Czy sam wyrok i pisemne uzasadnienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji nie są tylko pretekstem do protestów i wyprowadzania ludzi na ulice przez środowiska lewicowe?
Pełzająca rewolucja proaborcyjna w naszym kraju trwa od 2016 roku. Zresztą nie jest to tylko specyfika polska, ale działania tzw. Ogólnopolskiego Strajku Kobiet wpisują się w plany i podejmowane akcje przez Międzynarodowy Strajk Kobiet. W dużym stopniu ruchy proaborcyjne w Polsce przenoszą metody zastosowane przez skrajną lewicę w Argentynie, gdzie zalegalizowano aborcję, o czym zresztą wspomniała podczas jednego z protestów Marta Lempart. Liderki protestów, feministki, które uciekają się do wulgarnych haseł i prowokacji, zapewne chciałyby, aby podobny scenariusz powtórzył się w Polsce.
W jakim kierunku może to wszystko zmierzać, kiedy organizatorzy nie zważają na żadne regulacje prawne i słyszymy o nawoływaniach do nieposłuszeństwa wobec prawa i władzy?
Konsekwencje będą różnorodne. Łamanie prawa i wulgarność demonstrantów oczywiście nie pozostaną bez śladu. Nastąpi, a w zasadzie to już się stało, upadek autorytetu państwa i służb odpowiedzialnych za zapewnienie funkcjonowania tego, co się nazywa państwem prawa. Widzieliśmy to chociażby wczoraj przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego, a także w przypadku atakowania i prowokowania policjantów. Widzieliśmy pomalowane wulgarnymi hasłami wozy policyjne, poplamione czerwoną farbą mundury policjantów. Jednak o wiele groźniejszy i trudny do naprawienia będzie dalszy upadek poziomu życia publicznego. Jesteśmy świadkami nawoływania do przemocy, agresji, co jest niczym innym jak wypełnianiem znanego skądinąd hasła „róbta, co chceta” i zanarchizowania sytuacji społecznej.
Czy zatem zachowanie organizatorów protestów nie ma cech charakterystycznych dla rewolucji lewackich, neomarksistowskich?
Rewolucje: francuska, bolszewicka, rewolta „nowej lewicy” w latach 60., miały na celu m.in. włączenie w jej szeregi –pod hasłami „wolności”, „równości”, „braterstwa”, „sprawiedliwości” – różnych i rzekomo prześladowanych grup społecznych. Teraz na sztandarach globalistycznego ruchu feministycznego pojawiły się hasła o prawach kobiet. To są tylko przewrotne hasła, które mają służyć zniszczeniu cywilizacji łacińskiej.
Kto tak naprawdę stoi za tymi protestami? Komu zależy na wywołaniu chaosu i destabilizacji państwa?
Na sprawę trzeba spojrzeć szerzej, mianowicie działania Międzynarodowego Strajku Kobiet, które podjęto kilka lat temu na ulicach krajów Ameryki Łacińskiej, były wspierane przez międzynarodowe lewicowe lobby polityczne i finansowe. Przed kilkoma dniami senat Argentyny, a więc druga izba parlamentu, zaakceptował przyjęty w końcu ubiegłego roku przez izbę deputowanych projekt umożliwiający przeprowadzenie aborcji do 14. tygodnia, ale i po tym okresie zabicie dziecka poczętego jest możliwe prawie bez ograniczeń. Hasło „legalnej aborcji bez granic” pojawiło się w Argentynie w 2017 roku. Ruchy proaborcyjne podjęły dwutorowe działania. Pierwsze: legislacyjne – mianowicie zgłoszono kilkakrotnie propozycje „legalnej aborcji”, które były odrzucane przez parlament. Drugie: „zdobycie ulic”. Zrealizowanie tych planów działań stało się możliwe za sprawą lewicowego prezydenta, który odniósł zwycięstwo w wyborach w 2019 roku. Podczas obrad senatu, który przyjął większością głosów „nieograniczoną aborcję”, Amnesty International zorganizowała tzw. happening ze świecącymi wieszakami, które – jak pamiętamy – stały się także symbolem strajkujących feministek w Polsce. Środowiskom lewicowym podobny scenariusz – rewolucyjny szturm na Kościół, rodzinę, na wartości – marzy się także w Polsce.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego i uzasadnienie możemy rozpatrywać w aspekcie prawnym. W świetle Konstytucji RP ten wyrok nie mógł być inny, linia orzecznicza jest bowiem jasna. Ale jest też porządek etyczno-moralny: czy jesteśmy po stronie życia, czy po stronie śmierci…
Proces, jaki się rozpoczął, trwa i dopiero po latach będzie można precyzyjniej określić spustoszenie, jakie dotknęło znaczącą część polskiego społeczeństwa. Niestety, urzeczywistniają się słowa Zygmunta Krasińskiego, że „narodu duch zatruty – to dopiero bólów ból”. Nasuwa się przykra refleksja, że tracimy polskość i człowieczeństwo, bo życie ludzkie jest najwyższą wartością i ma być chronione od poczęcia do naturalnej śmierci. Życiem nie można się bawić, manipulować – o czym wielokrotnie przypominał nasz Wielki Rodak, św. Jan Paweł II.
