logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Arch./ Inne

Koło ratunkowe rzucone Platformie

Środa, 27 stycznia 2021 (11:13)

Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie senatorze, czym jest Polska 2050, nowa siła na polskiej scenie politycznej?

– W historii parlamentarnej czy pozaparlamentarnej ostatnich kliku lat mieliśmy już kilka takich politycznych wynalazków. Wystarczy tylko wspomnieć Ruch Palikota czy później Nowoczesną Ryszarda Petru, i te różne nowe inicjatywy zostały stosunkowo szybko wchłonięte przez Platformę. Niedawno była szumnie zapowiadana inicjatywa prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, zdaje się Ruch Wspólna Polska; inicjatywa, która skończyła żywot zanim na dobrą sprawę powstała. Teraz mamy Polskę 2050. Zwróciłbym uwagę, że takie ruchy powstają w momencie znaczących kryzysów Platformy. Począwszy od Palikota, a skończywszy na Hołowni mamy – za każdym razem – próbę rzucania koła ratunkowego pogrążającej się coraz bardziej Platformie.

Znamienne, że to kolejne koło rzucane jest w 20. rocznicę powstania Platformy.

– Platforma była tworzona przez trzech polityków Macieja Płażyńskiego, Andrzeja Olechowskiego i Donalda Tuska, których niesłusznie porównywano do słynnych trzech tenorów Placido Domingo, Jose Carrerasa oraz Luciano Pavarottiego. Cóż to za tenorzy, którzy uprawiając politykę, grali fałszywe takty, i tak naprawdę każdemu z nich, o co innego chodziło, a jeden z nich w tej przewrotności był szczególnie aktywny. Myślę, że na 20-lecie istnienia Platformy członkowie tego ugrupowania powinni wręczyć medal Donaldowi Tuskowi, za wyjątkowe zasługi dla rozwijania czy raczej rozbijania tej formacji.     

Niektórzy politycy Platformy odchodzą z Platformy do Polski 2050.

– Owszem, w ostatnim czasie głośne było wystąpienie z Platformy Joanny Muchy, ale ruchy odśrodkowe w tej formacji szczególnie zauważalne są na poziomie lokalnym i regionalnym. To powoduje, że poparcie dla tej formacji jest znikome i zainteresowanie przystąpieniem do niej jest bardzo małe. Można się zatem zastanawiać, czy Szymon Hołownia i ci, którzy odchodzą z Platformy, wspólnie w ciągu najbliższych dwóch trzech lat będą w stanie stworzyć coś, żeby skutecznie przeciwstawić się rządom Zjednoczonej Prawicy.

Czy tych transferów i odejść z Platformy może być więcej?

– W miarę upływu czasu z pewnością będzie ich więcej. Politycy, którzy widzą kryzys przywództwa w Platformie, brak programu i wizji, są coraz bardziej sfrustrowani i siłą rzeczy będą szukać innych możliwości.

Czym przyciąga Hołownia, czy staje się właśnie taką alternatywą dla polityków, którzy w Platformie nie widzą swojej przyszłości?

– Być może tak sądzą ci, którzy uciekają z nabierającego wody okrętu. Natomiast z Polską 2050 jest jeden problem, który nie wiem, czy outsajderzy z Platformy dostrzegają – problem, który uwidacznia się na poziomie lokalnym. Hołowni udało się oczarować pewną, dość znaczną grupę społeczeństwa – ludzi młodych i w średnim wieku, którzy nie znajdowali swojego miejsca w polityce, czy nie widzieli ugrupowania, na które byliby skłonni postawić. Dotyczy to także polityków. Szymon Hołownia jest też postrzegany przez pryzmat nadspodziewanie dobrego wyniku w wyborach prezydenckich, ale to nie jest żaden fenomen, jak określają to niektórzy.

Natomiast zawiedzeni czynią rozpaczliwe poszukiwanie – zwłaszcza ludzie młodzi upatrywali w Szymonie Hołowni alternatywy. Jednak dzisiaj na poziomie lokalnym widać frustrację tych właśnie ludzi – nie tylko w Katowicach czy na Śląsku. Ci ludzie uważają, że Hołownia ich oszukał, że w kampanii prezydenckiej mówił co innego, a w tej chwili coraz bardziej widać jakąś zmowę, jakiś nowy projekt polityczny, partyjny, jakąś tratwę ratunkową, która jest rzucana Platformie.

Ale takie projekty, jak Pan senator zauważył, były już wcześniej.      

– Owszem, tak było z Nowoczesną, która miała być alternatywą dla Platformy, ale bardzo szybko okazało się, że jest to tratwa, na którą mieli się przenieść sfrustrowani członkowie Platformy. Podobnie było z Ruchem Palikota. Przyznam, że nie wiem, gdzie ten projekt powstał, w którym gabinecie był tworzony, czy było to w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wówczas premiera Donalda Tuska czy może na Wiejskiej w Kancelarii Marszałka Sejmu, które to stanowisko piastował wtedy Bronisław Komorowski. I na coś podobnego wygląda teraz, gdzie Polska 2050 ma być tratwą ratunkową dla Platformy.

Jaką szansę ma formacja, gdy już na starcie są zgrzyty i okazuje się, że – jak Pan zauważył – lokalne struktury ugrupowania zaczynają pękać?

– Trudno spekulować, czy wróżyć, ile procent w jakiejś perspektywie może mieć ugrupowanie Szymona Hołowni, czy dajmy na to Borysa Budki lub Grzegorza Schetyny bez względu na to, kto będzie na czele tego bloku. Myślę, że te połączone siły, ten twór może mieć poparcie do 30 proc. nie więcej.

Czym różni się ugrupowanie Szymona Hołowni od Platformy, skoro nawet politycy z formacji Borysa Budki nie potrafią wskazać różnicy?

– Wcale mnie to nie dziwi, bo czy politycy z partii Borysa Budki czy wcześniej Grzegorza Schetyny są w stanie powiedzieć, co mądrego albo co dobrego zrobiła Platforma przez 20 lat swojego istnienia? Przecież zapytani przez dziennikarza politycy Platformy z ówczesnym szefem Grzegorzem Schetyną bezradnie rozkładali ręce, a mina samego przewodniczącego była bezcenna. I ta scena może być podsumowaniem całej historii działalności Platformy.

W jakim kierunku zmierza dzisiaj Platforma pod przywództwem Borysa Budki?

– Platforma jest dzisiaj partią zanikową, schyłkową i jeśli tak dalej pójdzie, to stanie się nic nieznaczącą formacją na polskiej scenie politycznej i będzie dryfować ku samounicestwieniu. Inni tylko na to czekają. Nie spodziewałbym się fajerwerków, dlatego już niedługo wynik Platformy może oscylować w granicach 10 proc., a dalej będzie tylko gorzej.

A jeśli chodzi o Szymona Hołownię, czy ma szansę zawojować polską scenę polityczną?

– Absolutnie nie. Nie da się tworzyć fundamentów poważnej partii politycznej poprzez wyciąganie polityków innych formacji, jak ma to aktualnie miejsce. Oczywiście Szymon Hołownia, który jest poza Sejmem, liczy, że tzw. spadochroniarze zasilą szeregi Polski 2050 i w ten sposób uda mu się stworzyć przedstawicielstwo w Sejmie jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Trudno też liczyć, że ci, którzy jeszcze do niedawna uważali Platformę za czołową siłę polityczną w Polsce i jedyną alternatywę dla Prawa i Sprawiedliwości, a dzisiaj odchodzą, twierdząc, że Platforma nie spełniła ich oczekiwań, że tacy zmienni politycy będą w przyszłości stali w poglądach.

Znam polityków, którzy kiedyś zasiadali w Platformie, którzy wiązali nadzieje z tym, że Polska będzie rządzona przez PO – PiS, i patrząc na to, co Donald Tusk i jego następcy zrobili z Platformy, dzisiaj są poza wielką polityką. Wielu z nich znalazło swoje miejsce w samorządach na różnym szczeblu i absolutnie się odcinają od tego, co dzieje się w Platformie, i mówią o złym kierunku, który przyjęła Platforma już w 2008-2009 roku.

PiS wygrywa kolejne wybory, dzisiaj też przoduje w sondażach, ale czy to dobrze, że nie ma konstruktywnej opozycji?

– To fatalna sytuacja dla każdej partii sprawującej władzę – szczególnie w dobie pandemii koronawirusa, w dobie wiążącego się z tym kryzysu gospodarczego. Niestety, ale cały program, jaki ma nie tylko Platforma, ale cała opozycja w Polsce, to odsunąć PiS od władzy. Nie potrafią powiedzieć dlaczego, nie potrafią wskazać konkretnych, rzeczowych argumentów, nie są w stanie wskazać, jakie błędy popełnia Zjednoczona Prawica, nie potrafią też niczego sensownego, lepszego zaproponować, a całą swoją działalność opierają na negacji.

Gdy przyjdzie im coś uzasadnić, kiedy sytuacja tego wymaga, to uciekają się do nieprawd i ogólników. Można zatem powiedzieć, że Polska jest dzisiaj w trudnej sytuacji, bo nie ma opozycji, która kontrolowałaby władzę, która proponowałaby rzeczową, konkretną dyskusję na argumenty – jak rozwiązać problemy w określonej sytuacji, aby Polska i Polacy mieli z tego korzyść. W tej chwili nie ma partnera po drugiej stronie, z którym można by usiąść przy stole i rozmawiać o konkretnych problemach państwa. To bardzo smutne.

             Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl