logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Kompromitacja Unii Europejskiej

Środa, 27 stycznia 2021 (21:02)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Unia Europejska wzywa producentów szczepionek, aby wywiązali się z wcześniejszych umów, ale ci niewiele sobie z tego robią. Tymczasem jak słyszymy, samoloty ze szczepionkami Pfizera regularnie lądują na lotnisku w Tel Awiwie. Nic więc dziwnego, że Izrael ma tak wysoki procent zaszczepień…

– Wydaje się, że Unia Europejska w obliczu poważnego kryzysu po raz kolejny pokazuje swoją słabość. Nie jest to przecież jakieś superpaństwo, zresztą my do takiej Unii nie chcieliśmy wchodzić, bo jako Polacy Unię Europejską pojmujemy jako organizację państw powołaną do rozwiązywania problemów, czy to gospodarczych, czy jakichkolwiek innych o charakterze międzynarodowym. Jednakowoż widzimy, że UE, która jest pierwsza do pouczania, strofowania innych, co trzeba zrobić, jak przestrzegać zasad praworządności itd., natomiast w sytuacji, gdy pojawia się rzeczywisty problem, a takim bez wątpienia jest pandemia koronawirusa, to niestety rzadko kiedy staje na wysokości zadania. Przypomnę tylko, że tak było chociażby w przypadku kryzysu imigracyjnego, tak samo było w ubiegłym roku, kiedy w obliczu pierwszej fali COVID-19 praktycznie żadne działania solidarnościowe przez Unię nie zostały podjęte. I podobnie jest teraz, kiedy chodzi o zakupy szczepionek, gdzie Unia Europejska jest bezradna. To wszystko pokazuje, że jednak rzeczywiście Polska powinna – w tym wypadku – liczyć na siebie. Owszem jeśli jest jakieś wspólne porozumienie, które mogłoby przynieś jakiś pozytywny skutek, to należy z tego korzystać.

Tyle że tych sukcesów brak…

– No właśnie, jak widać żadnych sukcesów w negocjacjach z koncernami farmaceutycznymi Unia Europejska nie odnosi, więc w tym wypadku nasz rząd powinien z producentami rozmawiać indywidualnie, aby zapewnić stałą dostawę szczepionek do Polski.      

Zastanawiające jest, jak te umowy między Komisją Europejską a producentami były zawierane, skoro – jak słyszymy –przedstawiciele brytyjsko-szwedzkiej firmy AstraZeneca odwołują spotkanie z przedstawicielami Komisji, co więcej słychać, że firma nie naruszyła kontraktu, bo nie wzięła na siebie żadnego konkretnego zobowiązania wobec Unii, a w umowie jest podobno zapis, że jedynie dołoży wszelkich starań...

– Wygląda na to, że urzędnicy unijni – w tym wypadku – wykazują się niekompetencją. Sam pomysł czy idea wspólnego ubiegania się i zabezpieczania dostaw szczepionek na rynek Unii Europejskiej, do każdego państwa członkowskiego, może była słuszna, natomiast wykonanie wyszło fatalnie – zresztą jak zwykle. Myślę, że jest to kolejna nauczka dla państw członkowskich Unii Europejskiej. Dlatego tak naprawdę powinniśmy wrócić do korzeni, do tych zasad, na których została posadowiona, w oparciu o które ta organizacja była zakładana. I nie próbować na siłę tworzyć unijnego superrządu, który załatwiałby za państwa unijne różne sprawy – bo to najwyraźniej nie wychodzi. Mamy tego dowody przez cały ubiegły rok, z nasileniem przy kryzysie szczepionkowym.  

Tylko jak wrócić do korzeni i idei ojców założycieli, skoro dzisiaj unijne trendy są zupełnie inne, a Bruksela zamiast rozwiązywać realne problemy, forsuje tzw. praworządność, a Niemcy realizują swoją własną politykę podporządkowywania sobie innych?

– Trzeba wykorzystywać tego rodzaju sytuacje jak ta obecnie i wskazywać, że ten zbiurokratyzowany moloch jest najzwyczajniej w świecie niewydolny i w istotnych sprawach zawodzi. Jeżeli zawodzi Komisja Europejska, reprezentując państwa Unii w tak ważnej sprawie jak dostawy szczepionek, co powinno zadziałać modelowo, ale – jak widzimy – nie zadziałało, to jest duża doza prawdopodobieństwa, że również w innych przypadkach, równie ważnych, ta reprezentacja będzie wyglądała podobnie. Dlatego uważam, że potrzeba jak najmniej centralnego zarządzania i płynących z góry decyzji. W sprawach gospodarczych państwa Unii Europejskiej powinny podejmować indywidualne decyzje – przynajmniej w takim zakresie, jak to jest zastrzeżone dla poszczególnych krajów – i konsekwentnie tej suwerenności powinniśmy pilnować.

