logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: A. GRYGIEL/ PAP/EPA

Niepokój uzasadniony

Czwartek, 21 stycznia 2021 (02:03)

Z dr. Zbigniewem Hałatem, epidemiologiem, byłym głównym inspektorem sanitarnym i wiceministrem zdrowia rozmawia Maciej Stanisławski.

Pojawienie się w tak krótkim czasie szczepionki dopuszczonej warunkowo do użycia wśród wielu osób budzi uzasadnione wątpliwości. Co więcej, w różnych krajach w odniesieniu do szczepionek tego samego producenta spotykamy się z różnymi rekomendacjami, np. jeśli chodzi o stosowanie ich u kobiet w ciąży.

– Jedyne i w dodatku krótkie badania wpływu szczepionki na przebieg ciąży prowadzone były na… ciężarnych samicach szczurów. Między innymi dlatego pojawiło się brytyjskie zalecenie, aby kobiet w ciąży nie szczepić – chyba że mamy do czynienia ze zwiększonym ryzykiem w związku z wykonywaną pracą. Należy to zatem rozumieć, że kobieta ma potencjalnie poświęcić swoje dziecko dla pracy. Co ciekawe, w USA takich zaleceń nie ma, a Wielka Brytania zaleca, żeby najnowszą szczepionką firmy AstraZeneca nie szczepić kobiet ciężarnych. A przecież kobiety stanowią większość personelu medycznego, który jako pierwszy poddawany jest szczepieniom.

Koronakryzys trwa już rok. Każdy dzień przynosi nowe fakty. Szczepionki cały czas są w fazie badań klinicznych. Z czym tak naprawdę mamy do czynienia?

– Powiedzmy szczerze, że jest to forma terapii genowej. Niepokój budzi fakt, że antygen będzie wytwarzany przez zmuszony do tego organizm, w związku z czym nie wiemy, jakie będą skutki ekspresji genów pobudzonych i powstrzymanych. Zajmowałem się tym przy okazji badań nad GMO. Już w 2000 roku Amerykańska Akademia Nauk pisała o tym, że spożyte rośliny genetycznie modyfikowane mogą wywołać niepożądaną ekspresję genów, ułatwić np. szerzenie się nowotworów złośliwych, wzmocnić procesy onkologiczne. Nie jest to zabawa, bo do końca nie wiemy, jakie będą efekty dla osoby, która otrzymuje tę formę terapii.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Maciej Stanisławski

Nasz Dziennik