Powoli zbliżamy się do końca 2020 roku, dla ludzi wierzących w Polsce pełnego wydarzeń, które – jak ufamy – tylko chwilowo odmieniły nasze świątynie i naszą religijność. Muszę przyznać, że kiedy jechałem do kościoła w okresie Wielkiej Nocy, gdy w Liturgii mogło uczestniczyć jedynie 5 osób, i mijałem autobusy, w których było o wiele więcej osób, to nachodziły mnie różne myśli…
Drakońskie ograniczenia
Po odreagowaniu w okresie wakacji przyszła jesień i druga fala. We Francji rząd zdecydował o zamknięciu świątyń od 3 listopada. To nic, że działało metro i markety, a szkoły i przedszkola były pełne dzieci. Najbardziej niebezpieczne miejsce to znowu kościół! Trudno tego nie wiązać z zabójstwem nauczyciela za krytykę islamu. Łatwiej zamknąć kościoły niż je ochraniać!
Protest francuskiego Episkopatu, o tyle zaskakujący, że zazwyczaj jest on milczącym świadkiem, przyniósł decyzję Rady Stanu nakazującą rządowi zmianę przepisu bezwzględnego zakazu uczestnictwa wiernych w sprawowaniu kultu i dostosowania przepisów do aktualnej sytuacji.
Niemal identyczne sytuacje obserwowaliśmy w innych krajach Europy. Jak relacjonowali misjonarze, w niektórych rejonach Kanady zamknięto kościoły do 28 grudnia! Czyli kolejne święta bez udziału w nabożeństwach.
Na tym tle ciekawie brzmi wyrok Sądu Najwyższego USA, gdzie, podobnie jak we Francji, zaskarżono bardzo restrykcyjne przepisy stanowe ograniczające liczbę osób biorących udział w wydarzeniach religijnych, które stoją w sprzeczności z pierwszą poprawką do konstytucji, gwarantującą swobodne wykonywanie praktyk religijnych. „Nawet w czasie pandemii konstytucja nie może zostać odłożona na bok i zapomniana” – czytamy w uzasadnieniu.
Przytaczam ten wyrok, gdyż coraz częściej po zdjęciach z Francji, gdzie setki Francuzów modliły się na chodnikach przed zamkniętymi kościołami, pojawia się coraz więcej pytań o granice ingerencji państwa w sferę prywatnych wolności, tak delikatnych jak wiara.
O ile w Polsce, poza okresem Wielkanocy i Wszystkich Świętych, trudno mieć zastrzeżenia do rządu, to w wielu krajach trwa dyskusja nad racjonalnością przepisów i rodzą się pytania, czy władze, tak niechętne Kościołowi jak we Francji czy w Kanadzie, nie wykorzystują antycovidowych przepisów do walki z Kościołem. Działania francuskiego rządu dają wiele do myślenia.
Proroctwo ks. Ratzingera
Gdy patrzymy na sytuację religijną w Europie, to trudno nie przypomnieć słów Benedykta XVI sprzed 50 lat o tym, że w Europie chrześcijanie będą mniejszością. Niemal 50 lat temu ksiądz Joseph Ratzinger, późniejszy Papież Benedykt XVI, podczas jednej z prowadzonych przez siebie audycji radiowych mówił, że Kościół katolicki wkrótce będzie musiał zmierzyć się z poważnym kryzysem. Teolog zapowiadał, że wielu wiernych odwróci się od niego, a katoliccy duchowni stracą siłę społecznego oddziaływania.
Ksiądz Ratzinger zapowiadał również, że Kościół potężnie zubożeje i będzie zmuszony do rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Przyszły Papież prognozował jednak także, że po ciężkim kryzysie Kościół odrodzi się jako zdecydowanie mniejsza, ale bardzo uduchowiona wspólnota wiernych.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