Platforma i Lewica w swoich wystąpieniach twierdzą, że protestujący „walczą o wolność”. O jaką wolność? Czy przejawem wolności jest zabijanie nienarodzonych dzieci?
Zapewnienie prawa do życia – w pierwszej kolejności tych najbardziej bezbronnych – to fundament społecznego ładu, który oparty jest na etyce. Platforma i Lewica, odrzucając prawo do ochrony życia poczętego, walczą o wolność od etyki i moralności. Tego nie można zaakceptować.
Czego możemy się spodziewać? Dokąd mogą nas zaprowadzić emocje umiejętnie podsycane przez prowodyrów ulicznych protestów?
Inspiratorom protestów chodzi o rozbudzenie emocji, prymitywnych zachowań, nienawiści – w pierwszej kolejności do Kościoła, ludzi wierzących, wywołanie irracjonalnych reakcji opartych na zjawisku „psychologii tłumu”. Taktyka taka była realizowana przez ruchy totalitarne.
Jak powinny zachować się władze wobec tych protestów? Czy w obliczu pandemii wystarczające jest przekonywanie, upominanie? Pamiętamy, co działo się jesienią – ataki na kościoły, na kapłanów…?
Myślę, że coraz bardziej powszechne jest przekonanie, że władze państwowe i ich służby w niewystarczającym stopniu wypełniają swoje obowiązki. Przede wszystkim brak jest jasnej koncepcji przeciwdziałania łamaniu prawa – ataki na kościoły, przemoc, wprowadzenie wulgaryzmów w przestrzeni publicznej, a także nieprzestrzeganie zalecanych przez rząd restrykcji sanitarnych – to wszystko będzie miało swoje konsekwencje. W tym kontekście głoszona strategia walki z pandemią, apelowanie o zachowanie dystansu społecznego, ogłaszanie „kwarantanny narodowej”, apele o obywatelską odpowiedzialność i solidarność są nieskuteczne i niewiarygodne. Cena polityczna, którą obóz rządowy może ponieść za tego typu zachowania pełne sprzeczności, może być dla niego niezwykle dotkliwa.
Jest też trzeci element polityczny, na którym ktoś próbuje zbić kapitał. Czy życie ludzkie, dla którego szacunek jest oczywistą oczywistością, powinno być przedmiotem targów?
Trybunał Konstytucyjny orzekł, że poszanowanie życia jest zapisane w Konstytucji, i tu nie ma dyskusji. Prawo to nie ma charakteru religijnego, światopoglądowego, a tym bardziej partyjnego.
Z jednej strony mamy uzasadnienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego i związane z tym protesty zwolenników zabijania dzieci, a z drugiej strony śmierć Polaka w Wielkiej Brytanii, któremu odebrano prawo do życia. Czy te wydarzenia można łączyć?
Śmierć Polaka w Wielkiej Brytanii pokazała, czym dla tzw. demokracji liberalnej jest prawo do życia, do godności, jak współczesna klasa polityczna rozumie humanitaryzm, na który tak często się powołuje. Niestety, akcja ratunkowa podjęta przez przedstawicieli polskiego rządu zakończyła się niepowodzeniem. Zwyciężyła eutanazja traktowana przez lewicę i liberałów jako jeden z komponentów praw człowieka.

