logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Platforma to grupa interesu

Sobota, 20 lutego 2021 (18:15)

Z dr. hab. Mieczysławem Rybą, prof. KUL, historykiem, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Platforma Obywatelska opowiada się za wprowadzeniem legalnej aborcji do 12. tygodnia ciąży…

– To brzmi rzeczywiście niepokojąco, zwłaszcza w kontekście ewentualnego dojścia do władzy Platformy. Zresztą nie tylko Platforma, ale większość partii opozycyjnych w polskim Sejmie orientuje się dzisiaj lewacko. Dzieje się tak, po pierwsze, pod wpływem tzw. strajku kobiet i wiąże się z nadzieją, że młode pokolenie odda na nich głos, a po drugie, że współczesna Europa wywiera ogromne parcie na Polskę i na inne kraje, żeby rewolucji seksualnej stało się zadość. I Platforma chce się wpisać w ten scenariusz.

Politycy Platformy, którzy dotąd lawirowali, chyba po raz pierwszy ujawnili prawdziwe swoje poglądy i tak zdecydowanie wypowiedzieli się w tej kwestii?

– Przyznam, że mam wątpliwości, czy politycy Platformy w ogóle mają jakiekolwiek poglądy. Ponadto chyba widzą, że tak wieje wiatr, więc próbują coś na tej fali ugrać. Czy jednak dobrze diagnozują kierunek tego wiatru i sytuację, to nie jestem co do tego przekonany. Większość Polaków jednak nie popiera aborcji, a na pewno już aborcji na życzenie. Ponadto w Platformie ma miejsce wewnętrzny konflikt i to wszystko osłabia tę formację, która uważała siebie za partię chadecką, a po której dzisiaj już nic nie zostało. Proszę zwrócić uwagę, że Platforma wchodzi w rywalizację z Lewicą, ale sądzę, że nie są w stanie prześcignąć jej w radykalizmie. Cóż, taką drogę obrali. Myślę, że sygnał dał też sam Donald Tusk, który w niedawnym wywiadzie stwierdził, że powrót do kompromisu aborcyjnego jest już niemożliwy.

Czym dla Platformy może się skończyć to ściganie się z Lewicą na radykalizm?    

– Wbrew pozorom cała ta sytuacja umacnia Prawo i Sprawiedliwość – zwłaszcza w momencie, kiedy odczuwamy wszyscy skutki kryzysu pandemicznego. I w momencie radykalizacji opozycji PiS staje się dla wielu – dla tych, którzy nie chcą rewolucji w Polsce – partią pierwszego wyboru. Tak czy inaczej, gdyby Platforma doszła do władzy, to z realizacją tego proaborcyjnego postulatu wcale nie byłoby tak prosto. Chodzi o to, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego – nie tylko to ostatnie z października 2020 roku, ale także wcześniejsze, kiedy prezesem był Andrzej Zool, mówi jasno – że na bazie Konstytucji RP nie można dokonywać rozszerzenia prawa aborcyjnego. A jeśli tak, to musieliby albo działać wbrew Konstytucji i wbrew Trybunałowi Konstytucyjnemu – i pójść drogą rewolucyjną – albo też szukać większości konstytucyjnej, ale na to się nie zanosi.

Wychodzi na to, że partia, która na sztandarach nosi Konstytucję, sama chce tę Konstytucję łamać…

– Owszem, jest to pewien paradoks, ale to jest Platforma. Proszę też zwrócić uwagę, że to, co proponuje dzisiaj Platforma, jest wbrew temu, co orzekł Trybunał Konstytucyjny przez nich uznawany. Jednak w domyśle zawsze mogą stwierdzić, że będą chcieli zmienić Konstytucję – i tak należałoby to chyba czytać. Równie dobrze można by to czytać na zasadzie prostych, propagandowych haseł, które się wygłasza, a które niekoniecznie muszą być wprowadzone w życie.

Czy mimo wszystko ten skręt Platformy w lewo nie był ryzykowny i czy na polu radykalizacji formacja ta może odnieść jakikolwiek sukces? Czy bicie się z Lewicą o ten sam elektorat, który się nie poszerza, ma jakikolwiek sens?

– Proszę zwrócić uwagę, że Platforma dzisiaj czuje zagrożenie – nie tyle ze strony Lewicy, co ze strony Szymona Hołowni i Polski 2050. Co więcej, Hołownia sam stał się rewolucjonistą – niby katolickim, ale niewiele różniącym się od Joe Bidena, który deklaruje się jako katolik, a jednak w sferze publicznej dokonuje ruchów rewolucyjnych. Zatem Platformie wyrasta konkurencja w postaci Szymona Hołowni, co najlepiej widać w sondażach. I w tej chwili Platforma grupuje siły, żeby pokonać konkurencję, a nie zastanawia się nad tym, czy i jak wygrać z PiS-em. Przed Platformą długi marsz.

Jeśli ten marsz będzie odbywał się w lewackim kierunku, to tylko patrzeć, kiedy Platforma opowie się za eutanazją.

– Oczywiście, że jest kwestią nie czy, tylko kiedy to nastąpi. Platforma ma przecież w swoich szeregach takie osoby jak Klaudia Jachira, zwolenników ekologizmu, więc wszystko jest tam możliwe. Na przestrzeni kilku lat w Europie wszystko mocno się zradykalizowało i Platforma będzie się starała nadążać za duchem tych zmian. Proszę zwrócić uwagę, że rezolucja Parlamentu Europejskiego potępiająca orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ochrony życia ludzkiego była podjęta również głosami Europejskiej Partii Ludowej, a więc chadeków. Taką niestety chadecję mamy dzisiaj w Europie i Platforma, która ślepo podąża za wszystkimi nowinkami, jakie kreuje tzw. postępowa Unia, będzie w dalszym ciągu szła za tymi trendami.

Czy i na ile opowiedzenie się po stronie aborcji na życzenie może wewnętrznie podzielić Platformę? Czy skrzydło konserwatywne zdecyduje się oderwać, czy pogodzi się z faktami?

– Trudno powiedzieć, jak sytuacja się rozwinie. Rzeczywiście, posłowie Platformy o konserwatywnych poglądach zapowiadali ostre reakcje, ale na razie tego nie widać. Owszem, słyszymy, że trwa dyskusja, ale trudno powiedzieć, jak to się skończy. Być może nastąpi pęknięcie i jakieś polityczne transfery z Platformy – w kierunku Polskiego Stronnictwa Ludowego, które szukając miejsca dla siebie, pewnie chętnie przyjmie na pokład takich działaczy. Jednak czy tak się stanie, pokaże czas. Z całą pewnością decyzja kierownictwa i cały ten skręt w lewo osłabia Platformę, bo po pierwsze znani posłowie mogą odejść, a po drugie możemy mieć odpływ elektoratu centrowego, który uważał, że Platformę z katolickiego punktu widzenia da się zaakceptować. Opowiedzenie się kierownictwa Platformy po stronie cywilizacji śmierci pozbawiło ich złudzeń.

Ostry skręt Platformy w lewo może oznaczać rozbiór przez Lewicę, po części przez Hołownię, który już w Sejmie pozyskuje posłów, a jeszcze jak konserwatywni posłowie odpłyną do PSL-u, to co zostanie z partii władzy?         

– Do wyborów parlamentarnych z pewnością Platforma dotrwa, bo trzymają ją pieniądze na działalność partii politycznych – to jest powód, dla którego ta formacja, mimo iż o tym mówi, to tak naprawdę nie chce przyspieszonych wyborów. Przyspieszone wybory parlamentarne mogłyby się okazać największą klęską w historii tej formacji. Patrząc realnie, gdyby wybory odbyły się dzisiaj, to Platforma mogłaby zdobyć maksymalnie 10-12 procent głosów. I wszystko to, co stanowiło jej siłę jako lidera opozycji, ległoby w gruzach.

To, że Rafał Trzaskowski wyciągnął Platformę w wyborach prezydenckich, dając jej niejako drugie życie, mogłoby już nic nie znaczyć. Dlatego będą próbowali dotrwać do wyborów parlamentarnych w 2023 roku. Pieniądz, co by nie powiedzieć, jest stały, daje im komfort funkcjonowania, działania, pewne możliwości – zwłaszcza że konkurenci mają mniejsze środki. I zapewne Platforma na to liczy, że dotrwa do wyborów. Ale czasu jest jeszcze sporo, więc różnie może być.

Platforma zawsze miała duże ambicje. Po utracie władzy czuła się pewnie w roli lidera opozycji, tymczasem dzisiaj grunt coraz bardziej się usuwa spod nóg. Budka też nie spełnia pokładanych nadziei. Czy dzisiaj można w ogóle wskazać lidera opozycji?

– Nie, nie można takiego lidera wskazać. Liderzy poszczególnych formacji opozycyjnych stają do konkurencji, każdy ma ambicje, ścigają się na różne PR-owe pomysły, także na radykalizm. Borys Budka jest osłabiony, zresztą ma rosnącą wewnętrzną opozycję w partii. Zatem lidera na opozycji obecnie nie ma. Nie ma też takiej siły, która byłaby w stanie rozebrać Platformę, mającą w terenei wielu samorządowców, to wszystko jest spinane pewnymi interesami, stanowiskami itd. Zatem Platforma nie zniknie, owszem, może być poraniona.

Oczywiście jeśli tuż przed wyborami parlamentarnymi sondaże wskazywałyby, że Platforma całkowicie dołuje, to zarówno samorządowcy, jak i parlamentarzyści będą masowo opuszczać szeregi tej formacji i szukać miejsca na innych politycznych szalupach. Ale zanim do tego ewentualnie dojdzie, to dzisiaj można się spodziewać odejść pojedynczych osób, które nie bardzo wiążą polityczną karierę z Platformą i które będą chciały lokować swoją przyszłość w innych politycznych bytach. Również u Szymona Hołowni – zwłaszcza jeśli się okaże, że jego obecne sondaże przełożą się na wynik wyborczy.

Przypomnę, że chodzi nie tylko o Sejm czy Senat, ale także o Parlament Europejski. Przeskok na inną trampolinę jest zawsze ryzykowny, ale jeśli się powiedzie, to daje możliwości politycznego awansu. Natomiast ci, którzy mają poukładane swoje interesy, nie będą uciekać z Platformy, bo wiązałoby się to z utratą nie tylko swojego stanowiska, ale także stanowisk krewnych ulokowanych w różnych spółkach miejskich, radach nadzorczych czy innych. Tu wszystko jest powiązane, to jest grupa interesu.

Kompromitacja Borysa Budki otwiera możliwość powrotu Grzegorza Schetyny w roli szefa Platformy?

– Myślę, że Grzegorz Schetyna nie będzie wracał na fotel przewodniczącego Platformy, czyli w tej formule, w której już był. Natomiast myślę, że Schetyna spróbuje wrócić pośrednio za stery kierownicze w partii, to znaczy wylansować jakąś nową postać i przy niej sprawować funkcję podobną do tej, jaką kiedyś pełnił u boku Donalda Tuska. Uważam, że to jest plan Schetyny, a koniecznym do tego warunkiem jest obalenie Budki, co nie wydaje się specjalnie trudnym zadaniem.  

            Dziękuję za rozmowę.

 

  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl