Czym jest wolność słowa, wolność wypowiedzi? Pytam o to w kontekście zablokowania kont na portalach społecznościowych prezydentowi Donaldowi Trumpowi.
Z całą pewnością mamy do czynienia z kroczącym marksizmem, możemy tu bowiem zauważyć dialektykę marksistowską. To znaczy prawda, która jest niewygodna, a w szczególności wolność słowa polegająca na tym, że obywatelowi wolno mówić wszystko, co nie jest naruszeniem prawa, a wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa w mediach społecznościowych nie godziły w żaden sposób w porządek prawny Stanów Zjednoczonych, a co najwyżej w interesy polityczne pewnych grup, i można powiedzieć, że te wielkie korporacje, typu Facebook, Twitter, Google, Apple, próbują w tej chwili narzucić własną agendę ideologiczną, cenzurując internet. Nie jest to jednak wydarzenie nowe, bo takie próby ingerencji miały już miejsce wielokrotnie chociażby w Polsce, gdzie obserwowaliśmy, jak znikały profile czołowych polskich polityków – oczywiście tylko z prawej strony sceny politycznej, i wówczas temat ten wracał na agendę niezależnych mediów, które o tym mówiły, natomiast żadnych regulacji w tej sprawie ani na poziomie międzynarodowym, ani na poziomie krajowym niestety nie uczyniliśmy. W mojej ocenie jest to zagrożenie, które było już od lat podnoszone przez polityków, ekspertów od spraw mediów, że tego typu dyktat w przypadku zmonopolizowania pewnych gałęzi przepływu informacji nastąpi, że monopoliści w pewnym momencie zaczną lustrować to, co może się w tych mediach znajdować, a czego sobie pewne ośrodki nie życzą. Jednak bez precedensu jest zawieszenie funkcjonowania mediów społecznościowych prezydenta Donalda Trumpa. Jeden z najpotężniejszych ludzi świata jest blokowany przez bandę zideologizowanych informatyków, którzy pokazują, kto tak naprawdę rządzi dzisiaj światem.
Trudno to zrozumieć, zwłaszcza że powstanie mediów społecznościowych było podyktowane zamiarem umożliwienia każdemu swobody wypowiedzi…?
Dokładnie tak. I to jest dialektyka marksistowska, gdzie z jednej strony mówi się o wolności bez ograniczeń, a z drugiej strony robi się zupełnie coś innego. Przypomnę tylko, że Józef Stalin – człowiek, który odpowiadał za największe zbrodnie w dziejach ludzkości, który wywołał kilkanaście wojen, wymordował czy przesiedlił kilkanaście narodów – był „chorążym pokoju”. Dlatego to, co obserwujemy dzisiaj, jest typową metodą dla urzeczywistnienia myśli Marksa, jest to swoisty wirus marksizmu, który polega na tym, że co innego głosimy, a co innego robimy, stosując przy tym podwójne standardy. Jednym wolno wtłaczać propagandę, a jeśli ktoś śmie mieć inne zdanie, czy wręcz wytykać błędy logiki marksistowskiej, to nie ma prawa mieć głosu. Tym gorzej dla prawdy, która w takich sytuacjach nie może się pojawić. I jeśli w tym momencie społeczność międzynarodowa nie zareaguje, to będziemy mieli do czynienia z coraz większym dyktatem istotnej części internetu – dotyczy to zwłaszcza tych, którzy używają internetu, korzystając wyłącznie mediów społecznościowych, i ten kanał przepływu informacji zostanie absolutnie zmonopolizowany.
A jeszcze do niedawna wydawało się, że internet jest płaszczyzną wymiany poglądów, myśli, pozyskania wiedzy, wielostronnego spojrzenia na różne zagadnienia, a nawet zobiektywizowania informacji…
Niestety, to w dużej mierze przeszłość, bo w tej chwili obserwujemy zamach na informacje, i to w dość oryginalnej formie, gdzie blokowane są usta jednego z najpotężniejszych ludzi świata.
Dlaczego te ośrodki medialne obawiają się Trumpa?
To jest zemsta na Donaldzie Trumpie, który – jak pamiętamy – zapowiadał, że podczas swojej drugiej kadencji prezydenckiej podejmie działania legislacyjne mające na celu zapewnienie wolności słowa w mediach społecznościowych. Warto tu przypomnieć, że siedzibą spółek, którym podlegają media społecznościowe, jak wspomniane już wcześniej Facebook, Twitter czy portale społecznościowe, prowadzone przez wielkie koncerny, jak Google, Apple czy Microsoft, są Stany Zjednoczone. Ośrodki te bardzo skrupulatnie bronią swoich danych i dostępu do nich. Dochodzi nawet do sytuacji, że te podmioty często nie realizują nawet prawa amerykańskiego, gromadzą dane swoich klientów, użytkowników, dane, które następnie sprzedają w celach marketingowych, czy wręcz inwigilują, obserwują te osoby. Mechanizmy zawarte w tych mediach społecznościowych dokonują swoistej analizy każdego z użytkowników pod kątem np. konsumpcyjnym pod konkretne branże, czy też dla celów wywiadowczych. Chodzi o to, żeby sprofilować, czym dana osoba się zajmuje, jakich ma znajomych, w jakich miejscach się pojawia. Mechanizmy te ponadto analizują zdjęcia i materiały video udostępniane przez nieświadomych sytuacji użytkowników.
Jak widać, w tych działaniach nie pominięto także wydawałoby się najpotężniejszego człowieka świata – prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dlaczego demokraci bardzo mocno zabiegają o zniszczenie autorytetu i pamięci Trumpa, który dużo dobrego zrobił dla Ameryki i nie tylko?
To jest przekleństwo i błogosławieństwo Donalda Trumpa – tak bym to określił. Mianowicie jeśli demokraci będą konsekwentni, nie puszczą wodzy fantazji i będą w stanie zachować pewnego rodzaju dyscyplinę w niszczeniu Trumpa, to osiągną swój cel – to znaczy doprowadzą do sytuacji, kiedy Trump nie uzyska nominacji Partii Republikańskiej i nie wystartuje w wyborach prezydenckich za cztery lata, a co za tym idzie – nie będzie mógł niejako w dogrywce pokonać Joe Bidena – zakładając, że ten w wieku 82 lat będzie chciał być dalej prezydentem Stanów Zjednoczonych i skorzystać z możliwości ubiegania się o reelekcję. Natomiast wydarzenia z 6 stycznia, które miały miejsce w Waszyngtonie na Kapitolu, gdzie swą siedzibę mają Izba Reprezentantów i Senat Stanów Zjednoczonych, na pewno rzutują na wizerunek Donalda Trumpa. Natomiast w sytuacji, kiedy demokraci będą chcieli Trumpa upokorzyć i przesadzą w tym, to wzbudzą sympatię narodu amerykańskiego do osoby Trumpa i w ten sposób mogą stworzyć mit człowieka zaszczutego, zniszczonego, człowieka prześladowanego przez – jak to mówią Amerykanie – państwo wewnętrzne, państwo ukryte, przez elity biznesowo-polityczne, które od dziesięcioleci rządzą Stanami Zjednoczonymi. I to paradoksalnie może Trumpowi bardzo pomóc.
To będzie uzależnione od tego, jak demokraci i elity amerykańskie – partyjne i biznesowe, które obawiały się Trumpa, zareagują…
Tak jak wspomniałem, jeśli w tej chwili będą próbowały Donalda Trumpa usunąć, stosując 25 poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, czyli stwierdzić, że prezydent postradał zmysły i jest niezdolny do sprawowania urzędu, to zrobią z niego męczennika i mogą mu pomóc w kontynuacji kariery politycznej. Zatem pytanie, jak zachowają się elity Partii Demokratycznej czy w ogóle elity amerykańskie w stosunku do Donalda Trumpa, jest otwarte. Nie ulega wątpliwości, że Trump jest w tym momencie w bardzo trudnej sytuacji, jest – można powiedzieć – osamotniony, zdradzony – również przez swoich najbliższych współpracowników, ale przede wszystkim przez Partię Republikańską.
Warto może wspomnieć, że na 3,5 tysiąca jednostek administracyjnych, w których odbywały się wybory, Donald Trump wygrał w 2,5 tysiąca z nich. Jeśli popatrzymy na mapę Stanów Zjednoczonych, to ona jest czerwona – republikańska, protrumpowska, i tylko niewielkie są archipelagi na Wschodnim i Zachodnim Wybrzeżu, które głosowały na Joe Bidena, a mimo to kandydat demokratów wygrał wybory prezydenckie. Tak czy inaczej Trump zgromadził potężny kapitał polityczny i te wydarzenia, których jesteśmy obecnie świadkami, mają na celu zdyskontowanie, osłabienie tego kapitału, który zagraża zarówno Partii Republikańskiej, a także zagraża Demokratom i przyszłości tego obozu politycznego, który dzisiaj ma właściwie wszystko – prezydenta, większość w Izbie Reprezentantów i ma większość w Senacie Stanów Zjednoczonych.
Są tacy, którzy chcieliby wobec Trumpa zastosować procedurę impeachmentu…
Na procedurę impeachmentu nie ma już czasu, natomiast jest wspomniana przeze mnie 25 poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, wprowadzona w latach 60. na wypadek utraty zmysłów przez głowę państwa. Wprowadzono ten zapis, mając świadomość, że prezydent Stanów Zjednoczonych ma teczkę z kodami atomowymi i może tej broni w każdej chwili użyć. Jest to zatem mechanizm szybkiego reagowania, w odróżnieniu od procedury impeachmentu zawartej w Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Przypomnę, że ta procedura była dwukrotnie uruchomiona – raz skutecznie, kiedy prezydent Richard Nixon sam zrezygnował z pełnienia urzędu, natomiast drugi raz nie zakończyła się usunięciem z urzędu prezydenta Billa Clintona.
Tak czy inaczej sympatia sporej części Amerykanów jest po stronie Donalda Trumpa i nawet jeśli nie on będzie za cztery lata kandydował ponownie na najwyższy urząd w państwie, to „trumpizm” będzie znajdował naśladowców?
Społeczeństwo amerykańskie podczas listopadowych wyborów pokazało, że na tle tych zmian, które się dokonują w całym świecie Zachodu, jest jednak zdrowym społeczeństwem. Wyniki w poszczególnych stanach Ameryki pokazują, że zmiany dla obozu konserwatywnego – obozu republikańskiego, który jest dzisiaj konserwatywny – rokują pozytywnie na przyszłość. Rzecz, która według mnie została przemilczana w polskich mediach, to fakt, że czarnoskórzy w znaczącej części głosowali na Trumpa, już nie wspomnę o Latynosach, o tej grupie społecznej, która bardzo dynamicznie się rozwija w Stanach Zjednoczonych, a która w zdecydowanej większości też głosowała na Donalda Trumpa, a nie na Joe Bidena. Można powiedzieć, że te rosnące segmenty w amerykańskim społeczeństwie, które będą coraz liczniej reprezentowane, które będą odgrywały coraz większe znaczenie dla tego społeczeństwa, będą sympatyzowały raczej z obozem konserwatywnym aniżeli z obozem lewicowo-liberalnym. To właśnie rządy lewicowo-liberalne sprawiły, że ci ludzie uciekli ze swoich krajów, które były owładnięte czy to komunizmem, czy też inną utopią marksistowską. Mam na myśli na przykład Wenezuelę, Kubę czy Honduras, którego mieszkańcy przybyli do Stanów Zjednoczonych jako do kraju dobrobytu, kraju stabilnego pod względem bezpieczeństwa i wolnego rynku – kapitalizmu.

