logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Próby niszczenia państwa polskiego

Poniedziałek, 1 lutego 2021 (06:59)

Aktualizacja: Poniedziałek, 1 lutego 2021 (06:59)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zwolennicy aborcji, choć mniej licznie niż jesienią, znów wychodzą na ulice, mamy zamieszki. Podobno to pokojowe protesty…

– Może warto sobie na wstępie odpowiedzieć na pytanie, co to za protesty i czego dotyczą.

Zatem co jest faktycznym powodem tych protestów, czy rzeczywiście obrona praw kobiet?

– Jest kwestia, co znaczą, jak są rozumiane owe prawa kobiet, które uczestnicy tych protestów wynoszą na sztandary. Protesty są częścią, istotą demokracji, wyrażaniem pewnej opinii, jeśli ktoś coś chce zmienić, to wysuwa postulaty. Niestety, naczelnym postulatem tego środowiska jest niecenzuralne słowo i w żadnym szanującym się państwie nikt nie może traktować poważnie takiego „postulatu”, jeśli założymy, że obowiązującym ustrojem jest demokracja. Demokracja zakłada, iż szanujemy wyniki wyborów, szanujemy prawo, szanujemy Konstytucję i traktujemy siebie poważnie. Jeśli tak, to postulat na „w” jest nie do przyjęcia, co więcej wszystkie działania, które obserwujemy na ulicach, są bardzo niepokojące. Proszę zwrócić uwagę, że tzw. strajk kobiet nie przedstawia żadnych postulatów, nie podaje żadnych racjonalnych argumentów do dyskusji, a jednocześnie nawet nie wiadomo, z kim rozmawiać, bo organizatorki twierdzą, że te protesty są de facto spontanicznymi spotkaniami towarzyskimi.

Czy to nie przypomina opozycji totalnej, która też nie przedstawia żadnego programu poza negacją i odsunięciem PiS od władzy?

– Jestem daleki od porównań politycznych, ale analizując wydarzenia z ostatnich kilku dni, postulaty i barwy sił, jakie pojawiają się na tych protestach, to można powiedzieć, że to, z czym mamy do czynienia, jest spotkaniem partyjnym sympatyków Razem, Lewicy i Nowoczesnej.

Do których – mam na myśli popieranie tych protestów – dołącza też Platforma…

– Platforma ma problem tożsamościowy, bo sama nie wie, czego chce i politycznie się miota. Z pewnością chciałaby być jedną z twarzy całego tego ulicznego ruchu, tyle że liderki tzw. strajku kobiet za bardzo tego nie chcą. Zatem jeśli chcemy zdefiniować, z czym mamy do czynienia, to możemy śmiało powiedzieć, że jest to spotkanie sympatyków poszczególnych partii opozycyjnych wobec władzy pod siedzibami urzędów państwowych.

Komu zależy na wyprowadzaniu młodych ludzi na ulice w czasie pandemii. Czym kieruje się młodzież, narażając siebie i innych?

– Inspiratorem są tu środowiska nawet nie tyle lewicowe, co wręcz lewackie, a więc środowiska skrajne. Jeśli  wsłuchamy się w postulaty liderek, jeśli przeanalizujemy konferencje, w których występują, to widać, że właściwie są przeciwko wszystkiemu. Przypomina to feministyczny „Czarny protest” sprzed kilku lat, kiedy jedna z liderek Nowoczesnej – przed Sejmem – krzyczała „dość dyktatury kobiet”, a reszta bezmyślnie powtarzało to hasło. To pokazuje, że każde hasło, każdy postulat wykrzyczany – nawet nielogiczny, bezsensowny, będzie przez tłum powtórzony i skandowany.

Zainteresowanie protestami słabnie, ale na ulice wciąż wychodzą ludzie. Co przyciąga młodych, zważając na prymitywne, wulgarne hasła i zachowania inicjatorek?

– Dzisiaj młodzież stała się zakładnikami mediów społecznościowych i to, że młodzi ludzie wychodzą na ulice, jest efektem działań portali. Jednocześnie dowodzi, że rodzina przeżywa kryzys i rodzice – często zajęci troską o zabezpieczenie potrzeb swoich najbliższych, w sposób niewystarczający kontrolują swoje dzieci, które „wychowują” właśnie media społecznościowe. To bardzo smutny, aczkolwiek prawdziwy wniosek. Dlatego warto i na ten aspekt zwrócić uwagę i zobaczyć, w jakim towarzystwie fotografuje się nasze dziecko.

Media w różny sposób relacjonują protesty tzw. strajku kobiet. Można odnieść wrażenie, że stacje komercyjne są stroną konfliktu…

– Obok mediów społecznościowych również zagraniczne stacje – tzw. wolne media, wspierają tego typu inicjatywy uliczne. Szczególnie było to widoczne w pierwszym dniu protestów, kiedy po opublikowaniu uzasadnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, w jednej ze stacji komercyjnych – przez dobrą godzinę – widniał obraz siedziby Trybunału z systematycznie powtarzaną informacją – protest o godz. 19.00. Jednym słowem, „wolne media” oddając czas, tworząc taki, a nie inny przekaz, jako tuba propagandowa stały się stroną konfliktu. Tego się nie da inaczej określić.  

Co ciekawe, robiły to te same media, które kilka tygodni temu oburzały się atakami na Kapitol, ale gdy atakowany był Trybunał Konstytucyjny, milczały…

– Atak na Kapitol był bez wątpienia aktem bezprawia, a w sytuacji, kiedy grupka trzech osób – demonstrantów, w tym jedna z liderek tzw. strajku kobiet wkraczają bezprawie na teren Trybunału Konstytucyjnego, odpalają race, zawieszają na drzwiach plakaty, to właściwie ze strony lewicowych mediów reakcji brak. Ne słyszałem słów potępienia także ze strony sił politycznych, za to mieliśmy próbę przemilczenia, usprawiedliwiania tego aktu i nazywaniem tego ekspresją. Zresztą jedna z liderek „strajku kobiet” stwierdziła wyraźnie, że to środowisko ma prawo się wyrażać tak, a nie inaczej, być bardziej radykalne, a Marta Lempart po pierwszym dniu protestów stwierdziła, że tak naprawdę gardzi wszystkimi, wszystkim i najchętniej rozliczałaby każdego, łącznie z lekarzami, sędziami Trybunału Konstytucyjnego czy politykami. Z kimś takim, kto prezentuje tak brutalny radykalizm, trudno dyskutować, bo jest to osoba niepoważna.

Słyszymy, że „skończyło się grzecznie”…      

–Owszem, padły takie słowa, słyszeliśmy, że to środowisko będzie się przyglądać lekarzom i ci, którzy będą respektować prawo, będą przez nich piętnowani. To zakrawa na nawoływanie do akcji bezpośrednich. Podobnie w odniesieniu do policjantów czy polityków. Zatem mamy do czynienia z osobą, która stała się uzurpatorem i chce oceniać innych, stając się sędzią i katem. Jeżeli ktoś głosi takie hasła, to musi to budzić uzasadniony niepokój. Warto się też zastanowić, czy wypowiadane słowa nie podpadają pod zastraszanie i groźby karalne. Co więcej, mamy wezwania do nieposłuszeństwa wobec legalnie wybranej władzy. Oby odpowiednie organy zadziałały w porę, zanim sprawa wymknie się spod kontroli.

Mamy ataki na instytucje państwa, na Trybunał Konstytucyjny, słyszymy publicznie wyrażane groźby wobec m.in. lekarzy. Zostaje przekroczona kolejna czerwona linia. Czy działania służb nie są zbyt spokojne, nie dziwi Pan bierność policji?

– Policja polska jest – jak widzimy – bardzo cierpliwa, spokojna, stonowana wobec zachowań, prowokacji. Tymczasem to bardzo spokojne zachowanie się policji, interwencja, która ogranicza się do wyprowadzenia osób, które wtargnęły na teren Trybunału Konstytucyjnego, jest określane mianem łamania praw człowieka. Widać, że dochodzimy tu do pomieszania pojęć. Policja broni protestujących przed nimi samymi, żeby sobie nie zrobili krzywdy i w tej sytuacji oskarżanie służb o agresję jest niedorzecznością. Policja – zgodnie ze swoimi zadaniami – nie powinna być i nie jest stroną, a zabezpiecza protesty, aby nie doszło do nadużyć. Jest jeszcze jeden szczegół – mianowicie są to protesty nielegalne. Mamy natomiast nowy twór prawny – spontaniczne spotkania towarzyskie – wymyślone na bieżące potrzeby. Jeśli to ma być spacer, to powinien się odbywać chodnikami, a nie ulicami jak popadnie, bez ładu i składu, z odpalaniem rac, malowaniem obiektów, jezdni farbą, co jest bezprawne i za to powinien być mandat karny. Nie wspominając już, że te „spontaniczne spotkania” odbywają się w okresie pandemii i ograniczeń z tym związanych.

Czy zatem policja powinna być bierna?      

– Absolutnie nie. Tym bardziej, że z ust organizatorów protestów słyszymy hasła typu: „Idziemy po was”, „Znajdziemy was”, „Rozliczymy was”, a przy tym padają epitety, wulgaryzmy już nie tylko pod adresem polityków, policjantów, ale także lekarzy i sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Nie wiem, czy w tej sytuacji organy, takie jak prokuratura, nie powinny reagować z urzędu. Przyzwalanie na takie zachowania może prowadzić do ruiny całego porządku prawnego państwa polskiego.

Gdzie w tym wszystkim jest opozycja?  

– Dziwi fakt, że opozycja nie tonuje ekspresji i wypowiedzi Marty Lempart, bo ten język agresji – już w czynach – może się obrócić przeciwko nim samym. Te wypowiedzi, cały ten klimat wywraca porządek prawny. I jeśli tzw. wolne media nazywają organ konstytucyjny, jakim jest Trybunał Konstytucyjny, trybunałem Julii Przyłębskiej, jeśli notorycznie w tych mediach pada określenie państwo PiS, jest to bardzo niebezpieczne. Tym bardziej dziwi fakt, że opozycja nie protestuje przeciw temu traktowaniu czy wręcz degradacji państwa polskiego i jego konstytucyjnych organów. Jeśli z tych mediów płynie przekaz, że orzeczenie czy uzasadnienie wydał Trybunał, który jest bezprawny, że to, co zostało ogłoszone, jest nieistniejącym prawem, bo wydali je wadliwie wybrani sędziowie, to może warto przypomnieć, że sędziów Trybunału Konstytucyjnego zawsze wybierał Sejm, Senat i Prezydent RP – tak było, jest i będzie.

Za rządów koalicji PO – PSL to opcja rządząca wybierała większością głosów sędziów Trybunału i nie przypominam sobie sytuacji, żeby dopuszczono kandydata przedstawionego przez opozycję – PiS. Przypomnę tylko wypowiedź jednego z liderów Platformy, który powiedział wówczas, że jak wygracie wybory, to będziecie mogli rządzić. Tymczasem dzisiaj mamy podważanie wyboru, twierdzenie, iż ktoś nie jest sędzią, mimo że prezydent wydał akt mianowania, a zainteresowany złożył ślubowanie. Próby podważania tych wyborów, nominacji pokazują, że dzisiaj próbuje się wszystko zakwestionować, cały porządek prawny państwa polskiego, a tym samym doprowadzić do absurdu, do anarchii. Klasa polityczna – opozycja – powinna być ponad takimi protestami i pilnować, aby sprawy nie wymknęły się spod kontroli, bo może się to bardzo źle skończyć.

Chce Pan powiedzieć, że jest to groźniejsze od ulicznych protestów?

– Owszem, bardziej od tłumów ulicznych obawiam się nieodpowiedzialnych polityków, którzy sami kwestionują i de facto łamią istniejący porządek prawny.

Jak zahamować ten proces degradacji państwa?      

– Widziałbym w tym rolę prezydenta Andrzeja Dudy, który powinien wykazać się większą inicjatywą. Uważam, że tu potrzebna jest inicjatywa ostudzenia emocji, całej tej mocno rozgrzanej atmosfery i uświadomienia graczom politycznym na polskiej scenie, że nie godzi się, aby polscy parlamentarzyści, w ogóle politycy, dawali zły przykład obywatelom. Ryba psuje się od głowy i to przysłowie oddaje to, z czym mamy do czynienia. Trudno oczekiwać odpowiedzialnych zachowań od Marty Lempart skoro Borys Budka i jego koledzy z Platformy czy Lewicy posługują się podobnym przekazem w mediach. Borys Budka widać nie pamięta, jak z partyjnymi koalicyjnymi kolegami wybrali sędziów Trybunału Konstytucyjnego na zapas. I jakoś nikt nie potrafi dzisiaj uzmysłowić politykom Platformy, że cała lawina związana z zamieszaniem wokół Trybunału zaczęła się od tego, że posłowie Sejmu VII kadencji złamali prawo, wybierając dwóch sędziów Trybunału, mimo iż nie byli do tego uprawnieni.

To było prawo nowego – przyszłego Sejmu VIII kadencji. Przyznam, że kiedy się kończyła VIII kadencja Sejmu, to do głowy nam nie przyszło, żeby wybierać sędziów na zapas, bo a nóż przegramy wybory, pomimo iż w kuluarach politycy opozycji mówili: ciekawe, czy PiS tak nie zrobi, czy się w ten sposób nie zabezpieczy. A zatem trzeba sobie powiedzieć jasno, kto spowodował problem, od czego się to zamieszanie zaczęło, kto jest sprowokował.

Co ciekawe, jeśli chodzi o orzeczenie w sprawie aborcji, nie jest ono krytykowane przez środowiska prawne…

– Trybunał Konstytucyjny orzeka zawsze zgodnie z Konstytucją RP i w myśl wcześniejszych orzeczeń. I jeżeli to orzeczenie jest zgodne z wcześniejszą linią orzeczniczą, co może się nie podobać, ale czego nikt nie kwestionuje, to nie można mówić, że jest ono bezprawne i niezgodne z Ustawą Zasadniczą. Proszę zauważyć, że nawet starzy sędziowie zachowali powagę i odrobinę zdrowego rozsądku i nie dali się wtłoczyć w ten polityczny, zwariowany amok. Stwierdzili jasno, że Trybunał Konstytucyjny nie miał prawa wydać innego orzeczenia i gdyby wydał inne, to wtedy złamałby Konstytucję RP. Nie może być tak, że każdy Trybunał wydaje inne orzeczenie. Na tym polega państwo prawa, że jest ciągłość władzy, jest kontynuacja i zachowanie pewnej linii także prawnej. Natomiast jeśli uważamy, że obecna Konstytucja wymaga korekty, to ją zmieńmy, tyle że póki co takiej woli politycznej nie ma.

 Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl