ROZMOWA / Z Burkhardtem Gorissenem, nawróconym masonem
Jako mason stał Pan na czele Loży Rytu Szkockiego w Kolonii. Dziś jest Pan katolikiem ostrzegającym innych przed duchowymi manowcami. Kiedy i jak doszło do tego duchowego przełomu w Pańskim życiu?
Od 2001 roku w każdą niedzielę uczestniczyłem we Mszy Świętej. Powodem tego była nieszkodliwa, ale bardzo bolesna operacja. Ból zaprowadził mnie do kościoła, żeby zapalić świecę. Podszedłem do Piety, kopii słynnej Piety Michała Anioła w Watykanie. Moja babcia już się modliła w tym miejscu, kiedy jej mąż pod koniec I wojny światowej przebywał w szpitalu wojskowym, a ona od miesięcy nie otrzymywała od niego żadnych wiadomości. Więc codziennie chodziła pod Pietę i pewnego dnia zobaczyła, że marmurowy posąg otwiera usta, jakby chciał jej coś powiedzieć. To mogła być wyobraźnia, ale fakt jest taki, że kiedy wróciła do domu, na kuchennym stole leżał list ze szpitala. Jej mąż wciąż żył. Moja babcia często opowiadała tę historię. Była bardzo silna w wierze. Nauczyłem się też od niej odmawiać Różaniec. Jestem pewien, że nawet po swojej śmierci obserwowała mnie uważnie.
W duchowej rzeczywistości tworzymy systemem naczyń połączonych, niosą nas modlitwy innych?
Jestem pewien, że krewni modlili się za mnie. Ale nie tylko krewni. Zawsze przychodzą mi na myśl modlitwy, które nieustannie trwają w klasztorach i innych miejscach żywej wiary.
Zaczął Pan chodzić na Mszę Świętą, ale nadal był masonem.
– Najpierw myślałem, że nie ma problemu z połączeniem katolicyzmu i masonerii. Ale przyjaciel z Kolonii, który aktywnie wspierał mnie na spotkaniu Wielkiej Loży, podsycał moje wątpliwości. Opuścił masonerię sześć miesięcy wcześniej niż ja, ponieważ odnalazł drogę do Kościoła dzięki swojej głęboko religijnej żonie. Zapytałem więc pewnego księdza, który z kolei potwierdził moją opinię, że nie ma problemu, aby katolik angażował się w masonerię. Odniósł się do Soboru Watykańskiego II, stwierdzając, że Kościół chce współpracować ze wszystkimi ludźmi dobrej woli.
Co zatem doprowadziło do porzucenia przez Pana masonerii?
Znów choroba. Po zorganizowaniu spotkania Wielkiej Loży w Kolonii, wydarzenia, w którym wzięło udział ponad 800 gości, poczułem nagle omdlenie. Stres dał mi się we znaki. Musiałem wyhamować, wiązało się to też z refleksją nad swoim życiem, z modlitwą. Także w tamtym okresie, w 2008 roku, ksiądz z Opus Dei wyjaśnił mi, dlaczego bycie w masonerii i w Kościele się wyklucza.
Dziś ostrzega Pan przed antychrześcijańskim ostrzem działalności wolnomularzy.
Masoni protestowali przed Watykanem w 1917 roku z okazji 200-lecia istnienia. Skandowali: „Szatan musi rządzić Watykanem”, i podnieśli plakat przedstawiający szatana i Michała Archanioła. Archanioł jednak był inaczej przedstawiony niż zwykle, nie unosił triumfalnie miecza. Na obrazie masonów to szatan pokonał Michała. Naocznym świadkiem tej demonstracji był wielki polski święty, o. Maksymilian Kolbe, który w odpowiedzi założył Milicję Niepokalanej. Dzisiejsi masoni są bardziej dyplomatyczni i przedstawiają siebie jako humanistyczny związek przyjaźni. Ale 32. stopień w rycie szkockim mówi: „Jezus jest niczym więcej jak prorokiem – jak Mahomet, Mojżesz, Platon, Konfucjusz, Budda…” i tak dalej. Czy chrześcijanin może podzielać takie poglądy, skoro wierzymy, że Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem świata? Jakkolwiek masoni nie prezentują się obecnie na zewnątrz – np. jako humanistyczne stowarzyszenia przyjaciół, są i pozostaną przedstawicielami relatywizmu, przed czym ostrzegają kolejni Papieże.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