W sprawach szczepionek, a więc życia i śmierci, widzimy jak jest, ale jednocześnie – na drugim planie – pojawia się informacja o tym, że Komisja Europejska przechodzi do drugiego etapu procedury naruszeniowej wobec Polski – w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Jak pogodzić bezradność w sprawie szczepionek i nadaktywność w atakowaniu Polski?

– Myślę, że Komisja Europejska powinna dać już sobie z spokój z tym karceniem Polski, bo my nie jesteśmy  chłopcem do bicia. Zresztą już wielokrotnie wykazywaliśmy, że organizacja sądownictwa to wyłączna kompetencja państw członkowskich Unii Europejskiej, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego jest takim samym sadem jak wszystkie pozostałe izby wchodzące w skład Sądu Najwyższego, i Unii nic do tego. Wykazywaliśmy, iż w postępowaniach dyscyplinarnych sądownictwo dyscyplinarne jest też wewnętrzną sprawą każdego państwa unijnego. To wtrącanie się komisarzy europejskich można odbierać jedynie w ten sposób jako wspieranie opozycji wobec rządu Zjednoczonej Prawicy i wspieranie nadzwyczajnej sędziowskiej kasty. A wszystko po to, żeby reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce się nie dokonała. Tymczasem niewydolny wymiar sprawiedliwości osłabia absolutnie konkurencyjność Polski w stosunku do innych państw członkowskich. I widocznie Niemcom, Francuzom czy Holendrom na tym zależy, żeby było tak, jak było.    

Czy Pana zdaniem to przypadek, że ta kwestia jest podnoszona właśnie w tym momencie? Czy to może właśnie ma przykryć indolencję Komisji Europejskiej i kryzys szczepionkowy...

– Polska z całą pewnością jest jednym z państw poszkodowanych nieudolnością Komisji Europejskiej, jeśli chodzi o zakup szczepionek przeciwko COVID-19. To bezdyskusyjna sprawa. W tej sytuacji odgrzewanie starych kotletów związanych z Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego czy szerzej z reformą wymiaru sprawiedliwości w Polsce, jest także próbą odwrócenia uwagi opinii publicznej. I chyba liczenie na to, że w Polsce niechętne Zjednoczonej Prawicy media i opozycja znów wezmą na warsztat tę kwestię i będą chcieli przykryć – jak pan redaktor zauważył – indolencję unijnych dygnitarzy w sprawie zakupu i dostaw szczepionek. Podkreślając, że sprawa tzw. praworządności, która ich zdaniem jest w naszym kraju naruszana, jest dużo ważniejsza. Ale nie sądzę, żeby to się powiodło. Jako strona rządowa jesteśmy bardzo zdeterminowani i konsekwentnie bronimy reformy wymiaru sprawiedliwości oraz statusu Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Wobec powyższego mam nadzieję, że te zakusy unijne, aby doprowadzić do wycofania się państwa polskiego z tej reformy, spełzną na niczym.  

Zgodzi się Pan z tezą, że Unii Europejskiej – jako instytucji – potrzebna jest gruntowna reforma? Bo po co komu mechanizm biurokratyczny, który jest niewydolny w obliczu kryzysów, jak ten pandemiczny?

– Taka refleksja z całą pewnością jest niezbędna, tylko czy elity brukselskie na to stać… Z całą pewnością nie może być tak, żeby w wyniku nieudolnych działań Komisji Europejskiej konsekwencje ponosili obywatele poszczególnych państw członkowskich. Nie może obowiązywać prawo silniejszego, a mianowicie, że takie państwa, jak np. Niemcy, które z jednej strony sprawując prezydencję w Unii Europejskiej, forsowały porozumienie w sprawie wspólnego zakupu i rozdziału szczepionek, a z drugiej strony jako pierwsze z tego porozumienia się wyłamały. Natomiast państwa mniejsze, państwa mniej zamożne w końcu pozostaną same na placu boju i w negocjacjach z wielkimi koncernami produkującymi szczepionki i w rywalizacji z większymi państwami, będą z góry na gorszej pozycji. W tej sytuacji rzeczywiście należałoby się zastanowić, jak dalej ma funkcjonować Unia Europejska. I pewnie po kryzysie związanym z pandemią COVID-19 szefowie rządów państw członkowskich będą musieli siąść do unijnego stołu i porozmawiać na temat przyszłości projektu pod nazwą Unia Europejska – co dalej. Z całą pewnością tych spraw nie można zamieść pod dywan, bo niezałatwione z czasem będą wracały przy innych kryzysowych sytuacjach, ze wzmożoną siłą.

Dziękuję za rozmowę.    

   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl