Według wstępnych propozycji rządu od 1 lipca 2021 r. obowiązywać miałby nowy podatek, który dotknąłby podmioty czerpiące zyski z reklam: dostawców usług medialnych, media, kina czy firmy trudniące się umieszczaniem reklam. Wobec tego część nadawców prowadziła wczoraj protest „Media bez Wyboru”. Zamiast tradycyjnych programów emitowano plansze informujące o strajku. Podobnie zareagowały także niektóre portale internetowe.
Niesprawiedliwy rynek
W ocenie dr hab. Hanny Karp, medioznawcy z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, reakcje części mediów na zapowiedzi wprowadzenia podatku są histeryczne. – Rynek reklam nigdy nie był sprawiedliwy. Podmioty, które teraz protestują, opanowały go prawie w całości, uzyskując rokrocznie setki milionów złotych wpływów z tego tytułu. Przynosiły one ogromne zyski. Inne redakcje musiały się zadowolić jedynie niewielkimi sumami lub pogodzić się z brakiem reklam. Teraz to, co obserwujemy, to histeryczna walka o zachowanie dotychczasowych wpływów. Rynek reklam już dawno powinien być ucywilizowany – zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr hab. Hanna Karp.
Projekt zakłada wprowadzenie określonego pułapu przychodów, od którego będzie pobierany podatek. W przypadku wydawców prasy opodatkowane byłyby te zyski z tytułu sprzedaży powierzchni reklamowej, które wychodziłyby ponad kwotę 15 mln zł. Z kolei w przypadku nadawania reklamy w telewizji lub radiu, albo też wyświetlania jej w kinie lub umieszczania na nośniku zewnętrznym podatek byłby pobierany ponad kwotę 1 mln zł.
Oznacza to, że podatek nie dotknie małych wydawców, a jedynie potentatów medialnych. Według wyliczeń TVP Info TVN, którego przychody roczne przekraczają 1,3 mld zł, zapłaciłby ok. 140 mln zł podatku z tego tytułu. Polsat musiałby przekazać fiskusowi ponad 100 mln zł, a Telewizja Polska – ok. 70 mln zł. Z kolei Agora – wydawca „Gazety Wyborczej” – która osiąga roczny przychód prawie 600 mln zł, zapłaciłaby ok. 33,8 mln zł.
Większą stawką mają być opodatkowane reklamy niektórych towarów. Będą to: produkty lecznicze, suplementy diety, wyroby medyczne i napoje z dodatkiem substancji o właściwościach słodzących.
Doktor hab. Hanna Karp wskazuje, że nieprawdziwe są twierdzenia, jakoby ten podatek miał doprowadzić do upadku wielu redakcji. – Takie rozwiązania funkcjonują już w innych krajach Unii Europejskiej i nikt z tego tytułu nie robi tragedii. Nie doprowadziły one do upadku dziennikarstwa. Co więcej, spadki wynikające z opodatkowania wpływów z reklam zmusiły redakcje do rozwoju dziennikarstwa jakościowego, żeby przekonać czytelnika do tego, że warto jest kupować oferowane treści – zwraca uwagę medioznawca. Swój sceptycyzm wobec tych propozycji wyraziła już Solidarna Polska i Porozumienie Jarosława Gowina. Obie formacje podkreślają, że projekt nie był z nimi konsultowany i jego ocenę wystawią dopiero po przyjrzeniu się konkretnym zapisom. Jednak – jak poinformowała Solidarna Polska – ogólna idea uregulowania kwestii związanych z opodatkowaniem wpływów z reklam jest akceptowana przez tę formację. – Projekt jest na bardzo wstępnym etapie. Nie ma jednak powodów, dla których niektóre podmioty gospodarcze nie miałyby płacić podatku od zysków, które osiągają z tytułu sprzedaży reklam. Tym bardziej że część z nich zarabia na tym rocznie setki milionów złotych. To są ogromne pieniądze – zaznaczył w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Adam Andruszkiewicz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wyjaśnił przy tym, że rynek mediów w większości jest w rękach obcego kapitału. – Niestety, na rynku mediów mamy nierównowagę. Zdecydowana większość podmiotów medialnych jest tylko polskojęzyczna, a kapitał jest zagraniczny. Zdarzają się sytuacje, że ich właściciele wyprowadzają z Polski miliony złotych. Dlaczego pieniądze te zamiast na zagraniczne konta nie miałyby trafiać na ambitne cele, jak wsparcie kultury i dziedzictwa narodowego lub na walkę z COVID-19? – pyta Adam Andruszkiewicz.
Jeżeli projekt przejdzie ścieżkę legislacyjną w niezmienionej formie, to 50 proc. wpływów z tego podatku trafi do Narodowego Funduszu Zdrowia, 35 proc. do nowo powstałego Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów, a z kolei 15 proc. zasili konto Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków. W sumie szacuje się, że z tego tytułu państwo polskie ma pozyskać kwotę 800 mln zł.
Opodatkować korporacje
Podatek ma także dotknąć międzynarodowych gigantów cyfrowych – m.in. Google’a, Facebooka czy Apple’a. – Od dawna w Polsce, ale też i w innych krajach UE mówi się o podatku cyfrowym. Jego wprowadzenie jest koniecznością. Korporacje technologiczne należą dzisiaj do najsilniejszych i najbogatszych podmiotów na świecie. Operują one pieniędzmi, które przerastają budżety wielu krajów. Uważamy, że skoro giganci dorobili się swojej pozycji dzięki społeczeństwu, to powinny się też z nim podzielić – stwierdza Adam Andruszkiewicz.
Premier Mateusz Morawiecki zabiegał na forum Unii Europejskiej o wprowadzenie podatku cyfrowego. Wstępne zainteresowanie sprawą wyraziła Komisja Europejska.
– Dzisiaj protestujące media grają na emocjach odbiorców i dlatego zyskują one poklask części komentatorów i społeczeństwa. A wystarczyło, żeby rząd poprzedził zapowiedzi wprowadzenia podatku od reklamy kampanią informacyjną, która wyjaśniłaby, jak funkcjonuje rynek mediów: dlaczego jedni dostawali setki milionów złotych, a inni nic, jak ta sprawa jest uregulowana w innych krajach i na co mają być przeznaczone te pieniądze – podnosi dr hab. Hanna Karp.

