Kolejny miesiąc trwają tarcia w Zjednoczonej Prawicy. Ryszard Terlecki twierdzi, że PiS może wystawiś listy bez koalicjantów. PiS odwołuje Janusza Kowalskiego (Solidarna Polska) z funkcji wiceministra aktywów państwowych. Nie wiadomo, czy jego miejsce zajmie polityk Solidarnej Polski. Zjednoczona Prawica dalej ma stabilną większość?
– Chociaż wszystkie podmioty koalicyjne akcentują ostatnio to, co ich dzieli, to jednak łączą ich interesy. I to pozwala nam sądzić, że Zjednoczona Prawica przetrwa do wyborów. Tarcia są próbą określenia sił i wzajemnych relacji. Solidarna Polska i Porozumienie
stawiają się PiS, to ono próbuje utrzymać nadrzędną pozycją. Załóżmy, że Jarosław Gowin przechodzi do Platformy. A ta dzisiaj nie chce przyśpieszonych wyborów, bo boi się, że przegra z Szymonem Hołownią. I to by nie była porażka, ale klęska. A załóżmy, że Gowin pójdzie do PSL. Wtedy już nigdy nie będzie miał takiej
władzy, jaką daje mu sojusz z PiS. Interesy konkretnych bytów są jasne: PiS potrzebuje SP i Porozumienia, aby mieć większość. One potrzebują PiS, żeby istnieć, żeby móc swoich ludzi umieszczać na ważnych stanowiskach. Co dałyby przyśpieszone wybory? Nic. Najprawdopodobniej utratę władzy. A na tym tracą wszyscy –
Kaczyński, Ziobro i Gowin.
Solidarna Polska zapowiada, że nie poprze funduszu odbudowy UE. To będzie większy wstrząs w koalicji niż brak poparcia tzw. Piątki dla zwierząt?
– Brak poparcia dla tzw. Piątki dla zwierząt to był już bardzo mocny wstrząs. W dodatku dotknął on całego elektoratu ZP. Takie spawy, jak polityka zagraniczna, to nie jest dodatek do koalicji. To jeden z fundamentów. Myślę, że PiS i SP rozważają wiele scenariuszy związanych z ewentualnym sprzeciwem wobec funduszu i nie
będą czekać do czasu głosowania. Ale jakie kuluarowe uzgodnienia zapadną – to czas pokaże.
Porozumienie i Solidarna Polska mogą odegrać znaczącą rolę poza Zjednoczącą Prawicą?
– Porozumienie nie ma na to najmniejszych szans. Jego pozycję dodatkowo osłabia wewnętrzny konflikt. Solidarna Polska ma na to szansę, ale tylko w koalicji. Wydaje się, że może to być Konfederacja. Obie formacje są do siebie bardzo podobne. Ale nie wierzę w to, że sama Solidarna Polska może przekroczyć próg 5 proc. Przy ciągle mocnym PiS i dobrej pozycji Konfederacji jest to raczej
niemożliwe.
Kto, według Pana, na takim rozdaniu najwięcej by zyskał, a kto stracił?
– Dzisiaj najłatwiej jest wskazać, kto najwięcej straci: Jarosław Gowin. Chociaż udało mu się utrzymać Porozumienie, to jednak cena była bardzo wysoka. Musiał powyrzucać z partii najbardziej znanych
działaczy. Dzisiaj to on straciłby na nowej umowie. PiS też będzie musiało się cofnąć, bo dzisiaj gra na to, żeby zdominować swoich koalicjantów i narzucać im swoją wolę. Tak koalicja działać nie może.
Powstała nowa prawicowa partia: Przyszłość 5.0. Powiązana jest z Instytutem Jana Olszewskiego. A ten współtworzą obecni parlamentarzyści PiS: Zbigniew Girzyński i Bartosz Kownacki oraz Paweł Poncyliusz z Koalicji Obywatelskiej. Pojawia się tam również Dawid Jackiewicz, były minister w rządzie Beaty Szydło? Jak Pan ocenia szanse tej nowej siły?
– Po stronie Zjednoczonej Prawicy i Konfederacji nie ma już miejsca. Tam nie ma już miejsca na coś nowego. Jeżeli miałby powstawać nowy byt, to taki, który przedstawiłby ofertę dla konserwatywnego skrzydła PO, które ostatnio jest regularnie upokarzane. Myślę, że przyjdzie taki moment, iż będzie się ono musiało określić, co
będzie robić dalej. Dlatego jeżeli dzisiaj miałaby powstać nowa prawicowa partia, która by stanowiła realną siłę, to powinna być dedykowana konserwatystom z PO. Przy ich pozyskaniu, a także zagospodarowaniu części centrum – mieliby szansę. Tyle w teorii polityki. Jest jeszcze polityczna rzeczywistość. Naprawdę w Polsce jest ciężko utworzyć partię polityczną, która przekroczy próg
wyborczy. Na to musi się złożyć wiele czynników, ale większych szans dla tego nowego politycznego bytu nie widzę.
Dziękuję za rozmowę.

