logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Opozycja nie dojrzała do rządzenia państwem

Poniedziałek, 21 grudnia 2020 (09:56)

Aktualizacja: Poniedziałek, 21 grudnia 2020 (14:07)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przed nami Święta Bożego Narodzenia, a zaraz potem obostrzenia, które jedni chwalą, a inni krytykują. Co zrobić, żeby mając świadomość zagrożenia, ograniczyć straty wielu przedsiębiorców, które z całą pewnością będą?

– Sytuacja związana z pandemią na całym świecie, także w Europie staje się coraz bardziej poważna. Docierają do nas informacje o tym, co się dzieje m.in. w Niemczech, w Czechach, na Litwie, nie wspominając już o krajach południa Europy, takich jak Włochy czy Hiszpania, gdzie chorych przybywa. Także u nas, w Polsce, kilka dni temu minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił kalendarz obostrzeń, które się pojawią po świętach od 28 grudnia do 17 stycznia przyszłego roku. Patrząc obiektywnie trzeba powiedzieć, że ten, kto prowadzi działalność gospodarczą, każdą, ten, kto zainwestował swoje pieniądze w taką czy inną formę biznesu, na pewno odczuje kolejny lockdown i to z pewnością będzie bolało. Nie ulega wątpliwości, że tysiące polskich firm z branży turystycznej, hotelarskiej czy gastronomicznej, które i tak przeżywają problemy jeszcze mocniej to odczują. Trudno będzie im przeżyć, jeśli koszty utrzymania i działalności idą w setki tysięcy złotych, a wpływów brak. Dlatego te firmy wymagają pomocy i wsparcia ze strony państwa, bo w innym wypadku nie przetrwają. Potrzebna jest zatem szybka pomoc dla polskich przedsiębiorców, bo tylko to może uratować ich firmy, miejsca pracy, a bez wsparcia dramat tysięcy ludzi będzie bardzo duży. I ta pomoc jest.      

Czy patrząc na zachowanie i krytykę działań rządu związaną z wprowadzaniem obostrzeń i narodową kwarantanną, która ma nas uchronić przed trzecią falą COVID-19, polska opozycja ma wyobraźnię polityczną, czy zachowuje się racjonalnie?

– Proszę zwrócić uwagę, że zaraz po tym, kiedy premier i odpowiedzialni ministrowie ogłosili poświąteczną kwarantannę, kiedy minister Niedzielski ogłosił harmonogram obostrzeń, które mają ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa, to w przestrzeni publicznej, a szczególnie w mediach społecznościowych pojawiła się fala hejtu. Co więcej, pojawiły się bardzo nieodpowiedzialne działania ze strony polityków opozycji, a także ze strony większości mediów, co nie przystoi poważnym ludziom – parlamentarzystom w szczególności. Przewodniczący Koalicji Obywatelskiej Borys Budka, ale właściwie cała opozycja podniosła larum, że Pasterka jest bez obostrzeń, ale Sylwester, a więc w noc z 31 grudnia na 1 stycznia w godzinach od 19.00 do 6.00 rano w całym kraju obowiązywać ma zakaz przemieszczania się. Zrobiono z tego spektakl.

Katolicy już od dłuższego czasu mają duchowy lockdown i wielu bardzo to przeżywa…

– Dokładnie, robi się wielki szum wokół Sylwestra, natomiast zapomina się, że katolicy w Polsce już od dłuższego czasu przeżywają lockdown związany z ograniczeniami liczby wiernych w świątyniach podczas nabożeństw. Z konieczności jesteśmy de facto zmuszeni do mniej licznego uczestnictwa w niedzielnej Mszy św., łącząc się w modlitwie za pośrednictwem radia czy telewizji. Dla wielu ten brak aktywności w życiu religijnym z powodu obostrzeń jest bardzo bolesny o wiele bardziej niż ograniczenia co do zabaw sylwestrowych. Ponadto jeśli ktoś porównuje Pasterkę z Sylwestrem, to znaczy, że nigdy nie był na Pasterce. Na Mszy św. pasterskiej nie „strzela się z szampana”, mimo iż jest to wydarzenie radosne, bo uobecnia przyjście Pana Jezusa – Boga Zbawiciela w ludzkiej naturze na świat. Jest to przeżycie religijne i dlatego ten rodzaj radości jest inny od tego, który towarzyszy zabawie sylwestrowej, która jest przeżyciem towarzyskim, gdzie strzelają korki od szampana, są fajerwerki, gdzie leje się alkohol, są tańce, życzenia, gdzie w atmosferze zabawy i rozluźnienia znika dystans. I także od tej strony widać brak wyobraźni ze strony niektórych polityków oraz części mediów, czym może się skończyć sylwestrowe rozluźnienie. Ponadto obostrzenia wchodzą od 28 grudnia, a Pasterka jest 24, a więc Wigilia i Święta Bożego Narodzenia nie mieszczą się w tym kalendarzu, natomiast Sylwester owszem. W tej sytuacji cynizmem i zwykłym świństwem jest podciąganie pod to Pasterki i oskarżanie rządu o zdejmowanie z Pasterki obostrzeń. Ten zarzut ma się nijak do faktów i kalendarza, chyba że ktoś przyjmuje kalendarz juliański obowiązujący głównie w Rosji, także na Ukrainie, gdzie obchody Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia są ruchome, a najbliższe przypadają 6 stycznia 2021 roku. U nas wyznawców prawosławia czy grekokatolików jest stosunkowo mało, zatem nie jest to poważny problem.

Wracając na polski grunt, zapomina się, że lockdown i zbyt długi czas odosobnienia może wpływać na ludzką psychikę…

– Szeroko wypowiadają się na ten temat psychologowie, psychiatrzy, zresztą mowa o tym była już podczas wiosennej fali zachorowań i obostrzeń z tym związanych, gdzie latem wychodząc z zamknięcia, wszyscy ruszyli na wakacje, aby psychicznie odpocząć. Jeśli chodzi o osoby wierzące, to nie potrzeba tu psychiatry czy psychologa, ale tym ludziom potrzebny jest Bóg. I na tym polega różnica, że osoby wierzące, praktykujące potrzebują spotkania w Kościele z Panem Bogiem, który jest dla nich punktem odniesienia. Dlatego potrzebują praktykowania swojej wiary jak ryba wody i stąd potrzebne są otwarte świątynie, aby ludzie wierzący mogli się spotkać z Lekarzem dusz, którego nawiedzenie daje więcej niż porada u niejednego psychologa. Jestem świadomy, że dla ateisty, człowieka, który nie wierzy, takie spojrzenie to abstrakcja, ale w Polsce, gdzie zdecydowana większość to osoby wierzące, spotkanie z Panem Bogiem – szczególnie w czasie Świąt Bożego Narodzenia jest realizacją potrzeb duchowych. Dlatego nie wolno nam tych pragnień odbierać, czy też je ograniczać.

Wróćmy jeszcze do braku wyobraźni opozycji. Skąd bierze się ten cynizm tym bardziej, że jak słyszymy, liczba zachorowań może wkrótce wzrosnąć i to istotnie?  

– Rząd ma zawsze przewagę nad opozycją, także nad społeczeństwem, bo ma dostęp do informacji, które nie są powszechne. Jeżeli minister zapowiada przy dziennym pułapie zachorowań 10-11 tysięcy przypadków, że 28 grudnia trzeba wprowadzić obostrzenia, to znaczy, że działa długofalowo, wyprzedzająco. Po to budowano szpitale polowe, po to inwestowano w takie miejsca poważne pieniądze, bo zakładano, że przyjdzie punkt krytyczny – nazywany dziś trzecią falą zachorowań na COVID-19. Co może nas czekać w niedalekiej przyszłości, już dzisiaj widzimy w Niemczech czy w innych państwach i aby uniknąć tego samego tragicznego scenariusza, odpowiedzialny polski rząd musi działać odpowiedzialnie w interesie państwa. Skoro jest decyzja o narodowym lockdownie, to znaczy, że symulacje, dane rządowe wskazują wyraźnie taką potrzebę, że 28 grudnia istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że dzienny pułap zachorowań w znaczący sposób przekroczy nie 10 czy 12 tysięcy, ale może to być nawet 40 tysięcy zachorowań na dobę, a niektórzy twierdzą, że jeszcze więcej. I takie działanie, jakie prezentuje dzisiaj rząd Mateusza Morawieckiego, to jest właśnie przejaw odpowiedzialności politycznej, której brakuje opozycji. To, co pokazuje chociażby w ostatnich dniach opozycja, to jest brak dojrzałości do rządzenia państwem. Można sobie tylko wyobrazić, co by się działo, gdyby dzisiaj władzę w Polsce sprawowała Platforma z przystawkami. Mądrość władzy to odpowiedzialność i umiejętność przewidywania pewnych wydarzeń oraz przygotowanie na wypadek trudnych sytuacji. Tym bardziej jest to istotne, kiedy – jak dzisiaj – mamy do czynienia z niewidzialnym, bardzo niebezpiecznym wrogiem, który powalił na kolana całą światową gospodarkę i potęgi znacznie większe niż Polska.

Przed nami szczepienia na koronawirusa…  

– To kolejny aspekt w odpowiedzialnej walce z koronawirusem. Z końcem grudnia mają ruszyć masowe szczepienia i jeśli nie zabezpieczymy lekarzy, personelu medycznego przed paraliżem – co mogłoby się wydarzyć na skutek braku odpowiedzialności – to na dobrą sprawę nie miałby, kto szczepić Polaków. Mamy cały ten plan, cały program obostrzeń – lockdown, aby kiedy ruszą masowe szczepienia, był personel, który to zadanie będzie realizował, a nie był zamknięty na oddziałach covidowych, ratując ludzkie życie. I to się nazywa wyobraźnia polityczna, czego opozycja w Polsce dzisiaj nie ma. Nie dziwmy się zatem, że sondaże – wszystkie, nawet przeprowadzane przez ośrodki medialne przeciwne obecnej władzy – pokazują, że obecna opozycja nie dojrzała do przejęcia władzy w Polsce. Żeby rządzić, trzeba mieć wyobraźnię. Klasa polityczna opozycyjna do tego nie dojrzała.

Jak ocenia Pan postawę mediów?

– Są takie media, które bez przerwy trąbią o dystansie społecznym, ale kiedy „strajk kobiet” wychodzi na ulice, jest zero krytyki za brak dystansu, wtedy ten temat przestaje istnieć. To jest cynizm, który aż kapie z ekranu komputera i telewizora. Kiedy zatem te media są obiektywne, gdzie jest prawda, której z założenia mają służyć, jak pojmują misję społeczną…?!

Jak niebezpieczna może być trzecia fala, skoro podczas drugiej fali w Polsce – o czym była już mowa – dzienna liczba zachorowań kształtowała się mniej więcej na poziomie około tysiąca przypadków? Tymczasem w trzecią falę mamy wejść, kiedy ten pułap jest na poziomie dużo wyższym plus minus 10 tysięcy zachorowań na dobę…

– To pokazuje, z jaką skalą możemy się zmierzyć. Jeśli wtedy startując od tysiąca, doszliśmy do pułapu 25-26 tysięcy przypadków zachorowań dziennie, to jak może to wyglądać, kiedy starujemy z ok. 10 tysięcy. Tu powinna zadziałać nasza odpowiedzialność i wyobraźnia: jak to się może skończyć. Obostrzenia z pewnością dotkną różnych branż, konsekwencje poniesie biznes, który na pewno będzie pokrzywdzony tak jak cała nasza gospodarka. Ale warto pamiętać, że nawet najlepsze biznesy będą na nic, jeśli nie będziemy mieli zdrowia. Tak czy inaczej przed nami krytyczny punkt, tym bardziej, że dodatkowo trwa sezon grypowy (od początku grudnia do końca kwietnia). I tak naprawdę w tę falę covidowo-przeziębieniową wkraczamy.

Jak odnieść się do słów opozycji, która narodowy lockdown nazywa łamaniem Konstytucji?

– Politykom opozycji radziłbym spojrzeć na to, co robią Niemcy, którzy są dla nich wzorem, co robi Francja, także Litwa, gdzie wszędzie są już znacznie poważniejsze ograniczenia chociażby odnośnie przemieszczania się, gdzie obowiązują godziny policyjne. To pokazuje, że naszej opozycji brakuje wyobraźni. U nas wszystkie obostrzenia, restrykcje są jeszcze w miarę delikatnie przekazywane i tylko szkoda, że politycy opozycji i media opiniotwórcze nie potrafią odczytać tego, co jest między wierszami. Dlaczego nie chcą uznać, jak wiele zła niosą za sobą protesty tzw. strajku kobiet, na które sądy patrzą z przymrużeniem oka. I to jest też wyraz braku wyobraźni. Dojrzałość polityczna, wyobraźnia i odpowiedzialność polegają na tym, że trzeba wiedzieć, co i kiedy można zrobić, co powiedzieć i jak daleko można się posunąć w imię swoich partykularnych interesów, a kiedy trzeba zamilknąć, bo tak nakazuje interes państwa.

Co dzisiaj nakazuje interes państwa?

– Współdziałanie opozycji i strony rządowej. I jeżeli minister zdrowia, rząd mówią o obostrzeniach – o tym mówią też doradcy premiera, epidemiolodzy, specjaliści, to opozycja i wszystkie media w imię interesu państwa polskiego muszą mówić jednym głosem, a nie nazywać tego – jak chociażby Donald Tusk – nowym stanem wojennym. Ktoś, kto posługuje się taką retoryką, jest nie tylko totalną opozycją, ale totalną bzdurą.

Czemu zatem miały służyć słowa Donalda Tuska – dyżurnego, twitterowego, krytyka poczynań rządu?

– Trudno oceniać coś czy kogoś, kto jest poniżej poziomu, którego należałoby oczekiwać od byłego premiera i osoby piastującej przez dwie kadencje stanowisko szefa Rady Europejskiej. To, co mówi i co robi ten polityk przynosi wstyd Polsce, to jest poziom, do którego nie chciałbym się zniżać, to jest tak żenujące. Polityk piastujący w przeszłości ważne funkcje powinien prezentować klasę, od byłego posła, premiera można i trzeba wymagać więcej. Poziomem można to zderzyć ze stroną lewicową, kiedy rzekome prześladowania osób homoseksualnych w Polsce porównywano do wywózek do Auschwitz. To jest tego typu ohydne porównanie, to jest ta sama liga, ten sam poziom. Tymczasem zważając na to, co już dzieje się zagranicą, kiedy liczba zachorowań i zgonów z powodu COVID-19 rośnie lawinowo, my powinniśmy do obostrzeń podejść mądrze, odpowiedzialnie, z zaufaniem wobec działań rządu – tak jak zachowaliśmy się wiosną, kiedy nie mogliśmy uroczyście, w gronie rodzinnym przeżywać Świąt Wielkanocnych. W tym roku Pasterki pewnie będą mniej liczne, niż to bywało wcześniej, ale wierzymy, że podchodząc odpowiedzialnie do sprawy, wyjdziemy z tego, wspólnie pokonamy niewidzialnego wroga i następne Święta Bożego Narodzenia będziemy mogli spędzić, jak Pan Bóg przykazał. Żeby się tak stało, teraz musimy przetrwać, ale do tego potrzeba wyobraźni naszej i polityków, którzy mają więcej informacji niż my i doskonale wiedzą, co się dzieje na świecie, potrafią analizować doniesienia. Natomiast to, co robią, jest cynicznym wykorzystywaniem sytuacji do swoich partykularnych interesów. Perspektywa zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia nakazuje ostrożność i odpowiedzialność.

          Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl