Rok 2020 upłynął pod znakiem kryzysu epidemicznego i gospodarczego. Jaki może być 2021 rok dla nas, Polaków?
– Wydaje się, że nad polityką, nad sprawami społecznymi nadal będzie się unosiła się kwestia pandemii. To, że 2020 rok minął, nie oznacza zakończenia tego niebezpiecznego zjawiska. Stąd myślę, że COVID-19 będzie nadal zjawiskiem, które będzie miało swoje odniesienia gospodarcze, społeczne, także rodzinne, ponadto będzie wpływać na kwestie dotyczące naszej kondycji fizycznej. Ponieważ zjawisko to wiąże się również z ograniczeniem – chociażby aktywności nie tylko ludzi młodych, ale ludzi w różnym wieku, to musi mieć i ma swoje bezpośrednie przełożenie na kondycję psychiczną. Wydaje się też, że w dużym stopniu wpływ na sprawy polityczne czy na ocenę – często subiektywną – rządu będzie miała realizacja programu szczepień ochronnych. I od tego procesu pewnej skuteczności realizacji programu szczepień, co już na wstępie budzi wiele kontrowersji, będzie bardzo wiele zależało. Nie chodzi tu o to, czy po przeprowadzeniu serii szczepień sytuacja się zmieni, ale mam na myśli przekaz dotyczący zasadności tych szczepień.
Co konkretnie ma Pan na myśli?
–Najwyższy czas, aby rząd i odpowiedzialne instytucje w Polsce od początku roku skonstruowały jasny przekaz, który będzie zrozumiały dla wszystkich Polaków, a jednocześnie szanujący różne odczucia ludzkie. Jest bowiem wiele osób, które mają, co zresztą zrozumiałe, różnego rodzaju wątpliwości. Stąd, w mojej ocenie, należałoby odejść od propagandowej, chwilami wręcz prymitywnej kampanii informującej, że zaszczepienie się jest wyrazem postawy patriotycznej, a ci, którzy mają wątpliwości, prezentują odmienne postawy. Taki przekaz z pewnością będzie miał bezpośredni wpływ na oceny sytuacji politycznej w kraju. Trzeba powiedzieć, że dotychczas ten przekaz nie był dobry. Potrzeba też merytorycznej, ale zrozumiałej dla przeciętnego obywatela debaty, dyskusji, bo jeśli tego zabraknie, to nastroje społeczne będą, oględnie mówiąc, nie najlepsze i to będzie miało bezpośredni wpływ na ocenę przede wszystkim rządu, a także w mniejszym stopniu, ale jednak też na ocenę Zjednoczonej Prawicy. Według mnie w wyniku tego bardzo uproszczonego przekazu znaczna część społeczeństwa ma złudną nadzieję, że szczepionka wszystko rozwiąże, że po szczepieniach sytuacja będzie unormowana, że wrócimy do tzw. normalności. Tymczasem bardzo prawdopodobne jest, że tak się nie stanie, że z pandemią koronawirusa będziemy musieli się zmagać – zresztą nie tylko w Polsce, ale także w całej Europie i świecie – także w tym roku, a kto wie, czy nie dłużej. Tym bardziej taki rzetelny, realistyczny, a nie propagandowy przekaz pokazujący, co nas czeka, powinien płynąć ze strony rządu do Polaków.
Wspomniał Pan o braku dialogu ze społeczeństwem. Dlaczego jest to tak istotne?
– Polacy powinni wiedzieć, jakie działania ma zamiar podjąć rząd, także jeśli chodzi o restrykcje, które w niektórych przypadkach były zupełnie niezrozumiałe, a podejmowane działania dość chaotyczne. I to jest sprawa fundamentalna.
Wydawałoby się, że 2021 rok będzie nudny, bo wybory za nami, tymczasem niekoniecznie tak musi być?
– To tylko pozory, bo wszystko wskazuje na to, że bardzo ważne, oprócz kwestii zdrowotnych, będą sprawy gospodarcze. Mam na myśli wpływ pandemii na kwestie gospodarcze, w szczególności zaś na kondycję polskich przedsiębiorców. Oczywiście są różne wskaźniki – różnie też interpretowane przez ekonomistów. Na przykład mówi się, że Polska – w porównaniu z innymi krajami – przechodzi ten pandemiczny kryzys dość łagodnie i że wyjdziemy z tego w miarę suchą stopą. Owszem, wskaźniki ekonomiczne, jak chociażby dotyczące inflacji, są bardzo ważne, ale niezwykle istotne są kwestie dotyczące przedsiębiorców – szczególnie dotyczy to takich branż jak hotelarstwo, gastronomia czy turystyka, która – w znacznej części – pozostaje w polskich rękach. I ten polski biznes, te branże są narażone na różne problemy. Zobaczymy, jak się te sprawy ułożą. Od realnych, konkretnych działań rządu, od tzw. tarcz antykryzysowych i wsparcia finansowego dla tych właśnie branż, będzie bardzo wiele zależało. I to też będzie miało wpływ na ocenę polityczną działań rządu.
Polska nie jest samotną wyspą, funkcjonujemy w przestrzeni geopolitycznej. Jaka wizja roztacza się przed nami na 2021 rok – zwłaszcza że zmieniają się władze naszego największego sojusznika – w Stanach Zjednoczonych?
– W relacjach ze Stanami Zjednoczonymi po 20 stycznia, czyli po zaprzysiężeniu nowego prezydenta Joe Bidena, nie wydaje się, żeby nastąpiły jakieś istotne zmiany. Nie sądzę, żeby nowa administracja Białego Domu dokonywała jakichś przetasowań, jeśli chodzi, dajmy na to, o projekt Trójmorza. Oczywiście każde wybory w Stanach Zjednoczonych i zmiana rządów, tak jak w tym wypadku, kiedy władzę od Republikanów przejmuje kandydat Demokratów, mają swoje znaczenie, ale nie sądzę, żeby miało to jakiekolwiek znaczenie w relacjach polsko-amerykańskich. Owszem, może to mieć znaczenie dla sytuacji wewnętrznej w Stanach Zjednoczonych, ale to już jest odrębne zagadnienie.
Jak mogą wyglądać nasze relacje, żeby nie powiedzieć – zmagania z Unią Europejską? Komisja Europejska i komisarz Věra Jourová raczej nie odpuszczą Polsce i Węgrom…
– Są trzy obszary, w których możemy się spodziewać nękania. Pierwszy to znana już kwestia tzw. praworządności i ten temat, jak się wydaje, będzie przez Komisję Europejską nadal podnoszony. Jak wiemy, rządy Polski i Węgier zamierzają wystąpić do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o ocenę zasadności i legalności unijnego rozporządzenia z grudnia 2020 roku ustalającego system warunkowości w celu ochrony budżetu Unii Europejskiej. Oczywiście nie wiadomo, kiedy taka decyzja zostanie przez Trybunał wydana, niemniej jednak należy się spodziewać, że sprawa praworządności w mniejszym lub większym wymiarze restrykcyjnym będzie cały czas powracała. Tak zwana zasada praworządności ma tak szeroki, ogólny wymiar odnoszący się do wielu kwestii, że właściwie wszystko może być poddane krytyce. Na przykład sprawa bieżąca, a więc suwerenny wybór przez polski parlament Rzecznika Praw Obywatelskich, który może się okazać niezgodny z oczekiwaniami ideologicznymi Unii Europejskiej. Stałym punktem krytyki na pewno będzie też reforma wymiaru sprawiedliwości, sądownictwa. Jak wiemy, w resorcie sprawiedliwości jest jeszcze cały pakiet dalszych reform doprecyzowujących pewne zmiany. Pojawia się też pytanie – istotne dla funkcjonowania koalicji – czy ten pakiet opracowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości, a więc de facto przez Solidarną Polskę, zostanie przyjęty przez całą Zjednoczoną Prawicę i czy później będzie realizowany przez rząd. I od odpowiedzi na to pytanie będzie zależało dalsze funkcjonowanie Zjednoczonej Prawicy.
Możemy się zatem spodziewać, że te reformy sądownictwa będą krytykowane przez Brukselę?
– Oczywiście. Jak wiemy, Komisja Europejska już oskarża Polskę o naruszenie unijnego prawa – chodzi o kompetencje przynależne Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego w kwestiach dotyczących sędziów, np. uchylania immunitetu sędziowskiego. Ta kwestia będzie się z całą pewnością pojawiała, choć jest oczywiste, że nie jest to kompetencja Komisji Europejskiej, ale sprawy prowadzenia, funkcjonowania, kompetencje Izby Dyscyplinarnej to są sprawy podlegające ustaleniom rządowym i nic organom zewnętrznym do tego. Należy zatem oczekiwać, że Komisja Europejska, jak to ma w zwyczaju – skieruje skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w tej sprawie i ta kwestia cały czas będzie się pojawiała. Przypomnę, że Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu zobowiązał wiosną ubiegłego roku Polskę do zawieszenia przepisów dotyczących właściwości Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, więc tu również można się spodziewać decyzji, która będzie naruszała kompetencje polskiego rządu.
Jakie są kolejne obszary, w których możemy się spodziewać nacisków ze strony organów zewnętrznych?
– Takim obszarem jest ochrona środowiska, gdzie Komisja Europejska podnosiła i sądzę, że będzie nadal podnosić, rzekomy brak ze strony Polski odpowiednich rozwiązań, które miałyby chronić naturalne środowisko, w szczególności siedliska ptaków, ochronę lasów itd. Przypomnę, że tego typu zarzuty pojawiały się już przy okazji wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej i, jak sądzę, temat ten będzie kontynuowany – także poprzez stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Kolejną jest kwestia wprowadzania neutralności klimatycznej, czyli wdrażania postanowień szczytu klimatycznego w Paryżu (COP21) z grudnia 2015 roku, gdzie określono ogólnoświatowy plan działania, który ma nas uchronić przed groźbą daleko posuniętej zmiany klimatu dzięki ograniczeniu globalnego ocieplenia. Myślę, że na razie będzie to forma nacisków na poszczególne rządy, aby te zalecenia zrealizować. I to są kwestie, które moim zdaniem będą obecne i mogą być formą nacisku na Polskę w tym roku i kolejnych latach.
Pozostaje jeszcze sprawa polityki wschodniej. Jak mogą wyglądać nasze relacje z Rosją, które nie są najlepsze? Pytam o to w kontekście realizacji projektu Nord Stream 2. Niemcy z Rosją zmierzają do finału tej inwestycji, a Polska stawała okoniem wobec tego projektu, czy teraz, za rządów Bidena, nie będziemy osamotnieni i czy możemy zbierać żniwo naszego protestu?
– W zakresie działań na rzecz bezpieczeństwa energetycznego nie tylko Polski, ale w ogóle Europy Środkowej i krajów bałtyckich, ale także bezpieczeństwa państw całej Unii Europejskiej, byliśmy w swoich działaniach i jesteśmy raczej osamotnieni. Projekt Nord Stream 2 – jego dokończenie jest już w zasadzie przesądzone i chyba nie ma złudzeń, że finał tej inwestycji rosyjsko-niemieckiej jest na finiszu. Joe Biden właściwie nie różnił się w swoich krytycznych wypowiedziach od Donalda Trumpa, ale, jak wspomniałem, sprawa jest już przesądzona, więc aktywność nowej administracji amerykańskiej wobec realizacji tego projektu, i to na jego ostatniej prostej – jeśli w ogóle będzie – to symboliczna. Myślę zatem, że kwestia dokończenia tego projektu przez stronę rosyjsko-niemiecką, Gazprom, ale także korporacje innych krajów, np. francuskie, które w tym biorą udział, spowoduje, że znów pojawi się cień na relacjach polsko-rosyjskich. Tak czy inaczej uważam, że niezależnie od polityki rosyjskiej tam, gdzie to możliwe, powinniśmy zapoczątkować, wypracować i utrzymywać relacje z Rosją przynajmniej na poziomie gospodarczym, także w dziedzinie kultury. Czy tak się stanie, trudno powiedzieć, osobiście uważam, że póki co wiele w tym zakresie się nie zmieni.

