logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Podsumowanie roku

Środa, 30 grudnia 2020 (21:40)

Rozmowa z Janem Dziedziczakiem, sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

Rok 2020 rozpoczął się od konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Impulsem do tego był amerykański zamach na gen. Kasema Sulejmaniego. Byliśmy wtedy o krok od wojny?

– Sytuacja była bardzo poważna. Myślę, że bardziej niż wielu osobom się wydawało. Niestety, ale napięcia w tamtym rejonie świata były, są i będą. Nie ma dzisiaj skutecznego sposobu, aby rozładować napięcie między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem a takimi krajami jak Syria czy Iran. Obawiam się, że jeszcze niejednokrotnie dojdzie do konfliktów, które bardzo łatwo będą mogły przemienić się w wojnę. Pamiętajmy, że w minionych latach doszło do wojny w Syrii i Iraku, która trwała wiele lat. Narodziło się także tzw. Państwo Islamskie. Barack Obama próbował tę sytuację rozwiązać na wiele sposobów. Zakładam, że nowa amerykańska administracja powróci do pomysłów Obamy. Sytuacji na Bliskim Wschodzie trzeba się przyglądać, bo to jest tuż przy granicy Unii Europejskiej.    


Początek roku to też ważna dla społeczności międzynarodowej 75. rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz. To także działania Rosji, która fałszowała historię, obwiniając nas za niemieckie zbrodnie ludobójstwa.


– To tylko jeden z akcentów szerszego projektu, który od lat realizują władze Federacji Rosyjskiej. Próbują oni zniszczyć pamięć o naszych bohaterach II wojny światowej i ukazać nas – w oczach naszych sojuszników – jako potomków ludzi, którzy mają niewinną krew na rękach. Oni chcą, żeby już nikt nie pamiętał, że byliśmy jednym z tych narodów, który zdał egzamin z moralności. Bo to my od pierwszego do ostatniego dnia wojny staliśmy po stronie dobra. 75. rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz – z perspektywy Kremla – była dobrą okazją do uderzenia w nas. To wydarzenie zainteresowało miliony ludzi na całym świecie. Tym samym próbował pozyskać życzliwość opinii publicznej tych krajów, które mają wpływ na losy świata.    


Działania Rosji pokazują, że w XXI wieku polityka historyczna odgrywa ogromną rolę? Formacje lewicowe mylą się, twierdząc, że przeszłość trzeba oddzielić od teraźniejszości i przyszłości?


– Albo lewica nie rozumie tego procesu, albo udaje, że go nie rozumie. W XXI wieku ogromne znaczenie ma opinia o danym kraju. Dlaczego jest to takie ważne? W krajach demokratycznych zdanie społeczeństwa musi być brane pod uwagę przez decydentów. I wystarczy odpowiednio uformować opinię ludzi na dany temat, żeby wykonywać odpowiednie naciski na władze polityczne. Opinia o danym kraju odgrywa dzisiaj szczególnie ważną rolę także w gospodarce. Nie kupuje się produktów państwa, które kieruje się wrogimi nam wartościami. Nie zainwestujemy poważnych pieniędzy w kraju zbrodniarzy, bo stracimy na tym wizerunkowo. W końcu nie będziemy umierać za społeczeństwa, które są nam obce. Taki jest sposób myślenia. Jeżeli nasz kraj będzie się dobrze kojarzył innym społeczeństwom, to mamy ogromną szansę  odnieść sukces, możemy czuć się bezpieczni. To jest bardzo ważne. Wszystkie poważne kraje to rozumieją.


1 lutego Wielka Brytania formalnie opuściła szeregi Unii Europejskiej. Jak bardzo zmieniła się po tym Wspólnota?


– To było wydarzenie bez precedensu. Wspólnoty europejskie trwały przez dekady jako projekt, do którego dołączały kolejne kraje. To głęboka współpraca i wspaniała historia. Wiele krajów marzyło o tym, żeby wejść do europejskiej rodziny. To była kwestia także prestiżu. A teraz? Jeden z najpoważniejszych krajów na świecie, mocarstwo nuklearne, opuszcza szeregi UE. Brytyjczycy nie chcą już tworzyć Wspólnoty. Przez ten rok wielokrotnie stawialiśmy sobie jedno pytanie: Czy establishment unijny rozumie, że brexit był skutkiem kryzysu UE, a nie jego przyczyną? Londyn opuścił UE, bo nie mógł już znieść poczynań Brukseli. W ostatnich latach nastąpiło odejście od idei integracji Europy, którą opracowali Robert Schuman, Alcide De Gasperi i Konrad Adenauer. W ich zamyśle miała to być chrześcijańska unia wolnych narodów. Obecnie forsuje się federacyjną wizję Europy, w której Ewangelia ma być zastąpiona ideologią 1968 roku. Impulsem do brexitu był kryzys migracyjny. Bruksela, wbrew opinii Europejczyków, forsowała przymusową relokację islamskich migrantów. I co mówili wówczas decydenci UE? Że nie będą się liczyć ze zdaniem społeczeństw. Takie podejście musiało doprowadzić do katastrofy. I mieliśmy brexit.     

Jest szansa na unormowanie stosunków między Unią Europejską a Wielką Brytanią? Wydaje się, że obie strony mają dużo żalu do siebie.


– Żalu i emocji jest co niemiara. Obecne problemy są wynikiem tego, że Brukseli zależy na tym, aby Londyn zaakceptował niekorzystne dla siebie porozumienie, a to będzie dla innych krajów znakiem, że Brytyjczycy zostali ukarani za wyjście i żeby nikt już nie próbował tego robić. Brytyjczycy są na tyle silni, że się nie zgodzą na nic, co by nie leżało w ich interesie. Teraz trwa przeciąganie liny. Myślę, że z czasem obie strony zauważą, że tracą dużo energii, a nic na tym nie zyskują. To pozwoli na zawarcie porozumienia najlepszego dla wszystkich. Nie ma innej możliwości. Wielka Brytania jest też jednym z kluczowych państw NATO, a to ten Sojusz w realny sposób gwarantuje Europie bezpieczeństwo.

Europę zaczął trawić wirus. Włochy zostały pozostawione same sobie. Komisja Europejska była całkowicie nieporadna. Każdy kraj musiał radzić sobie sam. Czy to największy kryzys Unii Europejskiej w historii?


– To był największy kryzys w skali całego świata. Pod względem zdrowotnym, a także gospodarczym i społecznym nie było bardziej wstrząsającego wydarzenia po II wojnie światowej. Niestety, ale pierwsze półrocze to całkowity paraliż instytucji unijnych. Państwa, które ten wirus zaatakował najmocniej, pozostawione były same sobie. Państwa członkowskie zaczęły walczyć między sobą o narzędzia pomocy. Każda organizacja – polityczna czy międzynarodowa – ma największy sens w chwilach próby. Niestety Unia Europejska tego egzaminu nie zdała. Druga połowa roku to już bardziej skoordynowane działania. Wypracowano niespotykany dotąd program pomocowy. Kraje członkowskie otrzymają miliardowe pożyczki. Dopiero po miesiącach szoku udało się powrócić do współpracy.

Ale czy coś pozwala sądzić, że sytuacja już  nigdy więcej się nie powtórzy? Czy przy kolejnym kryzysie Europa znowu będzie patrzeć, jak obywatele krajów członkowskich umierają?


– Pozostaje mieć nadzieję, że do tych scen już nigdy więcej nie dojdzie.

O swoją wolność – niespodziewanie – zaczęli walczyć Białorusini. Po wielu tygodniach bez przełomu Unia straciła szansę na wyciągnięcie tego kraju z rosyjskiej strefy wpływów?


– Można było zrobić dużo więcej, ale czy to by było skuteczne? Widzimy ogromną determinację Białorusinów. To już kolejny miesiąc regularnych protestów. I chociaż przełomu nie widać, to osoby te dzielnie walczą. Chociaż są poddawane represjom. Pierwsze tygodnie protestu były niesamowite. Swój sprzeciw wyrażali mieszkańcy wielu białoruskich miast. Zmobilizowała się także prowincja. Nie chcę ogłaszać porażki protestów, ale nie możemy tego, co się obecnie dzieje, bagatelizować. Historia naszego kraju pokazuje, że zwycięstwo buduje się mimo porażek, na legendzie walki. Przegrywaliśmy kolejne powstania, aż w końcu w 1918 r. przyszła upragniona wolność. Nie byłoby zwycięstwa nad komunizmem, gdyby nie Poznań ’56. Życie za Ojczyznę oddali bohaterowie Grudnia ’70. Później strajkował Ursus i Radom. W końcu narodziła się „Solidarność”. Ale dopiero prawie po 10 latach legła żelazna kurtyna. Pamięć o tych wydarzeniach motywowała kolejne pokolenia do działania. Patrzmy na to, co dzieje się na Białorusi, także w takim kontekście. Myślę, że następne wydarzenia będą już mocniejsze. Bo Białorusini będą wspominać niezwykłą skalę protestów z lata 2020.  

Jak zmiana prezydenta Stanów Zjednoczonych wpłynie na politykę tego kraju względem Unii Europejskiej?


– Przyjdzie ocieplenie stosunków z takimi krajami jak Niemcy czy Francja. Dla nas niewiele się zmieni. Stany Zjednoczone są naszym największym sojusznikiem, a my jesteśmy jednym z ich największych sojuszników w Unii Europejskiej. Ta współpraca daje nam bardzo dużo. Nie sądzę, żeby miało się to teraz zmienić.

Jaki będzie dla Europy rok 2021? COVID-19 dalej pozostanie tematem kształtującym nasze życie?


– Bez wątpienia sprawy związane z epidemią zdominują europejską politykę. Ale wierzę, że będzie to rok wychodzenia z trawiących nas obecnie kryzysów. Eksperci twierdzą, że będzie to rok szczepionki. Wierzymy, że pozwoli ona nam na pokonanie wirusa. Bardzo bym chciał, żebyśmy już latem mówili o zagrożeniu wirusem w formie przeszłej. Niestety, wyjście z kryzysu gospodarczego będzie trwać dłużej. Na szczęście nasza gospodarka jest w dobrej kondycji. Mamy szansę stać się liderem odbudowy i wzrostu. A to pozwala nam patrzeć w przyszłość z wielką nadzieją.


Dziękuję za rozmowę. 

RS

NaszDziennik.pl