Czym jest atak na Trybunał Konstytucyjny, bo chyba tak należy określić wtargnięcie członków tzw. strajku kobiet?
– Ten atak jest wyrazem skrajnej już nawet nie niechęci czy wrogości, ale trzeba powiedzieć, że wręcz nienawiści. Przyznam, że sam – po jednym z publicystycznych programów dotyczących obrony życia ludzkiego w kontekście wyroku Trybunału Konstytucyjnego, otrzymałem serię e-maili, które swoją wulgarnością, a rzekomo pisała to kobieta, przerastały jakiekolwiek zasady. Zatem ta nienawiść jest wprost niewyobrażalna, dlatego to wszystko da się odczytywać jedynie na poziomie duchowym. Wygląda to tak, że ludzie używający takiego języka agresji wręcz popadają w jakieś zniewolenia, skoro w imię możliwości zabijania nienarodzonych dzieci są w stanie działać w sposób niewyobrażalnie agresywny. Rzeczywistość środowych czy czwartkowych protestów pokazuje, że ten bunt coraz bardziej słabnie, za to wzmaga się jego agresja.
Jak wytłumaczyć to, że wśród protestujących zwolenników aborcji byli posłowie na Sejm RP? Czy miejsce posła jest na ulicy, wśród demonstrujących, zwłaszcza w czasie pandemii?
– Nie można zabronić posłom uczestniczenia w marszach czy protestach, które odbywają się w ważnych społecznie sprawach. Natomiast w czasie pandemii takie protesty w ogóle nie powinny się odbywać, tym bardziej z udziałem przedstawicieli parlamentu, którzy powinni być wzorem i dawać dobry przykład obywatelom. Tymczasem wydaje się, że niechęć do Prawa i Sprawiedliwości, cały ten anty-PiS przysłonił oczy niektórym politykom opozycji do tego stopnia, że jak Hieronim Radziejowski sprowadzał Szwedów, tak oni są w stanie donosić na Polskę do Berlina czy Brukseli, żeby dajmy na to w ramach procedury tzw. praworządności odbierano nam unijne fundusze. Nic zatem dziwnego, że są w stanie opowiadać się po stronie Marty Lempart i całego tego rewolucyjnego szaleństwa. Co więcej, są w stanie opowiadać się po stronie Brytyjczyków przeciwko ratowaniu życia będącego w śpiączce Polaka. Zatem negują wszystko, co robi Zjednoczona Prawica, nawet jeśli robią to wbrew jakiejkolwiek logice. Ale tak bywa, jeśli ktoś kieruje się emocjami, niechęcią czy nienawiścią, z tym, że jest to prosta droga w ślepy zaułek. I tak robią niektórzy politycy opozycji, którzy nie mają innego pomysłu, jak tylko bycie anty-PiS-em.
Czym może się skończyć to nakręcanie spirali agresji, nawoływanie do buntu? Obserwujemy obrażanie prezes Przyłębskiej, sędziów Trybunału, prowokowanie i ataki na policjantów, oblewanie farbą, również ataki na dziennikarzy…
– Obelgi były też kierowane wobec Kai Godek, która w brutalny sposób została wyzwana przez jedną z aktywistek tzw. strajku kobiet podczas protestów w Szczecinie. Ale to są rewolucjoniści, którzy niewiele się różnią od rewolucjonistów znanych nam z XIX czy początku XX wieku. Ci ludzie mają podobną mentalność, także podobne metody działania, i to jest społecznie bardzo groźne. Na szczęście nie znajdują wielkiego poparcia, ale nie można tego bagatelizować, bo ostatecznie władzę zdobywają nie ci, którzy są większością, tylko ci, którzy są bardziej zdeterminowani.
Czy działania policji nie są zbyt spokojne i czy nie jest to zachęta do większej brutalizacji? W czwartek bulwersujące było wystąpienie profesor Uniwersytetu Gdańskiego, która podczas demonstracji – nawiązując do wulgarnego określenia – symbolu tych protestów „w....” mówiła, że nie ma co czekać trzy lata do wyborów, ale wybory muszą się odbyć natychmiast?
– Po części jest to oczywiście nawoływanie do buntu przeciwko legalnie wybranej władzy, ale to jednocześnie pokazuje skalę frustracji ludzi opętanych taką ideologią, pewnie też niejednokrotnie mających własne doświadczenia z aborcją, którzy w ten sposób odreagowują. Ci ludzie chcieliby rewolucji, zresztą wprost mówią, że do tego dążą i jest to niejako ich przewodnie hasło. Czy policja działa zbyt biernie…? Być może jest w tym jakiś zamysł, to znaczy władza nie chce dopuścić, żeby protestujący obwołali się męczennikami. Przecież media nieprzychylne władzy tylko czekają, żeby wysłać jakiś przekaz, obraz w świat. Być może też politycy rządzący kalkulują, że forma, jaką przybrały te protesty, sama się kompromituje, co w jakiś sposób marginalizuje ten ruch – Strajk Kobiet. Proszę zwrócić uwagę, że w październiku ubiegłego roku, kiedy te protesty ruszały, to na ulice wychodziły setki tysięcy osób, a teraz jest to garstka w porównaniu z tamtymi wystąpieniami.
Tak czy inaczej ludzie wciąż wychodzą na ulice…
– Protesty są, i pewnie jeszcze będą. Zresztą ci protestujący byliby jeszcze bardziej marginesem, gdyby nie Zachód, który jest taki jak oni. Inicjatorzy tych protestów – tak na dobrą sprawę – prezentują coś, czym Zachód już jest. I stąd to wzajemne wsparcie. Tu chodzi o zdemolowanie porządku prawnego, zdemolowanie kultury i tego wszystkiego, co w życiu człowieka jest najważniejsze – to są cechy rewolucji.
Inicjatorzy tych protestów nawołują do buntu za pośrednictwem portali społecznościowych. Czy wobec przekraczania kolejnych granic konta Marty Lempart i Klementyny Suchanow – wzorem tego, co niedawno robiono w Stanach Zjednoczonych – nie powinny zostać zablokowane?
– Gdyby Facebook czy Twitter w swojej działalności kierowały się zasadami prawa czy etyki, to pewnie można by tego oczekiwać. Natomiast te komunikatory kierują się kryteriami ideologicznymi i dlatego stoją po stronie tzw. strajku kobiet, a nie po stronie ochrony życia ludzkiego i po stronie prawa. Dlatego nie ma się co dziwić, że w dobrze pojętym własnym interesie czy interesie korporacji potrafią zablokować konto urzędującego wówczas prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, a bez skrupułów powielają treści rewolucyjne, treści środowisk takich jak „strajk kobiet”.
Po ataku na Trybunał Konstytucyjny 14 osób zostało zatrzymanych przez policję. Swoją drogą zastanawiające, jak zachowają się sądy, jeśli sprawcy zamieszek trafią przed oblicze sprawiedliwości?
– Do tej pory tacy ludzie byli w większości uniewinniani, więc i w tym wypadku nie spodziewałbym się czegoś nadzwyczajnego. Ale to jest też argument za reformą wymiaru sprawiedliwości w Polsce, żeby została przeprowadzona do końca.
Czy i jak sprawa uzasadnienia i publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego może być paliwem do kolejnych protestów i czy tak naprawdę chodzi tu tylko o prawo do aborcji?
– Aborcja jest nośnym hasłem, które inicjatorki tych protestów wzięły na swoje sztandary, ale tu chodzi także o wszystkie inne kwestie związane z rewolucją kulturową, która przetacza się przez świat i zahacza też o Polskę. Jednakowoż wydaje się, że podstawową kwestią, która w tej chwili jest elementem napięć społecznych, nie jest aborcja, którą już – rzec można – skonsumowano w sensie społecznym, natomiast na pierwszy plan wybija się lockdown, który coraz bardziej doskwiera nam wszystkim. I to jest w tym momencie element zapalny.
Czy to, że nie można pójść do restauracji, kawiarni czy na siłownię, to wystarczający powód do protestów?
– Oczywiście, że nie. Natomiast pandemia i wszystkie obostrzenia z tym związane trwają już dość długo i wielu ludziom – wcześniej aktywnym – bardzo to doskwiera. Dzisiaj wielu ludzi nie pracuje fizycznie, a więc stara się odpoczywać w sposób aktywny. I brak ruchu, brak aktywności jest teraz dla nich dużym problemem. Te problemy mają oczywiście także wymiar gospodarczy, bo ktoś, kto prowadzi siłownie czy fitness kluby, traci, ale brak ruchu zaczyna doskwierać także ludziom aktywnym. Nic zatem dziwnego, że pojawiają się depresje czy nerwice. I to jest stan napięcia, który rządzący też muszą brać pod uwagę, jeśli nie chcą doprowadzić do wybuchu niezadowolenia, a pretekstem do tego może być taki czy inny wyrok Trybunału Konstytucyjnego, podczas gdy przyczyny tego stanu tkwią zupełnie gdzie indziej.
Tyle że jeśli chodzi o bieżące protesty gra toczy się o życie nienarodzonych dzieci i co do tego ma brak ruchu czy zmniejszona aktywność fizyczna?
– Dobrze, ale trzeba się liczyć także z tym, że wskutek nagłego spadku aktywności fizycznej mogą się rozwinąć problemy zdrowotne związane chociażby z układem krążenia, co może skutkować wzrostem śmiertelności, która w okresie pandemii i tak jest wyższa. Zresztą każdy lekarz powie, że zastój, brak ruchu jest niedobry dla organizmu, że ruch jest niezbędny dla zdrowia. I tu trzeba złapać balans między tym, co wiąże się z covidem i innymi chorobami, a między tym, co wiąże się z życiem ludzkim. I jeśli się tego balansu nie złapie – mam na myśli stany napięcia, jakie są w tej chwili – jeśli rządzący nie wyczują momentu, kiedy trzeba poluzować pewne dziedziny czy branże, bo ludzie mają już dość tego zastoju, to napięcie może eksplodować i trudno będzie to wszystko ogarnąć.
Wydawało się, że tym, co wyzwoli nas z lockdownu, będą szczepionki, tyle że ich jest wciąż mniej, niż zapowiadano…
– Jaka jest przyczyna wstrzymania dostaw, to powinny odpowiedzieć koncerny produkujące szczepionki, które nie dotrzymują wcześniejszych umów. Inna sprawa, że wielu ludzi już przechorowało – jak to się mówi – bezobjawowo, nawet nie wiedząc, że byli zakażeni. Mamy nadzieję, że transmisja koronawirusa bliżej wiosny będzie się ograniczać.

