logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Biznes wygrał z unijną niekompetencją

Piątek, 26 lutego 2021 (20:29)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Z czego wynika kryzys szczepionkowy. Czy firmy farmaceutyczne, które teraz wycofują się z wcześniejszych deklaracji, po prostu przelicytowały, czy jest może jakieś drugie dno?

– Myślę, że wygrała stara zasada popytu i podaży – wygrała ze wszystkimi umowami, porozumieniami, jakie wcześniej zostały zawarte. Wystarczy tylko spojrzeć, jakie państwa są w czołówce szczepień. To są państwa, które nie mają nic wspólnego z Unią Europejską. Zatem – mówiąc inaczej – wygrał biznes.

Tylko że na opracowanie szczepionek i zwiększenie mocy produkcyjnych firm farmaceutycznych poszły pieniądze z unijnego budżetu. Mówi się o setkach milionów euro, tymczasem koncerny farmaceutyczne wcale nie traktują Unii priorytetowo, a szczepionki trafiają do Izraela czy Wielkiej Brytanii, które są poza Unią…

– Izrael rzeczywiście wiedzie prym, jeśli chodzi o tempo szczepień, i w liczbie wykonanych szczepień na sto osób zdecydowanie prowadzi w skali świata. Jednak szczepionki w dużej ilości trafiają nie tylko do Izraela czy Wielkiej Brytanii, która pod tym względem przoduje w Europie, ale także do krajów zamożnych, np. Emiratów Arabskich czy chociażby do Kataru. Zatem mówimy o państwach trzecich, które wykładają duże pieniądze, płacą i otrzymują szczepionki. Po prostu wygrało prawo rynku.

Nie jestem medykiem, ale wydaje mi się, że producenci szczepionek podchodzą do tej sprawy biznesowo. Co więcej, mają też świadomość, że trzeba jak najszybciej sprzedać i wyszczepić jak najwięcej ludzi. Bo skoro słyszymy o różnych nowych mutacjach koronawirusa, to nikt nie wie, czy na przełomie roku nie będzie potrzebna nowa broń, nowa szczepionka.

Tak czy inaczej jakieś umowy były zawierane, jacyś unijni negocjatorzy przygotowywali umowy z firmami farmaceutycznymi. Tymczasem dzisiaj to koncerny dyktują warunki Unii…

– Tego typu kontrakty zawsze są utajniane. W związku z tym prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, jakie były warunki, jakie były ustalenia. Może jednak warto przypomnieć, że państwa na gruncie unijnym miały postawiony warunek – takie było ustalenie, że jeśli chodzi o szczepionki, to działamy wspólnie, solidarnie. Proszę sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby Polska wyłamała się z tych ustaleń, gdyby nie podpisała tych ustaleń…Opozycja i wspierające ją media, wrogie rządowi, medialnie „rozjechałyby” premiera Morawieckiego i rząd Zjednoczonej Prawicy za taką postawę jako antyunijną, antysolidarnościową. Takie są fakty, tymczasem rzeczywistość chyba przerosła wszystkich.

Niemcy jako pierwsze złamały zasadę unijnej solidarności…   

– To prawda, ale dzisiaj ta tama pękła. Stąd wiele państw, widząc nieudolność Unii Europejskiej, na własną rękę stara się zdobyć szczepionki. Wspomnę tylko, że w niektórych państwach już się pojawiają szczepionki zupełnie innych producentów. Na przykład na Węgrzech jest szczepionka zarówno chińska, jak i rosyjska. Inaczej mówiąc, cierpliwość państw członkowskich – w obliczu wzrostu tempa zakażeń i zagrożenia epidemicznego – się wyczerpała. Trzecia fala, która jest już z nami, powoduje, że unijna pseudosolidarność idzie na bok, a wygrywa narodowy egoizm. Choć nie wiem, czy w tej sytuacji jest to odpowiednie słowo. Może lepsze byłoby słowo „rozsądek”.

Zakończył się unijny wideoszczyt, gdzie szefowie państw członkowskich zastanawiali się, jak usprawnić łańcuch dystrybucji szczepionek do państw Unii. Czy Unia zrobiła wszystko, żeby w sposób skuteczny zwalczyć pandemię?

– Myślę, że była pewna furtka, pewien sposób, żeby przycisnąć producentów szczepionek. Mianowicie, jednym z warunków kontraktu powinna być możliwość znalezienia na terenie Unii Europejskiej partnerów kooperujących z producentami w rozlewaniu szczepionek – już na terenie państw członkowskich. Wszystko po to, żeby złamać centralizm. Praktyka pokazuje, że jeśli mamy wspomniany centralizm, kiedy wszystko odbywa się w jednym miejscu, to również wydolność systemu może być mniejsza. Natomiast, gdyby wspomniany proces rozłożyć na wszystkie państwa, to sądzę, że byłoby to prostsze i szybsze. Zaznaczam przy tym, że nie jestem farmaceutą, nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale sądzę, że ten temat warto było rozważyć, żeby sprawę dopiąć.

Podczas unijnego szczytu dyskutowany był także wariant zamknięcia granic unijnych, za czym optują Niemcy, którzy jeszcze niedawno otwierali granice Unii dla imigrantów. Pojawił się też wariant paszportów szczepionkowych...

– Niemcy rzeczywiście mają wiele na sumieniu, jeśli chodzi o kryzys migracyjny w Europie, który de facto wywołali. Natomiast przez rok pandemii właściwie chyba wszystkie państwa Unii Europejskiej miały doświadczenia z zamykaniem granic, czy też ograniczaniem w ruchu lotniczym. To pokazuje, że w obliczu koronawirusa działamy punktowo, reagujemy w zależności od sytuacji. Oczywiście w obliczu rozprzestrzeniania się pandemii kontrole graniczne w strefie Schengen, kontrole wewnętrzne muszą wracać. I to jest jedna sprawa.

Natomiast jeśli chodzi o tzw. paszporty szczepionkowe, to uważam, że paszport covidowy jest chybionym pomysłem. Myślę, że najprostszą formułą, która może być powszechna, są obowiązkowe testy przed wylotem, czy przed wyjazdem, czy też ewentualna kwarantanna dla osób przybywających do kraju. Jak widać, najbardziej skuteczne są stare, najprostsze sposoby, a więc m.in. zasada DDM, czyli dystans, dezynfekcja, maseczka, oraz rozsądek na każdym miejscu, co może się okazać najbardziej skuteczne.

Jakim autorytetem jest Unia Europejska, która jeśli chodzi o skuteczność zabiegania o szczepienia obywateli Wspólnoty, przegrywa z poszczególnymi państwami, które były w stanie zadbać o szczepionki i poradziły sobie na tym froncie?

– Proszę sobie przypomnieć początki pandemii, jak wyglądała skuteczność zarządzania na gruncie Brukseli odnośnie do problemów we Włoszech, w Hiszpanii czy Portugalii. Działania, a właściwie ich brak pokazują, że rozbudowane do niesamowitych rozmiarów struktury biurokratyczne Unii Europejskiej są nieskuteczne. Jest problem organizacyjny, decyzyjny. W zetknięciu się z realnymi trudnościami, wyzwaniami, na tym froncie Bruksela przegrywa. Jednocześnie wszystkie poczynania Komisji Europejskiej, wszystkie działania podejmowane przez ośrodki brukselskie, gdyby nie były dociśnięte indywidualnie przez każde z państw członkowskich, nie miałyby racji bytu. Jedno jest zatem pewne, że od formuły państw narodowych nie da się uciec. Każde z osobna jest instytucją od strony operacyjnej najbardziej sprawdzoną. I to jest, jak sądzę, ważny wniosek. Natomiast Komisja Europejska – w obliczu realnych problemów – jest bezradna, nieudolna i po raz kolejny udowadnia, że nie zdaje egzaminu. Z tego też należy wyciągnąć wnioski i nieudolnym urzędnikom po prostu nie powierzać ważnych spraw do załatwienia, bo zwyczajnie ich to przerasta.

Ta nieudolność nie przeszkadza jednak Unii Europejskiej ideologicznie karcić takie kraje jak Polska czy Węgry?

– I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wychodzi na to, że w tzw. miękkich sprawach unijni biurokraci są aktywni i skuteczni. Co rusz słyszymy, że atakowana jest Polska czy Węgry za nieprzestrzeganie tzw. praworządności. W Europie karci się tych, którzy ośmielają się mieć inne zdanie. Co więcej, próbuje się karać finansowo państwa niepokorne, wymyślając różne mechanizmy podporządkowania ich woli Brukseli. Na gruncie ideologicznym czy na gruncie światopoglądowym unijni technokraci wymyślają różne niestworzone rzeczy, narzucają innym swoją wolę, i co ciekawe nie ponoszą z tego tytułu żadnej odpowiedzialności. Debatować o niczym potrafią w nieskończoność. Natomiast tam, gdzie pojawiają się konkretne problemy, dotyczące jak w tym wypadku zdrowia i życia milionów ludzi, są bezradni, nieudolni, jak dzieci we mgle. Problemy ich przerastają.

             Dziękuję za rozmowę.              

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl