logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Arch./ Inne

Porzucił polską politykę dla europejskiej

Wtorek, 19 stycznia 2021 (13:09)

Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odebrał Pan słowa Donalda Tuska, który przesyłając pozdrowienia uczestnikom zjazdu niemieckiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), dziękując Niemcom, mówi, że wasze rządy były błogosławieństwem dla Europy, także dla wschodnich sąsiadów Niemiec, dodając, że jako Polak wie, o czym mówi?

– Wydawało się, że Donald Tusk nie jest mnie w stanie już niczym zaskoczyć, okazuje się jednak, że byłem w błędzie. Muszę przyznać, że tego, co usłyszałem, nie spodziewałem się nawet po Tusku. Powiedzieć, że było to wystąpienie wiernopoddańcze, to tak jakby nic nie powiedzieć. Mamy czas bardzo trudny, czas pandemii, ale czas szczególny także jeśli chodzi o falę lewactwa zalewającą świat. Przeżywamy też czas kryzysu gospodarczego w Europie, świecie, a Niemcy i partia rządząca CDU – jej przywódcy mają za nic pojęcie solidaryzmu europejskiego, mają gdzieś zasady i wartości, które przyświecały ojcom założycielom Unii Europejskiej. Zasady, które mają na ustach, ale w żaden sposób ich nie realizują w praktyce.

Czymże jest bowiem budowa i realizacja projektów Nord Stream 1 i Nord Stream 2, i akrobatyka uprawiana przez Berlin, aby ten szkodliwy, antyeuropejski projekt dokończyć. Ten projekt, który jest na finiszu uzależni Europę nie tylko od Putina i Rosji, ale również od Niemców. Kiedy Niemcy wespół z Rosją tworzyli wspólne „projekty”, to zawsze kończyło się to tragicznie – i my, Polacy, możemy coś na ten temat powiedzieć. W tej sytuacji Donald Tusk – w języku niemieckim, na tle miasta Gdańska, co też jest wymowne, w sposób służalczy opowiada rzeczy niegodne Polaka, polityka – czym wystawia sobie sam jak najgorsze świadectwo, jak najgorszą opinię.

Obrońcy Tuska twierdzą, że jego wystąpienia nie należy łączyć z jego narodowością i krytykować go, bo mówił to jako szef Europejskiej Partii Ludowej?

– To, co mam powiedzieć jako polityk, słysząc taką wypowiedź, taki hołd składany Niemcom, co ma powiedzieć zwykły Polak – nie polityk… Wyłączyć myślenie i zaakceptować?! Polacy to naród myślący, mądry, i sami potrafią ocenić to, co usłyszeli i zobaczyli. Myślę, że nawet ci, którzy dotychczas mieli wątpliwości, teraz nabiorą pewności, co do tego, kim jest Donald Tusk. Wydźwięk, znaczenie wypowiedzianych przez niego słów było tak mocne, tak oczywiste, że jakiekolwiek próby tłumaczenia tej wypowiedzi przez politycznych kolegów Tuska się nie obronią. To, co zrobił Donald Tusk, było złe dla Polski, dla sprawy polskiej.

Zgodzi się Pan senator z tezą, że to, co powiedział Tusk, to dowód, potwierdzenie, że jego polityczna kariera w Unii Europejskiej to de facto dzieło Niemców i kanclerz Angeli Merkel?

– Jego wystąpienie to nic innego jak dowód, że zarówno jako premier Polski, a także jako szef Rady Europejskiej a teraz przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej realizował i realizuje nie polskie, ale niemieckie interesy. Zresztą udowadnia to nie pierwszy raz. Jestem zszokowany – mimo wszystko – tym, co zobaczyłem i usłyszałem. Nie wiem, z czego wynika ta jego antypolska postawa, że nawet nieproszony, nieprzymuszony – ciągle podkreśla swoją zależność, swoje zobowiązania wobec kanclerz Angeli Merkel i wobec Niemiec. Ktoś może powiedzieć, że Donald Tusk to polityk formatu europejskiego, bo jeśli był przewodniczącym Rady Europejskiej, jeśli piastował bardzo wysokie stanowisko, również jeśli teraz przewodniczy Europejskiej Partii Ludowej, to może się wydawać, że to polityk formatu europejskiego.

Tymczasem to jego uniżenie i ciągłe podkreślanie, co więcej udowadnianie wszem i wobec, że te stanowiska zawdzięcza przychylności kanclerz Angeli Merkel i Niemcom, jest żenujące. Można zadać pytanie: czy w ten sposób nie spłaca swojego długu wdzięczności? Ten uroczysty akt uległości wobec Niemiec wyglądał bardzo źle. Gdzie duma Polaka? Na próżno jej szukać w tym wypadku.

Tusk zaapelował też o odpowiedzialność we „wspólnej walce o wolnościową demokrację”. Czy nie jest to zachęta do ingerencji w polskie sprawy?

– Te zachęty ze strony Donalda Tuska – jeszcze w czasie, kiedy byłem posłem do Parlamentu Europejskiego – słyszałem w Brukseli czy Strasburgu wiele razy. Zadałbym tylko pytane: czy do końca rozumie to, co mówi? Podejrzewam, że teraz powiedział to, co od niego oczekiwano. W ten sposób niejako tłumaczy niecne zagrania rządu kanclerz Angeli Merkel wobec m.in. Polski, jeśli chodzi o projekt Nord Stream 2, a także wpisuje się w bezczelną rozgrywkę, jaka jest prowadzona, jeśli chodzi o gazociąg Opal, czyli de facto lądowe przedłużenie rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 1.

Przypomnę tylko, że większemu wykorzystywaniu tego gazociągu przez Rosję sprzeciwia się Polska. Sprawa obecnie toczy się przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, bo po wygraniu przez nasz kraj z Komisją Europejską przed Sądem Unii Europejskiej odnośnie decyzji dotyczącej umożliwienia Gazpromowi większego wykorzystania gazociągu Opal, od wyroku odwołały się Niemcy. W marcu br. Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu ma wydać werdykt w sprawie gazociągu Opal. I Donald Tusk – podobnie jak Niemcy – ma za nic unijną solidarność energetyczną.

Czy nie dziwi Pana, że słowa Donalda Tuska, wypowiedziane do uczestników zjazdu niemieckiej CDU, znajdują posłuch u części Polaków?

– W każdym społeczeństwie – również w Polsce jakiś procent ludzi ma poglądy lewicowe. Te osoby, które nie mogą wyjść z zachwytu po słowach Donalda Tuska, to właśnie ta grupa, grupa bardzo hałaśliwa, krzykliwa, która dysponuje odpowiednimi narzędziami – tubą, która ten głos wyostrza. Natomiast zdecydowana większość polskiego społeczeństwa jest absolutnie innego zdania. Być może te słowa Tuska obudzą milczącą, ale wciąż myślącą część społeczeństwa, która na co dzień nie interesuje się, nie śledzi na bieżąco polityki, ale z całą pewnością nie popiera, nie toleruje metod czy słów, które wybrzmiały z ust Donalda Tuska.

Świat skręca w lewo coraz bardziej, co widać chociażby po ostatnich wydarzeniach w Stanach Zjednoczonych…

– Owszem, ale to bardzo niepokojące zjawisko. W środę nastąpi zaprzysiężenie nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena, który zastąpi na tym stanowisku Donalda Trumpa, wobec którego – na finiszu próbuje się uruchomić procedurę impeachmentu i pozbawienia go stanowiska. Dlaczego, skąd ten frontalny atak? Bo kręgi lewackie, grupy interesu, które chcą przejąć władzę obawiają się Trumpa i choć nie uda się im pozbawić go prezydentury, to uruchomienie przeciw niemu procedur uniemożliwiłoby mu ponowne ubieganie się o najwyższy urząd w państwie za cztery lata. Stąd takie wręcz mściwe, zapalczywe działania i próba za wszelką cenę zrobienia z prezydenta Trumpa człowieka niezrównoważonego, upokorzenia go. To stara metoda używana przez politycznych wrogów. Przypomnijmy też, że Donald Trump był przeciwny niemiecko-rosyjskiemu projektowi Nord Stream, był za niezależnością energetyczną państw Europy Środkowej, przez co nie był lubiany przez Berlin, a także przez Brukselę.

Wracając do Tuska, czy po słowach wychwalających politykę Niemiec, Donald Tusk ma jeszcze szanse wrócić do polskiej polityki?

– Donald Tusk, rezygnując z zaszczytnej funkcji premiera Polski, de facto odszedł z polskiej polityki, porzucił polską politykę dla europejskiej, która jest przedłużeniem polityki niemieckiej.

Odpowiadając wprost na pytanie pana redaktora, uważam, że Donald Tusk swoimi działaniami już dawno przekreślił swoje szanse na powrót do polskiej polityki. Myślę, że jest tego świadomy, dlatego nie podjął wyzwania i nie ubiegał się o prezydenturę i woli występować w roli recenzenta czy krytyka polskiej władzy. Gdyby jednak zmienił zdanie i podjął decyzję o powrocie do polskiej polityki, to po tym, co zrobił, nie miałby nawet szansy, aby zostać burmistrzem. Oczywiście wydarzenia na scenie politycznej są dynamiczne, jedne wydarzenia wyprzedzają inne i bywa, że ludzie zapominają to, co było jeszcze niedawno. Ale tych słów i zachowań Donalda Tuska większość ludzi mu nie zapomni, ludzie nie zapomną też niedotrzymanych obietnic.  

              Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl