Podczas operacji „Zumbach”, umożliwiającej szybszy wyjazd kierowcom uwięzionym w korkach w Wielkiej Brytanii, dowodził Pan żołnierzami WOT i Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Jak przebiegała ta akcja?
– W Wigilię otrzymaliśmy informację o przygotowaniach do wyjazdu. 12. Wielkopolska Brygada Obrony Terytorialnej utrzymuje w gotowości zespoły wymazowe i realizuje zadania związane ze zwalczaniem COVID-19 w bardzo intensywny sposób. Przystąpiliśmy do realizacji tych zadań i przekazaliśmy informację żołnierzom o stawiennictwie o godzinie 0.00 z 24 na 25 grudnia. Do Polski wróciliśmy 27 grudnia o godzinie 19.30.
Ilu polskich żołnierzy wzięło udział w tej operacji? Jaki sprzęt był potrzebny do przeprowadzenia akcji?
– W ekipie wojskowej było 30 osób. 20 to żołnierze WOT i 10 żołnierzy Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Zabraliśmy ze sobą środki ochrony osobistej, płyn do dezynfekcji, racje żywnościowe i wodę. Dodatkowo testy wymazowe, płytkowe w celu testowania kierowców.
Z relacji kierowców, którzy utknęli na granicy Wielkiej Brytanii z Francją, wynikało, że na miejscu panował chaos. Czy Pan również odniósł takie wrażenie?
– Brytyjczycy nie posiadają takiej jednostki jak centrum zarządzania kryzysowego. Tym wyłącznie zajmowała się policja, wojsko i służby sanitarne. Przyjechaliśmy w dzień Bożego Narodzenia, promy odchodziły sporadycznie. Tunel pod kanałem La Manche też był zamknięty. Nie było widać pośpiechu u Brytyjczyków, ale jednocześnie chcieli ten ruch udrożnić.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

