logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Presja zawsze ma sens

Czwartek, 25 lutego 2021 (10:10)

Aktualizacja: 25 lutego 2021 (13:26)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Parametry epidemiczne rosną. Notujemy wyraźny wzrost testów pozytywnych i – jak podkreśla minister Niedzielski – trzecia fala się rozpędza. Czy i kiedy mamy szanse powrotu do normalnego życia, zwłaszcza że nowe mutacje są bardziej zaraźliwe?

Trudno jest powiedzieć, kiedy może nastąpić powrót do normalności sprzed pandemii. Rząd – można powiedzieć – trzyma rękę na pulsie, monitoruje sytuację i w zależności od niej – reaguje. Przypomnę też, że minister Adam Niedzielski zastrzegał już wcześniej, że w przypadku wzrostu zachorowań powrócimy do obostrzeń. W tej chwili z taką sytuacją, niestety, mamy do czynienia, bo wczoraj liczba zachorowań przekroczyła 12 tysięcy, a ponad 370 osób zmarło. Zatem pod koniec tygodnia ze strony rządu należy się spodziewać kolejnych komunikatów co do dalszych kroków związanych z walką z pandemią.

W tej chwili sytuacja epidemiczna jest szczególnie trudna w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie od soboty będą zaostrzone zasady bezpieczeństwa. Jednak trudno jest dzisiaj powiedzieć, czy będziemy mieli powrót do obostrzeń w szerszym wymiarze, w innych regionach, bo wszystko zależeć będzie od rozwoju sytuacji, która na razie nie jest dobra. I tutaj – zważając na okoliczności – przed rządem trudne zadanie. Musi bowiem reagować na zmieniającą się sytuację. Trzecia fala pandemii koronawirusa rzeczywiście zagrażała nam, a w tej chwili mamy z nią do czynienia, także z różnymi nowymi mutacjami COVID-19, dlatego prognozować, kiedy ewentualnie nastąpi odwrót epidemii – myślę, że na to jest dzisiaj jeszcze za wcześnie.

Z pewnością proces normalizacji przyspieszyłoby zaszczepienie społeczeństwa. Tymczasem na rynku szczepionek nie dzieje się najlepiej. Właściwie żaden producent nie realizuje wcześniejszych harmonogramów i deklaracji dostaw.

Rzeczywiście, sytuacja jest taka, że poszczególne państwa członkowskie muszą sobie radzić same, bo Unia Europejska – przez wielkie koncerny farmaceutyczne – została potraktowana per noga. Widać tu wyraźnie, że skuteczność mających o sobie wysokie mniemanie instytucji europejskich – w zetknięciu z twardymi realiami – jest, co tu dużo mówić, słaba. W tej sytuacji państwa narodowe – w sposób oczywisty muszą same dbać o własny interes swoich obywateli i jeśli jest możliwość uzupełnienia dostaw szczepionek poza unijnymi umowami, to trzeba z tego korzystać. Powiedzmy sobie, że Polska i tak wygląda nieźle na tle innych państw Unii Europejskiej, bo przy zastosowaniu różnych wskaźników jesteśmy w ścisłej czołówce szczepień.

Przypomnę tylko, że ponad dwa miliony dawek szczepionki już zostało udostępnione Polakom, zatem wydaje się, że przy dużej skali trudności, przy całym tym – niestety – nieudolnym działaniu Unii Europejskiej szczęśliwie rząd premiera Mateusza Morawieckiego radzi sobie nadzwyczaj dobrze.   

Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej, dlatego może warto było – wzorem Niemiec – niezależnie od wspólnych zakupów, także samodzielnie, poza mechanizmem unijnym, działać na tym froncie? Izrael czy Wielka Brytania kierujące się własnym interesem i nienależące do Unii radzą sobie dużo lepiej.

Polski rząd też prowadzi swoje negocjacje z producentami szczepionek. Niemcy – mimo złamania solidarności unijnej – zresztą nie pierwszy raz – jeśli chodzi o współczynnik zaszczepień pozostają w tyle za Polską. Z całą pewnością jest tak, że źródło szczepionek, czyli to wynikające z umowy unijnej, to jedna sprawa, ale z drugiej strony każde państwo powinno próbować negocjować indywidualnie z koncernami farmaceutycznymi dodatkowe dostawy szczepionek. I Polska to robi.

W czwartek ma się odbyć wideoszczyt Unii Europejskiej poświęcony pandemii. Zastanawiające, jak Bruksela zareaguje na list, jaki do szefa Rady Europejskiej Charles’a Michela wystosowali premierzy Polski, Hiszpanii, Danii i Belgii oraz prezydent Litwy, w którym apelują o zwiększenie dostaw szczepionek i przyspieszenie prac nad zwiększeniem mocy produkcyjnych w Unii?

Presja zawsze ma sens, i dobrze, że taki apel został wystosowany. To pokazuje, że są państwa, takie jak Polska, które nie są bierne wobec całej tej kompromitującej sytuacji. I jeżeli uda się – w wyniku tych konsultacji – doprowadzić do wspólnego stanowiska państw Unii, to być może przyniesie to pozytywny efekt w postaci przyspieszenia dostaw szczepionek. Aczkolwiek – niestety – wydaje się, że na mocniejszej pozycji są dzisiaj koncerny farmaceutyczne. To one – korzystając z nieudolności unijnych negocjatorów umów – dyktują dzisiaj warunki, to one, co trzeba też wyraźnie powiedzieć – traktują kwestię produkcji i sprzedaży szczepionek jako biznes i chcą maksymalizować swoje zyski, i to też trzeba było kalkulować, rozmawiając z nimi. Oczywiście Unia Europejska nie jest jedynym odbiorcą szczepionek, bo rynek jest wolny, i – tak jak pan redaktor zauważył – Wielka Brytania, która jest dzisiaj poza Unią, ma więcej szczepionek, Izrael też działa na tym froncie samodzielnie i jeśli te państwa oferują lepsze warunki, to uzyskują większe i szybsze dostawy niż Unia.   

Ciekawe zatem, jaką umowę podpisała Unia z producentami szczepionek, skoro dzisiaj nie potrafi wyegzekwować terminowych i w odpowiedniej liczbie dostaw szczepionek?

Jest to kwestia przede wszystkim błędów negocjacyjnych, także błędów w zawartych umowach – chociażby związanych z zastosowaniem kar czy konsekwencji ekonomicznych dla producentów szczepionek w wypadku niewywiązania się z zobowiązań. Błędy – w tym wypadku – obciążają unijnych negocjatorów, którzy za negocjacjami i podpisanymi umowami stali. Okazuje się, że w Unii Europejskiej nie są to wcale jacyś mistrzowie świata, fachowcy od negocjacji, skoro doszło do podpisania takich umów i takich warunków, których zapisów teraz nie można wyegzekwować.

Unia Europejska miała w planach do końca września 2021 roku zaszczepić 70 procent populacji. Tymczasem jeśli utrzymane zostanie obecne tempo, to w krajach Unii do tego czasu zostanie zaszczepione zaledwie 20, maksymalnie 30 procent populacji.

Sprawdza się tutaj powiedzenie: mierz siły na zamiary. Pewnie gdybyśmy wiedzieli, jak w rezultacie będzie wyglądała realizacja dostaw szczepionek przeciw koronawirusowi, to Polska zupełnie inaczej podeszłaby do zakupu. W tym wypadku zachowaliśmy się jak lojalny członek Unii Europejskiej i zawierzyliśmy tę sprawę unijnym urzędnikom i teraz, niestety, ponosimy – zresztą jak wszystkie państwa członkowskie – konsekwencje. Dla producentów szczepionek jest to biznes i nie ma się co dziwić, że chcą z tego czerpać pełnymi garściami, ale można się było przed tym cwaniactwem ustrzec. Tak czy inaczej szczepionek produkuje się coraz więcej, również kolejne firmy wchodzą na ten rynek i choć wcześniej przewidywane liczby szczepień do końca roku jak na razie rozmijają się z realnymi możliwościami, to być może w ciągu roku się to zmieni na lepsze. My musimy patrzeć przede wszystkim na Polskę, na to, aby u nas w kraju jak najwięcej osób zostało zaszczepionych. Wygląda na to, że jeśli chodzi o szczepienia seniorów, to idzie to bardzo dobrze i kolejne grupy – jak chociażby w tej chwili nauczyciele – zostaną szybko zaszczepieni. I być może nie uda się zrealizować pierwotnego planu, może nie uda się zrealizować założeń, ale tak czy inaczej liczba zaszczepionych i tak będzie wysoka.

Jakim autorytetem jest Unia Europejska – elity brukselskie, które jeśli chodzi o kwestie ideologiczne, karcą z całą mocą takie kraje, jak Polska czy Węgry, a w sprawach ważnych, jak życie i zdrowie, zawodzą?

Niestety, Unia Europejska nie potrafi zadbać o życie i zdrowie obywateli państw członków Wspólnoty, jeśli chodzi o bezpieczeństwo zdrowotne – przynajmniej w kwestiach związanych z zapewnieniem odpowiedniej liczby szczepionek. Po raz kolejny widzimy hipokryzję polityków unijnych, którzy z jednej strony mają usta pełne frazesów, a z drugiej strony popierają mityczne organizacje w Polsce, typu tzw. Ogólnopolski Strajk Kobiet, apelujące o wolny dostęp do aborcji na żądanie i de facto możliwość mordowania nienarodzonych dzieci. I tutaj, niestety, poparcie ze strony Unii Europejskiej jest oczywiste, co było widoczne zarówno w Parlamencie Europejskim, jak również w stanowiskach przedstawicieli Komisji Europejskiej. Jednak z drugiej strony, kiedy rzecz schodzi na płaszczyznę realnej walki o zdrowie i życie mieszkańców Europy, to tutaj Unia Europejska nie staje na wysokości zadania i zwyczajnie zawodzi.

                   Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl