logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Od emocji w polityce nie uciekniemy

Poniedziałek, 4 stycznia 2021 (21:44)

Aktualizacja: Poniedziałek, 4 stycznia 2021 (21:44)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak może wyglądać nowy rok w polskiej polityce?

– Wiele wskazuje na to, że może to być bardzo ciekawy rok. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że 2020 rok był ciekawy, inny pod każdym względem, co mieliśmy okazję odczuć zarówno zdrowotnie, ekonomicznie, jak i kulturowo. Tak naprawdę był to czas, kiedy pojawił się bardzo groźny, niewidzialny, dotąd nieznany wróg, który postawił nas na baczność i de facto zatrzymał nasze życie, wywracając je do góry nogami. To, co do niedawna wydawało się pewne, stabilne, okazało się mizerne i kruche. Rzeczywistość nas przerosła, pokazując, że świat może wyglądać zupełnie inaczej i różnić się od naszych wyobrażeń, grzebiąc czy niwecząc wszelkie nasze plany. Nowy 2021 rok to przede wszystkim odrabianie lekcji i wyciąganie poważnych wniosków z tego, co spotkało nas w 2020 roku.

Jaka nauka na przyszłość płynie z tej covidowej lekcji?  

– Przede wszystkim wart podkreślenia jest wątek zdrowotny. Nie ma co ukrywać, że wciąż nie znamy dokładnych konsekwencji zakażenia koronawirusem w odniesieniu do osób, które przeszły zakażenie – ozdrowieńców. Jak wiemy, COVID-19 zostawia swój ślad w organizmie i pytanie: czy, jak trwały i jak bardzo dotkliwy może się okazać w przyszłości dla naszego zdrowia? Jest to też pytanie, czy nie trzeba będzie zmienić systemu leczenia i rehabilitacji pacjentów pocovidowych. Wydaje się, że trzeba będzie też wziąć pod uwagę, że obok tradycyjnych chorób i wyzwań, jakie stoją przed medycyną, takich jak choroby nowotworowe, choroby układu krążenia, dochodzi kolejna grupa pacjentów pocovidowych. To jest – jak się wydaje – wyzwanie, niewiadoma i pytanie, na które dzisiaj nikt nie jest w stanie rzetelnie odpowiedzieć. Obok względów stricte medycznych konieczne jest wyciągnięcie także wniosków organizacyjnych. Potrzebna jest bardzo szybka odpowiedź, czy obecny system ochrony zdrowia zdał egzamin wobec nowej sytuacji i ewentualnie co należałoby zmienić, poprawić, na nowo zdefiniować. Miniony rok był też pierwszym w historii, w którym doświadczyliśmy porad lekarskich przez telefon. Lekarze nie widzieli swoich pacjentów i w dużej mierze ich rola ograniczała się do wypisywania recept. Jeśli chcemy mieć zdrowe społeczeństwo, to trzeba będzie to przeanalizować i zmienić, bo dzisiaj nie tylko COVID-19 doskwiera Polakom.

Koronawirus dał się we znaki również gospodarce, co odczuli przedsiębiorcy.         

– Dokładnie, dlatego potrzebna będzie rzetelna analiza strat, których liczenie trwa, i prawdziwe wyniki poznamy w najbliższych tygodniach. Myślę, że statystyki pokażą, ile miejsc pracy zostało utraconych, ile branż na długo straciło swoją płynność, czy nawet zniknęło z rynku. Ogniwa połączone – takie jak branża turystyczna, hotelarska, gastronomia czy branże transportowa, eventowa, nie wspominając innych – dotkliwie odczuły kolejne lockdowny. Dlatego należy szybko zdiagnozować stan i wspierać te branże, aby nie doszło do całkowitej ich zapaści. Chodzi też o miejsca pracy, o tych ludzi, którzy stracili swój chleb. Przechodząc ulicami coraz częściej widzimy puste witryny sklepów czy restauracji i kartki z napisem: „lokal do wynajęcia”.  To są rzeczy, które przypominają nam raczej smutne lata i pytanie, jak długi czas musi upłynąć, żebyśmy się odbudowali. Moim zdaniem może to trwać dłużej i być bardziej bolesne, niż się wydaje.

Jaki wpływ na polską gospodarkę może mieć sytuacja na świecie?

– Nie jesteśmy samotną wyspą, a światowa gospodarka to system naczyń połączonych – produkujemy, ale też musimy owoce produkcji sprzedawać, eksportować, mamy też import. I te zależności powodują, że w niektórych branżach łańcuchy dostaw się załamały i firmy kooperujące straciły zaufanie, co też oznacza straty. Zatem gospodarka, rynek pracy to jest coś, co bardzo poważnie musimy wziąć pod uwagę, prognozując działania na najbliższy czas.

Gospodarka to istotne ogniwo rozwoju każdego państwa. A co z edukacją, która w okresie pandemii przybrała dotychczas niespotykane formy, a także z pracą urzędów, które w wielu przypadkach również działają w formie zdalnej?  

– Edukacja, a więc dzieci, młodzież i nauczyciele – wszyscy przeszli prawdziwy chrzest bojowy pod nazwą „zdalna nauka”. Przy czym warto przeanalizować, ilu w tej sytuacji mieliśmy zdalnych wagarowiczów. Co by nie powiedzieć, poziom nauczania ucierpiał, a jednocześnie poziom wymagań poszedł w dół. To wszystko sprawia, że na dłuższą metę taki stan jest nie do utrzymania, dlatego konieczne są wnioski i racjonalne decyzje. Zdalna praca urzędów i instytucji to osobny rozdział covidowej rzeczywistości. Wiele z nich zamknęło się zupełnie przed petentami i pozostaje tylko skrzynka – pozostawianie podań przed drzwiami i korespondencja. Osobną kwestią jest też zdalna praca z domu, co w wielu przypadkach jest trudne, nie mówiąc już o tym, że efektywność też pozostawia tu wiele do życzenia. I to są fakty. Mamy pewne doświadczenia, z których należy wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Jak Pana zdaniem pandemia wpłynęła na relacje międzyludzkie w rodzinach, ale także szerzej – jak dzisiaj wyglądają więzi społeczne?

– Rzeczywistość jest brutalna i tam, gdzie więzi rodzinne były luźniejsze, pandemia jeszcze bardziej pogorszyła ten stan. Zatem kryzys w rodzinach, które miały problemy – zwłaszcza w związkach nieformalnych – tylko się pogłębił, natomiast rodziny silniejsze wyszły z tej próby jeszcze bardziej wzmocnione. Bilans w tym obszarze jest też do określenia. Pandemia uzmysłowiła nam również, że jesteśmy istotami społecznymi i samotność, odosobnienie potrafi być dotkliwe, żeby nie powiedzieć – zabójcze. Psychiatrzy, psychologowie podkreślają, że rośnie liczba osób nerwowo chorych – nawet wśród dzieci, które wymagają leczenia, a wzrost zażywania leków uspokajających jest sygnałem, że w sferze emocjonalnej, społecznej COVID-19 dokonał dużego spustoszenia i konsekwencje, choć innej natury, są nie mniejsze niż w gospodarce. Dlatego koniecznie musimy wyciągnąć wnioski, nadrobić zaległości, ratować, co jest do uratowania, a w wymiarze medycznym leczyć pozostałości covida.

W tym roku nie ma żadnych wyborów, czy zatem możemy się spodziewać zmniejszenia napięcia politycznego, a może wprost przeciwnie?

– Polityka to taki obszar, gdzie napięcie musi być, bo to oznaczałoby lenistwo partii, a dziennikarze nie mieliby o czym pisać. Dlatego od emocji w polityce nie uciekniemy. Emocje są jednym z elementów życia i czy nam się to podoba, czy nie one były, są i będą z nami. Życie polityczne w Polsce nie znosi pustki, próżni, a sytuacja na scenie politycznej będzie zależała od tego, jak będziemy wychodzić z pandemii, czy faktycznie wiosną uda się wyhamować wzrost zakażeń i ofiar śmiertelnych COVID-19 oraz zamknąć ten rozdział w skali, jaką przeżywaliśmy w 2020 roku, czy może czekają nas kolejne niespodzianki zdrowotne, jak chociażby pojawienie się nowych mutacji koronawirusa. Azja jest dzisiaj tym miejscem, gdzie pojawiają się stany wyjątkowe, ograniczenia w przemieszczaniu się i jest pytanie, co dalej. Czas, w jakim żyjemy, jest zatem bardzo dynamiczny, niepewny i dzisiaj to nie żołnierze czy armie decydują o naszej przyszłości, a choroby i wirusy. Przypadek COVID-19 pokazał, że musimy mieć świadomość, iż są znacznie gorsze nieszczęścia niż klasyczna wojna.    

Patrząc na sondaże, mimo pandemii COVID-19 i związanego z tym kryzysu Zjednoczona Prawica nie straciła, co więcej – po chwilowych wahaniach zaczyna zyskiwać. Tymczasem opozycja stoi w miejscu. Dlaczego opozycja w dość ograniczonym stopniu budzi zaufanie społeczne?

– Notowania strony rządowej się wzmocniły, a momentami idą nawet do góry. Jest to pewna prawidłowość, że w czasach niepewnych wybieramy zawsze to, co jest sprawdzone, pewne. Poza tym jest zasada, że nie zmienia się koni w trakcie jazdy. Mamy poważną sytuację na świecie – tak do tego należy podchodzić – mamy poważny globalny kryzys i w tym momencie byłoby nieodpowiedzialne dokonywanie gwałtownych zmian na polskiej scenie politycznej. Natomiast opozycja się nie odnajduje, bo nie potrafi pokazać mądrości, nie potrafi być konstruktywna w podejściu do bardzo istotnych problemów wywołanych przez pandemię. Opozycja powinna do kryzysu podejść zdroworozsądkowo i w myśl zasady: wszystkie ręce na pokład, współpracować z rządem, bo na obecnym etapie konieczne jest współdziałanie w interesie państwa. Wspólnym wrogiem jest dzisiaj COVID-19 i gdyby taką postawę przyjęła opozycja, pokazując, że potrafi być ponad tym i współdziałać dla dobra Polski i Polaków, to wiele zyskałaby. Tyle że opozycja nie potrafi wyjść z butów totalności, coraz bardziej grzęznąc.

Rozpoczyna się akcja szczepień, która również jest krytykowana przez opozycję.  

– W porównaniu z innymi państwami akcja przygotowawcza na polskim gruncie wcale nie wygląda źle. Tymczasem opozycja nawet ten element próbuje wykorzystać do walki o władzę, wyznając zasadę: im gorzej, tym lepiej. Dlatego słyszymy o zmarnowanych szczepionkach, podczas gdy tak naprawdę masowe szczepienia w Polsce jeszcze się nie rozpoczęły i jesteśmy w punkcie zero, na etapie szczepień osób z pierwszej linii medyków itd. I jeżeli ktoś już dzisiaj ocenia, że szczepienia poniosły porażkę w Polsce, to działa w sposób nieodpowiedzialny, bo jak można nazywać porażką coś, co jeszcze nawet nie ruszyło na szerszą skalę. Taka postawa opozycji pokazuje totalny brak odpowiedzialności, co w efekcie przekłada się na spadek sondażowy ugrupowań opozycyjnych. Dzisiaj ludzie nie oczekują tylko krzyków, że jest źle, a odpowiedzialny polityk rozpoczyna działania od szukania odpowiedzi na realne problemy, rozwiązania tych problemów, a nie ich generowania. COVID-19 nauczył nas nieprzewidywalności i statystyki. Oceny ekspertów bardzo często rozmijały się z rzeczywistością, co nie wynika z tego, że ci ludzie byli czy są nieprzygotowani, tylko z faktu, że mierzymy się z czymś nowym, co nas przerosło. I teraz jeśli klasa polityczna – rządowa i opozycyjna – nie uzna tego za fakt, to trudno nam będzie patrzeć w przyszłość. COVID-19 to nie jakiś zwykły katar. Tymczasem politycy często się zachowują tak, jakby tego nie rozumieli. Cały świat się uczy, cały świat próbuje wyciągać wnioski i my również musimy iść tą drogą.

Jak przyjmuje Pan stwierdzenia polityków opozycji, że Wielka Brytania jest już w dużej mierze zaszczepiona, podobnie Izrael, a Polska jeszcze nie?  

– Politycy opozycji, którzy czują się na wskroś Europejczykami, którzy Unię Europejską uważają za alfę i omegę, zapominają, że jesteśmy członkiem Wspólnoty i że szczepienia są uzależnione od centralnego systemu zakupu szczepionek, dystrybucji. Zatem jeśli mają jakieś pretensje, to do Brukseli, do Komisji Europejskiej, a nie do polskiego rządu. I to jest kolejny przykład totalnej głupoty, jeżeli politycy opozycji mówią takie rzeczy.

Jednocześnie ten przykład pokazuje, że Unia Europejska jest słaba wobec wyzwań i zarządzania w kryzysie?

– Dokładnie. I w tym świetle polska opozycja totalna staje się najbardziej antyunijna. Jeżeli w Europie umówiliśmy się, że robimy centralne zakupy i cały ten harmonogram został zatwierdzony przez szefów państw członkowskich, a jednocześnie zapomina się o tym, że Wielka Brytania nie jest już członkiem Unii Europejskiej i nie musi respektować ustaleń wewnątrzunijnych o dopuszczeniu takiej czy innej szczepionki, tylko kieruje się własnymi prawami, podobnie jak Izrael, to w tym momencie dyskusje, jakie prowadzi opozycja, tracą jakikolwiek sens, bo nie mają nic wspólnego z racjonalnością. Chyba że bazuje się na niewiedzy Polaków i uważa, że kupią oni wszystko, co im się powie. Zatem proszę się nie dziwić, że totalna opozycja jest totalnie zagubiona. Podobnie rzecz się ma z „akcją” szczepień celebrytów na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Jeśli ktoś dzisiaj próbuje zrzucić winę na rząd, bo rzekomo nie wyjaśnił, kto ma być w jakiej kolejności szczepiony, to warto zadać pytanie, co jeszcze trzeba zdefiniować, żeby uniknąć kombinatorstwa i kolesiostwa. Czy trzeba dodatkowo definiować, kto jest lekarzem czy pielęgniarką, czy to nie jest jasne? No chyba że się przyjmie, że za ludzi z tej grupy można uznać aktorów, którzy grali lekarzy czy pielęgniarki, i to uznać za zasadę i pewien przywilej uprawniający do szczepienia poza kolejnością. To pokazuje absurd całej sytuacji i w tym momencie wszelkie dyskusje i próby tłumaczenia, z jakimi mamy do czynienia, są po prostu żenujące.

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl